Bez kategorii

O kobietach, które zbudowały polskie mocarstwo

przez , 30.lis.2017, w Bez kategorii

O Jadwidze Andegaweńskiej, królowej Polski, uczyliśmy się na lekcjach historii (mam nadzieję, że dalej się o niej uczy). Krakowianie i ci, którzy jako turyści odwiedzają Katedrę Wawelską mogą oglądać jej nagrobek. Jak ktoś jest katolikiem, może się do polskiej królowej modlić, bowiem ogłoszoną ją świętą. Traktuje się ją jednak jako żeński wyjątek wśród piastujących polską koronę mężczyzn. Błąd, bowiem Jadwiga Andegaweńska ani nie była pierwszą, ani jedyna kobietą, która pokazała, że może rządzić, i to samodzielnie. Polskie mocarstwo zbudowały trzy niesamowicie silne kobiety, które nie dały się ustawić w roli marionetek czy łatwych do kierowania pozorantek.

Historyk Kamil Janicki po raz kolejny zajmuje się kobietami w polskiej historii – „Damy polskiego imperium” pokazują trzy z nich. To wspomniana już Jadwiga Andegaweńska, jej babka Elżbieta Łokietkówna i prababka, Jadwiga Kaliska. Wszystkie trzy rządziły w Polsce i budowały nie tylko dynastię, ale i dysponowały potężnymi wpływami, jak ryby w wodzie czując się w światowej polityce. Janicki opisuje, jak sprawnie Jadwiga Kaliska pomagała mężowi, Władysławowi Łokietkowi w sprawowaniu władzy i zdobyciu korony. Była to kobieta nie tylko obdarzona niesamowitym politycznym wyczuciem, ale i odważna – go dowiodła pod nieobecność męża dowodząc obroną Wawelu. Gdy Łokietka wygnano z kraju, to na barkach Jadwigi spoczywała troska o przetrwanie dynastii. Po śmierci męża nie zaprzestała swojej działalności politycznej, a gdy władzę przejął jej syn, Kazimierz Wielki, Jadwiga z klasztory w Nowym Sączu niemal do samej śmierci sprawnie zarządzała przyznanymi jej włościami na Sądecczyźnie. Elżbieta Łokietkówna, córka Jadwigi, była potężna panią, trzęsącą Europą (i to nie tylko dlatego, że jej małżonek słynął z twardego charakteru). Elżbieta dysponowała potężnymi funduszami i miała jasną i sprecyzowaną wizję dynastyczną. Straciła dłoń w zamachu, ale wcale jej to nie osłabiło. Kiedy w w Polsce umarł jej brat a tron przypadł jej synowi, piastowała w Polsce stanowisko regentki. Zresztą syn Elżbiety, Ludwik, władca równie stanowczy jak ojciec, mocno ufał politycznemu wyczuciu matki i jej umiejętnością. Ostatnia z opisywanych dam, wnuczka Elżbiety, miała być zwykłą, łatwą do kierowania marionetką. I mimo iż nikt jej nie przygotował do roli królowej i wydano ją za mąż za budzącego grozę Litwina (Jagiełłę), utorowała drogę do polskiej potęgi.

Janicki w sposób klarowny, ale drobiazgowy opisuje politykę tamtych czasów – zarówno polską jak i węgierską, oczywiście nie pomijając roli papieży czy niemieckich sąsiadów. Analizuje kroniki i rozszyfrowuje niechęć kronikarzy do kobiet na tronie (i niechęć polskich możnych, tak nawiasem mówiąc, dla których kobieta na tronie była czymś w rodzaju świętokradztwa), przedstawia hipotezy i wyniki badań, przytacza legendy i stara się je rozszyfrować. Bynajmniej nie stara się za to wspomnianych królowych wepchnąć na piedestał. Widzi ich upór, strach przed utratą wpływów, zachowania moralnie naganne, jak to, które doprowadziło do utraty dłoni przez Elżbietę (chodzi o historię pewnej dwórki, zachowanie polskiego następcy tronu i oskarżenie o gwałt). Wszystko po to, żeby przybliżyć czytelnikowi mało znane fragmenty naszej rodzimej historii.

Tytuł: „Damy polskiego imperium. Kobiety, które zbudowały mocarstwo”

Autor: Kamil Janicki

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Dlaczego trzeba kornika zostawić w spokoju? – Nieznane więzi natury, Peter Wohlleben

przez , 25.lis.2017, w Bez kategorii

Peter Wohlleben – człowiek, który sprawił, że ludzie spojrzeli na świat uważniej. I może z większą pokorą. Odkrywając nam tajemnice świata drzew czy zwierzęcych zachowań Peter przekazuje nam wielką prawdę – w wielkiej machinie natury jesteśmy małym trybikiem. Który na dodatek arogancko uzurpuje sobie prawo do wszechwiedzy i manipulowania światem. WIE LEPIEJ. Tymczasem o naturze wiemy zaledwie odrobinę i dobitnie nam to autor pokazuje w „Nieznanych więziach natury”.

W skrócie książka mówi o sieci zależności istniejącej w naturze. W której każdy ma swoje miejsce i z elastycznością, o której nie mieliśmy najbledszego pojęcia potrafi się dostosowywać do zmiennych warunków. A nawet te warunki kreować. Wohlleben pokazuje w tej książce, że nasze, ludzkie ocenianie natury z perspektywy „to jest pożyteczne a to nie” jest fikcją i pomyłką. W naturze każdy organizm ma swoje miejsce a wyeliminowanie go potrafi mieć niewyobrażalne skutki. W eliminowaniu akurat ludzie są bardzo dobrzy. Tak samo jak w ulepszaniu. Podczas gdy nasze dobre intencje najczęściej doprowadzają do psucia precyzyjnych mechanizmów, a także wyeliminowania części gatunków. Wohlleben potępia tworzenie leśnych monokultur, pokazuje, jak negatywne efekty daje dokarmianie dzikich zwierząt, czym kończy się ta nasza „zrównoważona gospodarka leśna”. To ciekawy głos biorąc pod uwagę przewalającą się w Polsce dyskusję na temat kornika i Puszczy Białowieskiej. Zresztą – o korniku i tym, czy należy zaatakowane przez niego drzewa usuwać z lasu także pisze Wohlleben.

Punktem wyjścia dla książki jest zjawisko, do którego doszło w Parku Narodowym w Yellowstone. Jakiś czas temu wytępiono tam wilki. Które miały stwarzać zagrożenie dla zwierząt hodowlanych. Mocno natomiast wspierano rozród roślinożerców, obficie je dokarmiając. W efekcie doszło do zmian w drzewostanie, a to z kolei pociągnęło za sobą nawet zmianę biegu rzeki. W 1995 roku ponownie zasiedlono wilkami park. I pociągnęło to za sobą niesamowite skutki. Zmieniła się roślinność, pojawiło się więcej ptaków, rzeka ustabilizowała swoje koryto. Jak? Wohlleben precyzyjnie pokazuje, jak jeden organizm wpłynął na drugi, z podkreśleniem dobroczynnej działalności jednego czynnika. Zaprzestania ludzkiej ingerencji.

Autor książki nie jest zwolennikiem wybicia wszystkich ludzi, uznaje to, że my również mamy swoje miejsce. Zwraca tylko naszą uwagę na to, że nie powinniśmy dawać sobie prawa do wszechwiedzy i zdecydowanie powinniśmy kierować się większą uważnością w naszym działaniu na ziemi. Bo chcąc zrobić sobie dobrze, robimy bardzo źle także właśnie sobie.

Peter Wohlleben pisze o naturze w sposób zrozumiały i pasjonujący. Klarownie i dobitnie. „Nieznane więzi natury” stanowią zakończenie – i podsumowanie cyklu, który przybliżyć nam miał tajemniczy wciąż świat natury. I uważam, że zrobił to bardzo dobrze.

Tytuł: „Nieznane więzi natury”

Autor: Peter Wohlleben

Wydawnictwo Otwarte

 

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Choroby, które siedzą w głowie

przez , 19.lis.2017, w Bez kategorii

Od czasu słynnej książki Oliviera Sacksa „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” wiemy już, że ludzki mózg i to, co się z nim dzieje, może mieć zadziwiające przełożenie na zachowania ludzkiego ciała. Książka Suzanne O’Sullivan idzie dalej – pokazuje, jak realny wpływ na to, jak zachowuje się nasze ciało, ma nasz umysł.

„Wszystko jest w twojej głowie” to książka o chorobach psychosomatycznych. Tych „z głowy”. O których potoczna wiedza jest bardzo niewielka i niezgodna z rzeczywistością. Co, jak pokazują przypadki opisane w książce, stanowi czasem bardzo poważną przeszkodę w leczeniu. Bowiem potoczne rozumienie chorób psychosomatycznych jest takie, że chory „wymyśla”. Że to jego urojenie, że udaje. A tymczasem choroba psychosomatyczna to bardzo realna, fizyczna choroba, z bardzo groźnymi czasem objawami, której przyczyny leżą w psychice pacjenta. W ten sposób chory się broni przed czymś lub woła o uwagę. I nie, objawów, o których mowa, nie da się udawać. Nie da się udawać paraliżu, utraty wzroku, bólu.

Każdy z nas mniej lub bardziej miał do czynienia z objawami psychosomatycznymi. Ból brzucha czy drżenie rąk ze stresu. Może gorączka przed ważnym egzaminem? Wymioty, omdlenia… Czasem sytuacja stresogenna przechodzi, a razem z nią objawy. Czasem się utrzymuje a objawy się nasilają i przybierają inną formę. Ataków padaczkowych, wysypek, paraliżu. Najważniejsze w tych przypadkach to prawidłowa diagnoza oraz praca z psychologiem. Jednak często jest to bardzo trudne, głównie ze względu na nastawienie pacjenta.

Autorka książki, Suzanne O’Sullivan jest neurolożką z ogromnym doświadczeniem w pracy z pacjentami psychosomatycznymi. W książce opisuje kilka przypadków, które nauczyły ją bardzo wiele zarówno o tych chorobach, jak i diagnozowaniu czy pracy z pacjentem. Opisuje nie tylko przypadki, ale także historię badań nad chorobami psychosomatycznymi, nad tzw. słynną histerią; sposoby leczenia, czasem absurdalne, czasem groteskowe, czasem groźne. Opisuje też, jak powszechne są choroby psychosomatyczne i jak wielki wpływ mają na czysto ekonomiczne aspekty w publicznej służbie zdrowia. To o tyle niezwykła książka, że lekarz w niej mówi wprost, jak niewiele medycyna wie o schorzeniach psychosomatycznych i ich leczeniu. Chociażby diagnozowanie – chorób tych nie rozpoznaje się dzięki jakimś objawom ale dlatego, że badając bardzo dokładnie jakieś objawy wyklucza się „fizyczne” przyczyny choroby. Kiepska podstawa, czyż nie?

Pasjonująca książka popularnonaukowa dla tych, których interesują tajemnice ludzkiego umysłu i ciała.

Tytuł: „Wszystko jest w twojej głowie. Opowieści o chorobach psychosomatycznych”

Autorka: Suzanne O’Sullivan

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Szczepana Twardocha Ballada o pewnej panience

przez , 13.lis.2017, w Bez kategorii

Krótkie, treściwe, nasycone językiem, powalające wyobraźnią i puentą – czyli opowiadania Szczepana Twardocha.

Po Twardocha zawsze warto sięgnąć – nawet jeśli to kotlet odświeżany, bo część opowiadań prezentowanych w tomie „Ballada o pewnej panience” już ukazało się w w tomie „tak jest dobrze” w 2011 roku. Ale od tamtego czasu kariera pisarza zdążyła się niebagatelnie rozwinąć. I nie mam tu na myśli opinii „najprzystojniejszego polskiego autora” (de gustibus, jak wiadomo, non est disputandum, ja tam wolę facetów w typie wikinga). Przede wszystkim od tamtej pory ukazały się trzy znakomite powieści Twardocha, czyli „Morfina”, „Drach” i „Król”. Już wiadomo, że ten pisarz ma sporo do powiedzenia, na dodatek ma znakomity warsztat pisarski i nie boi się tematycznej różnorodności. Tak samo jest w opowiadaniach – w „Balladzie o pewnej panience” mamy i prozę obyczajową, i fantastykę, i naturalizm, taki trochę spod znaku Zoli, robotniczo-górniczy, tylko przycięty do znieczulonej kulturą masową i codziennymi niusami wrażliwości odbiorcy. Tematyka stała i taka, która nigdy się nie znudzi – człowiek. Jego motywacje, emocje, przemiany, refleksje, dramaty, radości i grzechy. Tęsknoty i poczucie winy. Skrzywione życiorysy i pozorne sukcesy. Sprawy błahe i te ważne, ukryte pod całą masą błahych, rozpoznane dopiero wtedy, kiedy jest za późno.

Mnie w tym tomie podobają się dwie rzeczy – właśnie ten górniczy klimat Śląska, z jego gwarą i mentalnością, gdzie gruba ponad wszystko i rodzina ponad wszystko, tak jak w opowiadaniu „Ballada o Jakubie Bieli”. A dwa – nieco oniryczny klimat widziadła sennego, przechodzącego momentami w koszmar, bo i konwencji fantastyki czy horroru Twardoch się nie boi. Przy umiejętności budowania klimatu i metafory jest jednocześnie pisarzem zdyscyplinowanym, żadne słowo nie jest zbyteczne. Wszystkie są jak celnie wymierzone kule – co szczególnie widać w krótkiej formie.

Jeśli ktoś jeszcze nie miał do czynienia z prozą Twardocha opowiadania będą dobrym wstępem. Czy też przekąską.

Tytuł: „Ballada o pewnej panience”

Autor: Szczepan Twardoch

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Kobiety gór – Himalaistki, Mariusz Sepioło

przez , 08.lis.2017, w Bez kategorii

Opowieść o kobietach, które pokonają każdą górę – tak brzmi podtytuł „Himalaistek”. Każdą, nie tylko tę fizyczną. Bo w reportażu Mariusza Sepioło jest tyle samo o wspinaczce, co o pokonywaniu własnych słabości, czy też prawdziwych Himalajów trudności finansowych czy…ogólnych, jakie były codziennością w PRL-u. Oraz innych gór – uprzedzeń męskiego środowiska czy otoczenia spodziewającego się, że kobieta z pasją natychmiast tę pasję porzuci w momencie założenia rodziny czy urodzenia dzieci. Okazuje się, że niekoniecznie, ale bohaterki często z zaciśniętymi zębami z tymi oczekiwaniami musiały walczyć.

W książce znajdziemy rozmowy i sylwetki 14 wspaniałych kobiet. Tych reprezentujących starsze pokolenie, gdzie najbardziej znaną jest Wanda Rutkiewicz, ale oprócz niej pojawiają się Halina Krüger-Syrokomska, Anna Okopińska, Dobrosława Miodowicz-Wolf, Alicja Bednarz, Ewa Panejko-Pankiewicz, Joanna Piotrowicz. W części „Dziś” Sepioło rozmawia z Kingą Baranowską, Agnieszką Bielecką, Izabelą Czaplicką, Aleksandrą Dzik, Katarzyną Skłodowską, Małgorzatą Jurewicz i Sylwią Bukowicką. Te młodsze mają lepiej o tyle, że maja dostęp do sprzętu, nie mają kłopotów z uzyskaniem paszportów, mogą zakładać najnowocześniejszą odzież a nie chałupniczo szyte ciuchy. Nie torują już dróg jako pierwsze kobiety czy pierwsze Polki, zmieniło się podejście do gór i wspinaczki. Ale tak samo są przesycone pasją, jak ich starsze koleżanki. Wśród całej czternastki są takie, dla których cel był ważniejszy niż koleżeństwo. Ale i takie, które rezygnowały ze szczytu, żeby komuś pomóc. Może i słabsze fizycznie od mężczyzn, ale „strong as hell” psychicznie. I dla niektórych miłość do gór także skończyła się dramatycznie. Kontuzją, utratą zdrowia, śmiercią. Ciała Wandy Rutkiewicz nigdy nie znaleziono, śmierć Haliny Krüger, z powodu udaru, we śnie, jest tragedią dla jej wspinających się koleżanek. Mrówka, czyli Dobrosława Miodowicz -Wolf umiera z wyczerpania na ścianie. Ich historie to historie uniwersalne – o etyce zachowań w górach, o ciężkich wyborach, o towarzyszach wspinaczki, błędach w ocenie, których góry nie wybaczają. I kobiety bynajmniej nie są jakąś odseparowaną grupą, której te problemy nie dotyczą.

Jest jeszcze jedna kwestia, poruszana w książce bardzo mocno – szowinizmu ludzi gór. Pomyślałabym, że to pieśń przeszłości gdyby nie sytuacja podczas oficjalnej tegorocznej prezentacji wyprawy na K2, gdzie szowinistyczny tekst organizatora dotyczył jedynej żeńskiej kandydatki do wyprawy. Jednej z bohaterek „Himalaistek” zresztą – Agny Bieleckiej. Gdy czyta się tę książkę trudno oprzeć się wrażeniu, że te kobiety musiały mieć charaktery ze stali. Traktowane jak maskotki, pomijane przy planowaniu wypraw, walczące o przyjęcie do organizacji wspinaczkowych. Nieludzko uparte i zawzięte udowadniały że mogą – a musiały przy tym być twardsze niż mężczyźni. Dziś już tylko całkowici ignoranci mogą twierdzić, że wspinaczka wysokogórska to domena mężczyzn. Choć sytuacja z Agne pokazała, że takich ignorantów bynajmniej nie brakuje.

Świetnie przeprowadzone wywiady i wielki szacun dla autora, bo bardzo często musiał ze swoimi rozmówcami poruszać tematy trudne. Śmierć bliskich, żałoba, złość, gniew, żal. Udało się Mariuszowi Sepioło zrobić poruszający, chwytający za serce, ale bynajmniej nie przesycony sentymentalizmem reportaż.

Tytuł: Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonały każdy szczyt

Autor: Mariusz Sepioło

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...