Fantastyka

Kiedy zwierzęta tracą cierpliwość – Dzikie królestwo, Simon David Eden

przez , 10.gru.2017, w Fantastyka, Młodzieżowe

Bardzo podobają mi się książki, które pokazują dzieciom, że należy szanować naturę. Że zwierzęta tak samo czują jak ludzie i że bynajmniej nie jesteśmy – w sensie my, ludzie – na ziemi najważniejsi. Uświadamianie dzieciom, że człowiek to istota niszczycielska, ale że można to zmienić może zrobić Ziemi tylko dobrze.

„Dzikie królestwo” to jedna z tych książek, które uczą szacunku do natury. W sposób bardzo atrakcyjny, bo ukryty pod maską fantastyki. I generalnie chodzi o pokazanie, że każdy ma na ziemi swoje miejsce i swoją rolę do wypełnienia.

Książka zaczyna się w momencie, kiedy dzikie zwierzęta, doprowadzone do ostateczności niszczycielską działalnością człowieka, w obliczu ostatecznego, śmiertelnego zagrożenia postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Pardon – łapy, kopyta, szpony i czym tam jeszcze dysponują. Dzikusy – tak mówią o sobie – chcą wybić ludzi do ostatniego. Jest jednak grupa zwierząt, które się temu sprzeciwiają. To Chowańce – te istoty, które potrafią współżyć z ludźmi. Udomowione. Psy, koty, konie… Jednym z nich jest Kocisko Zobaczysko, któremu bardzo zależy na tym, żeby uratować swoją przyjaciółkę Drue. I w ten sposób zaczyna się nowy rozdział życia na ziemi. Z ludźmi, którzy stają się obiektem polowań, zwierzętami, które ustanawiają własne porządki i tajemniczą rasą Kotynów – istot, które potrafią być i ludźmi, i przybierać postać dowolnego zwierzęcia.

„Dzikie królestwo”, jak to książka dla dzieci, ma przekaz dość uproszczony i dla mnie, dorosłego czytelnika, jest tu trochę zbyt dużo nielogiczności. Np. jakim cudem bezładni uciekinierzy są zaopatrzeni w kuchenki gazowe? Jakim cudem zwierzęta w jednej chwili były w stanie zniszczyć system komunikacji i rozbroić wszystkie armie świata? Już nie mówiąc o zupełnie zabawnym momencie, kiedy główna bohaterka próbuje karmić swojego kota tylko warzywami (oczywiście Kotyni są tylko wegetarianami, chociaż dzikie zwierzęta nie mają oporów przed wzajemnym zabijaniem się i pożeraniem). Troch e tak, jakby autor chciał przechylić szalę sympatii czytelnika na stronę domowych zwierząt i ludzi, pokojowo nastawionych. Wolałabym, żeby pokazywać dzieciom raczej, że ludzkie pojęcie moralności w świecie zwierząt nie ma racji bytu. Ale nie można mieć wszystkiego. Irytuje mnie także główna bohaterka, niezdyscyplinowana, lekkomyślna, trochę pozbawiona refleksji, przez co wpada nieustannie w kłopoty i naraża najbliższych. Jednak, jak to w dobrej fantasy bywa, Drue przebywa drogę, fizyczną i psychiczną. I uczy się nabierać odpowiedzialności.

„Dzikie królestwo” to postapokalipsa – świat, jaki znamy, został zniszczony i wszyscy jego ocaleli mieszkańcy muszą znaleźć nowy sposób na życie. Oczywiście, jest tu i poszukiwanie mitycznego bezpiecznego miejsca, a Simon David Eden dodaje do tego odrobinę mistycyzmu w postaci przepowiedni, Upadłego, czyli wielkiej, złej siły sprawczej i bohaterki, którą przeznaczenie pcha do wypełnienia jej misji.

„Dzikie królestwo” to pierwsza część „zwierzęcego cyklu. Ach, i zapomniałabym – to zdecydowanie książka dla miłośników kotów!

 

Tytuł: Dzikie królestwo”

Autor: Simon David Eden

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , więcej...

Geralt wraca. Szpony i kły

przez , 04.gru.2017, w Fantastyka

Czy fan fiction musi być zła? Gorsza od pierwowzoru? Zdecydowanie nie. A dużo czytałam książek utrzymanych „w klimacie” czy kontynuujących wątki urwane przez autora. Celowo czy też z powodu tego, co prędzej czy później nas dopadnie. Bywały to książki średnie i bywały bardzo dobre, dlatego na zapowiedź „Szponów i kłów” zareagowałam najzwyczajniej w świecie ciekawością. Takim radosnym oczekiwaniem, chociaż już zdążyły się pojawić gdzieś w głębinach blogosfery opinie, że „za fan fiction to nie, podziękujemy”. I wiecie co, ci wszyscy, co podziękowali? Żałujcie. Bo opowiadania w „Szponach i kłach” są dobre, a nawet bardzo dobre. I te – a są i takie – co wchodzą w świat wykreowany przez Sapkowskiego jak nóż w masełko i genialnie naśladują styl i te, co tworzą zupełnie inną jakość. Mają inny sposób narracji, inne tempo, inny charakter i klimat.

Umówmy się – przez te trzydzieści lat Geralt stał się ikoną polskiej literatury popularnej, wykraczając zdecydowanie poza kręgi miłośników fantastyki. Dogonić mistrza czy też mu dorównać to zadanie niewdzięczne, a jednak na łamach „Nowej Fantastyki” zorganizowano konkurs na opowiadanie osadzone w świecie Wiedźmina. Bardziej chodziło o podkreślenie roli, jaką Wiedźmin wywarł na polską literaturę niż hołd dla AS-a, chociaż przedsięwzięcie odbyło się za jego zgodą i z jego błogosławieństwem.

Jury ostatecznie oceniło 150 prac. 11 najlepszych znalazło się w książce. I powiem wam, że są tutaj prawdziwe perełki.

W przedmowie do książki Marcin Zwierzchowski podkreśla, że miarą wielkości twórcy jest to, jak bardzo jego bohater, jego świat zakorzenił się w kulturze. Przykłady? Myszka Miki, Supermen, Rycerze Jedi, Mistrz Yoda, Batman. A teraz pokażcie taką postać rodzimej proweniencji. Proszę, Biały Wilk. Powieści, książki, komiksy, gry, filmy (choć o tych dotychczasowych może lepiej byłoby zapomnieć, ale też skala oburzenia widzów po ekranizacji „Wiedźmina” może pokazywać, jak bardzo się do tej postaci przywiązaliśmy). Jednak sam Geralt w tomiku pojawia się stosunkowo rzadko. Autorzy skupiają się na innych postaciach – Jaskrze, Koral, Triss Merigold, kumplach wiedźminach. Ale nie zabrakło bardzo dobrej puenty „życia” Geralta, opowiadania nawiązującego do tego pierwszego, od którego się zaczęło. Te same wydarzenia a jednak inne, opisane innym językiem, innym stylem. Gorsze? Absolutnie nie.

Jedne z tych opowiadań – np. Piotra Jedlińskiego, które konkurs wygrało – tak udatnie naśladują styl oryginału, że tylko podpis świadczy o tym, że napisał je kto inny. Inne się tylko światem Geralta inspirują. Żadne nie jest wtórne, za to wszystkie pokazują talent autorów (jednym z nich zresztą jest inny uznany autor fantastyki, Andrzej W. Sawicki, który występując pod pseudonimem przechytrzył jurorów). Pytanie, czy któremuś z nich uda się zastąpić Sapkowskiego? Pozostawiam je otwarte, odpowiedzcie na nie sami.

Tytuł: „Szpony i kły. Opowieści z wiedźmińskiego świata”

Wydawnictwo Supernowa

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Moralne dylematy – Próba ognia, Nancy Kress

przez , 02.gru.2017, w Fantastyka

O próbach zbudowania idealnego społeczeństwa w potencjalnym raju i tym, że zawsze znajdą się tacy, co chcą wyszarpać kawałek dla siebie. Tym razem w książce Nancy Kress, kontynuacji powieści „Ogień krzyżowy”.

Kolonistom udało się znaleźć idealny świat. Bogaty, obfity, bezpieczny. No, prawie, bo Zielnik, cudowna planeta, staje się miejscem walki między dwoma rasami. Agresywnymi, nastawionymi bojowo i zaawansowanymi technicznie Zwierzakami i pasywnymi, dążącymi do niezmąconej egzystencji Badylami. Na Zielniku zostało niewiele dzikich Zwierzaków i da się z nimi koegzystować, dzięki czemu osadnicy mogą skupić się na budowaniu społeczności. Kolejne pokolenia nie pamiętają już o zagrożeniu z kosmosu. Co nie oznacza, że na planecie jest spokojnie, bo zaczynają się ujawniać społeczne nierówności i dochodzi do aktów terroru. W sam środek wewnętrznych niesnasek pakuje się okręt z Ziemi. Społeczność Zielnika z ulgą przyjmuje pomoc osoby, która jest w stanie zapanować nad wszystkim. Tym bardziej, że nad planetą pojawia się statek obcych. Tylko u niektórych budzą zaniepokojenie metody wprowadzane przez żołnierzy. Czy rzeczywiście przyświecają im dobre intencje?

Nancy Kress nie od parady zdobyła tyle nagród w swojej karierze. Jej książki są pełne świeżych, oryginalnych pomysłów, zarówno jeżeli chodzi o sprawy techniczne, jak i budowanie powieściowych społeczności czy tez opisywanie kontaktów z obcymi (przy czym nie chodzi tylko o obce rasy, ale i przedstawicieli innych grup społecznych). W „Próbie ognia” szczególnie interesujące są właśnie one – komunikacja, szukanie płaszczyzn porozumienia, pierwszy kontakt, współżycie. Kress ma niesamowitą wyobraźnię w kreowaniu innych światów i organizmów, przy czym zdecydowanie też widać jej upodobanie do wszelkich spraw związanych z genetyką.

W „Próbie ognia” nie brakuje kontynuacji wątku moralnych wyborów i dylematów z tym związanych. Czy cel usprawiedliwia środki? Czy wolno wykorzystywać innych? Czy uratowanie wielu istnień warte jest poświęcenia jednego? I jaka odpowiedzialność spoczywa na przywódcach – to oni przecież podejmują najważniejsze decyzje. Bo być przywódcą bez podejmowania decyzji się nie da. A może da?

Bardzo dobra science fiction.

Tytuł: Próba ognia

Autorka: Nancy Kress

Dom Wydawniczy Rebis

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Coraz większy rozmach Milesa Camerona

przez , 26.paź.2017, w Fantastyka

Przed nami kolejny, trzeci już tom przygód Czerwonego Rycerza, czyli Gabriela Muriena. Aroganckiego, pyszałkowatego przywódcy kompanii najemników, który, jak się po raz kolejny okazuje, jest ostatnią szansą na ocalenie ludzkości przed złem. Czyli magią i jej stworzeniami, zwanymi ogólnie Dziczą. Przy czym Miles Cameron z tomu na tom coraz bardziej utrudnia czytelnikowi, rezygnując z jasnych i klarownych ocen, kto tu jest dobry a kto zły. Jak w życiu. Tym razem stawka wędruje na wyższy lewel, okazuje się, że zamieszanie, w jakim nieustannie bierze udział kompania Czerwonego Rycerza to element większego planu pewnych…sił czy stworzeń, które rozgrywają własne gry. Podział na cywilizacja/Dzicz przestaje obowiązywać, są ci, którzy są z nami i tamci, a ludzie coraz częściej posługują się coraz silniejszą magią. Po ich stronie coraz częściej także opowiadają. Coraz bardziej podziwiam Camerona za opisy strategii i zastanawiam się, jak mocno jeszcze zawikła sprawę aby osiągnąć koniec. A koniec został już Czytelnikowi zdradzony – syn króla osiągnie najwyższą władzę, nie tylko nad tą rzeczywistością. Pytanie, czy będzie nim Gabriel Murien, bo on sam nie bardzo żywi na to ochotę.

Czerwonego rycerza pożegnaliśmy w poprzedniej części, kiedy to po uratowaniu cesarza otrzymał tytuł Diuka Tracji i rusza do Alby na rycerski turniej, wezwany tam przez królową. Samą królową zostawiliśmy w momencie, kiedy sytuacja na jej dworze stawała się coraz trudniejsza, ze względu na panoszących się tam galijskich rycerzy pod wodzą największego rycerza na świecie, Jeana de Vrailly. W „Okrutnym smoku” intryga Galów przynosi efekty i królowa Alby zostaje oskarżona o czary i cudzołóstwo i skazana na śmierć. Galowie formalnie przejęli władzę, wojna domowa wisi na włosku, a całe zamieszanie jest bardzo na rękę naszemu staremu przyjacielowi, czarnoksiężnikowi Głogowi, stojącemu po stronie Dziczy. Albo jeszcze jakiejś innej… W tej, zdawałoby się przegranej sytuacji Gabriel Murien ma bardzo dużo rzeczy do zrobienia. Przede wszystkim musi wygrać Sąd Boży w imieniu królowej…

Jak zwykle świetni bohaterowie i śmiało zarysowana fabuła. Cameron ma coraz większy rozmach w szastaniu tajemniczymi siłami, wprowadzaniu elementów światowej mitologii i budowaniu coraz bardziej skomplikowanych strategii. Ci, którzy lubią „wojenną rzeczywistość”, z planami, naradami, bitwami, ale i tym, co na tyłach, czyli logistyką i aprowizacją na pewno będą czytać książkę z przyjemnością. Ja też czytam ją z przyjemnością, bowiem dbając o dobry ogląd obszernej całości nie pomija autor całego zestawu smaczków, od szczegółów obozowego gulaszu po przekleństwa, jakimi obsypuje jedna z żołnierek swojego kochanka. Mnie osobiście najbardziej podobają się chyba  kontakty Smoka Erchu (tak, prawdziwego smoka) z ludzką płcią żeńską i złote niedźwiedzie, zwłaszcza jedzące miód.

Jak to w książkach o wojnie bywa, nie wszystko kończy się dobrze i bywa, że zostawiamy za sobą bohaterów, których polubiliśmy. Ale pojawiają się nowi i nic nie zostaje zakończone, a tomów cyklu jest przed nami kilka, więc będzie jeszcze okazja do kolejnej dobrej zabawy przez kilkaset stron.

Tytuł: „Straszny smok”

Autor: Miles Cameron

Wydawnictwo Mag

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Wita was Zmrocza – fantasy Agnieszki Hałas

przez , 24.paź.2017, w Fantastyka

To taki bohater, który czytelnikom podoba się najbardziej. Nie jednoznacznie dobry lub zły, pełen skrupułów i słabości, a jednocześnie odnoszący sukcesy w walce ze złem, bo przecież wszyscy mniej lub bardziej stroimy po stronie światła, czyż nie? Mniej lub bardziej, bo Brune Keare formalnie stoi po stronie ciemności. I to tej bardzo ciemnej.

Bohater powieści Agnieszki Hałas należy do tego samego gatunku, co Geralt Sapkowskiego, Ged Ursuli K. LeGuin czy Kane (ktoś jeszcze pamięta cykl Wagnera?). To taki człowiek z przeszłością, zmagający się z mrocznymi stronami swojej duszy i działający w bardzo delikatnej równowadze, według często niezrozumiałego i nie do końca oczywistego kanonu wartości. Bohater „Dwóch kart”, znakomicie odnajduje się w środowisku odmieńców, bandytów, biedaków, złodziei… Wszystkich tych odepchniętych na margines, szukających dla siebie niszy i liczących tylko na przetrwanie. Samo środowisko odmieńców – śmieciarzy mocno przypomina zresztą klimat „Olivera Twista” Dickensa, wliczając w to przygarniętego chłopca z szansą na lepsze życie. W tym miejscu wyrzutków, podziemiach i kanałach ten mężczyzna z luką w pamięci, od czasu do czasu popadający w szaleństwo, odzyskuje drobiny własnej tożsamości i umiejętności, stając się lokalnym alchemikiem, czarownikiem, wojownikiem, obrońcą. Choć znakomicie zdaje sobie sprawę z drzemiących w nim potrzeb, niekoniecznie takich, które mogą być dobrze odebrane przez otoczenie.

„Dwie karty” to trochę taki zbiór opowiadań połączonych jednym bohaterem, coraz dokładniej malujących nam powieściowy świat. Z drugiej strony opowiadania te gdzieś tam się łączą – bo oczywiście nie ma dobrej fantasty bez spisku zła przeciw dobru, w którym nasz bohater ma do odegrania tajemniczą, ale ważną rolę. Przy czym nie wiadomo, oczywiście, w którą stronę ostatecznie przeważy szalę. Na razie, w pierwszej części wątki ściekają w jedno miejsce powoli – tym pilniej się czeka na kolejna część.

Plusy powieści – koncepcja magii, troszkę nawiązująca do opowieści o wampirach, i bohaterowie, z których, poza Krzyczącym w ciemności na szczególną uwagę zasługują odmieńcy. No i niezwykle lekkie pióro, bo powieść wciąga i czyta się ją niemal jednym tchem.

Tytuł: Cykl Teatr węży, tom 1. Dwie karty

Autorka: Agnieszka Hałas

Dom Wydawniczy Rebis

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...