Prawdziwa historia kapitana Phillipsa

przez , 19.lis.2013, w Reportaż

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

W kinach ostatnio święci triumfy „Kapitan Phillips” z Tomem Hanksem mistrzowsko wcielającym się w rolę tytułowego bohatera. Ja więc, nie oceniając filmu, postanowiłam napisać o książce opisującej przygodę Richarda Phillipsa. Chociaż „przygoda” to złe słowo, bo opisywane i filmowane wydarzenia bynajmniej nie były pasjonujące i ekscytujące.
Podstawą filmowego scenariusza i książki „Kapitan. Na służbie” są rzeczywiste wydarzenia, do jakich doszło w kwietniu 2009 roku. Kontenerowiec Maersk Alabama, którego dowódcą był Richard Phillips, został zaatakowany i zajęty przez somalijskich piratów. Kapitanowi udało się piratów ściągnąć ze statku, dzięki czemu uratował załogę, sam Phillips jednak został zakładnikiem Somalijczyków. Po pięciu dniach udało się go uwolnić komandosom z Navy Seals. Tyle fakty.

„Kapitan. Na służbie” to historia ataku i porwania opowiedziana przez Richarda Phillipsa i spisana przez Stephena Talty’ego. Oczywiście, książka nie skupia się tylko na tym niepełnym tygodniu spędzonym na „Maersk Alabama” i łodzi piratów. Kapitan opowiada o swojej rodzinie, dzieciństwie, żonie i dzieciach i miłości do morza. Bez rozczulania się, nie rozwlekle, bez zbytecznego patosu. To zwykły facet, ceniony w swoim zawodzie fachowiec, trochę staroświecki, dla którego chodzenie do psychologa jest niemęskie, a rozrywka to piwo i grill. Philips nikogo nie udaje, a zwłaszcza nie udaje bohatera. Jest – także sam dla siebie – zwykłym facetem z poukładanymi priorytetami, który przez przypadek znalazł się w dramatycznej sytuacji. Popełniał błędy, ale także starał się zapanować nad sytuacją i prawdopodobnie to właśnie dzięki jego zimnej krwi i opanowaniu nikomu z załogi Maersk Alabama nic się nie stało.
„Kapitan. Na służbie” to bardzo ciekawa książka po pierwsze o sposobie myślenia Amerykanów. Choć u wybrzeży Somalii statki są atakowane przez piratów kilka – kilkanaście razy dziennie, jakoś o tych historiach nie słyszymy. „Maersk Alabama” był pierwszym od baaardzo długiego czasu AMERYKAŃSKIM statkiem zaatakowanym przez piratów. Porwanie kapitana i żądanie okupu przez Somalijczyków urosło więc natychmiast do rangi symbolu i wywołało medialną burzę. Stało się także sprawdzianem skuteczności rządu. Jeśli chodzi o skalę wydarzenia określiłabym ją jako niewielką. To był tylko jeden z wielu okrętów atakowanych na tych wodach. Richard Phillips spędził na pirackiej łodzi zaledwie pięć dni, a to, co tam przechodził (choć dla niego niewątpliwie niezwykle stresujące), w gruncie rzeczy okazało się nieszkodliwe, zwłaszcza porównując z sytuacjami porwań przez terrorystów. Ale, jak pokazuje przykład chociażby naszego kapitana Wrony, ludzie potrzebują bohaterów, nawet jeżeli są to ludzie, którzy po prostu są świetni w tym, co robią i wykonują rzetelnie swoją pracę. Oczywiście – opanowanie i zimna krew Richarda Phillipsa mi imponują. Nie wiem, czy wiele ze znanych mi osób byłoby w stanie patrząc w lufę wycelowanego w siebie karabinu myśleć o tym, żeby wyprowadzać porywaczy w pole. Bardzo mi też zaimponowało zachowanie załogi „Maersk Alabamy”, świadczące o bezwzględnym posłuszeństwie wobec kapitana, wynikającym zapewne z olbrzymiego zaufania do Phillipsa. To wiele mówi o człowieku, który ze swoją załogą przebywał dosyć krótko, a mimo to potrafił zaskarbić sobie ich szacunek i przywiązanie.
Lubię reportaże i historie z życia, chociaż w przypadku „Kapitana” miałam wrażenie, że ta książka to bardziej wynik akcji PR dla polepszenia wizerunku amerykańskiego rządu niż cokolwiek innego. Ale dobrze napisane.

Tytuł: “Kapitan. Na służbie”
Autorzy: Richard Phillips, Stephan Talty
Wydawnictwo Otwarte

:, , ,

1 Komentarz dla wpisu

  • ~Janek

    Tak tylko dodam od siebie dwa komentarze, chociaż jeszcze nie zdążyłem przeczytać książki.

    Bardzo mi się podoba stwierdzenie, że „ludzie potrzebują bohaterów, nawet jeżeli są to ludzie, którzy po prostu są świetni w tym, co robią i wykonują rzetelnie swoją pracę”. Myślę, że właśnie takich bohaterów najbardziej potrzebujemy (bo to by znaczyło, że jednak idziemy do przodu) i takie wzorce pokazują, że właśnie nie trzeba wyciągać ludzi z płonących wieżowców, żeby bohaterem zostać. Każdy może nim być

    Druga sprawa – nie wiem, jak książka, ale film dla mnie niósł jeszcze jedno przesłanie. Że jeśli komuś z nas – zwykłych obywateli państwa – coś się stanie, to są ludzie, którzy bez wahania ruszą na drugą stronę kuli ziemskiej, żeby nas cało stamtąd wyciągnąć. I to mi się w nim bardzo podobało.

Odpowiedz

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...