Archiwum Autora

Porno story klasy B – polska prowincja według Michaśki

przez , 11.paź.2017, w Obyczajowe

Humor, groteska i mocny obraz polskiej prowincji, z jej beznadzieją, upodobaniem do kiczu i błysku, z aspiracjami, które mają być wielkie, a sięgają tylko udziałów w żałosnych reality show. Gdzie szczytem marzeń jest zostać gwiazdą instagrama dla młodszych, a zabłyśnięcie w kościele dla tych starszych. Jednym słowem Witkowski w formie.

Jest taki świat, z którym czasem się spotykamy i o którym wiemy, świat ludzi, którzy Michaśki pewnie nie czytają, ale za to Michaśka wie o nich bardzo dużo. Moherowe berety, wyczesane i wypchane apaszką, wyczesane trwałe na beton utrwalone lakierem, przystanki autobusowe, z których czas i luje usunęły wszystkie ruchome elementy. Tory, po których łazi się w pogoni za niewyobrażalnym, dziewczyny z wózkami, których zawartość odziedziczyła DNA nie wiadomo po kim. Światek tipsów i Aldony Orłowskiej, której kiedyś, tak, tak, ja także posłuchałam w przypływie biurowej głupawki, zwiedziona na pokuszenie przez kolegę. Wiecie, taki świat ponurej beznadziei, w którym marzy się o milionach ale na to, co się z nimi zrobi (bo na przepicie to chyba za dużo) już wyobraźni nie starcza. I Witkowski tarza się w tym światku z lubością, przegania kopniakami po kartkach książki jego bohaterów. Podstawia nam pod skrzywione w grymasie noski i mówi – tak, tak wygląda polska rzeczywistość. Tu masz odpowiedź na pytania o sondaże. I choćbyśmy nie wiadomo jak zaprzeczali, to ukryć się nie da, że rzeczywistość wymyślonego „Wymazanego” jest bardziej realna niż to, co na temat nas i naszego otoczenia sobie wmawiamy.

W „Wymazanym” kryją się olbrzymie pokłady ironii i równie olbrzymie pokłady smutku. Damian Piękny, najpiękniejszy chłopiec Wymazanego, a nawet Polski, taki Leonardo DiCaprio i Brad Pitt w jednym ma właściwie jedno marzenie – dymać stare baby. Tak, wulgaryzm zamierzony, innego określenia nie będzie. Im starsza, brzydsza, im bardziej biust obwisły a wąsik pod nosem widoczny, tym bardziej Damianka rajcuje. I w tym Wymazanym, które samo ma wielkie aspiracje, a jest tylko miasteczkiem na trasie tirów i z tirów żyjącym te stare baby, obiekt mrocznego pożądania, są czymś najbardziej spektakularnym. To sól polskiej ziemi, podstawa bytu i podpora gospodarki. Piękny Damian to tylko pretekst – prawdziwe są stare baby, cała ich cudowna galeria, od babci głównego bohatera po miejscową biznesłumenkę o ksywie Alexis. To starą babą jedzącą śledzie z gazety stoi polska prowincja. Starą babą kochającą podświetlane obrazy z jeleniem na rykowisku i słuchającą radiowych wróżek. Księżą gospodynią. Ekspedientką w sklepie dogłębnie wychujanym przez Tesco.

„Wymazane” jest całe jednym wielkim obrazem. To książka dygresja, bez właściwie myśli przewodniej innej niż podstawienie nam pod nos lusterka. Na dodatek krzywego i zapyziałego. Jeśli coś tu pachnie, to raczej śmierdzi, jeżeli ma kolor, to na pewno fluo, jeżeli smakuje, to raczej jest to żarcie do porzygu niż delektowanie się. Mocno, bezlitośnie, bez skrupułów. To jedna z lepszych powieści Witkowskiego – uderza jak młotek, na dodatek nie zostawia ani krzty nadziei. Dla tego świata najlepszym wyjściem jest wymazanie.

Tytuł: „Wymazane”

Autor: Michał Witkowski

Wydawnictwo Znak

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Dzieci maja prawo do własnego zdania – Kłopotliwa wizyta, Jean Ure

przez , 10.paź.2017, w Dla dzieci

Tak dla odmiany książka…chciałam napisać „dla dzieci”, ale „Kłopotliwa wizyta” chyba w tym samym stopniu jest dla dorosłych co i dla dzieci. Bo jest o tym, że każdy ma prawo do szacunku i respektowania własnego zdania. Dzieci też, bo to przecież ludzie, tylko mniejsi…

Bitsy i jej siostra Em po śmierci mamy żyją sobie z tatą, mocno roztargnionych naukowcem i ciocią – Cass. Ich dom jest ciepły, choć może daleko w nim do sterylnej czystości i nikt się nie przejmuje tym, że kot akurat wybrał stół na drzemkę. Jednak tata dziewczyn poznaję pewna kobietę i widać, że to coś więcej. Caroline jest piękna, szczupła i elegancka, a tata nią zachwycony i zakochany. Jednak zamieszkanie Caroline w domu Bitsy i Em oznacza spore zmiany. Przede wszystkim Cass musi się wyprowadzić. Kot nie może już spać w łóżku Em. A Caroline za wszelką cenę, nawet posuwając się do nieczystych zagrywek próbuje zmusić wegetariankę Em do jedzenia mięsa. Dziewczynki bardzo chcą, żeby tata był szczęśliwy, ale sytuacja wymyka się spod kontroli.

Pod pozorem lekkiej książeczki „Kłopotliwa wizyta” opowiada o bardzo trudnej sytuacji – nowej osobie w domu. Wszyscy mieszkańcy popełniają tutaj wiele błędów – Caroline wierząc, że wszystko wie najlepiej, a zwłaszcza wie lepiej niż dzieci. Tata – lekceważąc potrzeby dzieci i przyznając rację nowej partnerce. Dzieci – ukrywając swoje prawdziwe uczucia. W efekcie sytuacja robi się mocno dramatyczna.

Dlaczego napisałam, że to książka dla dorosłych? Bo wiele osób dorosłych wierzy, że wiedzą lepiej niż dzieci i mają prawo zmuszać pociechy do pewnych zachowań. Oczywiście wszystkim chodzi o dobro dziecka, ale jest taka subtelna granica między przekonywaniem a zmuszaniem. A Jean Ure twierdzi, że każdy ma prawo do poszanowania własnej przestrzeni i własnych wyborów. Szczerze? Jak czytałam fragmenty, kiedy Caroline nachalnie podsuwa dziewczynkom – wegetariankom mięso, robiło mi się słabo. Nie dlatego, że mięso mnie brzydzi – dlatego, że takie niby nic dla dorosłego było przez dziecięce bohaterki, choć być może nie umiały tego wyraźnie nazwać, potężnym naruszeniem ich granic. Przypomina mi to te wszystkie akcje, kiedy ciocie i wujkowie przytulają i całują wyrywające się dzieci, powoli ucząc, że należy „być grzecznym” i biernym. No chyba nie na tym to polega.

Książeczka jest pisana językiem łatwym i lekkim, więc powinna być dla młodego czytelnika dobrze przyswajalną lekcją. Tego, że różne rzeczy mają prawo się dziecku nie podobać, że dziecku należy się szacunek i że należy się komunikować, aby zrozumieć swoje potrzeby. Jednym słowem książeczka dla dzieci, jeżeli chcemy, żeby były asertywne.

Tytuł: „Kłopotliwa wizyta”

Autorka: Jean Ure

Wydawnictwo Jaguar

 

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Szpieg Jej Królewskiej Mości – Ken Follet

przez , 09.paź.2017, w Powieść historyczna, Przygodowa

Szpiedzy, bezlitosna walka o tron, podstępy i intrygi, a także bitwy morskie i płomienie inkwizytorskich stosów. Jednym słowem Ken Follet w swojej najnowszej powieści, dziejącej się w czasach królowej Elżbiety. I to, że jego szpiedzy częściej posługują się sztyletem niż Bronia palną i jeżdżą konno, zamiast samochodem wcale nie sprawia, że czyta się „Słup ognia” gorzej niż np. „Iglę”.

„Słup ognia” poniekąd nawiązuje do popularnych „Filarów ziemi” – autor wraca do znanej już jego czytelnikom miejscowości, czyli Kingsbridge, które z anglonormańskiej wioski zdążyło się przekształcić w doskonale rozwinięte miasto, taką Anglię w pigułce. Głównym bohaterem książki jest Ned Willard, potomek znanej kupieckiej rodziny. Kiedy Willardowie tracą majątek przez wojnę oraz swoich sąsiadów a na dodatek ukochana Neda zostaje zmuszona do zaręczyn z kim innym, Ned zaciąga się na służbę Williama Cecila. Doradcy Elżbiety I, która właśnie szykuje się do przejęcia tronu po umierającej Marii Tudor. Ned, którego marzeniem jest, aby nikt w Anglii nie cierpiał prześladowań z powodu swojej religii staje się zaufanym szpiegiem i człowiekiem do zadań specjalnych Elżbiety. Jest świadkiem uwięzienia w Anglii a potem stracenia nieszczęsnej Marii Stuart, krwawej nocy św. Bartłomieja w Paryżu i słynnej morskiej rozgrywki między Wielką Hiszpańską Armadą a angielską marynarka pod wodzą Francisa Drake’a. Oczywiście to, co dzieje się między tymi wydarzeniami, to formowanie szpiegowskiej siatki, werbowanie informatorów i walka tajnych agentów. Jedni mają na celu obalenie królowej Elżbiety a Ned ma do tego nie dopuścić.

„Słup ognia” to przede wszystkim świetna powieść przygodowa i szpiegowska. Mamy agentów, tajnych agentów, podwójnych agentów, szyfry i podstępy. Ken Follet nieustannie trzyma czytelnika w napięciu i każe mu obgryzać palce z nerwów – czy uda się Nedowi przejrzeć wrogów i schwytać nieuchwytnego Jeana Langlaisa? Czy czarne charaktery dostaną za swoje? Chociaż właściwie trudno określić, kto tu jest czarnym charakterem. I jedni i drudzy mają swoje racje i posługują się dokładnie tymi samymi, moralnie wątpliwymi metodami.

Jak w wywiadzie mówił sam autor, jego głównym celem było pokazanie działania pierwszych w Anglii służb specjalnych, które powołała właśnie królowa Elżbieta. Przy okazji jednak ”Słup ognia” stał się książką promującą tolerancję i współistnienie.  Znajdziemy na kartach książki katolików i protestantów, gdzie prześladowania dotyczą raz jednych, raz drugich. I znajdziemy tych, którzy prześladowani są zawsze – Żydzi czy czarnoskórzy. Wydźwięk książki i tych nieustannych przepychanej wyznaniowych jest jeden – to głupie. Są ludzie dobrzy i źli, są tacy, którzy chcą mieć lepiej kosztem innych i tacy, którzy dążą do spokojnej koegzystencji. I to wszystko jest niezależne od płci, koloru skóry czy wyznania.

Niezwykle zręcznie napisana, przez co przez te kilkaset stron nie ma ani jednej, która by znudziła czytelnika. Świetna zabawa.

Tytuł: „Słup ognia”

Autor: Ken Follet

Wydawnictwo Albatros

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Jak Polska została Ostatnią Twierdzą – Orzeł Biały 2, Marcin Sergiusz Przybyłek

przez , 05.paź.2017, w Fantastyka

Czas na ważne pytanie. Czy ja, humanistka, mogę się świetnie bawić czytając książkę będącą totalną napierdalanką, zawierającą na dodatek sporą dozę humoru, jakby tu…co najmniej rubasznego? Krótko a treściwie – mogę. I to do łez. Pod warunkiem, że chodzi o „Orła Białego”.

Ci, którzy śledzą tego bloga zapewne pamiętają wpis poświęcony pierwszej części – w skrócie chodzi o to, że w świecie odkryto lekarstwo na nieśmiertelność. Wszędzie na świecie go zażyto, z wyjątkiem Polski, gdzie przeszkody okazały się nie do przeskoczenia. A czy wszyscy, a czy refundowane, a czy zgodne z religią…W efekcie, kiedy N-Gen zaczął powodować skutki uboczne w postaci przekształcania ludzi w krwiożercze, zielonoskóre bestie ze znikomą inteligencją, Polska okazała się prawdziwym Mesjaszem narodów i ostatnią Twierdzą. Przy okazji wyczyściło nam elity polityczne i pozbawiło Polskę kleru, bowiem przedstawiciele jednego i drugiego nielegalnie N-Gen jednak przyjęli. Tylko że teraz Polska musi stawić czoła oblegającym ją z każdej strony siłom. W części pierwszej byli to orkowie niemieccy, a tym razem batalion udaje się z misją na wschód. Bowiem Rosja ma misję niesienia Polsce kultury…

Wiele postapokaliptycznych powieści już czytałam, także tych dotyczących naszego kraju, jednak żadna mnie tak nie ubawiła. I to chyba jest główną siłą tej książki, tak pierwszej, jak i drugiej części. Poczucie humoru, ironia i sarkazm, mocno oparte na obserwacji rzeczywistości i zdecydowanie się do niej odnoszące. Przy czym nie tylko chodzi mi o historię najnowszą, choć też, ale i celne obserwacje socjologiczne.  Wieczne wojenki polsko-polskie, machanie szabelką, kozakowanie, machanie przyrodzeniami (w książce niekoniecznie metaforyczne), kombinowanie, oszustwa i podkładanie świnek. A przy tym troszkę albo i dużo szczerego poświęcenia, zwykłej życzliwości, przyjaźni i troski. Przybyłek bezlitośnie szydzi z wszelkiego zadęcia czy to na gruncie narodowym czy religijnym – wymarsz wojsk odbywa się przy wtórze marszu z „Gwiezdnych wojen”, religijne objawienie składa się ze zbitek typu „dupa sraka”, a namaszczenia dokonuje się przez wbicie kości w…no, tam, gdzie plecy tracą swą szlachetna nazwę. Wulgarnie jest, a jakże, przekleństwa sypią się obficie, ale wszystko to sprawia wrażenie przywracania odpowiednich proporcji rzeczywistości. Bo dla mnie „Orzeł Biały” to świetne lekarstwo na otaczającą nas rzeczywistość.

W porównaniu z częścią pierwszą „Dwójka” zdecydowanie się rozkręca, akcja wiruje jak w karuzeli, skojarzenie goni skojarzenie i wszystko przestaje być oczywiste i czarno-białe. Mamy aluzje do popkultury i mediów, telewizyjnej rozrywki, ksenofobii i rasizmu, ale podział na dobrych naszych, czyli ludzi i „onych złych”, czyli orki, nie jest już tak oczywisty. Więcej tutaj jest też nawiązań do popkultury – komiksów, filmów, książek i gier, od uzbrojenia czy pseudonimów bohaterów począwszy, na typowych orkowych rozrywkach skończywszy (oglądanie własnej wersji „Tańca z gwiazdami” czy „Master chefa”). Mamy też tu i całą masę superbohaterów, a nawet Godzillę i konia z rzędem temu, kto te wszystkie tropy rozszyfruje po pierwszej lekturze. Słowem – stylizowana na przaśną, groteskowa i ironiczna rozrywka inteligentna.

I na koniec moja osobista uwaga. Jak już wspominałam przy części pierwszej, „Orzeł Biały” mocno angażuje ruch fanów. Każdy, kto tylko miał ochotę, mógł zgłaszać akces do znalezienia się na kartach powieści i wymyślenia zrębów swojej postaci. Zrobiło się z tego kilkaset postaci, a niektórzy obrabiają już drugą część. Każdy miał swoje oczekiwania i wymagania, a autor nie dość, że uwzględnił sporo z nich, to jeszcze stworzył z tego spójną całość. Tworząc przy okazji, poza światem fikcyjnym, więzi między realnymi postaciami i silny fanklub.

A, no tak. Ja też znalazłam się w książce ;-)

Tytuł: „Orzeł Biały 2”

Autor: Marcin Sergiusz Przybyłek

Dom Wydawniczy Rebis

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Historia nie dzieje się tylko na polach bitew – rozmowa z Anną Brzezińską

przez , 04.paź.2017, w Powieść historyczna

- Czy jest za mało kobiet w historii? W książkach historycznych, powieściach?

Zdecydowanie tak. I to nie tylko za mało kobiet, ale za mało ludzi spoza elit. Nasza historia, szczególnie ta podręcznikowa, popycha nas w kierunku myślenia o przeszłości jako o tym, co się wydarzyło na polach bitew. Nie neguję tego, że pola bitew mają wpływ na nasze życie, ale wydaje mi się, że ewolucja rodziny, a już od czasów Arystotelesa wiemy, że rodzina też jest polityczna, ma większe przełożenie na to, kim ty jesteś, kim ja jestem niż data bitwy pod Orszą. To jakiś mankament myślenia i spuścizna jeszcze XIX wieku.

- Skąd wybór Jagiellonek jako bohaterek powieści?

Mało romantycznie – ponieważ jest to moja podstawowa specjalizacja jako historyczki. Po drugie uważam, że to świetne historie. Żal, że są tak nieznane. Oczywiście nasza jagiellońska historia nie jest tak spektakularna i pełna skrytobójczych mordów jak losy Borgiów czy Tudorów ale paradoksalnie Tudorowie są niezłą paralelą, bo myśmy się mierzyli z bardzo podobnymi wyzwaniami. Mieliśmy dynastię, której dziedzic nie potrafił doczekać się potomstwa płci męskiej. Też mieliśmy króla, który próbował się rozwieść. Tylko że w Polsce a właściwie w Koronie i na Litwie szukano zupełnie innych odpowiedzi niż w Anglii Tudorów. Jest coś gorzkiego w fakcie, że wiemy, kim był Henryk VIII a tak słabo znamy losy naszej własnej dynastii.

- Tym bardziej, że był to czas, kiedy Polska rzeczywiście była elementem europejskiej polityki i dynastycznej układanki.

Starałam się pokazać naszą dynastię jako część wielkiej, europejskiej rodziny i pokazać ciągłość kulturową monarchii Jagiellonów i całej chrześcijańskiej republiki europejskiej. Starałam się pokazać, że nasze królewny dorastały wśród tych samych opowieści, że też wiedziały, kim byli rycerze Okrągłego Stołu. W skarbcu jagiellońskim jest takie pudełko na szachy z płaskorzeźbami przedstawiającymi historie zaczerpnięte z romansów rycerskich. Wszystkie królewny XVI-wieczne dorastały wśród tych samych legend o świętych, opowieści zaczerpniętych z Biblii i materii antycznej. No i rodziła się kultura narodowa. Ona też wymieniała wątki między sobą. Ta ciągłość kultury europejskiej często nam umyka. No i takie niezmiernie długie trwanie – to, że niektóre żarciki Reja czy Kochanowskiego mają początek jeszcze w literaturze antycznej i są przez kolejnych twórców transformowane, opowiadane na nowo – to też wydawało mi się ważne.

- Książka przełamuje złą opinię na temat jednej osoby – królowej Bony.

Bona była kontrowersyjna. Mnie jest jej bardzo często żal, bo wydaje mi się, że ona tak strasznie nie rozumiała polskiej kultury politycznej. Ta jej wielka ofensywa wokół elekcji vivente rege, czyli posadzenia na tronie Zygmunta Augusta za życia jego ojca, króla Zygmunta Starego była zrozumiała z psychologicznego punktu widzenia. Ona sama doświadczyła przecież rodzinnej tragedii i jej rodzinne księstwo Mediolanu, jedno z najbogatszych miast ówczesnej Italii wymknęło się z rąk tej gałęzi Sforzów. A potem jej brat i dziedzic ojca został wzięty jako zakładnik przez króla francuskiego i tam zginął w wypadku, spadł z konia. To straszna tragedia i pokazuje, jak kruche jest życie dziedzica tronu. Myślę, że w tym kontekście powinniśmy myśleć o rzekomej nadopiekuńczości Bony, która, także według wielu współczesnych historyków straszliwie tego syna niańczyła. Ja bym też nie była taka wyrywna, żeby mojego wysyłać na pole bitwy. Starałam się w królowej Bonie zobaczyć nie tylko tę mroczną postać z pamfletów szlacheckich, ale przede wszystkim człowieka. To nie znaczy, że nie widzę jej błędów. To, że nie wydała za mąż swoich trzech najmłodszych córek uważam za ogromny skandal. Bardziej się tych dziewczyn nie dało skrzywdzić. To nie były czasy sprzyjające staropanieństwu – nawet nie próbuję używać określenia „singielki”, bo takiego słowa nie było i takiego losu też nie. Królowa, pochłonięta swoimi zmaganiami z Habsburgami, o swoich córkach najzwyczajniej nie pomyślała wtedy, kiedy należało o tym pomyśleć. Na jej usprawiedliwienie możemy powiedzieć, że nawet Habsburgowie nie byli w stanie w tamtej epoce wydać za mąż wszystkich swoich córek. To nie jest tak, że nie podejmowano kroków – może nie starano się wystarczająco energicznie. Natomiast ciężko mi w Bonie zobaczyć mityczną figurę zła – naszą funkcją nie jest tworzenie mitów, ale próba dotarcia do człowieka.

- A propos człowieka – „Córki Wawelu” to książka historyczna ale opowiedziana z bardzo nietypowego punktu widzenia. Powiernicy królewien, dwórki – karlicy Dosi. Skąd ten pomysł, skąd ta postać?

- Dosia jest w kolekcjach listów królewien. Ona rzeczywiście była zaufaną służką królewny Katarzyny Jagiellonki. Często zdarzało się w tamtej epoce, że karlice należały do ulubionych i zaufanych osób na dworze królowych. Nic nie wiemy o wczesnych latach Dosi, tutaj wszystko wymyśliłam. Ale pojawia nam się w korespondencji czy jako autorka listów, kiedy królewna Katarzyna jest uwięziona w Gripsholmie w Szwecji. Wiemy, że Katarzyna mogła wtedy wziąć ze sobą bardzo niewiele sług – dwóch służących, dwie panny z fraucymeru i dwie karlice. Jedną z nich była Dosia – to jest miarą zaufania królewny. Drugi taki moment, który świadczy o tym, jak blisko one były ze sobą związane to fakt, że Dosia została opiekunką królewskich dzieci, w tym następcy tronu, Zygmunta III Wazy. I ona naprawdę jeździł na niej jak na koniku, bo Dosia to opisała – że królewicz dorasta i robi się coraz cięższy.

- Wybór tej postaci jako wiodącej daje ciekawe możliwości fabularne. Karlica więcej widzi, zupełnie inaczej ocenia.

Na dworach królewskich i domostwach arystokracji często pojawiały się kobiety z plebsu i nie zawsze pojawiały się jako służące do zamiatania podłóg. To widać w teatrze elżbietańskim, teatrze czasów króla Jakuba – że te postaci mają dwoisty status. Z jednej strony są niżej w hierarchii społecznej, co ma przełożenie na relacje z pracodawcą, a z drugiej strony mają pewną władzę, bowiem mogą poruszać się swobodnie w poprzek tej hierarchii. Kiedy królowa chce zebrać wieści, nie może swobodnie poruszać się po mieście. Królowa nigdy nie jest sama, zawsze spoczywa na niej czyjś wzrok. Natomiast karlica może pójść praktycznie dokąd chce. Dlatego służki z plebsu były tak pożyteczne.

- W książce opisujesz tę część historii, która nie pojawia się w podręcznikach czy opracowaniach. Komnaty porodowe, wywód… Czy było trudno znaleźć takie informacje i skąd taka koncepcja?

Uważam, że to ważne jak przychodzimy na świat. Często zapominamy, że pewne fakty nie są tylko faktami biologicznymi. Takie rzeczy jak zdrowie i choroba są także faktami społecznymi. Zależało mi na pokazaniu, że pewne rzeczy, które wydaja nam się tak naturalne, że nie może być inaczej, bywały zupełnie inaczej rozumiane. Obok nas teraz siedzi dziecko i wydaje nam się naturalne, że obowiązkiem rodzicielskim jest bliskość. Kiedyś tak nie było.

Czy było trudno dotrzeć do tego rodzaju informacji?

- Nie. Te tematy są dosyć dobrze opracowane od kilkudziesięciu lat. Są kontynuowane też badania nad historią codzienności. Pewną trudnością było to, że Jagiellonowie nie byli formalistami. O ile na dworze angielskim czy burgundzkim wszystko było uregulowane – to u nas takich dokumentów nie było. Więc musiałam sobie to rekonstruować i robić hipotezę, jak to u nas mogło być, porównując to z innymi dworami. Jeśli był jakiś wyrazisty wzorzec to uznawałam, że u nas pewnie było podobnie. Ale zawsze starałam się zaznaczać, gdzie opieramy się na źródłach, a gdzie jest to hipoteza na podstawie innych krajów.

- Wiesz może jaka jest reakcja historyków na twoją fabularyzowaną historię Jagiellonek?

Nie wiem, ale nie pisałam jej dla historyków. Zresztą to nie jest tak, że każdy historyk wie wszystko o każdej epoce. Jakbyś mnie zapytała o XIX wiek, to starałabym się odwracać twoją uwagę od swojej niekompetencji. Ale nas przede wszystkim uczą poszukiwania odpowiedzi. Jeśli jakiś historyk będzie ciekaw, jak wyglądał poród, to sobie to sprawdzi. Natomiast zależało mi, żebyśmy dali szansę ludziom nie będącymi historykami, żeby tę opowieść poznali.

- Czy któraś z królewien jest twoją ulubienicą?

Gdybym miała wybierać, kim bym chciała być, to wolałabym być mądrą Zofią. Ona miała życie pozbawione fajerwerków ale spokojne, a pisarz swoje przygody przeżywa i tak w wyobraźni – i uważam, że to komfortowa sytuacja. Bardzo lubię każdą z nich. Każda jest inna i nawet nie potrafię ich ocenić. W jakimś wywiadzie zapytano mnie, która z nich zrobiła większą karierę. Jak to mam ocenić?  Żadna nie chciała robić kariery a która była szczęśliwsza…skąd mam to wiedzieć? I znowu to ten moment – to pytanie o karierę, o szczęście – kiedy nam się rozjeżdżają epoki. Nasza epoka odkleja się od tego, co było kiedyś. Królewny nie żyły po to, żeby się realizować. To nie były czasy, w których czujemy się zobligowani do tego, żeby nie zmarnować szansy i żyć pełnią życia. To czasy, kiedy żyje się do pełnienia pewnej roli, kiedy władza jest obowiązkiem, nie tylko przywilejem. Jagiellonowie mieli bardzo wysoką etykę władzy. Jest taka mordercza relacja jednego z posłów na dworze króla Władysława, króla Czech i Węgier.  Ten poseł powiedział: „król żaden, ale człowiek znakomity”. To da się powiedzieć o wielu Jagiellonach. To myślenie króla Zygmunta, który tak paskudnie się dawał ogrywać i książętom moskiewskim, i Habsburgom… I który potrafił powiedzieć swojej żonie, że on się nie będzie ubiegał o jakieś tam księstwo śląskie, bo ono należy do jego bratanka, a Zygmunt uważał, że ma dosyć swoich ziem i nie musi wyciągać ręki po cudze. Z naszej perspektywy może nie był więc to idealny władca ale był bliski temu, o czym pisał Erazm z Rotterdamu: ideału świeckiego monarchy, sprawiedliwego, świątobliwego, dobrego władcy. Córki Zygmunta były wychowane w takim etosie. One żyły po to, żeby wypełnić obowiązki, które na nie nakładano.

- Jako krakuska muszę cię o to zapytać – przeszłaś Wawel na własnych nogach?

Nie i w ogóle strasznie się w Krakowie gubię, bo tu się wszystko pozmieniało. Ale nie trzeba tego robić, są świetne badania. Nawet badania fitobotaniczne. Na przykład, jakie pyłki w jakiej epoce były na Wawelu. I wiemy np., że za ostatnich Piastów nie rosły tutaj bławatki, które pojawiły się późno. Bardzo ciekawe zresztą są te badania dotyczące historii biologicznej.

- Czy to jest feministyczna książka? Gdzie przez feminizm rozumiem równe prawa kobiet, w tym równe prawa do zaistnienia na kartach historii?

Bez problemu. Nie odżegnuję się od feminizmu, ale ta książka nie jest napisana z jakąkolwiek tezą. Nie uważam, że ta czy inna płeć jest ważniejsza, mądrzejsza czy lepsza od innej. Zawsze powtarzam, że to bardzo dobrze, że mamy te wszystkie polityczki prawicowe, bo one pokazują nam bardzo feministyczna wiadomość –  że kobieta może być równie głupia, łapczywa i pazerna na władzę jak każdy chłop. Bardzo równościowy przekaz.

- Ostatnie pytanie. Czy będzie jeszcze jakaś powieść fantastyczna twojego autorstwa?

W najbliższej przyszłości nie planuję. Nie odżegnuję się, ale wykorzystywałam fantastykę do powiedzenia czegoś o przeszłości i mam wrażenie, że doszłam do pewnej bariery. Że przy pomocy tego narzędzia już nic fajnego nie napiszę. Natomiast Nabokov powiedział, że każda powieść jest fantastyczna, bo każda jest konstrukcją świata i jego wymyślaniem. Więc z tego punktu widzenia każda następna książka będzie fantastyczna.

 

 

 

 

 

 

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...