Marilyn Monroe jakiej nie znacie…a jaką warto poznać

przez , 22.lis.2017, w biografia

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Co wiecie o Marilyn Monroe? Taka głupiutka blondynka o słodkim głosiku, znana z tego, że podwiewało jej sukienkę i piosenki urodzinowej dla prezydenta Kennedy’ego. Seksbomba i taka sobie aktoreczka. I okazuje się, że jeśli tak myślicie, to nic nie wiecie o słynnej MM. Pierwszej aktorce Hollywood, która zbuntowała się przeciwko polityce koncernów filmowych, bo chciała mieć wpływ na to, w jakich filmach gra. Szaleńczo nieśmiałej dziewczynie pełnej kompleksów, która pracowała jak wół nad swoim aktorskim warsztatem, chcąc być aktorką, a nie tylko gwiazdą. Dziewczynie, która walczyła ze swoimi demonami a jednocześnie nie chciała udawać kogoś, kim nie jest. I dziewczynie, która uwielbiała książki, nieustająco ambitnie pracowała nad swoim wykształceniem i marzyła, żeby zagrać Gruszeńkę. Tak, wiedziała kto to jest Gruszeńka (a wy, jak nie wiecie, kto to był, możecie sobie, według rady MM z jednej z konferencji prasowych – sami sprawdzić).

Elizabeth Winder, utalentowana pisarka i poetka ma już na swoim koncie biografię Sylwii Plath. W „Marilyn na Manhattanie” skupia się na roku z życia słynnej blondynki – wtedy, kiedy ta ostatecznie przybita traktowaniem jej przez Fox Studios, wraz ze znanym fotografem mody i przyjacielem Miltonem Greenem ucieka do Nowego Jorku. Zdecydowana, aby nigdy nikomu nie dać się już traktować jak zabawka. A chodziło o nieludzkie wręcz warunki traktowania gwiazdy, która zarabiała dla Fox miliony dolarów. Nie tylko o pieniądze – przede wszystkim Marilyn chciała mieć wpływ na to, z jakimi reżyserami pracuje i w jakich filmach gra. Nie chciała być traktowana jak – excuse my french – cycki z blond grzywką, lala, która pokazuje swoje półnagie krocze na ekranie. Sfrustrowana, załamana, chora, nadużywająca wszelkiego rodzaju farmaceutyków MM zrywa umowę z Foxem i postanawia założyć własną wytwórnię. Przez czas przepychanek z Foxem mieszka na Manhattanie, poznaje nowych, wspaniałych ludzi, uczy się aktorstwa metodą Stanisławskiego w elitarnej grupie artystów pod kierownictwem Lee Strasberga. Czyta, czyta, jeszcze raz czyta. Nawiązuje nowe przyjaźnie z ludźmi, którzy zaczynają zauważać w niej człowieka. Zyskuje życie rodzinne – u Greenów czy Strasbergów. A przede wszystkim zaczyna lśnić własnym blaskiem. To zdecydowanie najradośniejszy rok jej życia i Elizabeth Winder udaje się to uchwycić – mimo nieustających poszukiwań właściwego mężczyzny, wątpienia we własny talent i zmagania się ze swoją niesamowicie trudną przeszłością.

Winder bazuje na materiałach źródłowych, listach, wspomnieniach, wywiadach tych, którzy stykali się z Marilyn. Udaje się autorce uchwycić tę atmosferę podniecenia spowodowanego nowym zadaniem, zabawy perlącej się jak szampan i chaosu, który nieustannie towarzyszył Marilyn. Nie, nie ma w książce skandali, ale jest normalność. Flirty, przyjaźnie, z kobietami i mężczyznami. To zupełnie inna MM niż ta, którą wszyscy z nas mają gdzieś w tyle głowy. A przy okazji nie brakuje w książce smacznych detali – krojów ubrań, nazwisk projektantów, nazw kosmetyków, jakich używała, opisów sesji fotograficznych czy lokali, w jakich bywała MM. Premier, na jakie chodziła, ulubionych plaż czy wielbicieli, jacy jej nieustannie towarzyszyli, niczym przyboczna gwardia. Przy czym – bo przecież wszyscy wiemy, jaki był koniec Marilyn – cała książka, choć opisuje najradośniejszy rok, ma gdzieś w tle tragedię.

Wielbiciele Marilyn pewnie dzięki tej książce poznają swoją boginię lepiej. Wrogowie – być może polubią.

Tytuł: „Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok z życia”

Autorka: Elizabeth Winder

Wydawnictwo Literackie

 

:, , , ,

Odpowiedz

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...