Uwielbiam używać wyobraźni – rozmowa z Brandonem Sandersonem

przez , 24.mar.2017, w Fantastyka

Z wizytą do Polski przyjechał Brandon Sanderson, autor popularnych powieści fantasy, m. in. „Z mgły zrodzonego” czy „Drogi królów”. Zapytałam go o techniczne aspekty pracy pisarza i to, co mu się tak podoba w fantastyce :-)

Pierwsze pytanie, które mnie najbardziej dręczy. Pańskie książki mają wiele wątków, które się ze sobą przeplatają i mieszają na różnych poziomach. Jak jest Pan w stanie to wszystko ogarnąć i nad tym zapanować?

- To rzeczywiście skomplikowane i wymaga bardzo dobrej organizacji. Mam  asystenta, nawet kilku. Jeden od „ciągłości”, która jest najważniejsza. Mam też swoją osobistą „encyklopedię”, w której znajdują się wszystkie informacje z wcześniejszych książek. Kiedy napiszę nową książkę, asystent wprowadza wszystkie informacje z niej właśnie do tych zasobów. Będę mógł z tego korzystać pisząc kolejne książki.

Jak to się stało, że został Pan pisarzem? Na początku studiował pan nauki ścisłe

- Rzeczywiście zaczynałem od nauk ścisłych, ale potem już studiowałem pisanie. Uprawiam taki gatunek literacki, tak zwany high fantasy, w którym co prawda funkcjonuje magia, ale jest to magia działająca według naukowych zasad, więc udaje mi się to połączyć.

Skąd zainteresowanie fantastyką?

Powiem przewrotnie – dlaczego nie fantastyka? Uwielbiam używać wyobraźni. Fantasy daje mi niesamowitą możliwość zarówno uczestniczenia w procesie twórczym, jak przy innych rodzajach literatury,  ale też wymaga nadzwyczajnej inwencji.  To ekscytujące i bardzo rozwija wyobraźnię. W fantasy znajdziemy to samo, co w innych gatunkach literackich. Świetną stylistykę, jak u Ursuli Le Guin, możemy mieć kryminał, możemy mieć romans, powieść przygodową… A przy okazji tworzymy całkiem nowy świat z całkiem nowymi zasadami. Gdybym miał tworzyć „zwykłą” literaturę, brakowałoby mi właśnie tego elementu.

Jest jakiś pisarz, który jest dla pana szczególna inspiracją?

-Nie mógłbym wymienić jednego autora. Ale gdybym mógł wybrać wielu, moja odpowiedź będzie nietypowa – to moi studenci. Uczę kreatywnego pisania na uniwersytecie. Reakcje młodych ludzi, którzy są zapaleni do tego, żeby tworzyć  są odżywcze i ekscytujące. Rozmowy z nimi zawsze pozwalają mi odkrywać nowe rzeczy i są nieustannym źródłem inspiracji. Ale oczywiście jest wielu wspaniałych pisarzy, którzy wpłynęli na to, w jaki sposób piszę.

Są całe grupy fanów, grupy i fora internetowe, zajmujące się światami Brandona Sandersona. Ma Pan z nimi kontakt? Podrzucają panu pomysły, rozwiązania?

- Niezbyt często kontaktuję się z takimi grupami, choć jestem szczęśliwy, że istnieją. Odpowiadam na pytania, które mi zadadzą ale staram się zbytnio nie angażować. Wydaje mi się, że członkowie takich grup najbardziej są podekscytowani teoriami na temat tego, co może się wydarzyć. Moje zaangażowanie te teorie by zniszczyło a dyskusje uczyniło niepotrzebnymi. Gdybym na przykład odpowiedział, jakie będzie zakończenie danego wątku czy historii, uciąłbym wszelkie teorie na ten temat i zepsuł im zabawę.

Skąd Pan czerpie pomysły do książek?

- Odpowiedź na pytanie, skąd czerpie się pomysły jest dla każdego pisarza najtrudniejsza. Ze wszystkiego co mnie otacza. Nie mam jednego miejsca, do którego sięgam. Inspiruje mnie cały świat. Czasem to książka, którą przeczytam, ludzie, których spotykam, program, który obejrzę. Czasem mam do czynienia z historią, w której czegoś mi brakuje. Z tych luk, rzeczy niedopowiedzianych powstaje moja opowieść.

Czy zaczynając nową historię ma Pan ułożony plan od początku do końca czy tez pisze Pan i patrzy, jak historia się rozwija?

- Po trochę tego i tego. Bardziej planuję niż odkrywam. Kiedy zaczynam, mam już konstrukcję świata i główny tok fabuły, większość wątków. Postacie rozwijają się w trakcie pisania, bo nie można przecież zaplanować wszystkiego. Zawsze w trakcie pisania pojawia się coś nowego.

Czy jest taka pańska książka, która jest panu najbliższa i dlaczego?

- Wszystkie książki to moje dzieci. Nie jestem w stanie wybrać jednej. Wszystkie są mi bliskie i czuję z nimi taki sam związek. Gdybym nie był do nich przywiązany, to bym ich nie napisał.

Cierpiał Pan kiedyś na blokadę twórczą?

- Nie. Nie bardzo wiem, co to jest. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś mówi, że ma blokadę, to tak naprawdę nie do końca wie, jak wygląda proces twórczy. Co nie zmienia faktu, że były takie książki, których pisanie sprawiało mi większą trudność niż innych. Najtrudniejszą książką był chyba ostatni tom cyklu „Koło czasu”, kontynuacja pracy Roberta Jordana. Ten cykl obejmował 20 lat, trzeba w tym tomie było zamknąć wszystkie wątki i wymagało to dużo skupienia, przemyśleń i uważnej redakcji, po której wiele rzeczy musiałem pisać jeszcze raz. Trudna też była „Studnia wstąpienia”, pierwsza kontynuacja, jaką kiedykolwiek napisałem. Nie byłem pewien jak to się robi, stąd trudność.

Pańskie książki – cykle pisane są czasem przez wiele lat. Nie jest Pan nimi znudzony?

- Dobre pytanie. Tworzę różne rzeczy. Robię kilka projektów na raz, a właściwie na zmianę. Gdybym miał robić tylko jedną na raz, rzeczywiście bardzo szybko bym się wypalił.

Woli pan pisać długie powieści czy opowiadania? To zupełnie inny rodzaj pracy.

- Rzeczywiście ich tworzenie wygląda zupełnie inaczej. Ja bardziej komfortowo czuję się pisząc długie formy. Zdecydowanie napisałem więcej długich powieści niż opowiadań, a i opowiadania należą do tych dłuższych, bardziej przypominają mikropowieści.

Czy jest taka książka, którą chciałby Pan napisać, ale się nie odważył?

- Może nie tyle się boję napisać, ale nie czuję się gotów. Mam teraz bardzo do napisania w swoich cyklach i jest taka jedna książka, do której w związku z tym podchodziłem już dwukrotnie. To początek całego cyklu „Cosmere”. Mam już do niej tytuł, ale widzę, że muszę napisać więcej książek w poszczególnych cyklach, zanim złapię się za ten początek.

 

 

 

 

 

 

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Sekrety świata roślin

przez , 23.mar.2017, w Bez kategorii

W dziwnych czasach żyjemy. Z jednej strony gardłujemy, że święte prawo własności upoważnia nas do wyrżnięcia na własnym terenie wszystkiego, co zielone – z drugiej – protestujemy, manifestujemy, przestawiamy się na wege jedzenie a „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena staje się światowym bestsellerem.  Z jednej strony mamy tych, którzy uważają, że Bóg uczynił ziemię poddaną człowiekowi a myśliwy i drwal to tak naprawdę obrońca przyrody – z drugiej tych, którzy najzwyczajniej w świecie potrafią się rozpłakać, bo ktoś właśnie ściął drzewo, na którym jako dziecko mieli huśtawkę.

Zdecydowanie nie potrafiliśmy w sobie wypracować metody współistnienia z naszymi zwierzęco – roślinnymi braćmi. Pojawia się jednak tego współistnienia coraz więcej podręczników (jak książki wspomnianego już Wohllebena czy kolejny bestseller, „Życie pasterza” Jamesa Rebanksa) i przewodników, przypominających nam wiedzę naszych babek, rozmaitych szamanów i czarowników, nawet rolników. Ludzi, którzy potrafili czerpać z ogromnego skarbca, jakim jest natura, nie doprowadzając do kompletnej ruiny.

„Sekrety roślin” przypomina mi stare kalendarze, które dawno, dawno temu babcia wieszała w kuchni. To taki miszmasz encyklopedycznej wiedzy o naukowcach i odkryciach, przeplatany ciekawostkami i poradami, na przykład jaka roślina i w jaki sposób się posłużyć, żeby wypędzić muchy z kuchni. Znajdziemy tu całą masę wiedzy, powiedziałabym, krzyżówkowo-domowej, takiej, która zapadnie gdzieś w pamięć i nigdy w życiu nam się nie przyda aż po taka, którą możemy wykorzystać (chociaż w tym drugim przypadku to ja może bym jednak sięgnęła po dodatkowe źródło). To nie tak fascynująca opowieść jak wspominane wyżej „Sekretne życie drzew”, ale coś w rodzaju książki-zabawki, trochę chaotycznej, trochę niepozbieranej, czerpanej ze źródeł historycznych na zmianę z opowieściami rodzinnymi. Jej autorka to osoba specyficzna, bo najpierw samotnie zjeździła na motocyklu cały świat (jako pierwsza kobieta), a potem założyła własny ogród i siłą rzeczy weszła w świat roślin.

„Sekrety roślin” niekoniecznie nadają się do czytania jednym ciągiem, forma książki to po prostu krótsze lub dłuższe „wrzutki” o roślinnej tematyce. Bardziej  widzę książkę umieszczona gdzieś w piknikowym koszyku, kiedy będziemy – szczególnie z jakimiś ciekawskimi i żądnymi wiedzy młodymi ludźmi – szli na spacer na łąkę, ogrodu czy do parku. Szczególnie, jeśli zamierzamy ich wychować na pełnych szacunku do przyrody dorosłych ludzi.

Tytuł: „Sekrety roślin”

Autor: Anne-France Dautheville

Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Dzisiaj rozmawiamy o Pani – żony sławnych mężów

przez , 22.mar.2017, w biografia

Za każdym sławnym mężczyzną stoi kobieta. Może nie do końca nieznana, co udowadniają bohaterki książki, ale taka, która jest w cieniu, nawet jeśli realizuje własne marzenia. Agnieszka Nabrdalik znalazła siedem kobiet, które opowiedziały o swoim życiu z mężami, bez nich lub…pomimo nich.

Bohaterkami książki są Monika Gawlińska, Alicja Kapuścińska, Wacława Myśliwska, Karolina Niedenthal, Jolanta Pawlik, Anna Religa i Wiesława Starska. Dbają o interesy mężów, znoszą ich nieobecność a przede wszystkim – pozwalają im na zawody, które są miłością ich życia. Gdy czyta się te wywiady ma się wrażenie trochę smutku, a trochę podziwu. Bo kobiety te świadomie usuwają się w cień,  tworzą domy, podporządkowują swoje życie życiu tego sławnego. Chociaż nie do końca tworzą tylko domowe ognisko i pieką babki. Alicja Kapuścińska odniosła sukcesy w pediatrii, tworząc rewolucyjną teorię leczenia celiakii, Jolanta Pawlik wydaje swoje płyty, cieszące się uznaniem krytyków, Wiesława Starska to znana i ceniona kostiumografka. Jak wiele by jednak w życiu nie osiągnęły i jak bardzo by nie były spełnione widać w tej książce, że nie przywykły mówić o sobie. Autorka często wyciąga z nich zwierzenia (chociaż nie spodziewajcie się skandali rodem z Pudelka), zwłaszcza te dotyczące osamotnienia. Bo mąż pracuje, wyjeżdża, nie ma go. Jedne to znoszą, inne, tak jak Karolina Niedenthal w strategicznym nawet dziejowym momencie stają okoniem i kategorycznie życzą sobie rodzinnego wyjazdu na saksy. Jedne bywają zazdrosne, tak jak Monika Gawlińska, mająca świadomość otaczających rockandrollowca gruppies, innym wystarcza, że mąż dzwoni codziennie z końca świata, pyta o radę. Nie oczekują codziennych wyrazów miłości, ale mają jej nieustającą świadomość.

Oczywiście nie dało się w książce uniknąć rozmowy o sławnych mężach – Agnieszka Nabrdalik raczej odczarowuje te rozmowy, stopniowo zmienia w nich punt nacisku, z „on” na „ty”. Czy da się to rozpleść i oddzielić? Chyba nie bardzo, jak to bywa w parach, które spędziły ze sobą wiele lat i stworzyły swoistą dwuorganizmową symbiozę.

To ciekawe rozmowy, bynajmniej nie o tęsknocie, samotności i czekaniu. Ich bohaterki to silne osobowości i niesamowicie silne kobiety. Zresztą – czy mogą być inne żyjąc z geniuszami, artystami, odkrywcami?

Tytuł: „Dzisiaj rozmawiamy o Pani”

Autor: Agnieszka Nabrdalik

Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, , , , , , , , , , , , więcej...

Harlan Coben – Już mnie nie oszukasz

przez , 21.mar.2017, w Thriller

Jak cienka granica dzieli człowieka od szaleństwa? I ile ciosów może na siebie przyjąć człowiek? Kapitan Maya Stern tragicznie straciła ukochaną siostrę, jej mąż został zamordowany, a noc w noc kobietę prześladują głosy zabitych w jednej z akcji cywilów. Więc gdy któregoś razu na nagraniu z domowej kamery kobieta widzi zmarłego męża bawiącego się z córeczką, jest prawie pewna, że przekroczyła granicę i nie może więcej sobie ufać. Prawie. Bo jest jednak szansa, że z Mayą ktoś sobie brzydko pogrywa. I mocno się natnie, bo kapitan Stern nie należy do osób, z którymi można grać bezkarnie.

Jeśli szukacie książki, która dostarczy wam doskonałej rozrywki i dreszczu ekscytacji Harlan Coben zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Wartka akcja, nagłe zwroty akcji, nieustannie podtrzymywane napięcie i zaskakująca puenta – tak jest i tym razem. Do tego dochodzi konstrukcja postaci, a Maya Stern to prawdziwy majstersztyk. Twarda, konsekwentna, asertywna, stanowcza, czasem bezwzględna, niesamowicie wręcz opanowana. W tej postaci nie ma żadnej niekonsekwencji, jest przemyślana w najdrobniejszych szczegółach i przy niektórych mało sympatycznych cechach budzi sympatię czytelnika.

„Już mnie nie oszukasz” to historia prywatnego śledztwa, ale Coben porusza w książce niezwykle aktualny temat, jakim jest przejrzystość informacji i prawo obywatela do informacji. Jeden z bohaterów książki to taki Julian Assange, twórca WikiLeaks. Corey Demaskator umożliwia publikację filmów, dokumentów, nagrań, zdjęć, które obnażają nielegalne czy nieetyczne działania rządów i koncernów. Oczywiście, materiały te często bywają zdobyte nielegalnie, co budzi pytania o etykę działań Coreya. Zresztą pytanie czy działając niezgodnie z prawem, nieetycznie można doprowadzić do czegoś dobrego to pytanie – puenta całej książki. Czy mamy prawo poświęcać jednostkę dla większego dobra? Czy ktoś, kto zabija mordercę jest mordercą czy mścicielem, jest dobrym czy złym? Ja na te pytania nie odpowiem, Coben na nie też nie odpowiada, ale czasem, nawet czytając thriller, warto się nad tym zastanowić.

Świetna lektura, której puenta naprawdę nas zaskoczy.

Tytuł: „Już mnie nie oszukasz”

Autor: Harlan Coben

Wydawnictwo Albatros

Zostaw komentarz :, , więcej...

Esther the Wonder Pig czyli jak dwóch facetów pokochało świnię

przez , 16.mar.2017, w Reportaż

Spodziewałam się sympatycznej książki o słodkim zwierzątku, dostałam historię miłości. Miłości człowieka do zwierząt i miłości między ludźmi, która każe im wspierać się w najbardziej szalonych pomysłach nawet jeśli nie ma się ochoty na ich realizację. I przede wszystkim zaczęłam się zastanawiać nad zmiana diety, a o to chyba autorom chodziło…

Steve i Derek to sympatyczna para. Steve pracował jako agent nieruchomości, Derek jako prestidigitator. Mieszkali w domu pełnym zwierząt, psów i kotów. Pewnego dnia Steve dostał propozycję przygarnięcia świnki miniaturki i tak zaczęła się największa przygoda jego – i Dereka – życia. Dziś funpage Esther the Wonder Pig ma ponad milion polubień, a bohaterka całego tego zamieszania przekonuje kolejne miliony ludzi do zmiany swoich nawyków, nie tylko żywieniowych.

Książka to opis przede wszystkim zabawnych – i jednocześnie tragicznych przygód, jakie przeżywali Steve i Derek, kiedy świnka zamieszkała w ich domu. Okazało się, że do tej pory otwarty dla gości, pedantycznie wysprzątany dom może stać się wysmarowana olejem pułapką a Esther wymaga nieustającej uwagi. I bynajmniej nie jest świnką miniaturką, bowiem jeszcze przed skończeniem dwóch lat ważyła ponad 200 kilogramów. I zachowywała się jak pies i kot jednocześnie.

Przygarnięcie Esther było dla bohaterów i ich znajomych – a także dla mnie jako czytelnika – punktem wyjścia do rozważań, w czym jedne zwierzęta są gorsze od innych. Co sprawia, ze jedne zjadamy bez głębszej refleksji a nad krzywdą innych się pochylamy. Sama mam kota, miewałam psy i o ludziach, którzy je krzywdzą myślę same brzydkie rzeczy. Podobnie jak o myśliwych. A jednocześnie nie odrzuca mnie od panierowanego kurczaka. Bohaterowie mieli podobnie – psy i koty uwielbiali, podobnie jak smażony bekon czy burgera. A tu nagle w ich domu zagościła mądra, urocza, sprytna, szaleńczo inteligentna i słodka świnia. I jak można wsuwać ten bekonik patrząc jej w oczy? Trąci kanibalizmem…I co sprawia, że jedne zwierzęta według nas zasługują na szczególna ochronę, inne nie? Skąd ta rozbieżność? Dla bohaterów książki przygarnięcie Esther było początkiem drogi, na końcu której jest weganizm i kupno farmy, na której znajdują azyl rozmaite zagubione zwierzęta.

„Esther the Wonder Pig” dziś zachęca wielu ludzi do zmiany swoich nawyków i pewnie po lekturze książeczki odczujecie co najmniej niepokojące piknięcie (ja odczułam). Przede wszystkim jest to jednak prześmieszna historia dwóch sympatycznych facetów, którzy absolutnie nieświadomie ściągnęli na siebie tajfun kłopotów, będąc – czasem nawet dosłownie – po kolana w g…no, odchodach J

Tytuł: „Esther the Wonder Pig, czyli jak dwóch facetów pokochało świnię”

Autor: Caprice Crane, Steve Jenkins, Derek Walter

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...