Bez kategorii

Życie w notatkach Jonathana Carrolla

przez , 13.cze.2017, w Bez kategorii

To nawet nie opowiadania, tylko coś w rodzaju notatek, spostrzeżeń, zapisków na serwetkach. Różnica jest taka, że ich autorem jest Jonathan Carroll, niezwykle popularny w Polsce pisarz.

Część notek to coś w rodzaju mikroprzypowieści, część historie ze spotkań, zainspirowane jakimś – niekoniecznie ważnym i znanym człowiekiem, część to po prostu przemyślenia na podstawie tego, co autora otacza. O pasji, miłości, pisaniu, relacjach z drugim człowiekiem, zwierzętach. O rzeczach osobistych i tych z pierwszych stron gazet. Krótkie, nigdy nie przekraczające dwóch stron, często bez fabuły, za to zawsze z puentą dopisywana przez wrażliwość pisarza. Nie łączy tych krótkich form ze sobą nic poza osobą obserwatora, który czasem też jest uczestnikiem i głównym bohaterem – czyli Jonathanem Carrollem. Dla fanów pisarza to może być okazja do poznania szczegółów jego życia, ulubionych restauracji, spotkań z czytelnikami, spacerów z psem, ale także odpowiedzią o inspirację i skąd się biorą bohaterowie powieści Carrolla. To nie cytaty w stylu Paulo Coelho, chociaż niektóre z tych impresji są o rzeczach tak prostych, że aż banalnych.

Pytanie, jakie przyświeca autorowi tych notatek jest proste, ale zasadnicze: co dodałeś do tego świata? Co dodał on jako autor i jako człowiek, co dodajesz ty. To mogą być proste rzeczy – dotyk, uśmiech, pogłaskanie psa, zapach kawy, plusk deszczu. Ślad odciśnięty na chwilę w innym życiu, w cudzym życiu. Wszystko, nawet rzeczy pozornie nieważne i małe, mogą urastać do rangi wydarzeń zmieniających cudze życie. Trzeba się tylko na te sygnały otworzyć. „Kolacja dla wrony” to  taka mapa czy tez przewodnik, jak być otwartym na to, co niesie nam rzeczywistość.

Jonathan Carroll to jeden z najpopularniejszych w Polsce pisarzy amerykańskich. Wiedeńczyk z wyboru, twórca magicznych światów przelanych na karty książek. REBIS opublikował wszystkie jego powieści – m.in. najsłynniejszą Krainę Chichów (polecaną w Polsce przez Stanisława Lema; Carroll uczył w Wiedniu jego syna, Tomasza), a także Dziecko na niebie, Śpiąc w płomieniu, Zakochanego ducha, trzy zbiory opowiadań i jeden zbiór scenariuszy filmowych oraz książkę-blog Oko dnia.

Tytuł: „Kolacja dla wrony”

Autor: Jonathan Carroll

Dom Wydawniczy Rebis

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Duchowe życie zwierząt – Peter Wohlleben

przez , 12.kwi.2017, w Bez kategorii

Kury, które kłamią, zawstydzone konie czy współczujące konie? Tak, to prawda. Po światowym sukcesie, jakim było „Sekretne życie drzew” Peter Wohlleben, niemiecki leśnik postanowił nam przybliżyć świat zwierząt. I rozprawia się ze wszystkimi tymi, którzy twierdzą, że zwierzęta nie mają duszy, nie czują i służą tylko naszej człowieczej rozrywce. I choć Wohlleben nie namawia na przykład nikogo do zarzucenia jedzenia mięsa, to jego książka pokazuje, jak niewiele wiemy o naszych „braciach mniejszych”. I jak bardzo w swoim wygodnictwie nie dopuszczamy do siebie pewnych faktów.

Peter Wohlleben to przede wszystkim praktyk – leśnik żyjący maksymalnie w zgodzie z naturą i szanujący jej prawa. Nie lubi ingerencji człowieka i nie owija w bawełnę popartych obserwacjami opinii o tym, jak nasze działania i wysiłki zabójczo działają na naturę. Przy czym natura według jego pojęcia to nie zamknięty, ograniczony świat, nietknięty ludzka stopą. Natura według autora to nieustannie zmieniający się i dopasowujący się do warunków świat, w którym lisy, gołębie, jerzyki, łasice, jeże, sarny i dziki potrafią odnaleźć swoje miejsce w enklawach ściśle zamieszkałych przez ludzi, na przykład w wielkich miastach. No cóż, osobiście parę razy spotkałam lisa pod moja klatką pośrodku nowohuckiego osiedla, jaskółki rok w rok zakładają gniazda pod okapem mojego okna na 8 piętrze bloku a ostatnio jak wracałam z przebieżki, na ostatnich metrach ścigałam się z biegnącą slalomem po chodniku łasicą.

Wohlleben pisze w największym uogólnieniu o tym, czy między zwierzętami a ludźmi jest duża różnica i – na czym tak naprawdę ona polega. I czy mamy prawo nazywać siebie koroną stworzenia (nie mamy, bo natura stworzyła znacznie więcej doskonalszych od człowieka organizmów). Skupia się tu autor na cechach, które uznaje się za wyznacznik „człowieczeństwa” – miłości macierzyńskiej, bezinteresowności, współczuciu, poczuciu humoru, zdolności do kojarzenia faktów czy nauki, wdzięczności, zdolności przewidywania czy kłamstwie. I przytaczając przykłady zarówno ze swojego podwórka, lasu i zagrody, jak i posiłkując się naukowymi badaniami i doświadczeniami dobitnie wskazuje nam, że zwierzęta są bardziej „ludzkie” niż myśleliśmy czy jesteśmy skłonni przypuszczać. Przy czym daleki jest Wohlleben, podobnie jak w przypadku roślin od jakichkolwiek ocen moralnych, za to wskazuje nam na względność i zawodność takich ocen.

To świetnie i przystępnym językiem napisany przewodnik po naturze zwierzęcia. I tak samo jak część pierwsza zmusza czytelnika do zastanowienia się, czym tak naprawdę jesteśmy my w świecie roślin i zwierząt. Książka bez moralizowania, bez sztucznej ckliwości, rzeczowa a jednocześnie pisana niezwykle plastycznym językiem, o naukowych sprawach w sposób łatwy i przystępny.

Lektura dla każdej grupy wiekowej.

Tytuł: „Duchowe życie zwierząt”

Autor: Peter Wohlleben

Wydawnictwo Otwarte

 

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Sekrety świata roślin

przez , 23.mar.2017, w Bez kategorii

W dziwnych czasach żyjemy. Z jednej strony gardłujemy, że święte prawo własności upoważnia nas do wyrżnięcia na własnym terenie wszystkiego, co zielone – z drugiej – protestujemy, manifestujemy, przestawiamy się na wege jedzenie a „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena staje się światowym bestsellerem.  Z jednej strony mamy tych, którzy uważają, że Bóg uczynił ziemię poddaną człowiekowi a myśliwy i drwal to tak naprawdę obrońca przyrody – z drugiej tych, którzy najzwyczajniej w świecie potrafią się rozpłakać, bo ktoś właśnie ściął drzewo, na którym jako dziecko mieli huśtawkę.

Zdecydowanie nie potrafiliśmy w sobie wypracować metody współistnienia z naszymi zwierzęco – roślinnymi braćmi. Pojawia się jednak tego współistnienia coraz więcej podręczników (jak książki wspomnianego już Wohllebena czy kolejny bestseller, „Życie pasterza” Jamesa Rebanksa) i przewodników, przypominających nam wiedzę naszych babek, rozmaitych szamanów i czarowników, nawet rolników. Ludzi, którzy potrafili czerpać z ogromnego skarbca, jakim jest natura, nie doprowadzając do kompletnej ruiny.

„Sekrety roślin” przypomina mi stare kalendarze, które dawno, dawno temu babcia wieszała w kuchni. To taki miszmasz encyklopedycznej wiedzy o naukowcach i odkryciach, przeplatany ciekawostkami i poradami, na przykład jaka roślina i w jaki sposób się posłużyć, żeby wypędzić muchy z kuchni. Znajdziemy tu całą masę wiedzy, powiedziałabym, krzyżówkowo-domowej, takiej, która zapadnie gdzieś w pamięć i nigdy w życiu nam się nie przyda aż po taka, którą możemy wykorzystać (chociaż w tym drugim przypadku to ja może bym jednak sięgnęła po dodatkowe źródło). To nie tak fascynująca opowieść jak wspominane wyżej „Sekretne życie drzew”, ale coś w rodzaju książki-zabawki, trochę chaotycznej, trochę niepozbieranej, czerpanej ze źródeł historycznych na zmianę z opowieściami rodzinnymi. Jej autorka to osoba specyficzna, bo najpierw samotnie zjeździła na motocyklu cały świat (jako pierwsza kobieta), a potem założyła własny ogród i siłą rzeczy weszła w świat roślin.

„Sekrety roślin” niekoniecznie nadają się do czytania jednym ciągiem, forma książki to po prostu krótsze lub dłuższe „wrzutki” o roślinnej tematyce. Bardziej  widzę książkę umieszczona gdzieś w piknikowym koszyku, kiedy będziemy – szczególnie z jakimiś ciekawskimi i żądnymi wiedzy młodymi ludźmi – szli na spacer na łąkę, ogrodu czy do parku. Szczególnie, jeśli zamierzamy ich wychować na pełnych szacunku do przyrody dorosłych ludzi.

Tytuł: „Sekrety roślin”

Autor: Anne-France Dautheville

Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

„Jak podróżować z łososiem” – felietony Umberto Eco

przez , 25.sty.2017, w Bez kategorii

Błyskotliwe, zabawne, ironiczne, sarkastyczne, prześmiewcze i przenikliwe – tak można określić felietony Umberto Eco. Ich nowe wydanie (choć część z tekstów jest po raz pierwszy prezentowana polskiemu czytelnikowi) przygotowało wydawnictwo Noir sur Blanc.

Pamiętam, gdy pierwszy raz czytałam „Zapiski na pudełku od zapałek”. Na wykładzie, siedząc tuż przed prowadzącym, trzymając książkę pod blatem stołu przeczytałam „Jak grać Indianina” i ryknęłam homeryckim śmiechem. Eco chodził wtedy w glorii sławy jako czołowy postmodernista a ja jako studentka filologii polskiej się o nim uczyłam, być może więc dlatego wykładowca podszedł ze zrozumieniem do mojego karygodnego rozproszenia uwagi.

Gdy Eco umarł rok temu, odczułam to boleśnie. Dla mnie był uosobieniem intelektualisty dowcipnego i bliskiego ludziom. Nie naukowcem piszącym tylko dla nielicznych ani pisarzem, którego prozy nikt nie rozumie, chociaż każdy się snobuje, że go przeczytał. Eco, zarówno w prozie, jak i innych formach, takich jak felietony, które właśnie mamy w ręku niezwykle zręcznie splata kulturę wysoką z niską, śmiejąc się z nadęcia i hermetyzmu tej pierwszej i delikatnie sugerując, że każdy, absolutnie każdy może być odbiorcą i na każdy temat można pisać w sposób dowolny. Dowodem na to mogą być chociażby felietony z „Jak podróżować z łososiem” – np. „Jak redagować katalog wystawy dzieł sztuki” czy „Jak pisać wstęp”. Jego czujnemu oku nie uchodziły absurdy ani życia codziennego (niewydolne systemy komputerowe, zawodzące pociągi, zegarki bez cyferblatów, dzbanki do kawy powodujące całkowite zalanie pościeli), ani niepokojące zjawiska społeczne (kreowanie kryzysów przez media, kultura konsumpcyjna, celebryci) czy takie związane z kulturą, a zwłaszcza literaturą. Eco kpi z bibliotekarzy, fanów piłki nożnej, Kawalerów Maltańskich, taksówkarzy, pracowników naukowych, lekarzy, z przepisów, snobów, twórców (i miłośników) gadżetów, z bezmyślności i sztampowości – kpi, ale nie obraża. Ciekawe jest także śledzenie ewolucji jego zainteresowań i podejścia do tematu – o ile felietony wcześniejsze, z lat 90. ubiegłego wieku są bardzo prześmiewcze, o tyle te późniejsze są utrzymane w tonie poważniejszym i poważniejszych rzeczy dotyczą. Zawsze jednak autor pokazuje nam, jak należy spojrzeć na problem – z odpowiednim dystansem.

Nie trzeba mieć tytułu doktorskiego, żeby czytać Eco. Na pewno trzeba mieć poczucie humoru.

Tytuł: „Jak podróżować z łososiem”

Autor: Umberto Eco

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Jerzy Pilch „Portret młodej wenecjanki”

przez , 11.sty.2017, w Bez kategorii

O Jerzym Pilchu jeszcze niedawno było głośno za sprawą świetnej, ale mocno kontrowersyjnej biografii pisarza, napisanej przez Katarzynę Kubisiowską. I proszę – znowu mamy o czym mówić w związku z pisarzem, bo już na początku lutego ukazuje się jego powieść „Portret młodej wenecjanki”. Historia toksycznej miłości podstarzałego – nie bójmy się użyć tego słowa – niedoszłego historyka sztuki i młodszej od niego o kilkadziesiąt lat studentki psychologii. Powieść, którą Pilch zapowiadał jako erotyczną, choć przymiotnik ten należałoby odbierać w bardziej klasycznym znaczeniu, uczuciowym raczej niż fizjologicznym.

Piszę powieść, chociaż „Portret młodej wenecjanki” to mieszanka gatunków, które Jerzy Pilch uprawia od lat. Felietonu, dziennika, eseju, prozy. To z jednej strony opis stanu umysłu, depresji i poczucia rozpadu, związanymi z lękiem przed nadchodzącym schyłkiem. Z drugiej natomiast – to opis młodzieńczego niemal uczucia, niekoniecznie straconych zachodów miłości, naburmuszania się, ekscytacji i niepewności  związanych z osobą wybranki, niejakiej Praliny Pralinowicz, kobiety nadzwyczaj pięknej, przypominającej postać z obrazu Albrechta Dürera. Wszystko to napisane tak charakterystycznym stylem Pilcha, bogatym, swobodnym, pełnym odniesień, nawiązań i dygresji. Tu bardziej niż fabuła (jaka fabuła? Tu właściwie nie ma fabuły) liczy się to, jak ona zostaje przedstawiona, gdzie snucie opowieści jest ważniejsze niż jej opowiedzenie, gdzie bardziej liczy się bogactwo środków wyrazu niż to, co się nimi przedstawia. A przedstawia się historię znaną i oczywistą tym, którym Pilch, jego twórczość i życie nie są obce. Kolejna miłostka czy miłość czy fascynacja czy też cokolwiek, co pcha mężczyznę w wieku słusznym do kontaktów erotycznych ze znacznie młodszą kobietą. Sam Pilch o „Portrecie młodej wenecjanki” pisze tak: Historie takie zdarzają się rzadko – raz, dwa, góra trzy razy za życia, ale zdarzają się każdemu. Tak, każdemu! Każdemu? Każdemu! No, chyba że ktoś zupełną jest klęską, katastrofą i zapaścią. Ale i wtedy się zdarzają.

Historia opowiedziana w „Portrecie” się rwie i odpływa w kolejne wątki (z elementami stałymi, czyli alkoholem, Wisłą i Lutrem) – od spotkania z czytelnikami po opis spotkania Lutra z Dürerem. Od zakupów pachnących mydełek po rozpacz rozstania. Od studium samobójstwa po opis rozkoszy kopulacji. Jak w kalejdoskopie zmieniają się też nastroje, od śmiechu i sarkazmu po rozpacz i złość, od euforii po najczarniejszy ze smutków. I ostatecznie ma się wrażenie, że niezależnie od tego, co chciał Pilch zawrzeć na kartach powieści, i tak wyszła mu rozmowa na kozetce, gdzie rolę cierpliwego terapeuty przejmuje czytelnik.

Tytuł: „Portret młodej wenecjanki”

Autor: Jerzy Pilch

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...