Archiwum dla: Styczeń, 2017

Kiedy księżniczka broni rycerza. „Królobójczyni”, Virginia Boecker

przez , 26.sty.2017, w Młodzieżowe

Kontynuacja  „The Which Hunter: Łowczyni”. Tym razem główna bohaterka, Elizabeth, musi stanąć w twarz z tym, który ją wyszkolił i wychował. Potyczka wydaje się być przesądzona, bo Elizabeth nie ma już magicznej ochrony i krwawi równie łatwo jak każdy człowiek. Dziewczyna nie ma jednak wyjścia, bowiem walka idzie nie tylko o życie i wolność czarodziejów i czarodziejek, którzy przygarnęli dziewczynę, ale przede wszystkim o życie ukochanego. Elizabeth ma niewielu sojuszników, za to wielu wrogów i tych, którzy chcą ją wykorzystać do własnych celów.

To kolejna część przygód dzielnej dziewczyny, która bierze odpowiedzialność za własne czyny i nie chce chować się za czyimiś plecami, kiedy sytuacja robi się poważna. Mało tego – „Królobójczyni” to odwrócenie klasycznego bajkowego schematu, kiedy to rycerz/piękny książę ratował piękną księżniczkę z opresji. Tym razem to dziewczyna ratuje swojego wybranka. Mimo wszystko. Mimo strachu, bo przecież Elizabeth już nie jest superbohaterką. Ale dalej jest zdeterminowana, uparta i skoncentrowana na celu. Jak to zwykle z kobietami bywa, a czego normalnie nie zauważamy. Co nie oznacza, że bohaterka pozbawiona jest uczuć – owszem, bywa sentymentalna i przepełniają ją emocje, ale potrafi realizować wyznaczone sobie cele wbrew nim. Lub obok nich. Oczywiście, główna bohaterka, pomimo pozytywnego feministycznego przesłania, jest też nastolatką – upartą, przekonaną o własnej nieomylności i tym, że sama wie wszystko najlepiej. A jednak okazuje się, że rzeczywistość jest trochę inna i czasem trzeba coś zrobić z pomocą przyjaciół. A nawet przyjąć ich poświęcenie. No i czasami trzeba nawet wybaczyć.

„The King Slayer” jest nieco słabsza od części pierwszej. Bardziej przewidywalna i sztampowa, nie tak ekscytująca jak część pierwsza, z pojawiającymi się dłużyznami, kiedy poza wewnętrznymi rozterkami bohaterki nic się nie dzieje – a rozterek jest trochę, bowiem wątek romansowy w tej części jest mocniej zarysowany i skomplikowany i mamy tu nawet nie trójkąt już, ale czworokąt. zbyt dużo także w zachowaniu Elizabeth irytującej nielogiczności, a wszystko to trochę przyćmiewa dobry pomysł już wspomniany przeze mnie (czyli to księżniczka broni rycerza). Mam nadzieję, że część ostatnia będzie z większym przytupem.

Tytuł: „Królobójczyni”

Autor: Virginia Boecker

Wydawnictwo Jaguar

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

„Jak podróżować z łososiem” – felietony Umberto Eco

przez , 25.sty.2017, w Bez kategorii

Błyskotliwe, zabawne, ironiczne, sarkastyczne, prześmiewcze i przenikliwe – tak można określić felietony Umberto Eco. Ich nowe wydanie (choć część z tekstów jest po raz pierwszy prezentowana polskiemu czytelnikowi) przygotowało wydawnictwo Noir sur Blanc.

Pamiętam, gdy pierwszy raz czytałam „Zapiski na pudełku od zapałek”. Na wykładzie, siedząc tuż przed prowadzącym, trzymając książkę pod blatem stołu przeczytałam „Jak grać Indianina” i ryknęłam homeryckim śmiechem. Eco chodził wtedy w glorii sławy jako czołowy postmodernista a ja jako studentka filologii polskiej się o nim uczyłam, być może więc dlatego wykładowca podszedł ze zrozumieniem do mojego karygodnego rozproszenia uwagi.

Gdy Eco umarł rok temu, odczułam to boleśnie. Dla mnie był uosobieniem intelektualisty dowcipnego i bliskiego ludziom. Nie naukowcem piszącym tylko dla nielicznych ani pisarzem, którego prozy nikt nie rozumie, chociaż każdy się snobuje, że go przeczytał. Eco, zarówno w prozie, jak i innych formach, takich jak felietony, które właśnie mamy w ręku niezwykle zręcznie splata kulturę wysoką z niską, śmiejąc się z nadęcia i hermetyzmu tej pierwszej i delikatnie sugerując, że każdy, absolutnie każdy może być odbiorcą i na każdy temat można pisać w sposób dowolny. Dowodem na to mogą być chociażby felietony z „Jak podróżować z łososiem” – np. „Jak redagować katalog wystawy dzieł sztuki” czy „Jak pisać wstęp”. Jego czujnemu oku nie uchodziły absurdy ani życia codziennego (niewydolne systemy komputerowe, zawodzące pociągi, zegarki bez cyferblatów, dzbanki do kawy powodujące całkowite zalanie pościeli), ani niepokojące zjawiska społeczne (kreowanie kryzysów przez media, kultura konsumpcyjna, celebryci) czy takie związane z kulturą, a zwłaszcza literaturą. Eco kpi z bibliotekarzy, fanów piłki nożnej, Kawalerów Maltańskich, taksówkarzy, pracowników naukowych, lekarzy, z przepisów, snobów, twórców (i miłośników) gadżetów, z bezmyślności i sztampowości – kpi, ale nie obraża. Ciekawe jest także śledzenie ewolucji jego zainteresowań i podejścia do tematu – o ile felietony wcześniejsze, z lat 90. ubiegłego wieku są bardzo prześmiewcze, o tyle te późniejsze są utrzymane w tonie poważniejszym i poważniejszych rzeczy dotyczą. Zawsze jednak autor pokazuje nam, jak należy spojrzeć na problem – z odpowiednim dystansem.

Nie trzeba mieć tytułu doktorskiego, żeby czytać Eco. Na pewno trzeba mieć poczucie humoru.

Tytuł: „Jak podróżować z łososiem”

Autor: Umberto Eco

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Kawalerowie Poszukiwacze w Afryce – „Łańcuch Proroka”, Luis Montero Manglano

przez , 24.sty.2017, w Przygodowa

Drugi tom trylogii „Poszukiwacze”, poświęcony przygodom Tajnego Korpusu Poszukiwaczy, których zadaniem jest odnajdywanie zaginionych czy skradzionych skarbów kultury hiszpańskiej i przywracaniem ich prawowitemu właścicielowi, czyli rządowi Hiszpanii. Po ostatniej wyprawie, która zakończyła się odnalezieniem Stołu Salomona Korpus przeżywa kryzys i wszystko wskazuje na to, że nowe władze całkowicie zmieniły swój stosunek do poszukiwaczy. Tymczasem Tirso wpada na nowy trop i rusza do Afryki śladem pewnej relikwii.

„Poszukiwacze” są dla tych, którzy tak jak ja kochali przygody Indiany Jonesa. Luis Montero Manglano potrafi pisać o zabytkach i legendach tak, żeby wzbudzić nasze zainteresowanie (czyli tak, żebyśmy zaraz po lekturze ruszyli szukać w googlach, co jest prawdą, a co nie), a na dodatek wprowadza do swoich powieści klasyczny schemat znany chociażby z filmów o Bondzie. Mamy bohaterów, którzy balansują na granicy prawa, którzy nie dość, że muszą unikać „prostych” funkcjonariuszy sił porządku, to nieustannie walczą  z groźnym przeciwnikiem. Ten przeciwnik to na razie tylko firma, która tak jak poszukiwacze chce przechwycić pewne zabytki ale wszystko wskazuje na to, że w tomie trzecim zdecydowanie już wkroczy wątek mistyczny. Którego do tej pory udawało się autorowi dość zręcznie pomijać (aczkolwiek nie w stu procentach). Opowieść o Poszukiwaczach jako takich coraz bardziej zmierza też w kierunku historii jednego człowieka – głównego bohatera, Tirso. Dla którego kolejne poszukiwania stają się sprawą osobistą i rodzinną.

„Łańcuch Proroka” tym razem dzieje się głównie w Afryce, co daje autorowi pretekst do opisania, chociaż fragmentarycznie, historii i kultury afrykańskich państw, takich jak Mali. Oczywiście, jest to też pretekst, żeby rzucać bohaterów na pożarcie krokodylom, wężom, krwiożerczym Pigmejom i pokazywać inne tego rodzaju, równie urocze atrakcje. Całości przyświeca myśl przewodnia bardzo w stylu zen, czyli nie ważny jest efekt działań, ale samo działanie. Nie sam skarb, ale jego poszukiwanie.

Niezła powieść przygodowa.

Luis Montero Manglano – brat Carli Montero, autorki bestsellerowej Szmaragdowej Tablicy – urodził się w Madrycie w 1981 roku. Jest dyrektorem ds. kształcenia oraz wykładowcą historii i sztuki średniowiecznej w Ośrodku Studiów Romańskich w Madrycie (co tłumaczy jego zainteresowania). Opublikował książkę El lamento de Caín, wyróżnioną nagrodą EATER dla najlepszej powieści grozy 2012 roku.

 

Tytuł: „Łańcuch proroka”

Autor: Luis Montero Manglano

Dom Wydawniczy Rebis

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Rozprawa z amerykańskim snem – „Amerykańska sielanka”, Philip Roth

przez , 20.sty.2017, w Obyczajowe

Na ekrany kin za chwilę wejdzie ekranizacja słynnej powieści Philipa Rotha, Amerykańska sielanka”, książki, która nie tylko zdobyła Nagrodę Pulitzera, ale i wstrząsnęła Ameryką. Bo Philip Roth, przenikliwy i nieubłagany obserwator rzeczywistości obnażył w niej prawdę kryjącą się za słynnym „american dream” – rasizm, nierówności społeczne, nietolerancję, brudną politykę i równie brudne pieniądze, fałszywych proroków i złudne raje. To powieść pełna żalu i wściekłości, niezwykle aktualna, bo ten żal i wściekłość Amerykanie okazali niedawno, w wyborach prezydenckich.

Co oferuje Ameryka? Dobrobyt. Wystarczy, że jesteś pracowity, a świat i fortuna stoi przed tobą otworem. Ameryka to wolność, Ameryka to tolerancja. Ameryka to mit. Odkrywa to bohater powieści, Szwed Levov. Uwielbiany od szkoły po dorosłość, utalentowany sportowiec dorastający w czasach powojennej prosperity. Dziedzic rodzinnego przedsiębiorstwa produkującego ekskluzywne rękawiczki. Posiadacz wymarzonego wielkiego domu z posiadłością, mąż cudownej kobiety, laureatki konkursu piękności i ojciec najwspanialszej córeczki pod słońcem. Gdy pewnego dnia 1968 roku ta najwspanialsza córeczka dokonuje aktu terroru, wysadzając w powietrze pobliską pocztę i zabijając przy okazji miejscowego lekarza, świat Szweda również wylatuje w powietrze.

W „Amerykańskiej sielance” czytelnik razem z Levovem odkrywa, warstwa po warstwie to, czym tak naprawdę jest Ameryka. Może nie tyle odkrywa, bo rzeczywistość wygląda tak samo jak wyglądała, ale uświadamia sobie. Szwed dokonuje retrospekcji swoich rozmów z ojcem, Żydem, który doszedł do majątku od zera, a teraz jest przepełniony pogardą do czarnoskórych, których kiedyś zatrudniał u siebie, a którzy „doprowadzili do upadku” jego ukochane Newark. Ten sam ojciec dla Merry, córki Szweda nie jest przykładem pracowitości i uporu, ale symbolem zgniłej kapitalistycznej Ameryki. Merry, przepełniona furią, przeciwstawiając się elitom i działaniu rządu, a szczególnie wojnie w Wietnamie, głosząc nienawiść wobec wojny dopuszcza się aktów terrorystycznych, w których giną ludzie. Wrażliwa dziewczyna jednocześnie twierdzi, że „wojna wymaga ofiar”. Żona, ta szczęśliwa, ukochana żona, spełniająca swoje marzenia w rozmowach z obcymi wyznaje, że nienawidzi swojego domu i dotychczasowego życia. To, co otacza Szweda to kłamstwo. Nic nie jest takie, jak być powinno, jak to sobie Szwed chciał wyobrażać. Niestety przychodzi taki moment, że nie można już przymykać oczu na to, że jego sielanka to tylko cienka powłoka, pod którą w ludziach drzemie furia, wściekłość i nienawiść. Uczucia, które pchają ludzi do czynów, do których ci ludzie są pozornie całkowicie niezdolni.

Roth, co ciekawe, nie piętnuje, nie ocenia swoich bohaterów. Szwed – nasz przewodnik po coraz głębszym labiryncie – chce zrozumieć. Stąd jego długie dyskusje z ojcem, córką, bratem, długie tyrady, cierpliwe pytania. Szwed to taki prostaczek, wiecznie zadający pytania „dlaczego to robisz?” i bezradnie protestujący tylko „przecież to nie tak!”. Szwed – jeśli mogę uwspółcześnić „Amerykańską sielankę” – to taki liberał, nagle zderzający się z żywiołem resentymentu.

„Amerykańka sielanka” to arcydzieło – przenikliwe i brutalne. Bardzo jestem ciekawa ekranizacji, o której Roth powiedział, że reżyserowi udało się wychwycić istotę i głębię powieści

Tytuł: „Amerykańska sielanka”

Autor: Philip Roth

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Dobranoc, Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach

przez , 19.sty.2017, w Reportaż

Dwa lata temu miałam okazję uczestniczyć w 70. rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Służbowo, więc emocje powinny mi być dalekie. A jednak było wiele takich momentów, kiedy nie mogłam powstrzymać łez. Jednym z nich było spotkanie z Ocalonymi. Między innymi spotkałam wtedy pana Karola Tenderę, jednego z bohaterów książki „Dobranoc, Auschwitz”, człowieka, którego walkę o dobre imię Polski szczerze podziwiam. Tym bardziej, że pan Karol robi to, na co nie odważyły się kolejne rządy i dyplomaci – o walkę z każdym określeniem „polskie obozy koncentracyjne”. Pan Karol to niesamowity człowiek. Jak zresztą pozostali bohaterowie książki.

Jest 2012 rok. Reporter Maciej Zdziarski przygotowuje materiały o starości i starzeniu się. Trafia do Szpitala Uniwersyteckiego i lekarki, Alicji Klich – Rączki, która poza pracą w szpitalu zajmuje się opieką nad byłymi więźniami obozów koncentracyjnych. Tak zaczyna się historia, w której są rozmowy, spotkania, nagrania, wizyty w szkołach i wreszcie „Dobranoc, Auschwitz” – reportaż o tych, którzy przetrwali i wciąż żyją wśród nas. Choć jest ich coraz mniej. Autorzy są zafascynowani, jak zresztą wszyscy, którzy zetknęli się z Ocalałymi. Jest w tych ludziach niesamowita siła i wola walki. Bardzo im potrzebna, bo przeżycie Auschwitz często nie kończyło ich kłopotów. Ocaleni budzili zainteresowanie służb bezpieczeństwa, zmagali się z problemami zdrowotnymi, szukali rodzin… Zupełnie niesamowita jest historia jednej z bohaterek, Lidii, Białorusinki, która trafiła za druty jako trzyletnia dziewczynka. Oddzielona od matki i przygarnięta przez Polaków odnalazła ją cudem już jako dorosła dziewczyna, budząc międzynarodową sensację.

„Dobranoc, Auschwitz”, choć opisuje straszna rzeczywistość obozów koncentracyjnych, skupia się na sile, mądrości i woli przetrwania bohaterów. To także opowieść o ludziach dobrych, którzy narażając własne życie pomagali innym, choć sami byli w strasznej sytuacji i ludziach złych, których nigdy nie spotkała sprawiedliwość. Takich np. jak słynny doktor Mengele. Ale to opowieść także o podtrzymywaniu pamięci – koniecznym, aby nigdy więcej nie doszło do tak okropnych wydarzeń. I co najsmutniejsze – o powolnym odchodzeniu tych wspaniałych ludzi i tym, jak byli i są traktowani przez państwowy system.

Autorzy reportażu sami z własnej woli postawili się w cieniu. Ich w tej książce właściwie nie ma. Są Ocaleni i pani doktor Alicja Klich – Rączka. I była to decyzja słuszna – w obliczu takich bohaterów każdy reporter może tylko stać w cieniu. Choć Aleksandra Wójcik i Maciej Zdziarski wykonali znakomitą, dokumentacyjna i pisarską robotę.

Bohaterowie książki to: Józef Paczyński, rocznik 1920. Więzień numer 121 – z pierwszego transportu, fryzjer komendanta Rudolfa Hössa. Na pytanie, czemu nie poderżnął mu gardła, będzie musiał odpowiadać przez całe życie.
Marceli Godlewski, 1921, AK-owiec, egzekutor Kedywu. Po wielu miesiącach przesłuchań trafia do obozu, skąd ucieka przy pierwszej okazji.
Lidia Maksymowicz, najmłodsza. Uwięziona jako trzyletnia dziewczynka. Wystraszone dziecko ukrywające się pod pryczą przed wzrokiem doktora Mengele.
Karol Tendera, więzień numer 100 430. Zakażony tyfusem w ramach eksperymentu medycznego. Nigdy nie pogodzi się z tym, że można bezkarnie mówić o „polskich obozach zagłady”.

Stefan Lipniak, 1924. Czterdzieści cztery miesiące za drutami. Cała młodość. Niewiele o tym mówi, bo życie to nie tylko obóz.
Tytuł: „Dobranoc, Auschwitz”

Autorzy: Aleksandra Wójcik, Maciej Zdziarski

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...