W cieniu brata – Ewa Stachniak o Bronisławie Niżyńskiej

przez , 27.cze.2017, w biografia

O ile Wacław Niżyński jest postacią znaną, o tyle jego siostra, Bronisława, gdzieś umyka zbiorowej pamięci. To o nim się mówiło, że geniusz, że szaleniec, że tragiczna śmierć, skandale obyczajowe i kulturalne, bo jego choreografie, np. „Popołudnie fauna” zrywały z tradycyjną, baletową estetyką. Nawet w Wikipedii notka o Wacławie jest bardzo długa, w przeciwieństwie do kilkuzdaniowej o Bronisławie (swoja drogą w biogramie Niżyńskiego o Bronisławie wspomina się tylko jako o „podporze Wacława przez całe życie”). Żal, bo Bronisława także odcisnęła swoje piętno na sztuce tanecznej, mniej jako tancerka, ale znacznie bardziej jako choreografka i nauczycielka, przełamująca schematy i szukająca nowych form wyrazu w sztuce tanecznej. Niżyńska kierowała znanymi zespołami baletowymi, a za program występów Polskiego Baletu  Reprezentacyjnego na Wystawę Paryska otrzymała Grand Prix.

Czemu więc o Bronisławie wiemy tak mało? Czy dlatego, że była kobietą? Ewa Stachniak podsuwa nam odpowiedzi. Bronisława może nie była geniuszem, jak jej brat, ale nie była także szaleńcem (chociaż jej choreografie również wywoływały skandale). Była zdeterminowana i konsekwentna, a walczyć musiała z całym otoczeniem, które stawiało ja gdzieś z tyłu za Wacławem, wliczając w to jej własnych rodziców.

Książka Ewy Stachniak to biografia kobiety żyjącej w czasach, kiedy kobiety siedziały z tyłu, w kącie, zajmowały się dziećmi albo, jeśli już zdecydowały się na karierę tancerki, były gdzieś w tylnych rzędach, bo zaledwie nielicznym udawało się wybić. Z jednej strony było to życie pełne ciężkiej pracy i wyrzeczeń, morderczych ćwiczeń, z drugiej – pewność, że nie będzie się docenionym. Dodajmy do tego nieustanne intrygi, bo Bronia była dla wszystkich drogą do wielkiego Niżyńskiego, a więc i protekcji. No i lekceważenie jej pomysłów, jakby kobieta nie miała prawa do własnej wizji sztuki. Niesamowita osobą musiała być Niżyńska – i jako niesamowita osobę przedstawia ją autorka. Silną, poszukującą, otwartą. Także pomimo osobistych tragedii, takich jak odejście ojca, śmierć brata, rozstanie z pierwszym mężem czy śmierć syna.  Taką, która nie zgadza się na zastaną rzeczywistość i próbuje ją układać po swojemu, nie godząc się na żadną klatkę. A nie było to łatwe, bowiem i doświadczenia Bronisławy, i jej matki pokazywały, że życie osobiste i rodzinne tancerek to pasmo nieustannych wyborów, wahania, straconych okazji a na dodatek, jeżeli życiowym partnerem również jest tancerz – rywalizacji i zazdrości.

„Bogini tańca” to fabularna biografia świetnej tancerki, błyskotliwej choreografki i nauczycielki, pokazująca nie tylko osobiste przeżycia bohaterki, ale także epokę wielkich zmian – najpierw rewolucji w Rosji, I i II wojny światowej. W tych trudnych czasach bohaterka porusza się między sławnymi osobistościami, legendarnymi tancerzami, muzykami, śpiewakami, malarzami… są to nie tylko jej brat i „car baletu” czyli impresario Diagilew (choć nie wiem, czy impresario to właściwe słowo na określenie roli Diagilewa), ale także Strawiński czy Debussy, Picasso, Cocteau czy Proust.

Nie tylko dla miłośników tańca.

Tytuł: „Bogini tańca”

Autor: Ewa Stachniak

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Światy alternatywne – Tysiąc odłamków ciebie, Claudia Gray

przez , 26.cze.2017, w Fantastyka, Młodzieżowe

Rzeczywistość alternatywna  z ideą światów równoległych w wersji dla młodzieży – takiej, gdzie współczesna dziewczyna, miłośniczka smartfonów może poczuć, jak to jest być rosyjska księżniczką. Wszystko oczywiście w wersji fantastycznej, więc realizm należy wyłączyć.

Rodzice głównej bohaterki, Marguerite Caine są słynni ze swoich przełomowych odkryć w dziedzinie fizyki. Najbardziej niezwykły z ich wynalazków pozwala przemieszczać się między wymiarami. Jednak zanim wynalazek zostanie dopracowany, ojciec  Marguerite zostaje zamordowany. Sprawca – jego  ulubiony asystent Paul – ucieka do innego wymiaru, zabierając ze sobą urządzenie do przemieszczania się. Żądna zemsty Marguerite wraz z drugim asystentem rodziców wyrusza za Paulem przez różne światy, gdzie spotyka różne wersje siebie, swoich rodziców i oczywiście, Paula. Okazuje się, że sprawy nie są tak proste, jak myślała a Paul być może winny tego, o co go posądza. Jak łatwo się domyślić, uczucia naszej bohaterki mocno się komplikują.

„Tysiąc odłamków ciebie” to historia miłosna wpisana w klasyczny trójkąt, z mocną rywalizacją dwóch męskich bohaterów i trochę rozdygotaną między nimi dziewczyną, choć Marguerite na szczęście nie jest głupawą trzpiotką, a silną, zdeterminowaną dziewczyną.  Przy okazji Claudia Gray wprowadza ciekawą (choć jak spostrzegą miłośnicy fantastyki, nie nowatorską) ideę podróży między wymiarami. Tutaj służy ona głównie temu, żeby umożliwić głównej bohaterce wcielenie się w role imprezowicz ki z przyszłości czy też córki rosyjskiego cara, zaopatrzonej w piękne stroje i oszałamiające klejnoty. Tyle tylko, że przy tym wszystkim główna bohaterka pozostaje osobą samodzielną, inteligentną i psychicznie silną. Plus dla autorki też za zaopatrzenie Marguerite w większy zestaw zainteresowań niż twitter i moda oraz prawdziwą chęć uczenia się i poznawania nowych rzeczy. Oraz większą zdolność do autorefleksji, czego przykładem jest chociażby jej zastanawianie się nad szkodami, jakie jej działanie przyniosło „wypożyczanym” przez nią ciałom.

Sprawnie napisane, typowo rozrywkowa lektura na plażę dla miłośników romantycznych uniesień w futurystycznej scenografii. No i oczywiście, ciąg dalszy nastąpi, bo to dopiero początek serii.

Tytuł: „Tysiąc odłamków ciebie”

Autor: Claudia Gray

Wydawnictwo Jaguar

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Refleksje u schyłku – Kobieta na schodach, Bernhard Schlink

przez , 23.cze.2017, w Obyczajowe

Zwięzła, niemal oschła forma, tak jak zwięzły, oschły i zdyscyplinowany jest główny bohater. Wzięty niemiecki prawnik do przejęć i fuzji, którego ambicją jest dobrze wykonywać swoja pracę i mieć życie bez niespodzianek. Żyje według schematów i rytuałów. Do dnia, w którym podczas wizyty w muzeum w Sydney natyka się na obraz, dawno temu uznany za zaginiony. Obraz przypomina mu jedyne chyba w życiu spontaniczne działanie, za którym, oczywiście, stała kobieta. Dla Irene bohater za młodu zaryzykował wszystko a ona wykorzystała go i znikła bez słowa z jego życia. Obraz staje się dla niego okazją, aby odnaleźć Irene i zadać jej to najważniejsze pytanie: dlaczego?

Odnalezienie obrazu jest zaskoczeniem także dla dwóch innych mężczyzn – dawnego męża Irene, dziś jeszcze bardziej bogatego i ustosunkowanego niż dawnej oraz jej kochanka i autora obrazu. Cała czwórka spotyka się na odludnej wyspie u wybrzeży Australii. Mężczyźni chcą odzyskać to, co im się według nich należy – oficjalnie obraz, a tak naprawdę Irene. Choć gdy sięgniemy jeszcze głębiej, to bynajmniej nie o kobietę chodzi ale o wyobrażenie życia, jakie każdy z nich mógłby wieść u jej boku, gdyby nie jej odejście. Jeden z mężczyzn wykorzystuje szansę, żeby odnowić uczucie do Irene, choć obojgu nie zostaje już wiele czasu.

„Kobieta na schodach” to książka o stracie, miłości i związanej z nią grze pozorów. Autor zadaje pytanie – co tak naprawdę kochamy w drugiej osobie? Czy kochamy druga osobę czy raczej siebie odbitych w jej oczach. Dla żadnego z mężczyzn Irene nie jest ważna, dlatego, że jest Irene – jest ważna jako przejaw statusu, trofeum, coś w rodzaju pucharu przewodniego. Mąż i malarz używają jej do pokazania sobie wzajemnie, który z nich jest ważniejszy. A uczucie…uczucie się zatraca. Każdy z mężczyzn przeżywa życie bez Irene po swojemu, pnąc się na szczyt w swojej dziedzinie i wmawiając sobie na koniec, ze było to dobre życie. Czy było? I czy jest jeszcze jakaś szansa, żeby naprawić to, co się zepsuło i dostrzec to, czego się nie widziało? W obliczu nieodwołalnego, nadchodzącej straty perspektywa się zmienia i zmieniają się priorytety.

Książka do przemyśleń.

Tytuł: „Kobieta na schodach”

Autor: Bernhard Schlink

Dom Wydawniczy Rebis

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Kiedy okrucieństwo jest normalnością – Kolej podziemna Colsona Whiteheada

przez , 22.cze.2017, w Obyczajowe, Powieść historyczna

Ta książka znalazła się we wszystkich zestawieniach najlepszych książek 2016 roku. Doceniły ją m.in. The Washington Post, Time i Publishers Weekly, a także Amazon czy Buzzfeed. Zdobyła dwie najważniejsze amerykańskie nagrody dla pisarzy – Nagrodę Pulitzera 2017, National Book Award 2016. Autor, Colson Whitehead, trafił na listę stu najbardziej wpływowych ludzi na świecie. Niemal natychmiast zaczęto także pracować nad ekranizacją – realizacją serialu na podstawie „Kolei podziemnej” zajmie się Barry Jenkins, twórca oscarowego „Moonlight”. Chciałoby się zapytać – czy rzeczywiście książka jest warta całego tego szumu? No więc jest.

Bohaterką książki jest Cora, niewolnica w trzecim pokoleniu, pracująca na plantacji w Georgii. Należy do najniższej kasty niewolników a jej sytuacja, wydawałoby się wystarczająco dramatyczna, ma się jeszcze pogorszyć. Kiedy więc inny niewolnik proponuje Corze ucieczkę, dziewczyna decyduje się na ten ostateczny krok. Od tej pory przemierza kolejne stany Ameryki, wszędzie będąc ściganą zwierzyną, oglądając się na każdym kroku – a jej droga usłana będzie trupami ludzi, czarnych i białych, których życiowym celem jest odwrócenie istniejącego stanu rzeczy. Tego stanu, w którym za oczywiste i naturalne jest traktowanie jednej jednostki ludzkiej jak rzeczy i rozrywki, kiedy to człowiekowi odmawia się prawa do człowieczeństwa tylko i wyłącznie z powodu koloru jego skóry.

Niektórzy pewnie jękną, że dlaczego znowu o rasizmie i krzywdach, jakie biały człowiek wyrządził czarnemu, no bez przesady – a jednak warto się zastanowić, czy aby to, o czym pisze Whitehead to rzeczywiście zamierzchła historia i przeszłość? Bo ja twierdzę, że nie. Wystarczy poczytać nagłówki gazet czy posłuchać przemówień rządowych żeby stwierdzić, że wracamy wielkimi krokami do niechlubnej przeszłości. Odmawiamy imigrantom prawa do życia i ochrony tego życia, obsypujemy wyzwiskami, argumentujemy bardzo składnie i logicznie, że to mordercze bestie, które mają w naturze gwałcenie chrześcijańskich kobiet i wysadzanie w powietrze tych, którzy nie wyznają ich religii. Wypisz wymaluj to, co znajdziemy w „Kolei podziemnej”. Mężczyznę powieszonego tylko dlatego, że podobno zbyt długo patrzył na białą kobietę. Mieszkańcy Karoliny Północnej, tak bojący się otaczających ich czarnych twarzy, za którymi z pewnością kryją się mordercze skłonności, że obwieszają niewolnikami całe aleje, a z kolejnych kaźni czyniący teatralne widowiska. Inny mężczyzna tylko pod wpływem pogłoski, że zabił białego chłopca, wykastrowany i rozerwany na strzępy gołymi rękami rozwścieczonego tłumu. Mieszkańcy dwóch białych miasteczek zabijający mieszkańców „czarnej fermy” tylko dlatego, że żyli oni w szczęściu i dobrze im się wiodło. Cała ta książka to dokument strachu „białego człowieka” i nienawiści z niej wynikającej. Tej nienawiści, która chrześcijanom każe mówić, że niewolnictwo to stan przyrodzony, bo jakby Bóg nie chciał, żeby byli niewolnicy, to by ich nie było. Nienawiści, która także budzi nienawiść drugiej strony.

Tytułowa „Kolej podziemna” to określenie stworzone przez abolicjonistów na sieć przerzutową dla niewolników zbiegłych z południowych stanów Ameryki wiodącą do Kanady czy Meksyku. Sieć tworzyły tunele, drogi, szlaki, bezpieczne kryjówki przede wszystkim ludzie. Ci, którzy dawali pieniądze, przewodnicy, ci, którzy dawali schronienie, tworzyli fałszywe dokumenty, zatrudniali prawników a także grup partyzanckich zajmujących się uwalnianiem czarnych ofiar. Sieć ta przejęła kolejowe nazewnictwo, a w książce Whiteheada przybrała niemal mistyczny wymiar. Drogi, podczas której uciekinier zyskuje język, wiedzę, świadomość, uczucia. Wszystko to, co wyzwala go z formy zaszczutego, przerażonego zwierzęcia. To metaforyczna podróż bardzo przypominająca „Podróże Guliwera” (do których zresztą wprost odwołuje się sam autor”), gdzie Cora znajduje się w przedziwnych krainach rządzonych niezrozumiałymi prawami, zamieszkałymi przez dziwaczne istoty.

Mroczna i przejmująca, wyciskająca łzy i zaciskająca zęby. Głęboko poruszająca.

Tytuł: „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki”

Autor: Colson Whitehead

Wydawnictwo Albatros

 

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Idealny dom – Lokatorka, JP Delaney

przez , 20.cze.2017, w Thriller

Co zrobisz, żeby zamieszkać w idealnym domu? Pozbędziesz się wszystkich rzeczy, zmienisz nawyki żywieniowe, ograniczysz wizyty przyjaciół? Jak się okazuje, dla wielu rozpoczęcie z „czysta kartą” to potężna pokusa.

Pokusie nie oparła się Jane, która odkryła dom przy Folger Street 1. Ultranowoczesne mieszkanie wymaga dostosowania się do surowych reguł narzuconych przez właściciela, ale wydaje się idealne do porządkowania życiowego chaosu. Jane zaczyna żyć zgodnie z regułami minimalizmu i nie dziwi jej już, że nieustannie musi się poddawać ocenie i kontroli. Na dodatek zaczyna ja łączyć specyficzna więź z właścicielem i twórcą domu. Jednak stopniowo w jej życie wkrada się niepokój – okazuje się, że podczas budowy domu zginęła żona architekta a także kobieta, która mieszkała przy Folger street przed Jane. Okazuje się, że wszystkie trzy łączy bardzo wiele rzeczy, wliczając w to niezwykłe fizyczne podobieństwo. Czy Jane uda się uniknąć losu poprzedniczek?

„Lokatorka” to świetny thriller psychologiczny, w którym główną rolę odgrywają rozmaite zaburzenia psychiczne, które mają wbudowaną w siebie potrzebę kontroli. Kontroli siebie, innych, przestrzeni. Czołowy bohater męski jest tego głównym przykładem. Nie dość, że odwraca uszka filiżanek w jedną stronę czy wyciera ściany łazienki po prysznicu aby nie została na nich ani kropla – ma wytworzony w głowie wzór idealnej kobiety, do którego dopasowuje Jane za pomocą kolejnych ewaluacji. Dom jest narzędziem tej kontroli. Mierzy i waży właściciela, wpływa na jego nastrój za pomocą ultradźwięków, światła, muzyki… to zresztą bardzo ciekawa wizja na temat tzw. inteligentnych budynków, ich wad i zalet. Podobna trochę w wydźwięku jest „Lokatorka” do rozmaitych książek fantastycznych, utopii i apokaliptycznych wizji, jakie pojawiają się przy rozmaitych nowinkach technicznych (z „Matrixem” na czele) – w tym przypadku jest to obsesja na temat hackerstwa i bezpieczeństwa w sieci.

„Lokatorka” znalazła się na listach bestsellerów  w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii i specjalnie to nie dziwi, bowiem na jej korzyść przemawia konstrukcja postaci, umiejętność budowania napięcia, nowatorski pomysł odtwarzania „pętli” w celu naprawy błędów w życiowym scenariuszu czy wreszcie zaskakujące zwroty akcji.

Dobra rozrywka.

Tytuł: „Lokatorka”

Autor: JP Delaney

Wydawnictwo Otwarte

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...