Archiwum dla: Listopad, 2016

Czy znasz swojego sąsiada? – „Zabójca z sąsiedztwa”, Alex Marwood

przez , 29.lis.2016, w Thriller

Historia grupki ludzi, mieszkających w londyńskiej kamienicy, borykających się z  gargantuicznym, obleśno – przerażającym właścicielem, z tajemnicami pochowanymi po szafach i pod łóżkami przyprawia z jednej strony o uśmiech, a z drugiej o solidny dreszcz na plecach. No i sprawia, że zaczynasz się zastanawiać, czy aby na pewno znasz swoich sąsiadów.

Centrum akcji jest solidna, londyńska kamienica. Jej mieszkańcy to dwie młode kobiety, jedna starsza pani, pewien muzyk, czekający na azyl imigrant oraz sympatyczny, choć gadatliwy młody mężczyzna. Pewnego dnia na miejsce jednej z dziewczyn, która zniknęła bez śladu, wprowadza się Colette, której jedynym bagażem jest sportowa torba pełna pieniędzy. Do starszej pani, Vesty, ktoś się włamuje, niszcząc większość jej rodzinnych pamiątek. A w sąsiedztwie mieszka ktoś, kto bawi się w specjalistę od mumifikacji. Sąsiedzi zazwyczaj omijają się ostrożnie nie zawiązując bliskich kontaków, chociaż łączy ich niechęć do właściciela kamienicy. Pewnego dnia jednak dochodzi do nieszczęśliwego wypadku, który może pozbawić naszą szóstkę bezpiecznego azylu. Zawiązują więc spisek…

Gdyby sposób pisania Alex Marwood był inny, książka mogłaby skutecznie stawać w szranki z „Milczeniem owiec”. Traf jednak chce, że bardzo poważny thriller napisany jest z dodatkiem absolutnie specyficznego i jedynego w swoim rodzaju czarnego humoru powodującego, że rzeczy okropne wywołują w nas co najmniej mieszane uczucia. Z których jednym, poza strachem czy obrzydzeniem, jest śmiech. Chociaż żeby była jasność – to nie jest zabawna książka. Jak to zwykle jest z książkami o psychopatach żyjących wśród ludzi absolutnie nieświadomych zagrażającego im niebezpieczeństwa. To raczej nerwowy chichot, wyrywający się z czytelnika przy niektórych, szczególnie absurdalnych fragmentach.

Duży plus dla Marwood za atmosferę książki, trzymającą czytelnika w nieustannym napięciu. W „Zabójcy z sąsiedztwa” nie ma spokojnych momentów, wszędzie i zawsze czai się zagrożenie. Choć czasami jego poczucie daje się przytępić bardziej osobistymi kontaktami. Bohaterowie gromada oryginałów, namalowana oszczędnymi, bardzo precyzyjnymi ruchami pędzla (czy też raczej pióra), których, wbrew pozorom, bardzo dużo łączy. Na przykład sposób życia przypominający dobrowolne więzienie i nieustanny strach.

To druga książka Alex Marwood (pod tym pseudonimem kryje się brytyjska dziennikarka). Jej pierwsza powieść, Dziewczyny, które zabiły Chloe”, została w 2013 roku nominowana w Wielkiej Brytanii do nagrody przyznawanej przez International Thriller Writers, a w Stanach Zjednoczonych zdobyła Edgar Allan Poe Award. Prawa do ekranizacji książki kupiła Rabbit Bandini Productions, firma producencka należąca do Jamesa Franco i nie należy się temu dziwić, bo niektóre sceny aż się proszą o duży ekran.

Tytuł: „Zabójca z sąsiedztwa”

Autor: Alex Marwood

Wydawnictwo Albatros

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Groźny scenariusz – „Wojna z Rosją”, Richard Shirreff

przez , 28.lis.2016, w Sensacja

Ta książka, choć jest fikcją, bazuje na bardzo realnych przesłankach. Jej autorem jest Richard Shirreff, oficer do niedawna zajmujący wysokie stanowisko w hierarchii NATO. Akcję powieści oparł na obserwacjach polityki zagranicznej i militarnej rozmaitych państw. I trochę strach przyznać, ale ktoś, kto nieco dokładniej czyta doniesienia prasowe z całego świata i interesuje się polityką potwierdzi, że scenariusz opisany w „2017: Wojna z Rosją” jest bardzo prawdopodobny.

Fabuła opiera się na prostych przesłankach, nawet już nie wróżbach, a scenariuszu branym pod uwagę w rozmaitych grach wojennych. Mianowicie Rosja dochodzi do wniosku, że wszelkie światowe instytucje, które powstały w celu utrzymania pokoju na świecie i zapewnienia bezpieczeństwa krajom nie tylko europejskim, stały się całkowicie niezdolne do podjęcia decyzji – zwłaszcza szybkiej decyzji o reagowaniu w przypadku realnego militarnego zagrożenia. A nawet jeśli się zdecydują na jakieś działania, to kroki podjęte w celu zminimalizowania deficytów budżetowych (w rzeczywistości ograniczające armię) nie pozwolą na skuteczne reagowanie. Dlatego też, posługując się nowymi sposobami, z wykorzystaniem cyberataków, przy użyciu lokalnych nacjonalistów i propagandy (zwanej też pijarem) oraz groźby użycia broni jądrowej Rosja zabiera się za „odzyskiwanie” i przyłączanie do Matuszki Rosji państw nadbałtyckich. NATO nie jest w stanie dojść do porozumienia, w efekcie niemal doprowadzając do katastrofy.

Schemat budowy „Wojny z Rosją” to niemal klasyk od czasów „Dział Navarony”, dlatego też, choć Shirreff pisarzem nie jest, czyta się ją jak dobrą powieść sensacyjną (choć może niekoniecznie MacLeana czy Clancy’ego). Mamy zagrożenie ze strony wielkiego mocarstwa i kilku śmiałków, którzy w decydującym momencie odwracają losy starcia. Bo nie ukrywajmy, Shirreff nie posunął się tak daleko, aby w swojej powieści dać wygrać Rosji. A szkoda. Bo akurat przykład Ukrainy pokazuje, że w przypadku realnego zagrożenia suwerenności jakiegoś państwa ze strony Rosji pozostałe kraje świata nie kiwną palcem – lub kiwną symbolicznie. A nie kiwną bo – i tu z autorem wypada się tylko zgodzić – każdy broni swojej bramki, nikt nie chce wydawać swoich pieniędzy, walka o pokój i rozbrojenie to fajne populistyczne hasła rzucane w czasie wyborów a obcinanie funduszy na armię to znakomity sposób zaoszczędzenia pieniędzy i podreperowania budżetu. Jak to się robi widzimy chodziłby na przykładzie naszej rodzimej polityki zbrojeniowej. Oczywiście Shirreff jest wojskowym więc będzie pewnie lobbował za wzmacnianiem armii nawet ponadprogramowo, ale też nasze doświadczenie pokazuje, że wszelkie środki demokratyczne, prawne czy inne, należące do tzw. „cywilizowanych” nie zdają egzaminu, kiedy jedna ze stron postanawia dłużej tej „dżentelmeńskiej umowy” nie dotrzymywać.

Ciekawostka dla tych, którzy interesują się specyfiką działań NATO oraz innych tego rodzaju instytucji i przy okazji całkiem niezła powieść.

Richard Shirreff urodził się w 1955 roku w Kenii i spędził tam dzieciństwo. Po ukończeniu studiów historycznych na Oksfordzie wstąpił do brytyjskiej kawalerii pancernej. Przez 37 lat sprawował stanowiska dowódcze na wszystkich szczeblach wojsk lądowych. Brał udział w pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej, pełnił służbę w Irlandii Północnej, Bośni,  Kosowie i Iraku. Przez ostatnie dwa lata w mundurze zajmował wysokie stanowiska w strukturze NATO: dowódcy Korpusu Sojuszniczych Sił Szybkiego Reagowania oraz zastępcy naczelnego dowódcy Sojuszniczych Sił Zbrojnych w Europie.
Po odejściu z wojska założył firmę Strategia Worldwide, oferującą usługi w dziedzinie zarządzania ryzykiem. Mieszka z żoną w Hampshire, wychował dwoje dorosłych już dzieci. To jego debiutancka książka.

Tytuł: „2017: Wojna z Rosją”

Autor: Richard Shirreff

Dom Wydawniczy Rebis

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Czytelnik w labiryncie – „Dom z liści”, Mark Z. Danielewski

przez , 25.lis.2016, w Fantastyka

Ta książka to coś więcej, niż zwykły horror. Poza niezwykle interesującą, wielotorową fabułą „Dom z liści” to przede wszystkim eksperyment formalny, zaskakujący czytelnika nietypową typografią czy eksperymentami nawiązującymi do poezji dadaistów.  „Dom z liści” to coś w rodzaju układanki, gdzie wizualna forma książki znakomicie współgra z treścią.

Na najprostszym z poziomów, gdzie liczy się linearna historia „dom z liści” to opowieść o Johnym Wagabundzie, pracowniku salonu tatuażu, do którego trafiają notatki Zampano, starszego, niewidomego człowieka. Notatki w postaci zapisanych notesów, ale także luźnych skrawków, serwetek czy podartych kartek są czymś w rodzaju nieuporządkowanej, poszatkowanej pracy naukowej na temat pewnego filmu nazywanego „Relacją Navidsona”. Johny zabiera notatki i próbuje uporządkować pracę Zampano, wpadając w obsesję na temat groźnej, czającej się dookoła pustki. To ewidentny efekt lektury pracy Zampano – tajemnicza „Relacja Navidsona” bowiem opowiada o tym, jak znakomity fotografik Navidson wraz z rodzina wprowadził się do pewnego domu w wirginii. Domu, który żyje własnym życiem, tworząc wewnątrz siebie absolutnie sprzeczną z wszelkimi zasadami fizyki przestrzeń. Przestrzeń ta, nieustannie się zmieniająca, wpływa w sposób bardzo fizyczny na wszystkie osoby stykające się z domem i staje się dla Navidsona obiektem eksploracji. Bohater, czyli Johny – podobnie jak czytelnik poznaje historię domu przy Ash Tree Lane dzięki pracy Zampano. Dodatkowo Wagabunda przeprowadza własne śledztwo i wszystko wskazuje na to, że tzw. „Relacja Navidsona”, choć Zampano przytacza opinie o niej znanych ludzi jest fikcją. Jednak, choć jest fikcja, dookoła Johny’ego zaczynają się dziać dziwne rzeczy.

Danielewski bawi się tutaj z czytelnikiem na różnych poziomach. Z jednej strony kolejne historie, jedna zawartą w drugiej, wprowadza jako absolutnie prawdziwą, dokument, reportaż, pracę naukowa – z drugiej strony, na kolejnych, coraz wyższych poziomach utwierdza czytelnika w przekonaniu, że ta wersja jest kłamstwem lub zręczna mistyfikacją. Biorąc pod uwagę mroczny klimat w powieści efekt jest spektakularny, bowiem czytelnik zaczyna czuć dreszcze na plecach i zastanawiać się, czy aby to nie on teraz jest czyjąś relacją i czy dookoła niego nie zaczyna się gromadzić ciemność. Umiejętność sugestii i manipulacji to zdecydowanie mocna strona autora, która stawia „Dom z liści” wysoko na półce horrorów, mimo jego trudnej w odbiorze formy.

Bowiem „Dom z liści” to także eksperyment formalny – i chapeau bas dla wydawnictwa Mag za poradzenie sobie z trudnym wyzwaniem, jakim było wydrukowanie powieści o takiej formie. Mamy bowiem zróżnicowanie czcionki w zależności od tego, czy mamy do czynienia akurat ze wspomnieniami Johny’ego czy też zapiskami Zampano. Obu częściom towarzyszą przypisy czy notatki, umieszczone nie tylko na dole strony ale także po bokach czy u góry. Przy szczególnie spektakularnych fragmentach „Relacji Navidsona” tekst pojawia się w ramkach w środku innego tekstu, pisany w innym języku, do góry nogami czy w formie lustrzanego odbicia. Momentami też układ druku na stronie odzwierciedla to, o czym jest tekst, przypominając dawne eksperymenty dadaistów. Czytanie wymaga sporego zaangażowania, płynnego przechodzenia od tekstu do tekstu i wątku do wątku lub śledzenia ich równolegle, a nawet kręcenia książką. Jednocześnie ta „rwana” konstrukcja i zmuszanie czytelnika do aktywności, nieustanne zmienianie bodźców sprawia, że czytelnik ten jest w stanie spędzić na czytaniu znacznie dłużej niż w przypadku „tradycyjnej” powieści. „Dom z liści” to idealna powieść dla odbiorcy kultury obrazkowej, z wyskakującymi wszędzie okienkami, gdzie nasze oko skacze z punktu do punktu, płynnie zmieniając obiekty zainteresowania.

„Dom z liści” był debiutancka powieścią Danielewskiego i zdobył spore uznanie. Stał się też jednym z czołowych przykładów tzw. literatury ergodycznej. Czyli takiej, w której możliwości odczytania tekstu zależą od decyzji podejmowanych przez czytelnika. W tym rodzaju literatury czytelnik staje się uboższy o pewną partię tekstu, która w tym akurat momencie schodzi na plan dalszy. Tekst taki wymusza na czytelniku określone zachowania – bojąc się, że coś mu umyka, czytelnik tak organizuje sobie czynność czytania, żeby mieść poczucie panowania nad tekstem. Co w przypadku „Domu z liści” jest niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe. A najczęściej wymaga wielokrotnego wracania do tekstu i odczytywania go w inny sposób.

Tytuł: „Dom z liści”

Autor: Mark Z. Danielewski

Wydawnictwo Mag

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Pasja i namiętność – „Muza” Jessie Burton

przez , 24.lis.2016, w Obyczajowe

Komu spodobała się „Miniaturzystka” Jessie Burton, książka sprzedana w nakładzie miliona egzemplarzy i przetłumaczona na 36 języków, na pewno spodoba się także „Muza”. To powieść o sztuce, marzeniach i namiętnościach.

Odelle Bastien, imigrantka z Trynidadu w 1969 trafia do Londynu. Dobrze wykształcona, inteligentna i utalentowana dziewczyna nie może się odnaleźć w pełnym uprzedzeń Londynie – do momentu, kiedy zostaje zatrudniona jako maszynistka w renomowanej galerii sztuki. W tym samym czasie poznaje chłopaka, któremu w spadku po matce zostaje obraz, przedstawiający lwa i dziewczynę, trzymającą odciętą głowę innej kobiety. Odelle namawia znajomego do przyniesienia obrazu do galerii – i tym samym rozpoczyna się jej podróż w przeszłość. Co łączy lewicującego malarza z Andaluzji z bogatym żydowskim marszandem Haroldem Schlossem? Kim jest tajemnicza dziewczyna, która na pewnej fotografii znalezionej w muzeum Prado stoi obok malarza i obrazu? I dlaczego mentorka Odelle w galerii, panna Quick, tak bardzo sprzeciwia się zorganizowaniu wystawy związanej z „Rufiną i lwem”?

„Muza” to bardzo aktualna powieść o uprzedzeniach. Uprzedzenia dotyczą Odelle, czarnoskórej dziewczyny w ponurym Londynie – w Londynie, w którym nie liczą się jej świetne maniery, dobre wykształcenie i angielszczyzna czystsza niż u przeciętnego londyńczyka, gdzie mimo kwalifikacji jest w stanie znaleźć tylko pracę w salonie z butami, gdzie pocałunek z białym mężczyzną wywołuje westchnienia zgorszenia, gdzie nawet obsługa w barze daje jej odczuć wyższość. Uprzedzenia dotyczą Oliwii Schloss, znakomitej malarki w czasach, kiedy kobiety mogły ewentualnie rysować akwarelki dla przyjaciół. A jednak żadna z nich nie rezygnuje z marzeń. Odelle chce pisać, Oliwia marzy o wystawie swoich prac. Każda boi się konfrontacji ze swoim talentem i potrzebuje mocnego wstrząsu, żeby odważyć się pokazać swoje prace. Odważyć to zresztą złe słowo – żadna z kobiet nie zrealizowałaby swojego marzenia, gdyby nie przyjaźń.

„Muza” to książka o silnych namiętnościach, rozkwitających jeszcze w obliczu dramatycznych okoliczności. O budzącej silne emocje sztuce. a przede wszystkim o wsparciu i sile płynącej z kobiecej przyjaźni.

Jessie Burton w „Muzie” kontynuuje schemat z „miniaturzystki” – jest niebanalna kobieta, wrzucona w niesprzyjające okoliczności, która „odkrywa” inne kobiety, uczy się czerpać mądrość z ich doświadczenia i radość z obecności. W książkach Burton kobiety są dla siebie inspiracją, iskrą, motywacją – nawet jeśli się wydaje, że intencje tych kobiet są złe.

Tytuł: „Muza”

Autor: Jessie Burton

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Jerzy Pilch obnażony – Katarzyna Kubisiowska „Pilch w sensie ścisłym”

przez , 22.lis.2016, w Reportaż

Tu nie chodzi o to, że mi Jerzego Pilcha ściągnięto z piedestału, bo nigdy go na nim nie ustawiałam. Nie chodzi też o kontakty z kolejnymi kobietami czy wstrząsające fragmenty o chorobie alkoholowej. Dla mnie książka Katarzyny Kubisiowskiej to raczej wielki znak zapytania – o to, czy dobrze, że autor zna swojego bohatera? Znajomość prowokuje do przekraczania granic intymności, brutalnego – i dla mnie, jako czytelnika – momentami zbyt brutalnego wchodzenia z butami w życie osobiste. Czy to, że Jerzy Pilch zgodził się na pisanie o sobie, że rozmawiał z autorką, PRZYJAŹNIŁ  SIĘ  z nią jest usprawiedliwieniem wywalania wszystkiego na wierzch?

„Pilch w sensie ścisłym” to dla mnie nie tylko biografia świetnego pisarza. Nie tylko obraz człowieka, którego spotykałam osobiście jako studentka polonistyki na krakowskim uniwersytecie, kręcąca się przecież, chociażby z powodów topograficznych w okolicach Zwisu i innych schronień krakowskiej literackiej społeczności. Dla mnie to przede wszystkim przykład rozbieżności między poczuciem dziennikarskiej misji i lojalnością. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten dziennikarz, który nigdy nie przeżył podobnych rozterek. Z jednej strony pęd za tematem, dobrym tematem, niebanalnym ujęciem, świetnym materiałem, pęd silniejszy niż wszystko inne, który zaspokaja się właśnie wiadomościami, których nie ma nikt inny, zdobytymi podstępem, dociekliwością lub dzięki znajomościom. Ten, kto te informacje zdobywa, czuje się usprawiedliwiony, bo przecież od razu mówił, że jest dziennikarzem, rozmówca wie, z kim miał do czynienia…Wie, ale z drugiej strony przecież się znacie. Ufa ci. Może nie do końca jest świadom, jak bardzo zaufanie i sympatia wpływa na jego szczerość i obnażenie tego, co może chciałby zachować dla siebie. „Pilch w sensie ścisłym” tej próby na chwilę obecną nie przetrwał. Kontakty między autorką a Jerzym Pilchem się urwały, o czym wspomniana autorka mówi z żalem. Tak samo jak zresztą mówiła na początku książki o swoich rozterkach związanych się z podjęciem tego działania. Jednak, mimo ryzyka, zadania się podjęła, mleko się wylało. A sprawa tego, jak Jerzy Pilch zareagował na swoją biografię, swoisty literacko-obyczajowy skandalik mam wrażenie przytłacza to, czym biografia rzeczywiście jest.

A jest przede wszystkim znakomitą książką o świetnym polskim pisarzu. Książką uczciwą, bo pokazuje Pilcha bez upiększeń, zarówno w życiu osobistym jak i zawodowym. Kubisiowska drąży tematy jego kontaktów z ojcem i matką, osobami, które miały wpływ na życie pisarza. Osobnym tematem jest opisywany bez ogródek, mocno naturalistycznie, na podstawie rozmów z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi pisarza jego problem z drżeniem rąk, spowodowany chorobą. Jeszcze innym choroba alkoholowa i stany depresyjne. „Pilch w sensie ścisłym” to może niekoniecznie cała prawda o Pilchu, ale jego szczegółowy obraz jako człowieka. Z mocnymi i słabymi stronami.

W biografii pisarza nie może oczywiście zabraknąć analizy jego utworów. A także analizy tego przedziwnego zjawiska, jakim było życie krakowskich literatów i artystów, spotykających się nie tylko w redakcji Tygodnika Powszechnego, ale i na krakowskim Rynku, rozmaitych barach, restauracjach i spelunach czy prywatnych domach. Gdzie poetom i pisarzom towarzyszyły groupies, czyli zachwycone i patrzące maślanym wzrokiem studentki. Tego zjawiska, w którym o literaturze, sensie sztuki i sensie istnienia rozmawiało się najlepiej po pijaku, w kłębach tytoniowego dymu, nad ranem, resztką sił.

Niezależnie od tego, jak Pilch książkę o sobie przyjął – jego pierwsza biografia to rzecz, którą nie tylko warto ale i trzeba przeczytać.

Tytuł: „Pilch w sensie ścisłym. Biografia”

Autor: Katarzyna Kubisiowska

Wydawnictwo Znak

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...