Archiwum dla: Grudzień, 2016

Piękno to bolesna rana, Eka Kurniawan

przez , 22.gru.2016, w Bez kategorii

New York Times uznał ją na jedną z najlepszych powieści roku. Indonezyjski pisarz Eka Kurniawan na przykładzie losów pewnego rodu pokazuje skomplikowane losy kraju, który nieustannie jest terytorium okupowanym, jak nie przez kolonistów to przez wojska spod różnych sztandarów.  Mamy tu wywózki, więzienie, partyzantów i okupantów, policjantów, komunistów i zwykłych bandytów, a w centrum tego wszystkiego znajduje się Dewi Ayu, najpiękniejsza kurwa jaka kiedykolwiek obdarzała swoimi wdziękami okolicznych mężczyzn. To wszystko Kurniawan opisuje w sposób balansujący między realizmem magicznym a groteską, gdzie rzeczy poważne przeplatają się z absurdem, a śmierć nie bywa ostateczna.

Główna bohaterka, Dewi Ayu, to niezwykła postać. Porzucona przez rodziców, potomkini najpiękniejszej indonezyjskiej księżniczki, podczas okupacji trafia do burdelu. Szybko potrafi sobie znaleźć w nim miejsce, a jej nieugięty charakter, siła woli, cyniczny humor i znajomość praw rządzących światem pozwala jej nie tylko przetrwać, ale i znakomicie egzystować. Dewi staje się najbardziej pożądaną kurtyzaną w mieście i rodzi trzy córki, jedną piękniejszą od drugiej. Jednak dziewczyny są dla niej nieustannym źródłem problemów, dlatego będąc w czwartej ciąży, rzuca klątwę na nienarodzone jeszcze dziecko. Wkrótce rodzi się dziewczynka o wyglądzie potwora.

Tym, co uderza w książce Kurniawana, jest język. To proza przesycona ironią i sarkazmem, tak samo jak główna bohaterka. Ten humor i ironia pozwalają czytelnikowi przyjmować w spokoju brutalność opisywanych faktów, które, mimo baśniowego podtekstu, sprowadzają się do jednego. Ciężko jest być kobietą w świecie, w którym mężczyźni prowadzą swoje wojny.

„Piękno to bolesna rana” to historia tak naprawdę traktowania kobiet jak zabawek. Takimi zabawkami były miejscowe dziewczyny, zabierane z domów przez kolonialnych władców aby pełniły role kurtyzan. Podczas wojny to dziewczęta z obozu jenieckiego pełniły rolę kurtyzan. Nawet w czasach pokoju mężczyźni nie mogli się obyć bez przemocy wobec kobiet i gwałtów – wliczając w to pastwienie się nad własnymi żonami i partnerkami. Tak jakby związanie żony i używanie jej jak rzeczy miało być dowodem miłości. I ostateczna zemsta również dotyka kobiety, które przecież były tylko ofiarami. Choćby nie wiadomo jak bardzo brały swój los we własne ręce, podobnie jak Dewi Ayu.

Wiem, że tę książkę można odczytywać inaczej – jako historię budowania niepodległości pewnego kraju, jako opowieść o legendach i marzeniach. Mamy tu przecież w tle holenderski kolonializm, japońską okupację w czasie II wojny światowej, krwawą walkę o niepodległość, pucz wojskowy, ludobójstwo lat 60. i trwający kilka dekad reżim Suharto. Jednak Kurniawan, choć wspomina ofiary politycznych rozgrywek (w pewnym momencie powieściowe miasto zamieszkałe jest też przez ogromną liczbę duchów zamordowanych, współegzystujących z żywymi), to jednak skupia się na kobietach. Traktowanych tak samo, w czasie wojny i w czasie pokoju, przez obcych i swoich. Wieczne karty przetargowe, wieczne obiekty zemsty. Jedyne, czego mogą pragnąć to to, czego Dewi Ayu życzyła sobie dla swojej najmłodszej córki. Wyglądu tak odstręczającego, że zapewni bezpieczeństwo.

Bardzo smutna książka.

Tytuł: „Piękno to bolesna rana”

Autor: Eka Kurniawan

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Zaczerpnij Oddech….i przeczytaj „Rozjemcę” Brandona Sandersona

przez , 20.gru.2016, w Fantastyka

Jak to u Sandersona bywa, jest z rozmachem i przytupem. „Rozjemca” to kolejna obszerna, ale bynajmniej nie przynudzająca opowieść, w której zwykli ludzie zamieszani zostają w rozgrywki między starymi bogami. Którzy bynajmniej nie są bogami. I znowu ciekawa koncepcja magii, tym razem oparta na „oddechach”, czymś w rodzaju siły życiowej, którą przepełniony jest każdy człowiek, i kolorach.

„Rozjemca” to historia o dwóch królestwach, między którymi panuje nieustanna groźba wojny. I historia o dwóch siostrach – księżniczkach, z których jedna ma zostać żoną Króla – Boga i stać się gwarancją pokoju między krajami. Jednak wojna wydaje się nieunikniona. Król Idris, nie chcąc skazywać na nieuchronną według siebie śmierć ukochanej córki Vivenny, do Hallandren, siedziby Króla – Boga posyła młodszą, impulsywną i kompletnie nieprzygotowana do dworskich rozgrywek Siri. Vivenna rusza na pomoc siostrze i zostaje wplątana w intrygi tych, którym bardzo zależy na wywołaniu wojny między obiema krajami. Do wszystkiego miesza się tajemniczy włóczęga, Vasher i jego bardzo niebezpieczny i mocno gadatliwy miecz.

Czytanie książek Sandersona to jak szachowa rozgrywka – fabuła to prawdziwe strategiczne wyzwanie, akcja zmienia się jak w kalejdoskopie a ci, którzy wydają się być sojusznikami, tak naprawdę są najgorszymi wrogami. A największą niespodzianką są główne bohaterki – Siri, która dzięki swojej skłonności do łamania zasad zupełnie nieoczekiwanie rozgryzie tajemnicę Króla – Boga i Vivenna, którą co prawda zawodzi dyplomatyczne wyczucie, ale która znajduje w sobie zasoby nieoczekiwanych umiejętności. Zresztą nie od dziś wiadomo, że Sanderson jest mistrzem kreacji swoich bohaterów. Tu nie ma osób jednoznacznie złych czy jednoznacznie dobrych. Próba szufladkowania kończy się tragicznie – podkreśla autor. I pokazuje nam Krew Nocy, miecz stworzony z jednym zadaniem, walki ze złem, w tej walce bezgranicznie wręcz sam zły.

Jak już wspomniałam, Sanderson i tym razem zafundował nam ciekawą koncepcję magii przepełniającej świat. Magii opartej na Oddechach, sile, którą można zdobyć tylko kiedy zostanie delikwentowi dobrowolnie przekazana. Sile, która pozwala żyć wiecznie tym, którzy z powodu swoich specjalnych czynów po śmierci powracają do świata żywych. Sile, która dzięki kolorom czerpanym z otoczenia pozwala budzić do życia przedmioty martwe. Wplata w to wszystko Sanderson rozważania o religii i świętokradztwie, łamaniu własnych zasad i mniejszym złu.

Znakomicie się czyta, mimo pokaźnej objętości. Aha, i to dopiero część pierwsza

Tytuł: „Rozjemca”

Autor: Brandon Sanderson

Wydawnictwo Mag

Zostaw komentarz :, więcej...

Lion. Droga do domu – Saroo Brierley

przez , 19.gru.2016, w Obyczajowe, Reportaż

Może to nie jest najlepiej napisana książka. Nie znajdziecie w niej błyskotliwych zwrotów i pięknych metafor. Ale siła tej historii polega na jej prawdziwości. To historia rozłąki i niegasnącej miłości, nadziei i determinacji. To także historia o ludziach o pięknych duszach – bo jak nazwać tych, którzy rezygnują z posiadania własnych dzieci, aby pomóc tym, które w swoich krajach nie mają szans nie tylko na szczęśliwe, ale nawet czasem po prostu na życie.

„Lion. Droga do domu” to historia Saroo, który jako pięciolatek wsiada przez przypadek do pociągu i wysiada z niego tysiące kilometrów dalej. Nikt nie potrafi mu pomóc w odnalezieniu rodziny, bo chłopiec ledwo potrafi się porozumieć, a informacje posiadane przez niego są szczątkowe. Chłopiec trafia najpierw na ulice Kalkuty, potem do placówki dla młodocianych przestępców aby wreszcie trafić do domu prowadzącego kampanię na rzecz adopcji hinduskich sierot przez zagraniczne rodziny. Saroo trafia do Australi i kochających, otwartych ludzi. Takich, którzy zapewniają mu dom, wykształcenie i wychowują na przedsiębiorczego, pewnego siebie człowieka. W  dwadzieścia lat później Saroo wciąż pielęgnuje wspomnienia i marzy o odnalezieniu rodziny.  Świat się jednak zmienił i Saroo ma teraz wiele narzędzi. Przede wszystkim Internet, dzięki któremu może oglądać zdjęcia satelitarne Indii i komunikować się z ludźmi, chcącymi mu pomóc w poszukiwaniach.

Opowieść snuje sam Saroo i nawet to, że nie jest pisarzem nie powoduje, że historia staje się przez to mniej wzruszająca czy inspirująca. Może mniej w niej dramatyzmu, bo mały chłopak nie zdawał sobie sprawy ze wszystkich niebezpieczeństw czyhających na niego na ulicach Kalkuty czy w placówkach, do których trafia (część tych okropności natomiast przytrafia się jego starszemu bratu – drugiemu chłopcu adoptowanemu przez rodzinę Brierley. To my, czytelnicy, drżymy ze strachu o Saroo i dziesiątki, setki podobnych do niego dzieciaków wałęsających się po dworcach kolejowych czy ulicach. Gdzie na porządku dziennym jest handel ludźmi, prostytucja nieletnich a także porwania dla uzyskania organów.

Ta historia to dowód na to, że cuda się zdarzają. Trzeba im tylko trochę pomóc – tak jak Saroo pomógł im wytrwałymi poszukiwaniami, tak jak pomogli mu znawcy indyjskiej sieci kolejowej czy jego australijska rodzina, dla której upór chłopaka musiał być przecież sporym emocjonalnym wyzwaniem. I tak, to historia z happy Endem – nie tylko dlatego, że Saroo się udało ale dlatego, że pokazuje ona, jak wielu jest na świecie dobrych ludzi i w jak dziwnych, nieoczekiwanych miejscach możemy ich spotkać. To tacy ludzie jak państwo Brierley, pokonujący urzędnicze przeszkody aby dać dom potrzebującym dzieciom, jak pani Sud, prowadząca biuro ISSA i szukająca dla dzieci dobrych domów czy chociażby tacy, jak bezimienny żebrak, który dwukrotnie wyłowił z rzeki Saroo, ratując chłopca przed utonięciem.

Historia ma potencjał wyciskacza łez, co oczywiście wykorzystano. Reżyserem wersji filmowej został Garth Davis, a w obsadzie aktorskiej możemy zobaczyć takie gwiazdy jak Nicole Kidman, Rooney Mara czy Dev Patel.

Tytuł: „Lion. Droga do domu”

Autor: Saroo Brierley

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, więcej...

Czasem trzeba sobie odpuścić – mówi Anna Dereszowska

przez , 15.gru.2016, w Bez kategorii

Znacie Annę Dereszowską? Na pewno. Ta fantastyczna aktorka, piękna kobieta, osoba działająca społecznie jest jedną z bohaterek książki „Kochaj siebie! Ideal-nie-doskonałe”. Książki, w której kobiety opowiadają o swojej drodze do samoakceptacji. Jaka była jej droga i czy kobiety potrzebują inspiracji zapytałam właśnie Anię.

- Czym według Pani jest piękno?

- Zawsze przy takich pytaniach myślę o pięknie wewnętrznym, którym emanuje kobieta świadoma, dojrzała, taka, która lubi a nawet kocha siebie. Parę dni temu było brzydko, szaro i ponuro. Szła ulicą dziewczyna – kobieta – pewnie koło 30-tki. Wcale nie postury modelki, kobiecych kształtów, w spódniczce do kolan, jasnym płaszczyku, z rozwianymi włosami. I szła uśmiechnięta. Stałam na czerwonych światłach i widziałam, że wszyscy, wszyscy, którzy ją mijali oglądali się za nią. Nie dlatego, że była wyjątkowo piękna i ubrana jak z żurnala. Dlatego, że emanowała czymś pozytywnym, kobiecą świadomością. Widać było, że lubi siebie, że ma dobry dzień, uśmiecha się do całego świata i cały świat uśmiechał się do niej. W tym widzę piękno.

- Przywykło się uważać, że największą wartością kobiety jest jej wygląd. W niektórych zawodach – np. aktorka, prezenterka telewizyjna – kobiety w pewnym wieku, którym zmienia się wygląd tracą pracę…

- Wygląd jest naszą wizytówką. To pierwsza rzecz, na którą zwraca się uwagę, po której jesteśmy ocenieni. I oczywiście należy dbać o wygląd. Ciało jest naszym sprzymierzeńcem. Jest ubraniem, które nosimy całe życie i którego nie możemy zmienić. Trzeba o nie dbać, dobrze je żywić, trzeba je głaskać, nawilżać… Ale nie zgadzam się, że wygląd jest w kobiecie najważniejszy. Dla mnie najważniejszy i najseksowniejszy w człowieku jest mózg.

- Czy kobiety mają poczucie własnej wartości?

- WYDAJĘ MI SIĘ, ŻE Polki nie. Jest to pewnie uwarunkowane kulturowo. Jesteśmy społeczeństwem zdecydowanie patriarchalnym, w którym kobieta zawsze była w cieniu mężczyzny. Na szczęście to się zmienia, chociaż powoli, bardzo powoli. Kobiety wciąż stawiają się na końcu łańcucha. Najpierw są dzieci, potem jest mężczyzna a my jesteśmy gdzieś na szarym końcu. Jak każda z nas ja też jestem zbudowana z wyrzutów sumienia i poczucia winy i jestem sfrustrowana, że mam za mało czasu dla rodziny i że późno wracam do domu, A DZIECI NIE WIDUJĄ MNIE TYLE ILE BYM CHCIAŁA. Niemniej jednak, kiedy robię sobie podsumowanie to okazuje się, że wcale tak nie jest. Że spędzam z nimi tyle samo czasu co przeciętna, pracująca kobieta. Ale hoduję w sobie i pielęgnuję bardzo to poczucie winy. Przy czym mówię sobie też, że kiedy wracam z pracy, która jest moja pasja, którą kocham, pełna energii, uśmiechnięta, to daję moim dzieciom to, co we mnie najlepsze. I dlatego rozgrzeszam siebie. I staram się myśleć o sobie pozytywnie. Że daję to, co mam w sobie najlepszego, na każdym froncie. Nie jestem ideałem. Chociaż przez długi czas wydawało mi się, że jestem superwoman i potrafię się w stu procentach sprawdzać i realizować na każdej płaszczyźnie. Że wszystko się da pogodzić, jest to tylko kwestia dobrej organizacji. To bullshit. Ale zrozumienie tego wymagało trochę czasu. Myślę, że każda z nas przechodzi swoją drogę do takiego zrozumienia. Niektóre się orientują wcześniej, niektóre później, niektóre panie się w ogóle nie chcą dopuścić do siebie takiej informacji. Myślę, że w dłuższej perspektywie takie myślenie prowadzi do depresji i poczucia osaczenia. Żyjemy w trudnych czasach, wiecznie gdzieś biegniemy. My, kobiety, wzięłyśmy na siebie potwornie dużo. Z jednej strony żyjemy w kraju, który nadal jest patriarchalny i gdzieś tam środowisko od nas wymaga, żebyśmy były świetnymi mamami, żebyśmy były dobrymi gospodyniami domowymi. Tak nas też wychowały nasze mamy, więc same też tego od siebie wymagamy. Ale też pod naciskiem kolorowych pism chciałybyśmy być świetnymi kochankami. Chciałybyśmy też być wspaniałymi pracownicami, szefowymi, menadżerami… A doby się nie da rozciągnąć. To 24 godziny i koniec.  Trzeba to sobie uświadomić. Trzeba. I trzeba powiedzieć sobie samej „nie muszę udowadniać wszystkim”. Czasem  trzeba odpuścić, czasem należy dać sobie pomóc. Naprawdę człowiek wówczas jest szczęśliwszy. Fajne jest też to, że ludzie, którzy nas otaczają, nasi bliscy, nasi mężczyźni lubią czuć się pomocni. To bardzo wzbogaca związek, jeśli ludzie wzajemnie sobie pomagają i czuja się sobie potrzebni.

- Kobiety potrzebują inspiracji? Pokazania, że nie musza się starać za wszelka cenę, nie muszą dorównywać ideałom?

- Zdecydowanie. Ja musiałam do tego dojrzeć. Sama długo wierzyłam w to, że można być ideałem. Udzielając różnych wywiadów mówiłam, że wszystko się da, trzeba tylko dobrze zorganizować czas. Że człowiek nie potrzebuje dużo snu, że siła umysłu jest olbrzymia. I pewnie tak jest, tylko czy koniecznie tak chcemy przeżyć życie? Nie czerpiąc z niego żadnych przyjemności? Pracując jak maszyna, jak robot? Doszłam do wniosku, że nie, a przynajmniej nie ja, chociaż jak mówiłam, zajęło mi to trochę czasu. Doszłam do ściany i pozwoliłam sobie pomóc – mówię tutaj o terapii. To jest dla ludzi – terapia i wsparcie osoby mądrzejszej. W moim przypadku było to potrzebne. Znalazłam bardzo dobrą terapeutkę w momencie, który był dla mnie trudny. Ta osoba – kobieta – była mi też potrzebna, bo uzupełniała lukę w postaci mamy. Chciałabym teraz ja dać wsparcie innym kobietom, które mierzą się z poczuciem bezradności. Ze świadomością, że doszły do ściany, że uciekają im z rąk sznurki, że czas biegnie za szybko i nie na wszystko nam go starczy. Tak jest. I czasem trzeba sobie powiedzieć i pomyśleć „trudno, tego nie załatwię”. Trudno, nie pójdziemy dziś z córką na tenisa, bo wracam z Wrocławia a narzeczony musiał zostać dłużej w pracy. Trudno. NIC SIĘ NIE STANIE. Świat się nie zawali. Ale jeszcze dwa lata temu przez najbliższe trzy dni uderzałabym się w pierś, że „o Boże! Moja córka nie poszła na tenisa! To na pewno sprawi, że nie będzie dobrym sportowcem w przyszłości”.

„Pokochaj siebie” to nietypowy poradnik. Anna Dereszowska i siedem kobiet, wybranych na podstawie listów i spotkań opowiadają swoje historie – o akceptacji siebie, drodze do niej, swoim pojmowaniu piękna. Kobiety są w różnym wieku i ich historie są bardzo różne, a celem ich jest pokazanie kobietom, że piękno jest w każdej z nas.

Historie uzupełniają porady ekspertek w dziedzinie pielęgnacji ciała i duszy. To ekspertka od włosów Jaga Hupało, lekarz kosmetolog Monika Bujanowska i psycholog i psychoterapeuta Violetta Nowacka.

Tytuł: „Kochaj siebie! Ideal-nie-doskonałe”

Wydawnictwo Burda Książki

Zdjęcia: Materiały prasowe Philips

Zostaw komentarz :, więcej...

Przemoc wobec kobiet – thriller Sary Larsson

przez , 14.gru.2016, w Thriller

Kolejny ze szwedzkich kryminałów pokazujący tematykę przemocy wobec kobiet. Co oznacza, że to wciąż temat gorący, nawet w tak cywilizowanym kraju jak Szwecja.

Visby, lipiec 1997 roku. Szesnastoletnia Josefin zostaje brutalnie zgwałcona przez kolegów ze szkoły, Oskara, Jonasa i Rikarda. Mimo procesu sprawcy zostają uniewinnieni. Nie dlatego, że nie doszło do zdarzenia, ale że nie ma możliwości udowodnienia, że chłopcy byli świadomi niezgody dziewczyny na stosunek. Wyrok sądu to wyrok głównie dla Josefin, która zostaje napiętnowana w swoim środowisku.

Gwałciciele nie ponoszą konsekwencji. Wiele lat później jeden z nich stoi przed kolejnym wyzwaniem w swojej udanej karierze sportowej, a przed nowym kontraktem wyjeżdża z rodziną do Tajlandii. Obecność żony bynajmniej nie powstrzymuje go przed korzystaniem z usług prostytutek. Jednak pewnego wieczoru akcja zdecydowanie wymyka się spod kontroli. W tym samym czasie drugiemu z gwałcicieli ktoś przysyła zdjęcie pokazujące dobitnie, że kilkanaście lat temu doszło jednak do zbiorowego gwałtu. Mężczyźni spotykają się i postanawiają za wszelką cenę ukrywać prawdę. Jednak pierwsze kłamstwo pociąga za sobą następne i następne.

„Pierwsze kłamstwo” pokazuje różnice w postrzeganiu przemocy wobec kobiet. Dla oprawców to chwila zabawy, nic strasznego czy nawet wartego zapamiętania. Dla ofiary konsekwencje fizyczne bywają najmniej dotkliwe. Ale z gwałtem wiąże się reakcja społeczeństwa, wliczając w to organa ścigania, automatycznie obciążającego ofiarę winą za to, co się stało. Policjanci bagatelizują sprawę lub traktują ofiarę jako oszustkę a takie podejście powoduje, że sądowy finał takich spraw, jak w przypadku Josefin, bywa dla gwałcicieli niezwykle łagodny.

Jednak „Pierwsze kłamstwo” mówi jeszcze o czymś innym. Gwałciciele prowadzą normalne życie. Mają żony, dzieci, często zawody wymagające szczególnej uczciwości. Główny bohater powieści to sportowiec, idol młodzieży, wzór do naśladowania, inspiracja. W powieści żona Oskara zaczyna odkrywać jego przeszłość i ma to decydujące znaczenie dla życia jej i dzieci. Oczywiście, pojawia się tutaj pytanie o winę, karę i zadośćuczynienie i „Pierwsze kłamstwo” tę kwestię rozstrzyga w sposób… zaskakujący.

To bardziej powieść społeczno-obyczajowa i psychologiczna niż kryminał. Zagadka jest tylko pretekstem do sprawnie pokazanej przemiany poszczególnych bohaterów.

Tytuł: „Pierwsze kłamstwo”

Autor: Sara Larsson

Wydawnictwo Czarna Owca

Zostaw komentarz :, więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...