Dobranoc, Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach

przez , 19.sty.2017, w Reportaż

Dwa lata temu miałam okazję uczestniczyć w 70. rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Służbowo, więc emocje powinny mi być dalekie. A jednak było wiele takich momentów, kiedy nie mogłam powstrzymać łez. Jednym z nich było spotkanie z Ocalonymi. Między innymi spotkałam wtedy pana Karola Tenderę, jednego z bohaterów książki „Dobranoc, Auschwitz”, człowieka, którego walkę o dobre imię Polski szczerze podziwiam. Tym bardziej, że pan Karol robi to, na co nie odważyły się kolejne rządy i dyplomaci – o walkę z każdym określeniem „polskie obozy koncentracyjne”. Pan Karol to niesamowity człowiek. Jak zresztą pozostali bohaterowie książki.

Jest 2012 rok. Reporter Maciej Zdziarski przygotowuje materiały o starości i starzeniu się. Trafia do Szpitala Uniwersyteckiego i lekarki, Alicji Klich – Rączki, która poza pracą w szpitalu zajmuje się opieką nad byłymi więźniami obozów koncentracyjnych. Tak zaczyna się historia, w której są rozmowy, spotkania, nagrania, wizyty w szkołach i wreszcie „Dobranoc, Auschwitz” – reportaż o tych, którzy przetrwali i wciąż żyją wśród nas. Choć jest ich coraz mniej. Autorzy są zafascynowani, jak zresztą wszyscy, którzy zetknęli się z Ocalałymi. Jest w tych ludziach niesamowita siła i wola walki. Bardzo im potrzebna, bo przeżycie Auschwitz często nie kończyło ich kłopotów. Ocaleni budzili zainteresowanie służb bezpieczeństwa, zmagali się z problemami zdrowotnymi, szukali rodzin… Zupełnie niesamowita jest historia jednej z bohaterek, Lidii, Białorusinki, która trafiła za druty jako trzyletnia dziewczynka. Oddzielona od matki i przygarnięta przez Polaków odnalazła ją cudem już jako dorosła dziewczyna, budząc międzynarodową sensację.

„Dobranoc, Auschwitz”, choć opisuje straszna rzeczywistość obozów koncentracyjnych, skupia się na sile, mądrości i woli przetrwania bohaterów. To także opowieść o ludziach dobrych, którzy narażając własne życie pomagali innym, choć sami byli w strasznej sytuacji i ludziach złych, których nigdy nie spotkała sprawiedliwość. Takich np. jak słynny doktor Mengele. Ale to opowieść także o podtrzymywaniu pamięci – koniecznym, aby nigdy więcej nie doszło do tak okropnych wydarzeń. I co najsmutniejsze – o powolnym odchodzeniu tych wspaniałych ludzi i tym, jak byli i są traktowani przez państwowy system.

Autorzy reportażu sami z własnej woli postawili się w cieniu. Ich w tej książce właściwie nie ma. Są Ocaleni i pani doktor Alicja Klich – Rączka. I była to decyzja słuszna – w obliczu takich bohaterów każdy reporter może tylko stać w cieniu. Choć Aleksandra Wójcik i Maciej Zdziarski wykonali znakomitą, dokumentacyjna i pisarską robotę.

Bohaterowie książki to: Józef Paczyński, rocznik 1920. Więzień numer 121 – z pierwszego transportu, fryzjer komendanta Rudolfa Hössa. Na pytanie, czemu nie poderżnął mu gardła, będzie musiał odpowiadać przez całe życie.
Marceli Godlewski, 1921, AK-owiec, egzekutor Kedywu. Po wielu miesiącach przesłuchań trafia do obozu, skąd ucieka przy pierwszej okazji.
Lidia Maksymowicz, najmłodsza. Uwięziona jako trzyletnia dziewczynka. Wystraszone dziecko ukrywające się pod pryczą przed wzrokiem doktora Mengele.
Karol Tendera, więzień numer 100 430. Zakażony tyfusem w ramach eksperymentu medycznego. Nigdy nie pogodzi się z tym, że można bezkarnie mówić o „polskich obozach zagłady”.

Stefan Lipniak, 1924. Czterdzieści cztery miesiące za drutami. Cała młodość. Niewiele o tym mówi, bo życie to nie tylko obóz.
Tytuł: „Dobranoc, Auschwitz”

Autorzy: Aleksandra Wójcik, Maciej Zdziarski

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

Póki życia, póty zabawy. Nowy sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 85

przez , 17.sty.2017, w Obyczajowe

Czy jest taki moment w życiu, kiedy człowiek już nie marzy, niczym się nie cieszy i tylko czeka na śmierć? Być może niektórzy taki moment mają. Ale nie Hendrik Groen, dziarski 85-latek, mieszkaniec ośrodka spokojnej starości w Amsterdamie . On i jego przyjaciele z klubu „Starzy ale Jeszcze żywi” na każdym kroku udowadniają, że życiem można się cieszyć do ostatniego momentu.

„Dopóki życie trwa”  to drugi dziennik Hendrika Groena.  Pierwszy, „Małe eksperymenty ze szczęściem” pobił wszelkie rekordy popularności. Być może dlatego, że jego autor pokazuje, że w coraz starszej Europie seniorzy, a nawet seniorzy plus to nie ciężar i nie towar opieki społecznej. To Co prawda ich fizyczne możliwości może są coraz mniejsze, być może codzienne spacery coraz krótsze, być może twoi przyjaciele przenoszą się na tamtą stronę ale to bynajmniej nie powód, żeby tylko czekać na smutny koniec, ewentualnie siorbiąc rzadki budyń i patrząc w okno.

Ta książka nie tchnie przesadnym optymizmem a jej autor bynajmniej nie wmawia sobie i innym, że będzie trwał wiecznie. Ale pokazuje, że na każdym etapie życia można czerpać z niego radość. Radość, jaka daje obcowanie z przyjaciółmi, wycieczka, dobry posiłek, uczenie się czegoś nowego (tak, tak), dbanie o wygląd, czytanie wiadomości.

Powieściowi STaŻy poskramiają to, co ja nazywam „zdziadzieniem”. Hendrik opisuje to zjawisko w swoim dzienniku – jeśli raz odpuścisz, jeśli raz nie wyjdziesz na spacer, użyjesz chodzika – to już będziesz to robił stale. Wiek to równia pochyła a życie takie jak nigdy wymaga samodyscypliny. I bezwzględnego egzekwowania od otoczenia swoich praw. Tego, żeby nie traktowali osoby po 80. roku życia jak ostatniego ramola, głupka, bezradnego dziecka. Które trzeba zamknąć pod kluczem i nieustannie nadzorować. To, że trzeba chodzić z pampersem nie oznacza, że człowiekowi od razu zanikają szare komórki. Zresztą z tym pampersem też bywa różnie – to, co człowiekowi w wieku średnim wydawało się końcem świata, w wieku podeszłym jest już do zaakceptowania. Zawsze jednak trzeba „trzymać fason”. Bo niezależnie od tego, ile nam jeszcze życia zostało, możemy ten czas wykorzystać na miłość, zabawę, szaleństwo na skuterku czy łyk dobrej whisky. Z tą różnicą, że konsekwencjami przejmujemy się jakoś mniej.

„Dopóki życie trwa” to dziennik pisany z ironicznym poczuciem humoru i refleksja na temat tego, co warto w życiu robić. Tak do końca.  Warto przeczytać, zwłaszcza że mamy tendencję do tego, aby uważać mijającą czterdziestkę za koniec świata.

Tytuł: „Dopóki życie trwa. Nowy sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 85”

Wydawnictwo Albatros

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Podróż do granic siebie – „Mroczna materia”, Blake Crouch

przez , 13.sty.2017, w Thriller

Thriller fantastyczny, w którym główną osią konstrukcji jest teoria o światach równoległych. Takich, które powstają po podjęciu przez człowieka decyzji. W jednym świecie decydujesz się związać na całe życie z jedna osobą i założyć rodzinę. W innym – poświęcasz tę szansę dla kariery. Nie ma możliwości przemieszczania się między światami – no, chyba że jesteś Jasonem Dessenem. Pewnego dnia nieznany porywacz pozbawia Jasona przytomności, a gdy mężczyzna się budzi, znajduje się w świecie niby takim samym, a jednak innym. Takim, w którym nigdy nie ożenił się ze swoją żona a jego syn nigdy nie przyszedł na świat. Za to Jason nie jest prowincjonalnym nauczycielem, ale genialnym profesorem fizyki, który dokonał niebywałego wynalazku. Bohater musi zdecydować, co jest dla niego najważniejsze i podjąć przerażającą podróż.

To książka, która pod pozorem fantastycznej otoczki zadaje pytanie o to, co czyni człowieka szczęśliwym. „Jesteś w życiu szczęśliwy?” – takie pytanie zadaje Jasonowi jego tajemniczy porywacz i to pytanie zadaje sobie bohater wielokrotnie. Czy życiowe wybory zabierają nam szanse na lepsze życie, czy można mieć wszystko? Bo niestety wszystkiego mieć się nie da a nasze pragnienia wzajemnie się wykluczają.

„Mroczna materia” to powieść o podróży, bardzo klasycznej, bo w głąb siebie. Podróżując dziwaczną kapsułą, otwierając drzwi do kolejnych światów Jason, wielokrotnie przekraczając granice i własnego doświadczenia i fizycznej wytrzymałości odrzuca te rzeczy, których z całą pewnością nie chce, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, co jest dla niego najważniejsze. Jest taka scena pod koniec książki, bardzo przejmująca, kiedy bohater staje twarzą w twarz z setkami swoich odbić, innych Jasonów, którzy podejmując nawet drobną decyzję zmienili całkowicie tor swojego życia. I tych wielu Jasonów ostatecznie ustala, co jest w życiu najważniejsze. To także przejmujący moment, bo pokazuje nam, jak bardzo, podejmując nawet drobna decyzję, możemy zmienić swoje życie i siebie.

Poza psychologicznym aspektem „Mroczna materia” to bardzo dobry thriller, trzymający czytelnika w niepewności, z autorem znakomicie budującym atmosferę zagrożenia. Zamaskowany, tajemniczy napastnik, oszołomiony bohater, podejrzliwy wobec wszystkich i odmawiający współpracy, choć otoczenie przekonuje go, że to objawy zaburzeń neurologicznych i psychicznych. Nie brak tu zaskakujących zwrotów akcji i dynamicznych ucieczek i pościgów, przeplatających się z momentami refleksji głównego bohatera.

Bardzo dobrze napisana, trzymająca w napięciu książka.

Tytuł: „Mroczna materia”

Autor: Blake Crouch

Wydawnictwo Zysk i S-ka

Zostaw komentarz :, , więcej...

Jerzy Pilch „Portret młodej wenecjanki”

przez , 11.sty.2017, w Bez kategorii

O Jerzym Pilchu jeszcze niedawno było głośno za sprawą świetnej, ale mocno kontrowersyjnej biografii pisarza, napisanej przez Katarzynę Kubisiowską. I proszę – znowu mamy o czym mówić w związku z pisarzem, bo już na początku lutego ukazuje się jego powieść „Portret młodej wenecjanki”. Historia toksycznej miłości podstarzałego – nie bójmy się użyć tego słowa – niedoszłego historyka sztuki i młodszej od niego o kilkadziesiąt lat studentki psychologii. Powieść, którą Pilch zapowiadał jako erotyczną, choć przymiotnik ten należałoby odbierać w bardziej klasycznym znaczeniu, uczuciowym raczej niż fizjologicznym.

Piszę powieść, chociaż „Portret młodej wenecjanki” to mieszanka gatunków, które Jerzy Pilch uprawia od lat. Felietonu, dziennika, eseju, prozy. To z jednej strony opis stanu umysłu, depresji i poczucia rozpadu, związanymi z lękiem przed nadchodzącym schyłkiem. Z drugiej natomiast – to opis młodzieńczego niemal uczucia, niekoniecznie straconych zachodów miłości, naburmuszania się, ekscytacji i niepewności  związanych z osobą wybranki, niejakiej Praliny Pralinowicz, kobiety nadzwyczaj pięknej, przypominającej postać z obrazu Albrechta Dürera. Wszystko to napisane tak charakterystycznym stylem Pilcha, bogatym, swobodnym, pełnym odniesień, nawiązań i dygresji. Tu bardziej niż fabuła (jaka fabuła? Tu właściwie nie ma fabuły) liczy się to, jak ona zostaje przedstawiona, gdzie snucie opowieści jest ważniejsze niż jej opowiedzenie, gdzie bardziej liczy się bogactwo środków wyrazu niż to, co się nimi przedstawia. A przedstawia się historię znaną i oczywistą tym, którym Pilch, jego twórczość i życie nie są obce. Kolejna miłostka czy miłość czy fascynacja czy też cokolwiek, co pcha mężczyznę w wieku słusznym do kontaktów erotycznych ze znacznie młodszą kobietą. Sam Pilch o „Portrecie młodej wenecjanki” pisze tak: Historie takie zdarzają się rzadko – raz, dwa, góra trzy razy za życia, ale zdarzają się każdemu. Tak, każdemu! Każdemu? Każdemu! No, chyba że ktoś zupełną jest klęską, katastrofą i zapaścią. Ale i wtedy się zdarzają.

Historia opowiedziana w „Portrecie” się rwie i odpływa w kolejne wątki (z elementami stałymi, czyli alkoholem, Wisłą i Lutrem) – od spotkania z czytelnikami po opis spotkania Lutra z Dürerem. Od zakupów pachnących mydełek po rozpacz rozstania. Od studium samobójstwa po opis rozkoszy kopulacji. Jak w kalejdoskopie zmieniają się też nastroje, od śmiechu i sarkazmu po rozpacz i złość, od euforii po najczarniejszy ze smutków. I ostatecznie ma się wrażenie, że niezależnie od tego, co chciał Pilch zawrzeć na kartach powieści, i tak wyszła mu rozmowa na kozetce, gdzie rolę cierpliwego terapeuty przejmuje czytelnik.

Tytuł: „Portret młodej wenecjanki”

Autor: Jerzy Pilch

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Zbrodnia i „Susza” – debiut Jane Harper

przez , 08.sty.2017, w Kryminał

Małe miasteczko gdzieś w Australii. Smutne, beznadziejne, gnębione suszą. Sklepy upadają jeden po drugim, okoliczni farmerzy wyprzedają ziemię. Niektórzy nie wytrzymuja psychicznie. Jednym z nich jest przyjaciel agenta federalnego Arona Falka, Luke. Mężczyzna popełnia samobójstwo, wcześniej zabijając swoją żonę i synka. Falk nie chce przyjeżdżać na pogrzeb, ale wzywa go do powrotu do Kiewarry ojciec samobójcy, powołując się na dawną tajemnicę. Dawno temu Aron podejrzewany był o zabicie swojej koleżanki a Luke zapewnił mu alibi. Jednak ojciec Luka wie, że obaj chłopcy kłamali…Teraz Falk wraz z miejscowym policjantem próbują ustalić co tak naprawdę się stało, bowiem coraz więcej wskazuje na to, że to nie Luke był odpowiedzialny za tragedię.

W „Suszy” najważniejsza jest nie zbrodnia, ale atmosfera. Okropna, duszna i przygnębiająca atmosfera małego miasteczka, w którym za drzwiami domów rozgrywają się prawdziwe tragedie, które mało kogo interesują. Gdzie z jednej strony każdy pilnuje własnego nosa a z drugiej potrafi błyskawicznie potępić a nawet zlinczować tego, kto zostanie uznany za winnego. Miasteczka, w którym każde odstępstwo od ogólnie przyjętej normy jest piętnowane. Gdzie lekarz nie może być gejem a kobieta nie ma prawa odejść od maltretującego ją męża. Żeby żyć w takim środowisku, trzeba być prawdziwym twardzielem albo znakomitym aktorem. W książce znajdziemy jednych i drugich, choć może niekoniecznie od początku wiemy, kto jest kim.

Jane Harper w swojej debiutanckiej powieści konstruuje bardzo zgrabną fabułę według klasycznych wzorców kryminału, gdzie najważniejsza jest dedukcja i wyciąganie wniosków z małych wydarzeń. Falkowi i jego partnerowi w detektywistycznej robocie nie pomagają zdobycze techniki – przynajmniej nie przesadnie. Za to pomaga czujność, spostrzegawczość i analizowanie najdrobniejszych zbiegów okoliczności. Falk i Raco tworzą zgrany duet – jednakowo mało wylewni, powściągliwi i zaangażowani. Ciekawa swoją drogą jestem, czy autorka nie pokusi się o cykl kryminalny z parą bohaterów, bo ja tu widzę spory potencjał.

Za „Suszę” Jane Harper otrzymała nagrodę literacką stanu Wiktoria dla najlepszej niewydanej jeszcze książki – wyróżnienie nie dziwi, bo trudno się zorientować, że to debiut. Harper ma sprawne pióro i talent do budowania nastroju.

Tytuł: „Susza”

Autor: Jane Harper

Wydawnictwo Czarna Owca

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...