Bohater menedżerów średniego szczebla

przez , 01.lip.2014, w Fantastyka

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Myśli o niespłaconym kredycie nie dają ci spać po nocach? Straciłeś pieniądze przez zapis drobnymi literkami? Albo po prostu szef tobą pomiata? Być może potrzebujesz CEO Slayera. Kogoś, kto pokaże wielkim korporacyjnym szychom, gdzie ich miejsce.

Książka Marcina Przybyłka powinna spodobać się wielbicielom komiksowych bohaterów. Takich, którzy w dzień zachowują się jak zwykli, nawet nie zawsze ciekawi ludzie a nocami przy pomocy technicznych nowinek lub nadprzyrodzonych mocy walczą ze złem. Tym razem złem są szefowie z piekła rodem i zarządcy wielkich korporacji, gnębiących ludzi na prawo i lewo a akcja, zamiast w Gotham czy innym Sin City dzieje się w rodzimej Warszawie. Bohater książki ze złem walczy w sposób dosyć charakterystyczny – swoich wrogów ośmiesza i wyszydza, a przy okazji daje niezły wycisk. Oczywiście CEO Slayer ma po swojej stronie maluczkich – szeregowych pracowników banków, tych, którzy musieli wziąć kredyt na mieszkanie, tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Po swojej stronie nasz bohater ma także media, a nawet stróżów prawa. Czy to jednak wystarczy, żeby zniszczyć przeciwnika?

slayer

Z tradycji komiksowej Przybyłek czerpie pełnymi garściami, a to wymaga od czytelnika wyraźnego wejścia w konwencję i przymrużenia oka. Postaci są przerysowane aż do śmieszności (na przykład pani prezes, w pracy demon, w domu miłośniczka przebierania się w niemowlęce beciki i pieluszki). Nie ma tu żadnych odcieni szarości – jedni są dobrzy, inni źli i już wyższa opatrzność zadbała o to, żeby CEO Slayer mógł ich łatwo od siebie odróżnić.  Superhero ma oczywiście do dyspozycji supersprzęt w postaci miniaturowych kamer, podsłuchów, egzoszkieletów i robotów, a także własne ponadprzeciętne umiejętności chociażby w posługiwaniu się sztukami walki. Nie brakuje także pięknych kobiet, dobrych i…mniej dobrych, a nawet Robina. Nowością jest li i jedynie antybohater, a właściwie zbiorowy antybohater, czyli decyzyjna wierchuszka wielkich korporacji i banków. Bardzo to współczesne zło, widoczne na kartach gazet czy w portalach internetowych, przeklinane przez wielu przeciętnych Polaków. Myśl, że pan prezes banku, który miesiąc w miesiąc zdziera z nas ostatnią skórę na ratę kredytu a sam mieszka w marmurach i zarabia krocie powinien dostać solidny łomot na pewno niejednemu z nas przemknęła przez myśl, a Przybyłek to mgliste marzenie tylko ubrał w słowa. Podobnie jak marzenie, żeby ktoś spuścił łomot piekielnemu szefowi, który nami pomiata i jest powodem naszej bezsenności i wrzodów żołądka. Dodatkowo smaczku książce dodaje zadziwiająca zbieżność między tym, czym zajmuje się jej bohater a życiorysem autora. Ale to już taki bonus J

Po poprzednich książkach Przybyłka z Gamedecowej serii wiedziałam, że muszę się przygotować na coś związanego z popkulturą, ale spodziewałam się podtrzymania trendu „gierczanego”. Zwrot w stronę komiksu i to w scenerii bardziej zbliżonej do realizmu jest lekkim zaskoczeniem, ale raczej pozytywnym. Oczywiście, jeśli ktoś ma poczucie humoru.

Tytuł; „Ceo Slayer”

Autor: Marcin Przybyłek

Wydawnictwo Rebis

:, , , ,

Odpowiedz

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...