Fantastyka

CyberJanosik – czyli militarna s-f Lindy Nagaty

przez , 06.cze.2017, w Fantastyka

Drugi tom przygód porucznika Shelleya i jego Oddziału Apokalipsy, próbującego walczyć ze światową korupcją i niesprawiedliwością. Zdawałoby się, że oddział żołnierzy, nawet najlepszych, nawet wspieranych cybertechnologią nie ma szans. I nie miałby, gdyby nie wsparcie zbuntowanej sztucznej inteligencji, zwanej „Czerwienią”.

O kontaktach Shelleya z Czerwienia opowiadał pierwszy tom cyklu Lindy Nagaty. Drugi zaczyna się w momencie, kiedy Oddział Apokalipsy staje przed sądem. Mamy z jednej strony sprawiedliwych, którzy chcą walczyć z korupcją i niesprawiedliwością, broniąc ojczyzny (jak mówił klasyk „do samego końca, mojego albo jej) a drugiej wielkich tego świata, którzy nie mogą sobie pozwolić na utratę władzy czy twarzy. Oddział Shelleya staje się pionkiem w rozgrywce wielkich i przeważa oczywiście wersja populistyczna, to znaczy pod naciskiem opinii publicznej żołnierze, już pozbawieni funkcji, zostają ułaskawieni. Co nie oznacza, że kończą swoją misję. Wciąż czekają na odnalezienie „zagubione” pociski nuklearne i wciąż pozostaje wiele osób, którym stanowczo, aczkolwiek nieoficjalnie należy dać do zrozumienia, że nie pozostaną bezkarni.

W sferze fabularnej książki o Czerwieni są populistyczne i naiwne, a sam Shelley to coś w rodzaju połączenia Janosika z wiedźminem. Chce dobrze, wychodzi jak zwykle, gdzieś w tyle głowy znajduje się ocalenie świata i działanie na rzecz ludzkości a tak po ludzku to Shelley po prostu nie może się oprzeć potrzebie walki. Ciekawostką jest oczywiście podstawienie zbuntowanej AI w miejsce demiurga czy dobroczynnej siły, zmierzającej do zachowania równowagi we wszechświecie – zwłaszcza, że Czerwień to program… marketingowy. Którego celem jest „wykształcenie” idealnych konsumentów. No i miłośnicy wojskowego sprzętu na pewno zachwycą się zarówno ulepszeniami głównego bohatera (czyli jego scyborgizowanymi nogami) jak i ulepszeniami wątpliwymi, czyli nakładkami, stanowiącymi coś w rodzaju organicznego tabletu, nieustannie dostępnego pojemniczka z prochami i emocjonalnej protezy. To takie chyba nawiązanie Lindy Nagaty do klasyki gatunku typu „Universal sol dier”.

Poza tym jak zwykle – dużo strzelania, akcji, „yes, sir”, wyskakiwania ze śmigłowców i atakowania statków na pełnym morzu. Troszkę gorsza jest ta część od pierwszej, mam wrażenie, że chodzi tylko o przedłużenie akcji (szczególnie na pierwszych stronach, kiedy to większość tekstu poświęcona jest temu, co się dzieje na sali sądowej)  i przeskok do części trzeciej, w której znowu zacznie się coś dziać. A Shelley trafi w zupełnie nieznane miejsca i będzie kontynuował swoją działalność mścicielsko-prewencyjną.

Tytuł: „Ciężkie próby”

Autor: Linda Nagata

Dom Wydawniczy Rebis

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Straszny dom Davida Mitchella

przez , 17.maj.2017, w Fantastyka

W wąskim i ciemnym zaułku niedaleko obskurnego pubu raz na dziewięć lat pojawia się mała furtka. Jednak nie każdy może ją otworzyć. Ci, którym się to udaje, trafiają do Slade House. To piękna rezydencja otoczona wspaniałym ogrodem, a w niej… ktoś, kto jest spełnieniem marzeń. Przyjaciel. Kochanka. Chłopak, w którym skrycie się kochamy. Ktoś, kto ma dla nas bardzo ważne informacje. Na początku gość nie chce wyjść a potem… potem już nie może.

„Slade House” to bardzo sprawnie napisany horror, trzymający w napięciu i coraz bardziej to napięcie podkręcający. David Mitchell (znany polskiemu czytelnikowi m. in. dzięki znakomitemu „Atlasowi chmur”) zwodzi czytelnika i tworzy pułapki, podobnie jak aktorzy jego powieści – wszystko po to, żeby usidlić i zabrać duszę. „Slade House” to nawiązanie do miejskich legend o nawiedzonych domach, bajki o Babie Jadze i jej słodkiej chatce, mitu o Persefonie (pamiętacie, co ostatecznie sprawiło, że nie mogła opuścić Hadesu?) i new age-owych opowieści o energetycznych wampirach. Nie wiem co prawda, czy Mitchell miał okazję poznać nasze legendy o Borucie, ale modus operandi głównych bohaterów bardzo przypomina zwyczaje naszego rodzimego diabła, który zawsze jest pełen inwencji w wodzeniu na pokuszenie i płataniu okrutnych figli.

Straszenie w „Slade House” odbywa się bardzo subtelnie. Na początku właściwie nie wiemy, co tu się będzie działo, czujemy tylko, że atmosfera jest gęsta. Jak to było w „Alicji” – robi się zdziwniej i zdziwniej. Coraz głębiej wchodzimy jednak w historię domu i jego mieszkańców a rozgrywka między nimi a ofiarami jest coraz mniej subtelna, coraz bardziej desperacka. Z każdą historią, z każdym nowym otwarciem Slade House mamy nadzieję, że ktoś ukróci makabrę i trzymamy coraz mocniej zaciśnięte kciuki.

„Slade House” nawiązuje do znakomitych wcześniejszych „Czasomierzy” Mitchella, aczkolwiek nie trzeba „Czasomierzy” wcześniej znać, żeby czerpać przyjemność z książki. To raczej… uzupełnienie tamtej historii, gałąź, która od głównego pnia poprowadziła w bok. I która, co ciekawe, daje szansę na kolejne odgałęzienia.

Świetny pomysł, mroczna atmosfera i wartka akcja to zdecydowanie plusy tej historii.

Tytuł: „Slade House”

Autor: David Mitchell

Wydawnictwo Mag

Zostaw komentarz :, , więcej...

Fantastyka w japońskich klimatach – „Cesarz Ośmiu Wysp”, Lian Hearn

przez , 11.maj.2017, w Fantastyka

Lian Hearn, a właściwie Gillian Rubinstein polscy czytelnicy znają dzięki historyczno-fantastycznej sadze Opowieści Rodu Otori, która kilkanaście lat temu ukazała się w naszym kraju, zdobywając rzesze wiernych czytelników. „Cesarz Ośmiu Wysp” także jest powieścią głęboko związaną z kulturą japońską, choć znacznie więcej tutaj elementów magicznych i ezoterycznych. Jest tu oczywiście o lojalności, wobec rodu i wobec cesarza, pierwotnych istotach, krwawej zemście, złośliwych duchach i, oczywiście, miłości. A to dopiero początek…

Książka, początek całego cyklu, składa się z dwóch części: „Cesarza Ośmiu Wysp” oraz „Jesiennej Księżniczki, Dziecka Smoka”. Opowiadają one o losach Shikanoko, potomka pewnego rodu, którego wuj bardzo chce się pozbyć, aby przejąć jego ziemię. Chłopakowi udaje się przeżyć próbę zabójstwa i trafia do obejścia czarownika, który pomaga mu odkryć magiczną, zwierzęcą stronę jego natury. Losy Shikanoko splatają się z losami pewnego dzielnego wojownika, którego ojciec zmusił do poślubienia żony młodszego brata. A także tajemniczej kobiety, potomkini starożytnego pajęczego rodu oraz potężnego opata, który używa magii do manipulowania przy sukcesji cesarskiego tronu. Jak to w przypadkach utworów dotyczących Japonii bywa, mamy tu do czynienia z niemożliwymi do rozwikłania konfliktami lojalności – wasala wobec pana, syna wobec ojca, poddanego wobec cesarza, ucznia wobec mistrza, które splatają się ze sobą, doprowadzając do tragicznego końca. Magia przeplata się tutaj z krwawym realizmem, magiczne miecze z równie magicznymi maskami, małe dziewczynki noszą ze sobą skrzynki z wyłupionymi oczami mędrców a zawiść i wyrachowanie są równie mocne jak czary.

Lian Hearn tworzy niezwykły klimat, bardzo mroczny i poetycki. Pełno w powieści dramatycznych momentów i zwrotów akcji, a otaczająca bohaterów aura przyprawia o ciarki na plecach. Książka jest napisana bardzo plastycznym i zmysłowym językiem i powinna spodobać się nie tylko miłośnikom fantastyki ale i tym, którzy – tak jak ja – uwielbiają klimaty samurajów. O ile jednak je znam, happy endu nie będzie, a raczej ogólny rozlew krwi.

Tytuł: „Cesarz Ośmiu Wysp”

Autor: Lian Hearn

Wydawnictwo Mag

 

 

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Atlantydzka zagadka rozwiązana – A.G. Riddle

przez , 07.maj.2017, w Fantastyka

No i doczekałam się końca trylogii „Zagadka pochodzenia”. Wszystkie wątki rozwiązane, ludzkość…a nie, spojlerować nie będę. Ale A.G. Riddle na koniec wykręcił kota ogonem i trzeci tom atlantydzkiej story już zdecydowanie zmienił front na science fiction. Zamiast historii ludzkości i ciekawych teorii naukowych, o których mało wiemy, w trzecim tomie autor nam zafundował galaktyczną wojnę i obce cywilizacje. Jak przyznaje autor, on sam miał niejakie trudności w zakończeniu cyklu, wybrał taki a nie inny sposób. Mnie osobiście cieszy, bo s-f lubię. A i ciekawa byłam, co jeszcze da się wsadzić do tego powieściowego gara.

W „Atlantydzkim świecie” akcja zdecydowanie przyspieszyła, krąg bohaterów się zawęził, podobnie jak miejsca akcji. Wszystko rozpoczyna się w momencie, kiedy atlantydzka zaraza na ziemi została powstrzymana, co nie oznacza, że powstrzymane zostały ludzkie ambicje. Jednak ziemskie rozgrywki zeszły niejako na plan dalszy. Nareszcie dowiadujemy się, czym tak naprawdę jest gen atlantydzki i o co chodzi czarnemu charakterowi serii, generałowi Aresowi. Całość zrobiła się komiksowa, a Riddle włączył w nią sceny z popularnych filmów, takich chociażby jak „Jurrasic park” czy „Gwiezdne wojny”. Jest też więcej wyjaśnień i retrospekcji, także takich w stylu klasycznego kryminału, kiedy to wszyscy spotykają się w jednym miejscu i bohater wygłasza speech. Na szczęście, bo inaczej czytelnik samodzielnie by nie ogarnął, o co kaman.

Podsumowując całą trylogię, nie tylko ostatni tom – to mieszanka gatunków od thrillera po space operę, typowo rozrywkowa, z kilkoma nieoczekiwanymi zwrotami i rozmaitymi wątkami z różnych beczek. Trochę mi przypomina dawne publikacje von Danikena, gdzie się mieszają Atlanci z kosmitami i teoriami ewolucyjnymi. Jak ktoś zawiesi zdrowy rozsądek na kołku i porzuci chęć nadążania za wszystkimi teoriami (niektóre są dosyć trudne do ogarnięcia) może się dobrze bawić. Potrzeba tylko odrobiny czujności do nadążania za kolejnymi wcieleniami (Kate to wcielenie Izis, Dorian Aresa), które bywa spotykają się ze sobą , redaktor nie zawsze nadążył i czasem miesza imiona. Trudno mi też ostatecznie znaleźć po części trzeciej myśl przewodnią, co nie oznacza, że jest mi ona do czegoś potrzebna. Jak to mówią Chińczycy – liczy się droga a nie to, żeby gdzieś dojść.

Niezły fun, czyta się dobrze, nawet jeśli sprawia wrażenie chaosu.

Tytuł: „Atlantydzki świat”

Autor: A.G. Riddle

Wydawnictwo Jaguar

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Fantastyka o Krzyżakach – Dariusz Domagalski

przez , 04.maj.2017, w Fantastyka

Czasy polskiej chwały i gigantycznej, jak to się mówi, wiktorii, czyli okolice Bitwy pod Grunwaldem. Dariusz Domagalski stworzył fantastykę historyczną, w której zasady rządzące światem opierają się na mistycznej kabale. Nie istnieje klasyczny podział chrześcijanie – poganie, Krzyżacy i zjednoczeni Polacy i Litwini, a walka o dominacje poszczególnych emanacji Boga. Po obu stronach sporu, wśród zwykłych ludzi znajdują się Przebudzeni – ci, którzy wiedzą więcej i potrafią więcej. Jedni są przedstawicielami skażonej mocy, inni – walczą o przywrócenie równowagi. Jednym z nich jest Dagobert z Saint-Amand, burgundzki rycerz w służbie króla Władysława Jagiełły. Niedługo okazuje się, że jego misja jest znacznie poważniejsza niż przemyt broni na nękana przez Krzyżaków Żmudź.

Czasy wojen krzyżackich słabo są reprezentowane w polskiej literaturze, wliczając w to fantastykę. Wszyscy pamiętamy wieszczonego Konrada Wallenroda i  „Krzyżaków”, dobrą, romantyczną opowieść zabitą przez włączenie jej do kanonu lektur szkolnych (mam nadzieję, że Domagalskiego to jednak ominie). A przecież aż się prosi o utkanie paru questów. Mistyczne podejście Domagalskiego jest niecodzienne, bo do wojny, którą przywykło się uważać za zmagania chrześcijaństwa z pogaństwem (choć sprawy przecież nie były tak oczywiste) wmieszał żydowską kabałę, stawiając ja na dodatek jako nadrzędną nad chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo, a szczególnie opisywana w „Delikatnym uderzeniu pioruna” osoba Matki Boskiej to zaledwie jedna z emanacji kolejnych sefir. Sefira ta jest w książce spaczona, a odzwierciedleniem spaczenia i skażenia jest Czarna Madonna z Jasnej Góry. Zresztą Krzyżacy, okrutni i bezwzględni są także efektem spaczenia – co daje nam nieco do myślenia na temat roli chrześcijaństwa według Domagalskiego.

Oczywiście nic nie jest tak proste, bo przecież nie istnieje tylko biel i czerń – pomiędzy nimi jest bardzo wiele odcieni szarości. A przygody rycerza Dagoberta pokazują, że i walka ze złem nie jest prosta i jednoznaczna. Troszkę w rozwiązaniach Domagalski nawiązuje tutaj to „Czarnoksiężnika z Archipelagu” Ursuli K. LeGuin, ale jeśli chodzi o szczegóły musicie jednak sami książkę przeczytać.

„Delikatne uderzenie pioruna” jest ciekawe ze względu na historyczne detale, bo mamy tu i opisy rycerskich dworów i chłopskich chat, a autor sprytnie umieszcza postaci historyczne i autentyczne elementy z fikcją. Na dodatek mamy tutaj trochę zgrabnego machania mieczem jako wisienkę na torcie.

„Delikatne uderzenie pioruna” to pierwsza część trylogii.

Tytuł: „Delikatne uderzenie pioruna”

Autor: Dariusz Domagalski

Dom Wydawniczy Rebis

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...