Archiwum dla: Sierpień, 2016

Metafizyczny harem Witkacego

przez , 30.sie.2016, w Reportaż

Nie był bogaty i bynajmniej nie był demonem seksu – a wręcz odwrotnie, jego umiejętności i możliwości w tej dziedzinie życia pozostawiały wiele do życzenia. Co więc sprawiało, że Witkacy, ten mroczny duch Zakopanego był tak nieodparcie pociągający dla kobiet?

A że był to rzecz pewna. Na jego urok, nawet u schyłku życia nie były odporne arystokratki i służące, panny i mężatki, kobiety wykształcone i manikiurzystki. Czy była to aura genialnego artysty? Bo przecież nie uroda jego portretów, nazywanych przez wielu „potworami”. Może fama dewianta, awanturnika uzależnionego od narkotyków albo po prostu odwzajemnienie uwielbienia, które Witkacy odczuwał wobec płci pięknej. Bo nawet będąc w wieloletnim związku małżeńskim (a jego żonie, Ninie, zawdzięczamy zabezpieczenie artystycznej spuścizny po Witkacu) nieustannie wpadał z awanturki w awanturkę w pogoni za swoimi demonicznymi kobietami, czerpiąc z nich nieustanną podnietę nie dla swojego ciała, ale przede wszystkim umysłu i talentu. Kolejne kobiety i związki były zdaje się dla niego tym, czym narkotyki i alkohol. Odskocznią od codzienności, chwilowym zapomnieniem kończącym się fizycznym i duchowym sponiewieraniem, z którego wychodziło…dzieło. Obraz, fotografia, sztuka.

Małgorzata Czyńska, autorka książki „Kobiety Witkacego. Metafizyczny harem” nie unika tematów trudnych i moralnie wątpliwych, jakich pełno w biografii artysty – takich na przykład jak chociażby zmuszenie żony do aborcji (czego Jadwiga Unrug, zwana Niną będzie żałować do końca życia) czy spowodowanie samobójstwa pierwszej narzeczonej, Jadwigi Janczewskiej. Trudno jednak w jego przypadku mówić o jakimkolwiek pojęciu moralności – życie Witkacego, wliczając w to ślub to kolejne eksperymenty podejmowane z ciekawości. Każda z kobiet Stasia, od matki począwszy aż po Czesławę Oknińską, która towarzyszyła mu w chwili samobójstwa to obiekty rozmaitych ekscesów, eksperymentów i pomysłów, dla żadnej z nich związek z artystą nie jest łatwy ani fizycznie, ani materialnie, ani intelektualnie czy emocjonalnie. Świadczą o tym liczne awantury, wyrzuty, długotrwałe zerwania (szczególnie z żoną, którą zdradził już w trzecim miesiącu małżeństwa i której otwarcie pisał o swoich erotycznych fascynacjach). Książka jest o tyle fascynująca, że o tym wszystkim dowiadujemy się od samego zainteresowanego czy też osób z nim związanych, głównie dzięki obfitej korespondencji, obszernie przytaczanej przez autorkę.

To bardzo subiektywna biografia i znakomity obraz epoki w przededniu II wojny światowej, świata zafascynowanego góralszczyzną, kiedy to zgorszenie wywoływali mężczyzna w kolorowym płaszczu i aktorka występująca w cielistym trykocie. Gdzie równie ważne co fizyczna bliskość był poetycki „związek dusz”. Autorka, opisując związki Witkacego z kobietami przytacza nie tylko obfite fragmenty jego korespondencji z bohaterkami czy przyjaciółmi, ale także tych, którzy Witkaca znali, dodając do tego analizę jego dramatów czy portretów i zdjęć. Świetny, barwny, smaczny obraz, od którego trochę się kręci w głowie, jak od kieliszka absyntu.

Tytuł: „Kobiety Witkacego. Metafizyczny harem”

Autor: Małgorzata Czyńska

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Bardzo stanowczy Kopciuszek

przez , 28.sie.2016, w Romans

On jest bogaty, przystojny i zakochany. Ona pracuje jako kelnerka i wynajmuje pokoik w cudzym mieszkaniu, borykając si z ojcem – alkoholikiem i jego kumplami. Więc kiedy on wyznaje jej miłość, powinna podskakiwać z radości, że jej problemy znalazły rozwiązanie, a ona księcia z bajki, prawda? Nie do końca. Bo Iga, bohaterka książki Krystyny Mirek ma własny plan. Nie chce być zależna od nikogo i nie zamierza dla nikogo rezygnować z własnych planów i wartości. Nie chce też się zmieniać, bo tych, co chcieliby, żeby się zmieniła, jest po prostu za dużo. I każdy – od ewentualnego narzeczonego, przez koleżanki z pracy po teściową – ma własną wizję Igi.

„Wszystkie kolory nieba” to ciąg dalszy powieści „Większy kawałek nieba”. To ta część, o której nie mówią w bajkach, kończących się zazwyczaj, kiedy książę się już zdeklaruje. A tymczasem dopiero wtedy zaczynają się kłopoty. Bo przyszła teściowa nie może znieść rywalki, bo koleżanki z pracy ( w końcu narzeczony to szef) zarzucają nieszczerość i wyrachowanie, bo ojciec-alkoholik widzi w niej tani sposób na organizację kolejnych libacji dla kumpli. A gdzie w tym wszystkim jest Iga? Sama wie, że nie pasuje. Ale w tej cichej, skromnej dziewczynie jest ogromna wola walki o własne szczęście. Szczęście, które – jak wie nauczona doświadczeniem Iga – można znaleźć wtedy, kiedy nie zrezygnuje się z wierności samej sobie.

Ci – a właściwie te, które znają pierwszą część powieści zapewne będą bardzo zadowolone z poznania losów innych bohaterów. Pani Marysi i jej synowej, sympatycznej Amelii, która zrobiła wreszcie odważny krok i wróciła na studia, kobieciarza Janka, który postanawia zaryzykować poważny związek i Oliwiera, nastolatka, który nie lubi, gdy traktuje się go jak dziecko. Ta druga część jeszcze bardziej niż pierwsza mówi o odwadze. Zmieniania swojego życia, odrzucenia utartych schematów, zaufania – przede wszystkim własnym pragnieniom i intuicji, a czasem też przyjaciołom. Często bowiem przed zrobieniem tego, o czym zawsze marzyliśmy, powstrzymuje nas lęk przed tym, co pomyślą o nas inni. A może ich stracimy? Ale jeżeli tracimy ludzi przez to, że jesteśmy wierni sobie, to może warto machnąć ręką na tę stratę. A być może w ostatecznym rozrachunku nie będzie to strata, a raczej kontakty oparte o nowe zasady i wzajemny szacunek.

Książka o bardzo niecodziennym Kopciuszku z odrobiną współczesnego Krakowa w tle.

Tytuł: „Wszystkie kolory nieba”

Autor: Krystyna Mirek

Wydawnictwo Znak

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Ktoś znikł i tak bardzo go nie ma

przez , 19.sie.2016, w Młodzieżowe

Dawno nie było nic dla dzieci. A jak już jest, to powiedzmy…nie jest to typowa bajeczka. Nie ma tam czarodziejek, różowego ani wesołego. To książka bardzo ważna i myślę potrzebna zarówno dziecku, jak i dorosłemu, który znalazł się w trudnej sytuacji. Bo jak opowiedzieć dziecku o śmierci kogoś bliskiego?

Wiem, że może wzdrygniecie się na tę myśl. Ale prawda jest taka, że dziecko zetknie się ze śmiercią, jak bardzo byśmy nie chcieli tego uniknąć. Sąsiad, babcia, wujek, tata koleżanki z przedszkola. I wtedy zacznie zadawać pytania – co się stało z ta osobą? Gdzie ona jest? A jeżeli będzie to ktoś bliski, dziecko będzie miało problem, jak sobie z tą sytuacja poradzić. Tak jak bohaterka książeczki „Dziewczynka i drzewo kawek”.

Książka to historia opowiedziana przez małą dziewczynkę, której świat się zmienił. Już nie ma taty, chociaż mama mówi, że poszedł do nieba. Ale nie może wrócić, nie można do niego zadzwonić, nie można napisać. Została pustka, której nie zapełni mama ani nic. Bohaterka wie, że nie ma co walczyć ani się buntować. Nieobecność to nieobecność. „Dziewczynka i drzewo kawek” to nie historia walki i agresji, ale akceptacji. Bohaterka nie krzyczy, nie histeryzuje – jest smutna, wspomina i tęskni, a jednocześnie jest pełna nadziei. Zwłaszcza, że wielkim wsparciem jest dla niej mama, potrafiąca znaleźć jasne strony smutnych momentów, takich jak sprzedanie ukochanej łodzi. Tak samo zresztą spokojny jest cały rytm tej książki – łagodny jak spokojna rzeka, jak morze, jak wielkie pole przysypane śniegiem.

Gdy wzięłam do ręki „Dziewczynka i drzewo kawek”, w pierwszej chwili pomyślałam sobie „o, nie” – tym bardziej, że humor miałam szczególnie pod psem. Ale historia Riitty Jalonen działa jak proza albo gorąca herbata, ciepły koc i kot w deszczowy dzień. Łagodząco.

Tekstowi towarzyszą przepiękne, równie spokojne w tonie ilustracje Kristiiny Louhi.

Książka została nagrodzona nagrodą literacką „Finlandia Junior”.

Tytuł: „Dziewczynka i drzewo kawek”

Autor: Riitta Jalonen

Wydawnictwo Tatarak

Zostaw komentarz :, , więcej...

Nic dwa razy się nie zdarza

przez , 18.sie.2016, w Fantastyka, Obyczajowe

Chińskie przysłowie mówi, że żyje się dwa razy. Drugie życie zaczyna się, gdy uświadomimy sobie, że żyje się tylko raz.

Arthur Costello dawno temu otrzymał w spadku po ojcu latarnię morską. Pod jednym warunkiem – nigdy, przenigdy Arturowi nie wolno otwierać drzwi w piwnicy. Jak uczy nas przykład Pandory i żony Sinobrodego, wiadomo, jak kończy się taki zakaz. Oczywiście Arthur otwiera drzwi i staje się ofiarą klątwy. Tymczasem poznaje młodą aktorkę, Lisę i postanawia ja zdobyć i związać z nią swoje życie, mimo wszystko.

Guillaume Musso, jeden z najpopularniejszych francuskich autorów w sposób charakterystyczny dla siebie, ze sporym dodatkiem magii i tajemnicy pisze o najważniejszych sprawach naszego życia. O miłości, tęsknocie, straconych szansach i przede wszystkim – o życiu chwilą. Cieszeniu się tym, co mamy. Pielęgnowaniu tego, bo za chwilę to, co zdawałoby się będziemy mieć zawsze – może zniknąć.  Szczególnie ludzie. Mogą zniknąć ostatecznie – umrzeć. Nawet gdy są bardzo młodzi, nawet gdy jesteśmy pewni, że zobaczymy ich jutro, nawet jeśli tylko wychodzą po paczkę zapałek do kiosku. Dlatego, mówi nam Musso, nie traćmy życia na sprzeczki i kłótnie, bo nie ma gorszej rzeczy niż rozstanie w gniewie, które może być ostatnim naszym spotkaniem. Trzeba też wiedzieć, co jest dla nas najważniejsze. Ale ludzie mogą też zniknąć, bo przytłoczeni nawałem obowiązków ich zaniedbamy, a potem się okaże, że ostatni raz rozmawialiśmy ze sobą miesiące temu. Albo ludzie mogą zniknąć, bo przyzwyczajeni do ich nieustannej obecności przestajemy tę obecność cenić a ich szanować. To bardzo ważne przesłanie . Nie policzę, ile razy widziałam, jak zapracowani rodzice nagle orientowali się, że mają w domu nie słodkiego bobasa a gniewnego nastolatka, którego nie rozumieją. Albo partnerów – czy małżonków, kiedy jedno po wielu wspólnie spędzonych latach decyduje się odejść, bo przestało czuć się ważne.

Problem z czasem polega na tym, że nie da się go cofnąć. Jeżeli cos przegapiliśmy to już do tego nie wrócimy. Nie usłyszymy drugi raz jak nasz maluch pierwszy raz woła „tata”. Przegapiona bramka na meczu, egzamin na studia, kłótnia z pierwszym chłopakiem – to wszystko nie wróci. A skutki tego odczujemy my, ci zabiegani, zajęci, zapracowani. Karma jest bezlitosna. Ale jeśli sobie uświadomimy ten fakt, że nic dwa razy się nie zdarza, wtedy, być może zaczniemy znowu żyć.

Wzruszająca, smutna, mądra książka.

Tytuł: „Ta chwila”

Autor: Guillaume Musso

Wydawnictwo Albatros

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

„Orzeł Biały”. Jak zostałam postacią literacką

przez , 16.sie.2016, w Fantastyka

Polska ostatnią ostoją cywilizacji? Przedmurzem już nie tylko chrześcijaństwa ale w ogóle wszystkiego? Nie, to nie cytaty z forów internetowych poświęconych polityce imigracyjnej, ale idea, na której opiera się najnowsza książka Marcina Sergiusza Przybyłka.

Od razu powiem, że to książka śmieszna. Z poczuciem humoru. Absurdalna do granic, przy których po każdym zdaniu leją się łzy z oczu i smarki z nosa. Ale zabawna nie tylko na tym rubasznym poziomie, gdzie głupie orki mówią „hy?” a polscy bohaterscy lotnicy mają pseudonim „Ruchacz”. To owszem, wywołuje ataki głupawki, ale „Orzeł Biały” jest jak może nie konto bankowe, ale garnek. Musisz cos tam włożyć – mam tu na myśli swoja wiedzę, inteligencję, znajomość historii czy zjawisk popkultury – żeby coś z niej wyjąć. W związku z tym wszelkie informacje o tym, jakoby autor kierował swoją powieść do środowisk nacjonalistycznych uważam za mocno przesadzone.

Ale wróćmy do początku. Śmiesznego samego w sobie. Bo, drodzy moi, podstawą powieści jest wynalazek. Lek przeciw starzeniu się. Przyjęty prędzej lub później przez wszystkie narody świata, z wyjątkiem… Polski. Bo nasi rodacy jak zwykle nie mogą się dogadać. A czy lek ma być refundowany, a dla kogo, a co z emeryturami, ZUS-em, kościół jest przeciw, w parlamencie rozróby i nawet kraje afrykańskie się z nas śmieją. Ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, bo okazuje się, że N-Gen ma skutki uboczne. Ci, którzy go zażyli, zmieniają się w wielkie, krwiożercze, zielone stwory z dziwnym upodobaniem do ludzkiego mięsa i trudne – w porywach bardzo trudne do zabicia. Polska więc okazuje się, tak jak napisałam w pierwszym zdaniu, ostatnią kolebką cywilizacji. Na dodatek pozbawioną władzy i steru, bowiem, choć lek był u nas nielegalny, po kryjomu zażyły go elity polityczne, władze, prezesi większych firm oraz znacząca część kleru. Siada import i eksport. Trzeba stworzyć nowe struktury państwa i ktoś musi ogarnąć ten burdel, żeby Polacy przetrwali.

„Orzeł Biały” to prosta zdawałoby się wariacja na temat „co by było, gdyby”. Autor poszedł po całości i jednym ruchem ręki skasował system bankowy (no bo niby jak by miał funkcjonować?), wrócił do płatności kruszcami, zrezygnował z demokracji na rzecz monarchii (po ostatnich wyborach czasem myślę, że byłoby to rozsądne rozwiązanie) a polska ludność zajęła się rolnictwem i recyklingiem dóbr. Prawie że ideał, gdyby nie niedogodności w postaci brakujących towarów (i tu Przybyłek zafundował małą lekcję dla tych, co to pytają, po co nam Europa). O ile jesteśmy w stanie w takich warunkach stworzyć telefonię komórkową i wskrzesić przemysł zbrojny, to kawy, herbaty czy bawełny sobie w naszym klimacie nie wyhodujemy. Więc jeśli jesteśmy gotowi na nacjonalizm bez porannej latte, to „Orzeł Biały” to nasz świat idealny.

Oczywiście, sam pomysł na świat już jest wciągający, a często nieodparcie śmieszny ale akcja musi być, więc Twierdza Polska – jak nazywa się Polska w powieści – staje w obliczu zagrożenia, jakim jest horda niemieckich orków stojąca u naszych granic. Horda spragniona różowego mięsa, a nie żadnej kapitulacji. Żołnierze Twierdzy  muszą bronić jej granic, a część z nich udaje się wręcz z samobójczą misją.

Przybyłek garściami czerpie z popkultury, jego powieść to – wcale tu nie będę oryginalna – mieszanka „Parszywej dwunastki”, „Bękartów wojny”, komiksów z Hulkiem, zombie apokalipsy i „Czterech pancernych i psa” ze sporą dozą strzelanek. Gdzieś w tle, dla tych, co do garnka wkładają nieco więcej mamy dyskusje o religii, katolickiej i tej dla „prawdziwych Słowian”, ksenofobii, humanizmie i tolerancji. Czy zabić ich wszystkich, w sensie wroga, czy traktować jak chorych? Czy zamiast zabijać, można przekonywać i leczyć? Czy istnieją wyraźne strony – czarna i biała? Czy nasze zachowanie jest efektem determinizmu, nawet biologicznego, czy może efektem świadomego wyboru? Owszem, trzeba uważnie książkę czytać, żeby się doszukać tych treści, bo zabawny wierzch i tzw. napierdalanka mogą nam je przesłonić.

Książka jest eksperymentem ciekawym jeszcze z innego powodu – bohaterów. Marcin Przybyłek postanowił bowiem rozwinąć pomysł innego pisarza fantasty, Roberta Szmidta i poprosił swoich fanów o…udział w powieści. Powstała specjalna strona na FB, gdzie można było zgłaszać swój akces do oddziałów orków, żołnierzy Twierdzy czy cywilów, wraz z cechami charakterystycznymi. Wszystkim autor obiecywał brzydką śmierć i to, że z całą pewnością go zbrzydzi (chociaż, jak sam powiedział podczas jednego spotkania, sami wymyślaliśmy sobie gorsze rzeczy, niż on by się ośmielił), ale wbrew pozorom chętnych znalazło się całkiem sporo, w tym ja, bo jakieś 150 osób (wliczając w to VIP-y, czyli innych pisarzy, np. Magdę Kozak czy wspomnianego już Roberta Szmidta). I z marketingowego punktu widzenia był to strzał w dziesiątkę, bo ludzie kupują książki, żeby poczytać o sobie, tworzą się koszulki, kubki, plakaty, kluby (np. poległych bohaterów), niektórzy już piszą fan fiction a autor ogłasza już nabór do części następnej. Tym razem udamy się (bo moja postać przeżyła) na wschód J

Tytuł: „Orzeł Biały”

Autor: Marcin Sergiusz Przybyłek

Wydawnictwo Rebis

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...