Thriller po ślunsku

przez , 22.kwi.2016, w Kryminał

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Niezły thriller z dodatkowym bonusem z postaci ciekawego kontekstu sytuacyjnego, bowiem jego akcja dzieje się na Śląsku, wśród górników. Oprócz niecodziennej scenografii mamy także eksperyment językowy w postaci gwary śląskiej.

pora chudych myszy

Akcja „Pory chudych myszy” rozpoczyna się gdy w kopalni znaleziona zostaje zamordowana młoda dziewczyna. Od niedawna zatrudniona na dole, wyjątek wśród górniczej braci, ciesząca się jednak pewną sympatią, choć z domieszką dowcipów i lekkiego pobłażania. Nie ma śladów gwałtu, nie było jej co kraść… Policja skłania się więc ku osobistej urazie któregoś z górników, chociaż jak się okazuje, współczesna kopalnia to wcale nie tak zamknięte środowisko jak by się wydawało. Wkrótce jednak w ten sam sposób zabity zostaje kolejny górnik. Zdaje się, że na dole czai się psychopata… Tzw. organom ścigania trudno jest prowadzić pracę śledczą, postanawiają więc umieścić wśród górników agenta. Musi to być ktoś znający specyfikę prowadzenia śledztwa a jednocześnie nie zupełny żółtodziób w pracy na grubie. Pada na dawnego agenta SB, Nakonicznego, obecnie prowadzącego małą firmę ochroniarska i przyjaciela dyrektora kopalni.

„Pora chudych myszy” to bardzo interesująca z socjologicznego punktu widzenia książka. Wojciech Bauer opisuje zamknięte środowisko górników, uzależnionych od gruby a jednocześnie nienawidzących tej pracy, specyficzne obyczaje panujące w tej grupie zawodowej, kodeks honorowy i żelazne zasady, wszechobecne mimo zmieniających się warunków ekonomicznych. To świat hoteli robotniczych, tradycyjnych rodzin, gdzie mąż pracuje a kobieta czeka z obiadem i przygotowuje sznitki na śniadanie, gdzie nie lubi się sztygara, niezależnie od jego charakteru. Gdy czytałam tę książkę, przypomniałam sobie, jak jeszcze w czasach mojej pracy dziennikarskiej całe dnie spędzałam w Hucie im. Sendzimira. Tak samo zakład zamknięty, tak samo nieufni hutnicy, którzy jednocześnie, gdy już przyjęli cię do swojego grona, dawali się za ciebie pokroić. Takie same przykurzone, byle jakie hotele robotnicze, karczmy piwne i browary obalane z kumplami po wyjściu ze zmiany. Taki zakład tylko ma otoczkę cywilizacji, reprezentowana przez prezesów w garniturach i skórzane fotele. Ale gdy się ominie tę warstwę, już kawę pije się nie z ekspresu a fusiankę, już się wpada w dziurę „naszych” przeciwstawianych „onym”. Ci „nasi” to nie grupa pojedynczych osób a cos w rodzaju organizmu, z organiczna pamięcią i atawistycznymi lękami, wciąż obecnymi mimo upływu lat. Bauer znakomicie potrafił tę atmosferę specyficznego organizmu wykorzystać. Jednak nie brakuje to i drugiego, bardzo interesującego wątku – dawnych agentów, którzy musieli odnaleźć się w nowych czasach, kiedy to z myśliwych bardzo często stają się zwierzyną, a ci, którzy z nimi dawniej pracowali, nawet jeśli ich potrzebują, traktują wrogo.

Dobra książka (mam tylko jeden drobny zarzut co do logiki akcji, ale mogę żyć bez tego wyjaśnienia), sprawnie napisana, trzymająca w napięciu.

Tytuł: „Pora chudych myszy”

Autor: Wojciech Bauer

Wydawnictwo Videograf

:, ,

Odpowiedz

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...