Archiwum dla: Lipiec, 2016

Odkryć to, w co nie chce się uwierzyć

przez , 19.lip.2016, w Thriller

Zaczyna się, zdawałoby się, zwyczajnie. Stanislas Cordova, słynny reżyser filmowy unikający publicznych wystąpień i dziennikarz śledczy, który próbuje wygrzebać mu z życiorysu jakieś brudy, z marnym zresztą skutkiem, bo próby kończą się porażką, publiczną naganą i utratą pracy.  Jednak dla Scotta McGratha dziennikarstwo to nie praca, tylko charakter, a są takie tematy, które nie chcą wypuścić ofiary ze swoich szponów. Dlatego też, gdy świat obiega wiadomość o samobójczej śmierci córki reżysera, Ashley, Scott ponownie czuje wiatr w żaglach. Zwłaszcza gdy okazuje się, że rodzina nie zezwala na sekcję i z kartoteki policyjnej znikają zdjęcia dziewczyny. Szybko Scott nawiązuje kontakt z Hopperem, któremu zmarła przesłała list parę godzin przed śmiercią i Norą, która widziała Ashley jako ostatnia.  Śledztwo dosyć spektakularnie ze sfery realności przechodzi w sferę horroru i czarnej magii, gdzie najgroźniejszą rzeczą bynajmniej nie jest to, o czym czytamy, ale to, co sobie wyobrażamy…

nocny film

„Nocny film” to gra – gra na poziomie fabuły, Ashley i jej ojca z tropiącym ich Scottem, gdzie bohater ma do wyboru albo zawiesić swój sceptycyzm na kołku i szukać prostych rozwiązań, albo przyjąć do wiadomości nienazwane. Podobna gra toczy się w czytelnikiem, który – i to chyba znacznie łatwiej niż główny bohater poddaje się klimatowi i wierzy w to, co nie śniło się filozofom. W ten sposób Marisha Pessl robi z czytelnikiem to, co Cordovowie chcą zrobić ze Scottem – otwiera mu oczy i serce, każe myśleć w niestandardowy sposób, każe odbierać na poziomie intuicji i wiary, a nie dowodów.

Książka jest pełna rekwizytów rodem z horroru – ale nie tak oczywistych jak u Kinga, gdzie autor w sposób oczywisty gra konwencja i spokojnie możemy sobie jego horrory czytać jedząc popcorn. „Nocny film” zamiast na dosłowności bazuje na sugestii. Właściwie przez większość czasu NIE DZIEJE  się nic złego. Nikogo nie spotyka krzywda. Krew się nie leje. Ale poszczególni bohaterowie, a z nimi czytelnik, mają wrażenie niesamowitości, czegoś złego, co ich otacza. To nie wiedza a przeczucie bazujące na naszych pierwotnych instynktach. To samo, które każe nam, tak na wszelki wypadek, splunąć przez lewe ramię, gdy drogę przebiegnie nam czarny kot.

Z jednej strony książka, jak rasowy kryminał, trzyma w napięciu swoją akcją. Z drugiej są w niej momenty oddechu, gdzie mamy czas poczuć nastrój i mu się poddać. A wszystko w efekcie okazuje się możliwe, bo książka – podobnie jak wszystkie filmy powieściowego reżysera, ma zakończenie otwarte, które nie odpowiada nam na żadne pytanie.

„Nocny film” to powieść w nowoczesnym stylu – z wstawkami a la strony internetowe czy artykuły z gazet. Ciekawskim, którzy jeszcze bardziej chcą się zanurzyć w świecie książki zaoferowano aplikację, która pozwala na odkrycie paru tajemnic.

Tytuł: „ Nocny film”

Autor: Marisha Pessl

Wydawnictwo Albatros

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Szatańskie kuszenie inspektora McLeana

przez , 15.lip.2016, w Kryminał

Kolejna, czwarta już książka z jednej z moich ulubionych serii o inspektorze Tonym McLeanie z Edynburga. Niepokorny, wścibski, uparty McLean zawsze wpycha swój nos tam, gdzie bardzo nie chcą tego nosa widzieć jego przełożeni. Tym razem, o dziwo, nielubiany przez naszego bohatera komisarz chce wykorzystać cechy inspektora i deleguje go do śledztwa strasznego, ale prostego. Bardzo znany i wpływowy polityk i biznesmen popełnia samobójstwo, zabiwszy uprzednio swoja żonę i dwie małe córeczki. To właśnie ich śmierć tak wstrząsa komisarzem, który chce wyjaśnić wszystko do końca, zamiast dać zamieść sprawę pod dywan służbom specjalnym. Szybko okazuje się, że Andrew Weatherly – ofiara i morderca w jednym, choć ma sporo na sumieniu, to jego sumienie bynajmniej nie było takie wrażliwe, żeby targnąć się na życie swoje i swoich bliskich. Mimo nacisku mediów, przełożonych, opinii publicznej i służb specjalnych McLean powoli dochodzi do mrożącej krew w żyłach prawdy…

oswald

Z każdą książką serii jej bohater coraz bardziej zagłębia się w świat tego, co nienazwane a jego sceptycyzm rozwiewa się jak poranna mgiełka. Tony już nie zamyka oczu na samo przypuszczenie, że w morderstwie brała udział siła nieczysta i coraz bardziej, w razie potrzeby, jest w stanie odrzucić rozumowe ograniczenia, a poddać się intuicji. Tym razem robi to w samą porę, aby zapobiec niebezpieczeństwu wiszącym nad nim i jego współpracownikami. Oczywiście – przypłaca to utratą kolejnego samochodu, w zamian za to otrzymuje całą armię ochroniarzy, którzy nie oczekują nawet postawienia im na murku puszki z sardynkami. A podstawą sukcesów inspektora jest prosta zasada, znana także w naszej polityce – „warto być przyzwoitym”. Warto wysłuchać szalonego bezdomnego, warto pomóc organizacji, która opiekuje się słabymi i potrzebującymi pociechy, warto kupić gorącą kawę, żeby komuś ogrzać dłonie, przygarnąć bezdomnego zwierzaka. Wszystkie małe gesty w chwili potrzeby dają energię niezbędną do przezwyciężenia ciemności, tej dosłownej i tej przysłowiowej. I przede wszystkim dają przyjaciół, którzy pomogą nam wtedy, kiedy nie będziemy się tego spodziewać.

„Kości zmarłych”, mimo makabrycznych scen pełne są także mocno podszytego ironią poczucia humoru i trzymają w napięciu, podobnie jak poprzednie książki z cyklu, od początku do końca. No i nauka wypływająca z powieści – strzeżcie się łatwych rozwiązań i ścieżek na skróty.

Tytuł: „ Kości zmarłych”

Autor: James Oswald

Wydawnictwo Jaguar

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Czym jest przyjaźń?

przez , 14.lip.2016, w Obyczajowe

To historia o przyjaźni i lojalności, dojrzewaniu i stracie, a także miłości, gniewie i przebaczeniu.

kobiety

Bohaterkami książki jest pięć kobiet. Pochodzą z różnych środowisk, mają różne charaktery, osobowości, temperamenty, przekonania i poglądy na religię, związki czy karierę. Spotkały się na uczelni artystycznej dawno temu i pomimo wielu przeciwności losu, mimo niesnasek i kłótni wciąż są dla siebie najbliższymi osobami. Kiedy mąż jednej z nich, Diane, umiera w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach, postanawiają zaopiekować się przyjaciółką. Tymczasem dla Diane wizyty u przyjaciółek to  sposób na rozliczenie się z przeszłością, swoimi nie do końca zapomnianymi kompleksami i poczuciem krzywdy.

To zadziwiające, jak bardzo może w kimś tkwić uraza do innych. W Diane potrafi siedzieć latami, nieuświadomiona i trująca. Kobieta, choć nie zdaje sobie z tego sprawy, od samego początku swoich kontaktów z przyjaciółkami ma wobec nich kompleks niższości. Nie jest tak piękna ani bogata, nie ma zabytkowego pałacu ani nie jest tak utalentowana. Tak jej się przynajmniej wydaje. Jeśli Chris, najbliższa z przyjaciółek mówi, że dobrze, że Diane nie kontynuowała artystycznej edukacji, to Diane się zgadza, choć nie jest to prawda i ma o to do Chris żal, podobnie jak o – świadomie lub nie splagiatowany obraz. Przez wiele lat milczącą, zgadzającą się na wszystko Diane pozostałe przyjaciółki traktują pobłażliwie, tak samo jak jej małżeństwo z Regisem, gdzie każde z małżonków może dowolnie nawiązywać kontakty seksualno-towarzyskie, pod warunkiem, że o wszystkich rzeczach znaczących dla ich związku powiedzą sobie szczerze. Dopiero po śmierci Regisa okazuje się, że i mąż, i jego rodzina, i przyjaciółki ukrywali prawdę. Niby chroniąc kobietę, być może z poczucia źle pojętej lojalności a być może dlatego, że nie warto tym zawracać głowy biednej Diane?

Każda z kobiet przedstawionych w książce ma niezwykłą i silną osobowość. Ale najsilniejszą okazuje się być najsłabsza z nich, bo to ona musi sobie poradzić z przejmującym poczuciem osamotnienia i krzywdy. Krzywdy spowodowanej tym, że najbliższe jej osoby w sprawach ważnych dla niej dogadywały się poza jej plecami . Czy to nielojalne? Nawet jeżeli nie miało wpływu na życie Diane? Dla kobiet z książki najwyraźniej nie, chociaż niektóre z nich po śmierci Regisa odczuwają coś w rodzaju szybko stłumionych wyrzutów sumienia. Dla Diane tak. A gdy odkrywa jedną, drugą, trzecią nielojalność, zaczyna sobie przypominać wszystkie drobne ranki, małe, zgniłe kompromisy, to, jak milczała, kiedy coś ją mocno dotknęło. A niestety małe krople razem, jeśli jest ich wiele, są w stanie zmienić się w wodospad i zmyć wszystko. Być może i dobrze, bo na gołej ziemi odbudowuje się znacznie lepiej niż na gruzach. Pytanie tylko, czy każda ze stron będzie chciała budować od nowa. Bo są rany tak głębokie, że ich zaleczenie zajmuje lata.

Dla mnie to także książka o tym, że jeżeli cos nas boli i rani, nie należy tego tolerować w imię wspólnie spędzonych lat. Czy to w miłości, w rodzinie czy w przyjaźni. Czasem bowiem zyski i straty się po prostu nie bilansują. Im dłużej tolerujemy za ciasne buty, tym gorsze będziemy mieć pęcherze.

Tytuł: „Strzeżcie się niezwykłych kobiet”

Autor: Claire Dellanoy

Wydawnictwo Czarna Owca

Zostaw komentarz :, więcej...

Historia najsłynniejszych perfum świata

przez , 12.lip.2016, w Reportaż

Czy perfumy mogą mieć swoją biografię? Czemu nie? Zwłaszcza jeśli są to Chanel no 5, najsłynniejsze perfumy świata. Za opisanie ich historii wzięła się Tilar J. Mazzeo, autorka znana ze swoich „biografii rzeczy”, mająca na swoim koncie między innymi historię słynnego szampana Veuve Clicquot czy paryskiego hotelu Ritz.

Mazzeo_Chanel-no5_popr3_500pcx

Biografii Coco Chanel namnożyło się ostatnio jak mrówek i oczywiście w wielu z nich wspomina się o perfumach – trudno, gdyby o nich nie wspominać, bo to one stanowią podłoże marki. Choć, jak dowiemy się z książki Mazzeo, akurat kontrolę nad tworzeniem swoich perfum słynna projektantka oddała komuś innemu Faktem tez jest, że to właśnie Chanel no 5 tkwiły u podłoża wielkiego skandalu, w jaki Chanel była zamieszana w czasie II wojny światowej. W skrócie mówiąc – Chanel chciała wykorzystać fakt, że właścicielami firmy produkującej perfumy byli Żydzi i przy pomocy swoich nazistowskich przyjaciół próbowała odzyskać kontrolę nad produkcją i dystrybucją perfum. Oczywiście, „Sekretne życie…” również wspomina fakty z życia Gabrielle ale tylko o tyle, o ile jest to ważne z punktu widzenia jej idei zapachu oraz tworzenia samego zapachu.

Opisywać tego, w jaki sposób powstały najsłynniejsze perfumy świata nie będę, od tego jest książka – warto jednak wspomnieć, że powstanie perfum, tak jak każdego innego wynalazku związane było z prawdziwą aferą i szpiegostwem przemysłowym. A wszystko dlatego, że Chanel no 5 była prawdziwym pionierem wśród zapachów, wykorzystując na niespotykaną wcześniej skalę świeżo odkryte aldehydy.  Mazzeo opisuje poszukiwanie najcenniejszego oryginalnego surowca (kwiatów jaśminu spod Grasse) i człowieka, który był w stanie zrealizować wizję Gabrielle ( a był nim Ernest Beaux), potem odpowiedniego zakładu produkcyjnego, umowę zawartą z rodziną Wertheimerów, która miała się zająć dystrybucją i kosmetyczną częścią tego, co znane jest pod marką Chanel. Autorka opisuje także bardzo specyficzna kampanię marketingową perfum i rozwiewa różne mity na temat zapachu.

Historia Chanel no 5 to historia marzeń i konsekwencji w ich realizacji a także bezlitosnej walki o pieniądze. Bo nie ukrywajmy – Chanel no 5 to oczywiście legenda i symbol, ale za tą legendą i symbolem kryją się ogromne pieniądze. Były i takie czasy, kiedy buteleczka zapachu była więcej warta niż jej waga w złocie. To dzięki temu zapachowi Chanel mogła spokojnie egzystować w pokojach luksusowego hotelu Ritz, to być może dzięki zręcznemu chwytowi z perfumami w roli głównej po wyzwoleniu Francji nie spotkały jej poważniejsze konsekwencje bliskich kontaktów z Niemcami, to dzięki zapachowi projektantka dożyła końca swoich dni w luksusie, z rodziną Wertheimerów płacącą jej rachunki.  To także książka o narodzinach przedmiotu kultu, ikony popkultury, tej, którą portretował Warhol i z którą fotografowała się Marylin Monroe (jak wygląda prawda o obu tych sytuacjach – można dowiedzieć się w książce).

Tytuł: „Sekretne życie Chanel no. 5. Pierwsza biografia najsłynniejszych perfum świata”

Autor: Tilar J. Mazzeo

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , więcej...

Fantastyka totalna

przez , 08.lip.2016, w Fantastyka

To książka, o której pisać niezwykle trudno, bo trudno ja zakwalifikować i przylepić etykietkę. A może i łatwo, bo jest tak… specyficzna w odbiorze, że cokolwiek byśmy o niej nie napisali, będzie prawdą. Najbardziej do mnie przemawia zdanie Rafała Kozika, że „Onikromos” należy do gatunku fantastyki dziwnej. Ja jednak posłużę się cytatem z samej książki „choć udało mi się w końcu zdobyć niewielkie rozeznanie, to jednak te kilka pasujących do siebie spostrzeżeń nie układa się w całość, którą dałoby się objąć rozumem”.

Onikromos front V1

Trudno odbierać powieść Pawła Matuszka z punktu widzenia jakiejś linearnej fabuły czy w ogóle fabuły. To raczej przeskakiwanie czytelnika z jednego obrazka na drugi, bez jakiegokolwiek schematu działania, gdzie jeden fragment może wypływać z drugiego ale niekoniecznie, gdzie czasem w pojedynczym scenach odnajdujemy znanych bohaterów, a czasem nie, a czasem jeszcze zmieniają się oni w postacie zupełnie inne a razem z nimi sytuacje. Ta powieść przypomina kalejdoskop – taką zabawkę jeszcze z dawnych czasów (nie mam bladego pojęcia, czy jeszcze się je produkuje), gdzie w papierowej tubie z lusterkami zamknięto parę kolorowych szkiełek. Patrząc pod słońce i potrząsając tubą mogliśmy patrzeć na zmieniające się obrazki, czasem do siebie podobne a czasem kompletnie nie, chociaż składające się przecież z tych samych elementów.

Jasny – poniekąd – jest początek, bo mamy bohatera. To Druss, ostatni człowiek w dziwnym mieście Linvenogre. Linvenogre narażone jest na wybuchy czegoś w rodzaju magicznej siły, a ofiarą jednego z nich pada brat Drussa. Człowiek chce rozwikłać zagadkę jego śmierci i nie narazić się miejscowym władzom. Pomaga mu dwóch absolutnie nieludzkich asystentów, którzy na jednej płaszczyźnie wizualnej przypominają mi C-3PO oraz R2D2, chociaż na innej przypominają kwadratowa maszynę i długiego węża z soczewkami na obu końcach. I na tym się kończy prostota, bo od tej chwili przedzieranie się przez powieść przypomina jedzenie stosu naleśników. Nie wiesz, czy masz jeść najpierw tego jednego, z góry, czy może kroić kawałki przez całą piramidę, jak tort. Matuszek w każdym bądź razie nic sobie nie robi z ewentualnej konfuzji czytelnika i prowadzi nas przez światy równoległa i prostopadłe, stykające się jakimś dziwnym punktem albo nie punktem tylko osobą albo nie osobą, tylko słowem, a właściwie nie słowem, tylko wrażeniem.  Mamy i takie światy, które rozumiemy, których dziwność mieści w granicach przez nas dopuszczalnych i tak odmienne,

„Onikromosa” odbieramy zdecydowanie bardziej zmysłami niż rozumem, tu nie ma nic do rozumienia, intuicyjnie odczytujemy tylko wrażenie wędrówki i poszukiwania, gdzieś tam przed nami „bohaterami” znajduje się święty Graal, który może symbolizować wszystko i wiadomo, że czymkolwiek by on nie był, bez niego jesteśmy niepełni. Czasem widzimy jego przebłyski gdzieś na końcu tęczy lub kątem oka, w tej martwej sferze i albo go wiecznie poszukujemy, tej uniwersalnej odpowiedzi na wszystko, albo umrzemy tęskniąc.

No więc bladego pojęcia nie mam, o czym jest ta książka. Ale skończyła się dobrze.

Tytuł: „Onikromos”

Autor: Paweł Matuszek

Wydawnictwo Mag

Zostaw komentarz :, więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...