Archiwum dla: Sierpień, 2017

Spektakularny powrót Eberharda Mocka

przez , 30.sie.2017, w Kryminał

Marek Krajewski we wspaniałej formie! Z ziejącym zgrozą pomysłem fabularnym, brawurowym wykonaniem i akcją pędzącą jak pociąg, przyprawiającą o zawrót głowy. Tym razem mniej smaczków dotyczących Wrocławia, niż mnie do tego proza pana Marka przyzwyczaiła, trochę mniej lingwistyczno-filozoficznych rozważań, za to te, które są, łagodnie wplatają się w całość, dodając smaku jak sól potrawie.

Przyznam, że ostatnie książki Marka Krajewskiego przyjmowałam z pewna dozą ostrożności, bowiem były dość… nierówne w poziomie. Pierwszy Mock, będący prequelem i pokazujący początki przygody Mocka we wrocławskiej policji już znamionował zwyżkę formy i powrót na jej szczyt, a „Ludzkie zoo” już przywraca wiarę w rękę mistrza. Przede wszystkim chodzi o pomysł, nawiązujący zresztą do rzeczywistych wydarzeń – bo i idea ludzkiego zoo, i makabrycznych eksperymentów na ludziach „ras niższych” wielokrotnie przewijały się po kartach światowej historii.

Tym razem Mock, na prośbę swojej narzeczonej Marii, zajmuje się sprawą tajemniczych odgłosów w jej mieszkaniu. Kiedy policjant na własne uszy słyszy płacze i lamenty kobiet i dzieci oraz warczenie dzikich zwierząt jest dla niego jasne, że dziewczyna nie padła ofiarą własnej wrażliwości czy omamów. Wszystkie tropy prowadzą do podziemi nieczynnego Dworca Górnośląskiego w Breslau, które w rzeczywistości są areną makabrycznych praktyk, nie tylko seksualnych. Krok za krokiem Mock zbliża się do rozwikłania afery, w którą zaangażowani są oficerowie niemieckiego wywiadu, dyrektor miejscowego ogrodu zoologicznego, wystawiający jako żywe eksponaty sprowadzane z Afryki kobiety oraz tajemnicza grupa wrocławskich siłaczy. Mock eksploruje ruiny, szpera po archiwach, zagląda na zaplecza zoo czy cyrku, na zmianę obrywając po mordzie albo po mordach piorąc. Autor podsypał to też sporą dawką przypraw – sposobami szkolenia agentów wywiadu, afrykańskimi wierzeniami, przepychankami między agenturami rozmaitych mocarstw, zgubnymi nawykami arystokracji czy moralnymi aspektami tajemnicy spowiedzi. Czy ja już pisałam, że wszystko kręci się jak na karuzeli? W tym całym zamieszaniu Ebi stara się dbać o swoje drogie buty i dostaje furii, kiedy zdarzy mu się zapomnieć teczki z przyborami do ich pastowania.

Książka pełna jest smaczków z rozmaitych dziedzin i erudycyjnym popisem, który tak sobie u Krajewskiego cenię. Tak samo, jak równowagę między chęcią odmalowania wyrazistego obrazu a dobrym smakiem, gdzie brutalność jest przekonująca, ale nie przeraża ani nie obrzydza.

Dobra zabawa z dobrą puentą.

Tytuł: „Mock. Ludzkie zoo”

Autor: Marek Krajewski

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Czy da się zamknąć singielkę w klatce? Hanna Bakuła o związkach i zazdrości

przez , 28.sie.2017, w Obyczajowe

Hannę Bakułę bardzo cenię za sarkastyczne poczucie humoru i celne obserwacje współczesnych związków międzyludzkich. Tym razem pisarka wzięła na cel zjawisko „singielstwa” (wiem, strasznie to brzmi), szczególnie w polskim środowisku, gdzie kobieta oceniana jest przez pryzmat tego, czy udało jej się „złapać” męża czy też nie. Bohaterka książki jest Molly, ekscentryczna i odnosząca finansowe sukcesy malarka. Atrakcyjna czterdziestolatka Molly prowadzi bujne życie towarzyskie i erotyczne, miewa przyjaciół i kochanków bez zobowiązań, a samodzielność i bycie singielką bardzo sobie ceni, choć rodzina nieustająco próbuje jej wmówić, że bez mężczyzny musi być nieszczęśliwa. Znienacka, trochę z ciekawości, trochę sobie na przekór Molly interesuje się starszym od siebie naukowcem. Specjalistą od jodłowania, modowym abnegatem, seksualnym niezdarą, na dodatek żonatym. Zainteresowanie niepostrzeżenie przekształca się w zakochanie i emocjonalne uzależnienie, które wolnej do tej pory Molly każe znosić pijackie burdy i nieustanne sceny zazdrości absztyfikanta. Czy singielka z upodobania i charakteru da sobie na stałe przyciąć skrzydła?

Książka napisana językiem swobodnym, lekkim i przyjemnym, choć w tematyce bardzo poważna. Bo pokazuje, jak łatwo dajemy się wepchnąć w uzależnienie od drugiej osoby. I jak takie uzależnienie nas niszczy. Bohaterka – artystka, dla której swoboda jest niezbędna do tworzenia, nagle staje się niewolnicą. Czyichś wymagań, pretensji, konieczności nieustannego spędzania razem czasu, wspólnego mieszkania. Druga osoba, jak to w związkach bywa, jest zaborcza i coraz bardziej, niepostrzeżenie odcina bohaterkę od jej znajomych i przyjaciół. Znajdując za to sprzymierzeńców w matce bohaterki, dla której nieważne, jaki jest partner i jak bardzo niszczy osobowość córki – ważne, że córka znowu jest w związku, jak bozia przykazała.

Bakuła rozprawia się tutaj z kilkoma kulturowymi mitami. Po pierwsze – że człowiek jest stworzony do bycia w parze. Po drugie – że miłość sprawi, że wspólne życie najbardziej niedopasowanych do siebie osób się uda. No więc to jest jak z nowym butem. Na początku udajemy, że nas nie obciera, licząc, że się rozchodzi, rozbije albo my przywykniemy. Niestety nie przywykniemy, a z czasem drobne uwieranie zmienia się w potężne bąble uniemożliwiające całkiem chodzenie.

„Singielka i Otello na zakręcie” to takie zderzenie starego z nowym światem. Otello – tradycyjny naukowiec, góral, zwolennik starej mody, tradycyjnej rodziny, niedzielnych kotletów i weekendów spędzanych na działce, najlepiej nad flaszeczką. I na wskroś nowoczesna Molly, z podróżami po Nowym Jorku, Paryżu i Prowansji, atomową rodziną złożoną z przyjaciół płci obojga, z którymi nawet czasem sypiała, bo czemu niby nie, na dodatek wegetarianka. Do tego piękne, psychologiczne studium zazdrości, manii i urojeń, które są w stanie zniszczyć największe nawet uczucie i pokonać największą tolerancję.

Inteligentne, zabawne, przenikliwe, prześmiewcze, prawdziwe.

Tytuł: „Singielka i Otello na zakręcie”

Autor: Hanna Bakuła

Wydawnictwo: Edipresse

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Kim są państwo Macron?

przez , 24.sie.2017, w biografia, Reportaż

Ten polityk ma dar do wzburzania Polaków, od kiedy tylko objął swoje stanowisko. Dosyć nieoczekiwanie, pokazując jednak zdrowy rozsądek Francuzów wyprzedził w wyścigu o fotel prezydencki nacjonalistów z ich populistycznymi hasłami. I stał się powodem potężnej burzy w polskim internecie. Nie z powodu swojego programu politycznego, ale dlatego, że wbrew naszej patriarchalnej, mizoginicznej i szowinistycznej kulturze ośmielił się mieć żonę o 24 lata starszą od siebie. Tę burzę najlepiej podsumowała jedna z internautek, której imienia nie pamiętam „to zadziwiające, że w Polsce tak wielkie oburzenie budzi mężczyzna szczęśliwie od wielu lat żonaty z tą samą kobietą, podczas gdy powszechny entuzjazm i podziw budzi mężczyzna, który ma trzecią już z kolei żonę, młodszą od siebie o tyle samo, o ile jest starsza od Macrona jego żona (mowa o Trumpie, jakby ktoś się nie zorientował).

Pogardliwie panią Macron nazywano „babcią” – co jednak skutecznie ukróciło zdjęcie zestawiające uśmiechniętą, przepiękną, zadowoloną z siebie „babcię” z sięgającymi nieba, zgrabnymi nogami z Beatą Szydło. Szczerze? Uważam, że lata to levele, nie obchodzi mnie kto ma ile lat w związku i cieszę się, że pani Brigitte i jej małżonek pokazują środkowy palec „polaczkom”. Obyczajowo i w polityce, biorąc pod uwagę grafik wizyt prezydenta Macrona w sprawie chociażby pracowników delegowanych.

 

Rozpisałam się o tym tak długo, bo historia małżeńska Macronów skłoniła mnie do sięgnięcia po cienką książeczkę, wydaną przez Wydawnictwo Studio Emka. „Państwo Macron” to dokument przygotowany przez dwie niezależne francuskie dziennikarki, Caroline Derrien i Candice Nedelec. Obie mają już na swoim koncie podobne publikacje, poświęcone na przykład Sarkozy’emu i jego stosunkom z kobietami. Reportaż został napisany przed słynnymi wyborami prezydenckimi, ale znakomicie przedstawia fenomen Emmanuela Macrona, który na światowej arenie pojawił się trochę jak diabełek z pudełka. I niestety obraz, jaki wyłania się z reportażu, nie jest dla Polski pomyślny. Bo Macron jest ambitny, nie waha się grać twardo i va banque.

 

Książka jest o parze – i sporo miejsca autorki poświęciły początkom znajomości Brigitte i Emmanuela, czyli temu, co tak rozgrzewa wszystkich miłośników plotek. Przedstawiają fakty, to, co o swoim związku mówią oboje małżonkowie i to, jak cała sytuacja była przyjmowana przez środowisko. W sposób wyważony, nie w stylu rodem z plotkarskich portali, choć o tych plotkach, paparazzich i opiniach też wspominają. Wyłania się z ich opowieści obraz niezwykle zdeterminowanego siedemnastolatka, który postawił sobie za cel zdobycie kobiety, która go fascynuje, motywuje, stymuluje do działania. I który po wielu latach wciąż trzyma za rękę swoją Brigitte, która jest dla niego powierniczką i doradcą. I wiecie co? Ten francuski prezydent strasznie mi tym imponuje.

 

Jednak „Państwo Macron” to nie historia miłosna. To obserwacja zjawiska politycznego, jakim jest En marche!. Tych, których interesują tylko smaczki obyczajowe, ponad połowa książki poświęcona francuskiej polityce zapewne znuży, bowiem wymaga już sporej orientacji w temacie. A od polityki w Polsce mamy samych specjalistów, chociaż tych, którzy rzeczywiście się na niej znają – niewielu. Ale nawet pomimo nieznajomości tematu widać to, jak spektakularnym zjawiskiem jest na europejskiej scenie politycznej ten francuski prezydent.

 

Książka dla tych, co lubią wiedzieć, jak było naprawdę.

Tytuł: „Państwo Macron”

Autorki: Caroline Derrien, Candice Nedelec

Wydawnictwo Studio Emka

2 komentarze :, , , więcej...

Wariacje nie tylko o Edypie. Nowa powieść noblisty Orhana Pamuka

przez , 23.sie.2017, w Bez kategorii

Trudna książka Orhana Pamuka poruszająca wiele tematów, od współczesnych i politycznych po uniwersalne. Jest w niej i kryzys społeczeństwa, ekonomiczne problemy i przemiany, stosunek do kobiet, relacje w związkach, walka starego z nowym, kryzys męskości i dojrzewania, hymn na temat światowego dziedzictwa kulturalnego… Tak naprawdę „Rudowłosą” trzeba by było czytać kilka razy, uważnie, robiąc notatki i pewnie wciąż można by było znaleźć kolejne fragmenty do rozszyfrowania. Siła tej książki też polega na tym, że niezależnie od „punktu siedzenia”, czy jesteśmy mieszkańcem Turcji czy Polski, mężczyzną czy kobietą jesteśmy w stanie w niej znaleźć fragment akurat dla nas.

W małym miasteczku pod Stambułem, w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku mistrz Mahmut, studniarz i jego pomocnik, „panicz” Cem, przekopują mozolnie metr po metrze jałową działkę, próżno szukając wody mozolnie kopia studnię w daremnym poszukiwaniu wody. W wolnych chwilach opowiadają sobie historie, pokazujące, jak różnie patrzą na świat. Jedną z nich jest opowieść o ojcobójstwie Edypa. Stary kawaler w sile wieku i młody chłopak nawiązują więź, która przypomina relację między ojcem a synem. Rozluźnia ja i rozrywa miłość, jaką młodzieniec zapałał do rudowłosej aktorki wędrownego teatru. Finałem historii jest tragiczny wypadek do studni, do jakiego dochodzi z powodu nieuwagi Cema. Chłopak ucieka do Stambułu i dopiero po wielu latach dowiaduje się, czy naprawdę był winien śmierci mistrza i jakie konsekwencje miał jego młodzieńczy romans.

Oczywiście najbardziej w książce rzuca się w oczy historia Edypa, czyli ukryta w mitologicznej formie historia ewolucji stosunków ojca i syna. Z całą ich rywalizacją, brakiem, miłością, tęsknotą, uwalnianiem się i poczuciem winy. Główny bohater historię Edypa przeżywa kilka razy – w sposób najbardziej oczywisty, jako czytelnik i poszukiwacz kolejnych interpretacji, w tym także takich należących do rodzimej literatury. I w sposób osobisty, jako syn zostawiony przez ojca, potem tego ojca odnajdujący w osobie mistrza, budowniczego studni, sposób pełen emocji i zakończony również tragicznym wydarzeniem. Czy wreszcie jako ojciec. Ten wątek już daje nam cały wachlarz interpretacji – poszukiwanie wzorców, kryzys męskości, przechodzenie rytuału wtajemniczenia, a jednocześnie łączy Zachód ze Wschodem i odpowiednikiem greckiego mitu, opowieścią o Sohrabie i jego ojcu. Gdzieś w tle przewija się historia polityczna, kontaktów Turcja – Iran, z krótką opowieścią o dziełach sztuki, ich przemieszczaniu się, legalnym czy mniej. Płynnie z tego Pamuk przechodzi do kwestii dziedzictwa, historii przekazywanych ustnie, spisywanych w księgach, przedstawianych w spektaklach teatralnych czy na obrazach. Ale to dziedzictwo dotyczy nie tylko kultury, ale i sposobu życia czy pracy. Ci, którzy znają inne książki noblisty zapewne znajdą tutaj wątki już przez niego poruszane. Na przykład zawód budowniczego studni jest metaforą odchodzącego i tracącego swoje wartości świata, tak jak to było ze sprzedawaniem buzy, opisywanym już w „Dziwna myśl w mej głowie”.

„Rudowłosa” jest stosunkowo cienką książką. Tym bardziej poraża wielość wątków w niej zawartych. Skompresowanych i wyrażonych jednocześnie precyzyjnie jak i metaforycznie, przemieszczających się między skrajnościami, jak szalona wyścigówka po torze, zazębiających się, splatających i rozplatających. To książka pełna aluzji i nie tylko skłaniająca, ale wręcz zmuszająca do refleksji. Powieść godna noblisty.

Tytuł: „Rudowłosa”

Autor: Orhan Pamuk

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Mistrz suspensu Guillaume Musso

przez , 20.sie.2017, w Thriller

Thriller z nieoczekiwanymi zwrotami akcji i zaskakującą puentą – to najnowsza powieść Guillaume Musso, francuskiego producenta bestsellerów. Tym razem Musso odchodzi od wątków fantastycznych, za to subtelnie połączył thriller polityczny z powieścią obyczajową i romansem.

Znany pisarz wybiera się na romantyczny wyjazd z narzeczoną. Ponieważ ma za sobą przykre doświadczenia i przeczucie, że narzeczona coś przed nim ukrywa, domaga się całkowitego zaufania i wyznania wszystkich sekretów. Doprowadzona do ostateczności Anna pokazuje mu zdjęcie kilku spalonych ciał i mówi, że to ona zrobiła. Wstrząśnięty Raphaël zostawia dziewczynę. Kiedy po kilkudziesięciu minutach postanawia jednak wrócić okazuje się, że Anna zniknęła. Z hotelu na Lazurowym Wybrzeżu, a nawet własnego mieszkania w Paryżu. Nie odbiera telefonu, nie pojawiła się w pracy. Raphaël do poszukiwań angażuje swojego przyjaciela, byłego policjanta. I nagle się okazuje, że Anna może mieć coś wspólnego z głośną przed laty historią pedofila, który porywał, więził i maltretował dziewczynki. A teraz być może znalazła się w niebezpieczeństwie. Raphaël rusza na pomoc – kim bowiem jest mężczyzna, który nie potrafi obronić ukochanej kobiety?

Jak to zwykle u Musso bywa, jest zręcznie napisana intryga i zagadka tak poprowadzona, że rozwiązanie jest zaskoczeniem. Sympatyczny bohater – zwykły, ciepły facet z małym synkiem, zdeterminowany, żeby pomóc ukochanej kobiecie. Ale bynajmniej nie jakiś superbohater, bo książki Musso mają tę zaletę, że są z psychologicznego punktu widzenia realistyczne. Bohater, który odkrywa punkt po punkcie skomplikowaną łamigłówkę, próbując znaleźć punkty styczne różnych, pozornie niezwiązanych ze sobą spraw.

Lubię książki, w których nie ma oczywistych rozwiązań – i „Dziewczyna z Brooklynu” właśnie taka jest. Dodatkowym plusem jest unikanie ckliwego sentymentalizmu, choć przecież wątek romansowy jest tu jednym z głównych (no i nie należy oczekiwać słodkiego happy endu). Za to mamy cały zestaw gwałtownych zwrotów akcji, momentami przyprawiających o zawroty głowy – „Dziewczyną z Brooklynu” autor potwierdza, że nie od parady nazywają go mistrzem suspensu. A myślałam, że po „Central Parku” już mnie nie nic zaskoczy.

Czyta się jak zwykle świetnie, Musso jest wirtuozem pióra i nie bez powody jego książki sprzedają się w milionach egzemplarzy.

Tytuł: „Dziewczyna z Brooklynu”

Autor: Guillaume Musso

Wydawnictwo Albatros

Zostaw komentarz :, więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...