Archiwum dla: Październik, 2017

O nierównościach – Swing time, Zadie Smith

przez , 31.paź.2017, w Obyczajowe

Bardzo intymna historia o korzeniach i przyjaźni. I tym, czego Zadie Smith nie boi się dotykać – kwestii nierówności społecznych i rasowych. Wszystko to włożone jakby mimochodem w opowieść o dwóch przyjaciółkach, muzyce i tańcu.

„Swing time” to historia przesycona kurzem i charakterystycznym zapachem potu i kalafonii z sal baletowych, jazzem i swingiem, hip-hopem i popem. Z ujmującym wdziękiem Freda Astaire, lekceważeniem jego partnerki i historią czarnoskórych, nie tylko w show biznesie. Z jednej strony osobista, o najgłębszych uprzedzeniach, urazach i zawiedzionych nadziejach. Z drugiej – o wielkiej polityce, mielącej idee i jednostki.

Dwie dziewczynki są przyjaciółkami. Spotykają się na sali tanecznej i stopniowo, od pierwszego, ukradkowego uśmiechu stają się sobie coraz bliższe. Łączy je wiek i pasja, dzielą… No cóż, działania i ambicje rodziców, tzw. kręgi społeczne, aspiracje. Dziewczyny z jednej strony są dla siebie oparciem, z drugiej – rywalizują. Talentem, rodziną… Zazdrość przez lata urośnie do niebywałych granic i odezwie się w sposób i w momencie najmniej oczekiwanym, kiedy jedna z dziewcząt stanie się asystentką słynnej gwiazdy a druga będzie próbowała ocalić dla siebie to, co dla niej najważniejsze.

W skompresowanej formie udało się Zadie Smith zawrzeć całe spektrum tematów dotyczących nierówności i szans. To w pierwszej kolejności nierówności spowodowane kolorem skóry ale i miejscem urodzenia. Czarni są gorsi niż biali, ci, którzy urodzili się w Europie od tych, co urodzili się w Afryce, ci, którzy mieszkają po tej stronie ulicy od tych, co mieszkają po tamtej, biedni są gorsi niż bogaci a „ci lepsi” dają sobie prawo do zawłaszczania i zabierania nawet tych drobin, które maja „ci gorsi”. Od uprzedzeń nikt nie jest wolny, nawet ci, którzy z nimi walczą. Cały „Swing time” jest pełna takich drobiazgów, które składają się na lawinę. Kiedy bohaterka wykazuje się w szkole inteligencją i zainteresowaniami, dyrektorka automatycznie stwierdza, że to musi być zasługa ojca – bo biały, bo mężczyzna. Kiedy dorosła bohaterka spotyka emigranta z Afryki, jest zszokowana tym, że nie pochodzi on z biednej rodziny, a z rodu prawników i lekarzy, miał wielki dom i służbę. Jako ciemnoskóra automatycznie bohaterka jest traktowana jako ktoś, kto będzie wiedział, jak rozmawiać z mieszkańcami afrykańskiej wioski, chociaż nikt bardziej niż ona nie jest nieświadomy tamtejszych warunków. Druga bohaterka, Tracey, z racji urody jest traktowana jako wyzywająca, prowokująca, głupsza, zawsze winna – nawet przez kobietę, która walczy o równe prawa i równe szanse ubogich czy tych z patologicznych rodzin. W tym skomplikowanym tańcu hierarchii, narzuconej nam przez rozmaite normy społeczne, politykę, zawartość portfela  etc. gubimy – my i bohaterowie – więzi całkiem osobiste i tracimy z oczu to, co ważne.

Spotkałam się już ze zdaniem, (którego nie podzielam), że „Swing time” nie porywa, że jest słabszy niż inne książki Zadie. Może jest bardziej subtelny, zbyt skomplikowany, troszkę jak kłąb splatanej włóczki różnych kolorów. Tu nie ma prostej historii i jednego wątku, wszystko się ze sobą przeplata. To powieść delikatna i subtelna, sygnalizująca, zaznaczająca, drobnymi wtrętami, pozornie nieważnymi zdaniami, tłem, szczegółami, które łatwo przeoczyć. Nie ma walenia młotem po głowach – Zadie nie szokuje, Zadie naprowadza i pozostawia nas samych do wyciagnięcia wniosków.

Tytuł: Swing time

Autorka: Zadie Smith

Wydawnictwo Znak

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Philip Marlowe powraca

przez , 30.paź.2017, w Kryminał

Nic nie ma takiego uroku, jak amerykański noir. Zmrok, zapach whisky i papierosów, on zarośnięty, ona blond i krwistą szminką na ustach. No i najlepiej, żeby on nazywał się Philip Marlowe… Niestety, Chandler był tylko jeden.

Był jeden, ale za to ma naśladowców. Przypomina mi się tutaj Sophie Hannah, która wskrzesiła Herculesa Poirot na zlecenie spadkobierców Agathy Christie. Raymond Chandler z kolei ma Benjamina Blacka. A właściwie znanego irlandzkiego scenarzystę i pisarza Johna Banville, zdobywcę wielu nagród, m. in. Nagrody Bookera za powieść The Sea.  Jako Benjamin Black autor zajmuje się kryminałem a tym razem postanowił sięgnąć po klasykę gatunku. Zainspirowany m. in. tytułami nienapisanych książek, pozostawionymi przez Raymonda. Między nimi była właśnie „Czarnooka blondynka”.

Z kontynuacjami bywa tak, że albo autor usilnie stara się wejść w buty pierwowzoru i najczęściej coś zgrzyta, albo stara się trzymać raczej klimatu i pewnego kierunku, nadając mu własne wykończenie. Tu mamy casus drugi, bo Marlowe Blacka jest trochę mniej wymięty i właściwie tylko raz solidnie skacowany, ale wciąż odczuwa pociąg do butelczyny, spędza życie głównie w barach i ogląda się za pięknymi kobietami. Z rzadka używa broni palnej i nie jest chętny do bitki, chociaż oczywiście, jak to w noir bywa – musi oberwać, najlepiej w twarz. Marlowe Blacka oczywiście zostaje wmieszany w gangsterskie porachunki, choć stara się trzymać od nich z daleka – i rozgrywki między bogaczami, którzy mogą wszystko.

Znakomity klimat podupadłych spelunek, podejrzanych klubów i rezydencji bogaczy. Świetna kreacja głównego bohatera, właśnie z osobistym sznytem Blacka. Jego Marlowe także ma własny kodeks honorowy, który mu dyktuje (czasem nierozsądne) wybory. No i oczywiście jest femme fatale i nierozważne, groźne zauroczenie.

Nieźle się czyta, świetna zabawa.

 

Tytuł: „Czarnooka blondynka”

Autor: Benjamin Black

Wydawnictwo Albatros

1 komentarz :, , , , więcej...

Coraz większy rozmach Milesa Camerona

przez , 26.paź.2017, w Fantastyka

Przed nami kolejny, trzeci już tom przygód Czerwonego Rycerza, czyli Gabriela Muriena. Aroganckiego, pyszałkowatego przywódcy kompanii najemników, który, jak się po raz kolejny okazuje, jest ostatnią szansą na ocalenie ludzkości przed złem. Czyli magią i jej stworzeniami, zwanymi ogólnie Dziczą. Przy czym Miles Cameron z tomu na tom coraz bardziej utrudnia czytelnikowi, rezygnując z jasnych i klarownych ocen, kto tu jest dobry a kto zły. Jak w życiu. Tym razem stawka wędruje na wyższy lewel, okazuje się, że zamieszanie, w jakim nieustannie bierze udział kompania Czerwonego Rycerza to element większego planu pewnych…sił czy stworzeń, które rozgrywają własne gry. Podział na cywilizacja/Dzicz przestaje obowiązywać, są ci, którzy są z nami i tamci, a ludzie coraz częściej posługują się coraz silniejszą magią. Po ich stronie coraz częściej także opowiadają. Coraz bardziej podziwiam Camerona za opisy strategii i zastanawiam się, jak mocno jeszcze zawikła sprawę aby osiągnąć koniec. A koniec został już Czytelnikowi zdradzony – syn króla osiągnie najwyższą władzę, nie tylko nad tą rzeczywistością. Pytanie, czy będzie nim Gabriel Murien, bo on sam nie bardzo żywi na to ochotę.

Czerwonego rycerza pożegnaliśmy w poprzedniej części, kiedy to po uratowaniu cesarza otrzymał tytuł Diuka Tracji i rusza do Alby na rycerski turniej, wezwany tam przez królową. Samą królową zostawiliśmy w momencie, kiedy sytuacja na jej dworze stawała się coraz trudniejsza, ze względu na panoszących się tam galijskich rycerzy pod wodzą największego rycerza na świecie, Jeana de Vrailly. W „Okrutnym smoku” intryga Galów przynosi efekty i królowa Alby zostaje oskarżona o czary i cudzołóstwo i skazana na śmierć. Galowie formalnie przejęli władzę, wojna domowa wisi na włosku, a całe zamieszanie jest bardzo na rękę naszemu staremu przyjacielowi, czarnoksiężnikowi Głogowi, stojącemu po stronie Dziczy. Albo jeszcze jakiejś innej… W tej, zdawałoby się przegranej sytuacji Gabriel Murien ma bardzo dużo rzeczy do zrobienia. Przede wszystkim musi wygrać Sąd Boży w imieniu królowej…

Jak zwykle świetni bohaterowie i śmiało zarysowana fabuła. Cameron ma coraz większy rozmach w szastaniu tajemniczymi siłami, wprowadzaniu elementów światowej mitologii i budowaniu coraz bardziej skomplikowanych strategii. Ci, którzy lubią „wojenną rzeczywistość”, z planami, naradami, bitwami, ale i tym, co na tyłach, czyli logistyką i aprowizacją na pewno będą czytać książkę z przyjemnością. Ja też czytam ją z przyjemnością, bowiem dbając o dobry ogląd obszernej całości nie pomija autor całego zestawu smaczków, od szczegółów obozowego gulaszu po przekleństwa, jakimi obsypuje jedna z żołnierek swojego kochanka. Mnie osobiście najbardziej podobają się chyba  kontakty Smoka Erchu (tak, prawdziwego smoka) z ludzką płcią żeńską i złote niedźwiedzie, zwłaszcza jedzące miód.

Jak to w książkach o wojnie bywa, nie wszystko kończy się dobrze i bywa, że zostawiamy za sobą bohaterów, których polubiliśmy. Ale pojawiają się nowi i nic nie zostaje zakończone, a tomów cyklu jest przed nami kilka, więc będzie jeszcze okazja do kolejnej dobrej zabawy przez kilkaset stron.

Tytuł: „Straszny smok”

Autor: Miles Cameron

Wydawnictwo Mag

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Amerykański sen czy nordycka teoria miłości?

przez , 25.paź.2017, w Reportaż

Ameryka jest dla nas czymś w rodzaju raju, ziemi miodem i mlekiem płynącej. Nieograniczonych możliwości i historii „od pucybuta do milionera”. Z drugiej strony my, Polacy, zerkamy na Szwecję i marzymy o tamtejszym „socjalu” i opiece zdrowotnej. Co byśmy wybrali, gdyby dano nam wybór?

Anu Partanen, fińska dziennikarka i pisarka stanęła przed takim wyborem. Z jednej strony jej rodzimy kraj, reprezentujący „nordycki sen”. Z drugiej nowa ojczyzna, do której anu przeniosła się z powodu partnera, później męża. Dziennikarka od 2013 roku jest obywatelką USA a jej debiut książkowy, „Ameryka po nordycku” to bardzo dokładne porównanie Stanów Zjednoczonych z blokiem krajów nordyckich, kraju możliwości z państwami opiekuńczymi.

Punktem wyjścia dla Anu jest powszechne mniemanie, że USA to państwo możliwości, innowacji i kreatywności, gdzie wolność obywatela jest sprawą nadrzędną. Z kolei kraje skandynawskie – Finlandia, Szwecja, Norwegia, Dania – uznawane są za socjalistyczne w podejściu do obywatela, mocno normujące rozmaite sfery życia, a przez to ograniczające wolność.  Amerykanów odbiera się jako optymistycznych i entuzjastycznych, serdecznych i rodzinnych. Mieszkańców Północy jako oziębłych i zdystansowanych, już nie mówiąc o powszechnych problemach z depresją, melancholią i chorobami alkoholowymi. Anu stara się rozwikłać rozmaite zależności, opisując zasady działania państw w takich dziedzinach jak edukacja, podstawowa i wyższa, służba zdrowia, opieka społeczna, stosunek do osób starszych i opieka nad dziećmi, podatki. Stara się zbadać, co wpływa na poczucie bezpieczeństwa i jak polityka poszczególnych państw w tych dziedzinach wpływa na jednostkowe poczucie szczęścia. Oczywiście, czuć sentyment Anu do jej ojczyzna, czyli Finlandii, ale autorka stara się być jak najbardziej obiektywna. Powołuje się na rozmaite badania, raporty, statystyki a także rozmawia ze specjalistami i zwykłymi obywatelami, którzy np. mieli okazję porównać obie rzeczywistości czy też którzy mogą stanowić przykład działania opisywanych przez nią mechanizmów. Z poszczególnych elementów udaje jej się wyłonić te, które, złożone razem, mogłyby posłużyć do zbudowania społeczeństwa może nie idealnego, ale szczęśliwego.

Bardzo ciekawa lektura dla Polaków, zwłaszcza tych, którzy rozpatrują możliwości emigracyjne. Ciekawa zapewne także dla przedstawicieli opisywanych krajów – zwłaszcza dla Amerykanów, bo Anu Partanen stara się wyjaśnić, dlaczego tak wielki rozdźwięk jest między wysoką pozycją USA jako bogatego kraju a coraz gorszą sytuacją jego obywateli. Warto także zapoznać się z czymś, co autorka nazywa „nordycka teoria miłości” a co – w dużym skrócie pokazuje, że obywatele, którzy nie są związani ze sobą względami ekonomicznymi, tak jak np. amerykańcy małżonkowie czy też rodzice i dzieci – mogą okazywać sobie prawdziwe uczucia.

Książka została wyróżniona wśród najlepszych tytułów 2016 roku przez najważniejsze amerykańskie dzienniki i czasopisma, m.in.: „New York Post”, „The Seattle Times” i „O, The Oprah Magazine”.

Tytuł: „Ameryka po nordycku. W poszukiwaniu lepszego życia”

Autorka: Anu Partanen

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Zostaw komentarz :, więcej...

Wita was Zmrocza – fantasy Agnieszki Hałas

przez , 24.paź.2017, w Fantastyka

To taki bohater, który czytelnikom podoba się najbardziej. Nie jednoznacznie dobry lub zły, pełen skrupułów i słabości, a jednocześnie odnoszący sukcesy w walce ze złem, bo przecież wszyscy mniej lub bardziej stroimy po stronie światła, czyż nie? Mniej lub bardziej, bo Brune Keare formalnie stoi po stronie ciemności. I to tej bardzo ciemnej.

Bohater powieści Agnieszki Hałas należy do tego samego gatunku, co Geralt Sapkowskiego, Ged Ursuli K. LeGuin czy Kane (ktoś jeszcze pamięta cykl Wagnera?). To taki człowiek z przeszłością, zmagający się z mrocznymi stronami swojej duszy i działający w bardzo delikatnej równowadze, według często niezrozumiałego i nie do końca oczywistego kanonu wartości. Bohater „Dwóch kart”, znakomicie odnajduje się w środowisku odmieńców, bandytów, biedaków, złodziei… Wszystkich tych odepchniętych na margines, szukających dla siebie niszy i liczących tylko na przetrwanie. Samo środowisko odmieńców – śmieciarzy mocno przypomina zresztą klimat „Olivera Twista” Dickensa, wliczając w to przygarniętego chłopca z szansą na lepsze życie. W tym miejscu wyrzutków, podziemiach i kanałach ten mężczyzna z luką w pamięci, od czasu do czasu popadający w szaleństwo, odzyskuje drobiny własnej tożsamości i umiejętności, stając się lokalnym alchemikiem, czarownikiem, wojownikiem, obrońcą. Choć znakomicie zdaje sobie sprawę z drzemiących w nim potrzeb, niekoniecznie takich, które mogą być dobrze odebrane przez otoczenie.

„Dwie karty” to trochę taki zbiór opowiadań połączonych jednym bohaterem, coraz dokładniej malujących nam powieściowy świat. Z drugiej strony opowiadania te gdzieś tam się łączą – bo oczywiście nie ma dobrej fantasty bez spisku zła przeciw dobru, w którym nasz bohater ma do odegrania tajemniczą, ale ważną rolę. Przy czym nie wiadomo, oczywiście, w którą stronę ostatecznie przeważy szalę. Na razie, w pierwszej części wątki ściekają w jedno miejsce powoli – tym pilniej się czeka na kolejna część.

Plusy powieści – koncepcja magii, troszkę nawiązująca do opowieści o wampirach, i bohaterowie, z których, poza Krzyczącym w ciemności na szczególną uwagę zasługują odmieńcy. No i niezwykle lekkie pióro, bo powieść wciąga i czyta się ją niemal jednym tchem.

Tytuł: Cykl Teatr węży, tom 1. Dwie karty

Autorka: Agnieszka Hałas

Dom Wydawniczy Rebis

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...