Ktoś znikł i tak bardzo go nie ma

przez , 19.sie.2016, w Młodzieżowe

Dawno nie było nic dla dzieci. A jak już jest, to powiedzmy…nie jest to typowa bajeczka. Nie ma tam czarodziejek, różowego ani wesołego. To książka bardzo ważna i myślę potrzebna zarówno dziecku, jak i dorosłemu, który znalazł się w trudnej sytuacji. Bo jak opowiedzieć dziecku o śmierci kogoś bliskiego?

Wiem, że może wzdrygniecie się na tę myśl. Ale prawda jest taka, że dziecko zetknie się ze śmiercią, jak bardzo byśmy nie chcieli tego uniknąć. Sąsiad, babcia, wujek, tata koleżanki z przedszkola. I wtedy zacznie zadawać pytania – co się stało z ta osobą? Gdzie ona jest? A jeżeli będzie to ktoś bliski, dziecko będzie miało problem, jak sobie z tą sytuacja poradzić. Tak jak bohaterka książeczki „Dziewczynka i drzewo kawek”.

Książka to historia opowiedziana przez małą dziewczynkę, której świat się zmienił. Już nie ma taty, chociaż mama mówi, że poszedł do nieba. Ale nie może wrócić, nie można do niego zadzwonić, nie można napisać. Została pustka, której nie zapełni mama ani nic. Bohaterka wie, że nie ma co walczyć ani się buntować. Nieobecność to nieobecność. „Dziewczynka i drzewo kawek” to nie historia walki i agresji, ale akceptacji. Bohaterka nie krzyczy, nie histeryzuje – jest smutna, wspomina i tęskni, a jednocześnie jest pełna nadziei. Zwłaszcza, że wielkim wsparciem jest dla niej mama, potrafiąca znaleźć jasne strony smutnych momentów, takich jak sprzedanie ukochanej łodzi. Tak samo zresztą spokojny jest cały rytm tej książki – łagodny jak spokojna rzeka, jak morze, jak wielkie pole przysypane śniegiem.

Gdy wzięłam do ręki „Dziewczynka i drzewo kawek”, w pierwszej chwili pomyślałam sobie „o, nie” – tym bardziej, że humor miałam szczególnie pod psem. Ale historia Riitty Jalonen działa jak proza albo gorąca herbata, ciepły koc i kot w deszczowy dzień. Łagodząco.

Tekstowi towarzyszą przepiękne, równie spokojne w tonie ilustracje Kristiiny Louhi.

Książka została nagrodzona nagrodą literacką „Finlandia Junior”.

Tytuł: „Dziewczynka i drzewo kawek”

Autor: Riitta Jalonen

Wydawnictwo Tatarak

Zostaw komentarz :, , więcej...

Nic dwa razy się nie zdarza

przez , 18.sie.2016, w Bez kategorii

Chińskie przysłowie mówi, że żyje się dwa razy. Drugie życie zaczyna się, gdy uświadomimy sobie, że żyje się tylko raz.

Arthur Costello dawno temu otrzymał w spadku po ojcu latarnię morską. Pod jednym warunkiem – nigdy, przenigdy Arturowi nie wolno otwierać drzwi w piwnicy. Jak uczy nas przykład Pandory i żony Sinobrodego, wiadomo, jak kończy się taki zakaz. Oczywiście Arthur otwiera drzwi i staje się ofiarą klątwy. Tymczasem poznaje młodą aktorkę, Lisę i postanawia ja zdobyć i związać z nią swoje życie, mimo wszystko.

Guillaume Musso, jeden z najpopularniejszych francuskich autorów w sposób charakterystyczny dla siebie, ze sporym dodatkiem magii i tajemnicy pisze o najważniejszych sprawach naszego życia. O miłości, tęsknocie, straconych szansach i przede wszystkim – o życiu chwilą. Cieszeniu się tym, co mamy. Pielęgnowaniu tego, bo za chwilę to, co zdawałoby się będziemy mieć zawsze – może zniknąć.  Szczególnie ludzie. Mogą zniknąć ostatecznie – umrzeć. Nawet gdy są bardzo młodzi, nawet gdy jesteśmy pewni, że zobaczymy ich jutro, nawet jeśli tylko wychodzą po paczkę zapałek do kiosku. Dlatego, mówi nam Musso, nie traćmy życia na sprzeczki i kłótnie, bo nie ma gorszej rzeczy niż rozstanie w gniewie, które może być ostatnim naszym spotkaniem. Trzeba też wiedzieć, co jest dla nas najważniejsze. Ale ludzie mogą też zniknąć, bo przytłoczeni nawałem obowiązków ich zaniedbamy, a potem się okaże, że ostatni raz rozmawialiśmy ze sobą miesiące temu. Albo ludzie mogą zniknąć, bo przyzwyczajeni do ich nieustannej obecności przestajemy tę obecność cenić a ich szanować. To bardzo ważne przesłanie . Nie policzę, ile razy widziałam, jak zapracowani rodzice nagle orientowali się, że mają w domu nie słodkiego bobasa a gniewnego nastolatka, którego nie rozumieją. Albo partnerów – czy małżonków, kiedy jedno po wielu wspólnie spędzonych latach decyduje się odejść, bo przestało czuć się ważne.

Problem z czasem polega na tym, że nie da się go cofnąć. Jeżeli cos przegapiliśmy to już do tego nie wrócimy. Nie usłyszymy drugi raz jak nasz maluch pierwszy raz woła „tata”. Przegapiona bramka na meczu, egzamin na studia, kłótnia z pierwszym chłopakiem – to wszystko nie wróci. A skutki tego odczujemy my, ci zabiegani, zajęci, zapracowani. Karma jest bezlitosna. Ale jeśli sobie uświadomimy ten fakt, że nic dwa razy się nie zdarza, wtedy, być może zaczniemy znowu żyć.

Wzruszająca, smutna, mądra książka.

Tytuł: „Ta chwila”

Autor: Guillaume Musso

Wydawnictwo Albatros

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

„Orzeł Biały”. Jak zostałam postacią literacką

przez , 16.sie.2016, w Fantastyka

Polska ostatnią ostoją cywilizacji? Przedmurzem już nie tylko chrześcijaństwa ale w ogóle wszystkiego? Nie, to nie cytaty z forów internetowych poświęconych polityce imigracyjnej, ale idea, na której opiera się najnowsza książka Marcina Sergiusza Przybyłka.

Od razu powiem, że to książka śmieszna. Z poczuciem humoru. Absurdalna do granic, przy których po każdym zdaniu leją się łzy z oczu i smarki z nosa. Ale zabawna nie tylko na tym rubasznym poziomie, gdzie głupie orki mówią „hy?” a polscy bohaterscy lotnicy mają pseudonim „Ruchacz”. To owszem, wywołuje ataki głupawki, ale „Orzeł Biały” jest jak może nie konto bankowe, ale garnek. Musisz cos tam włożyć – mam tu na myśli swoja wiedzę, inteligencję, znajomość historii czy zjawisk popkultury – żeby coś z niej wyjąć. W związku z tym wszelkie informacje o tym, jakoby autor kierował swoją powieść do środowisk nacjonalistycznych uważam za mocno przesadzone.

Ale wróćmy do początku. Śmiesznego samego w sobie. Bo, drodzy moi, podstawą powieści jest wynalazek. Lek przeciw starzeniu się. Przyjęty prędzej lub później przez wszystkie narody świata, z wyjątkiem… Polski. Bo nasi rodacy jak zwykle nie mogą się dogadać. A czy lek ma być refundowany, a dla kogo, a co z emeryturami, ZUS-em, kościół jest przeciw, w parlamencie rozróby i nawet kraje afrykańskie się z nas śmieją. Ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, bo okazuje się, że N-Gen ma skutki uboczne. Ci, którzy go zażyli, zmieniają się w wielkie, krwiożercze, zielone stwory z dziwnym upodobaniem do ludzkiego mięsa i trudne – w porywach bardzo trudne do zabicia. Polska więc okazuje się, tak jak napisałam w pierwszym zdaniu, ostatnią kolebką cywilizacji. Na dodatek pozbawioną władzy i steru, bowiem, choć lek był u nas nielegalny, po kryjomu zażyły go elity polityczne, władze, prezesi większych firm oraz znacząca część kleru. Siada import i eksport. Trzeba stworzyć nowe struktury państwa i ktoś musi ogarnąć ten burdel, żeby Polacy przetrwali.

„Orzeł Biały” to prosta zdawałoby się wariacja na temat „co by było, gdyby”. Autor poszedł po całości i jednym ruchem ręki skasował system bankowy (no bo niby jak by miał funkcjonować?), wrócił do płatności kruszcami, zrezygnował z demokracji na rzecz monarchii (po ostatnich wyborach czasem myślę, że byłoby to rozsądne rozwiązanie) a polska ludność zajęła się rolnictwem i recyklingiem dóbr. Prawie że ideał, gdyby nie niedogodności w postaci brakujących towarów (i tu Przybyłek zafundował małą lekcję dla tych, co to pytają, po co nam Europa). O ile jesteśmy w stanie w takich warunkach stworzyć telefonię komórkową i wskrzesić przemysł zbrojny, to kawy, herbaty czy bawełny sobie w naszym klimacie nie wyhodujemy. Więc jeśli jesteśmy gotowi na nacjonalizm bez porannej latte, to „Orzeł Biały” to nasz świat idealny.

Oczywiście, sam pomysł na świat już jest wciągający, a często nieodparcie śmieszny ale akcja musi być, więc Twierdza Polska – jak nazywa się Polska w powieści – staje w obliczu zagrożenia, jakim jest horda niemieckich orków stojąca u naszych granic. Horda spragniona różowego mięsa, a nie żadnej kapitulacji. Żołnierze Twierdzy  muszą bronić jej granic, a część z nich udaje się wręcz z samobójczą misją.

Przybyłek garściami czerpie z popkultury, jego powieść to – wcale tu nie będę oryginalna – mieszanka „Parszywej dwunastki”, „Bękartów wojny”, komiksów z Hulkiem, zombie apokalipsy i „Czterech pancernych i psa” ze sporą dozą strzelanek. Gdzieś w tle, dla tych, co do garnka wkładają nieco więcej mamy dyskusje o religii, katolickiej i tej dla „prawdziwych Słowian”, ksenofobii, humanizmie i tolerancji. Czy zabić ich wszystkich, w sensie wroga, czy traktować jak chorych? Czy zamiast zabijać, można przekonywać i leczyć? Czy istnieją wyraźne strony – czarna i biała? Czy nasze zachowanie jest efektem determinizmu, nawet biologicznego, czy może efektem świadomego wyboru? Owszem, trzeba uważnie książkę czytać, żeby się doszukać tych treści, bo zabawny wierzch i tzw. napierdalanka mogą nam je przesłonić.

Książka jest eksperymentem ciekawym jeszcze z innego powodu – bohaterów. Marcin Przybyłek postanowił bowiem rozwinąć pomysł innego pisarza fantasty, Roberta Szmidta i poprosił swoich fanów o…udział w powieści. Powstała specjalna strona na FB, gdzie można było zgłaszać swój akces do oddziałów orków, żołnierzy Twierdzy czy cywilów, wraz z cechami charakterystycznymi. Wszystkim autor obiecywał brzydką śmierć i to, że z całą pewnością go zbrzydzi (chociaż, jak sam powiedział podczas jednego spotkania, sami wymyślaliśmy sobie gorsze rzeczy, niż on by się ośmielił), ale wbrew pozorom chętnych znalazło się całkiem sporo, w tym ja, bo jakieś 150 osób (wliczając w to VIP-y, czyli innych pisarzy, np. Magdę Kozak czy wspomnianego już Roberta Szmidta). I z marketingowego punktu widzenia był to strzał w dziesiątkę, bo ludzie kupują książki, żeby poczytać o sobie, tworzą się koszulki, kubki, plakaty, kluby (np. poległych bohaterów), niektórzy już piszą fan fiction a autor ogłasza już nabór do części następnej. Tym razem udamy się (bo moja postać przeżyła) na wschód J

Tytuł: „Orzeł Biały”

Autor: Marcin Sergiusz Przybyłek

Wydawnictwo Rebis

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

O butach to, co najważniejsze

przez , 14.sie.2016, w Bez kategorii

Książka, którą zawsze chciałam napisać, ale tego z lenistwa zapewne nie zrobiłam – czyli wszystko o butach. Za to śmiało mogę do niej mogę teraz odsyłać koleżanki. Zwłaszcza te, które zadają mi pytania „jak możesz chodzić na takich obcasach i się nie zabić?”. I te, które twierdzą, że buty na obcasie wygodne nie będą nigdy, przenigdy. Ja odpowiadam wtedy, że nie w wysokości obcasa, a wyprofilowaniu podbicia rzecz (nawiasem mówiąc, niedawno sobie zakupiłam pierwsze w życiu balerinki i są to najbardziej niewygodne buty jakie w życiu nosiłam. Już nie mówiąc o tym, że żadne szpilki mnie tak nie obtarły).

Autorki książki „Francuski szyk! Na obcasach. Wszystko o butach” są Frédérique Veysset, fotografka pracująca dla największych modowych magazynów oraz Isabelle Thomas, stylistka i dziennikarka. Panie stworzyły prawdziwy obuwniczy niezbędnik – z notkami historycznymi, skąd się wzięły obcasy (wielkie podziękowania dla Katarzyny Medycejskiej!), kto wymyślił balerinki czy kto umieścił metalowy bolec w szpilkach (Roger Vivier, pracujący dla Diora). Znajdziemy tu poradnik, jak wybrać wygodne szpilki i jak w nich chodzić, parę smacznych historii o obcasach i uwodzeniu, a nawet erotyce i pornografii (wystarczy wspomnieć słynne „fetish ballerine” Louboutina), jak dopasować buty do swojego charakteru, nastroju, a przede wszystkim budowy i okazji. Przy czym autorki bynajmniej nie skupiają się na szpilkach. W książce znajdziemy rozdziały poświęcone także kozakom, wspomnianym już balerinkom, Oxfordom, mokasynom, trzewikom, a nawet klapkom i trampkom. Bo jak wiadomo, buty należy dobierać do okazji, a szpile, nawet od Manolo Blahnika, zapadające się w piach, dzięki czemu kuśtykasz jak kaczka, szyku ci na pewno nie dodadzą. A szyk i elegancja, w połączeniu z dobrym samopoczuciem noszącej (tak tak, książka jest niestety tylko dla pań) oraz podkreślenie jej osobowości to to, na czym autorkom najbardziej zależy.

Oczywiście nie zabrakło w książce fragmentów o znanych markach i projektantach. Autorki większość miejsca poświęcają projektantom francuskim, choć nie zabrakło w książce wzmianek o takich guru obuwniczego designu jak Manolo Blahnik czy Jimmy Choo. Zupełnie jednak pominęły designerów holenderskich, co osobiście mam im za złe, bo ich projekty to prawdziwa fontanna kreatywności, mało też mówią autorki o projektantach amerykańskich, a nawet włoskich – skupiły się raczej na znanych markach, takich jak Ferragamo. W tej książce przeważa to, co zwykło się nazywać francuskim szykiem, stąd obuwnicze excesy np. McQeena nie znalazły tu dla siebie miejsca. Trudno. Ta sfera najwyraźniej wciąż czeka na mnie J

Ważny, poradnikowy rozdział książki to jak i do czego nosić buty (wliczając w to rajstopy, skarpetki czy – tak, tak – podkolanówki) a także jak zadbać o stopy. Dla tych, co lubią wzorować się na ikonach stylu, w książce znajdzie się parę rozmów z kilkoma z nich, a także wywiady z projektantami czy twórcami marek.

No i zdjęcia, pełno pięknych zdjęć butów!

Tytuł: „Francuski szyk! Na obcasach. Wszystko o butach”

Autorki: Frédérique Veysset, Isabelle Thomas

Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, , , , , , więcej...

Czy syrena może utonąć?

przez , 12.sie.2016, w Fantastyka

Coś dla miłośników książek i cyrku. Ale nie takiego, w którym męczą zwierzęta – ale raczej dawnych trup cyrkowych, pełnych ludzkich dziwadeł, wróżek, siłaczy i akrobatów. Grup, które przemieszczały się z miejsca na miejsce bajecznie kolorowymi wozami, tworząc jedną, wielką cyrkowa rodzinę, gotową przygarnąć każdego potrzebującego pomocy i nieprzystosowanego do świata.

Bohaterem powieści jest młody bibliotekarz, Simon Watson. Mężczyzna mieszka samotnie w domu, który powoli zsuwa się z klifu w wody zatoki Long Island. Jednak Simon nie może opuścić domu. Trzymają go tu wspomnienia – w zatoce utonęła jego matka, dawna cyrkowa syrena. Simon wciąż też czeka na powrót swojej jedynej siostry, Enoli, którą opiekował się po śmierci rodziców, a która uciekła do cyrku, kontynuując rodzinne tradycje.

Pewnego dnia Simon odbiera dziwną przesyłkę. To stara, piękna książka z XVIII wieku, prawdopodobnie dziennik właściciela trupy cyrkowej. Przesyła ją Simonowi nieznany mężczyzna, księgarz i antykwariusz, ponieważ znalazł w niej nazwisko babki Simona. W czasie lektury Simon dowiaduje się, że w jego rodzinie od wielu pokoleń pojawiały się „syreny” – kobiety, które potrafiły wstrzymać oddech na nieprawdopodobnie długo. Każda z nich utonęła, i to tego samego dnia w roku. Ten dzień się zbliża a powrót do domu zapowiedziała Enola.

Ciekawa książka dla – jak już wspomniałam – miłośników cyrku, ze względu na niezwykle interesujący opis funkcjonowania tego rodzaju grup, z ich zasadami i rolami. W takich grupach zawsze był akrobata, siłacz, wróżbiarz, Dziki Chłopiec, czasem syrena. Niekoniecznie rzeczywiście byli tym, kim byli – do zadań zarządzającego grupa należało właściwe przypisanie ról i umiejętne wykorzystanie wrodzonych zalet i umiejętności. Byli to, chciałoby się zauważyć, idealni menagerzy do zarządzania zasobami ludzkimi.

Grupy cyrkowe bazowały na niewiedzy i tajemniczości, którą widownia odbierała jak czysta magię – i tej magii właśnie postanowiła dodać do powieści Erika Swyler, nie stając jednak ani po stronie wierzących, ani realistów. Czytelnik tak naprawdę nie wie, czy matka Simona była mityczna syreną czy też miała genetyczne predyspozycje do długiego przebywania bez oddechu, charakterystyczne dla członków tej rodziny? Czy nad członkami rodu ciąży klątwa czy też może jest to samospełniająca się przepowiednia? Jeśli całe życie powtarzają ci, że się utopisz, to być może, jeśli wpadniesz do wody to przestaniesz walczyć, bo przecież taka śmierć ci pisana? A wszystkie te karty tarota, wróżby i tego rodzaju rzeczy to po prostu oszustwo czy też sposób, w jaki osoby szczególnie wrażliwe odczytują zawirowania energii? No i jeszcze jest pytanie – w jaki sposób człowiek – żarówka potrafi uruchamiać urządzenia elektryczne?

Poza tym wszystkim to książka o pokręconej rodzinie i poczuciu obowiązku. Oraz o tym, że należy szukać nowych dróg, a miejsce, w którym się urodziliśmy, niekoniecznie jest tym, w którym musimy umrzeć.

Erika Swyler, absolwentka New York University, pisarka i autorka sztuk, publikuje w periodykach literackich i antologiach. Urodziła się i wychowała na północnym wybrzeżu Long Island. Prowadzi bloga kulinarnego. „Księga wieszczbjest jej pierwszą powieścią.

 

 

Tytuł: „Księga wieszczb”

Autor: Erika Swyler

Wydawnictwo Czarna Owca

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...