Kuchnia

Gotowanie z dziećmi – Mikołajek i słodkie przekąski, Alain Ducasse

przez , 04.gru.2016, w Kuchnia

Dzieci uwielbiają kuchenne doświadczenia. Zwłaszcza, jeśli gotowanie dotyczy słodyczy…Zapach pieczonego ciasta, miska ze słodką masę, którą można wylizać to pokusa nie do zwalczenia. Tym bardziej, że można się troszkę pobrudzić no i spędzić trochę czasu z rodzicami. Oczywiście, nie jest to dobra metoda, jeśli nam się spieszy ale przecież nie o pośpiech w życiu chodzi, prawda? Raz na tydzień, na przykład w niedzielę, możemy poświęcić czas, żeby razem ze swoimi pociechami przyrządzić coś smakowitego.

Punktem wyjścia do książki „Mikołajek i słodkie przekąski”, jak łatwo się domyślić, były przygody Mikołajka i jego kolegów. Każdemu przepisowi towarzyszy obrazek z książki z odpowiednim cytatem , warto więc książeczkę potraktować nie tylko jako spis receptur, ale i coś do oglądania i czytania. Nie tylko z naszym milusińskim – Mikołajek towarzyszy nam już tak długo, że dorośli z pewnością z przyjemnością odnowią z nim kontakt. Same przepisy dotyczą słodkości – pewnie dlatego, że dzieci uwielbiają słodycze a i autor przepisów, słynny mistrz kuchni, Alain Ducasse jako dziecko był łasuchem uzależnionym od czekolady (i zdaje się, wciąż jest). Znajdziemy tu porady jak zrobić pyszne słodkie śniadanie, czyli brioszki i pancaki, pyszne croissanty i słodkie kanapki (Ducasse uwielbiał kanapki z masłem, posypane tartą czekoladą), przepisy na przekąski do schrupania podczas przerwy w szkole (kocie oczka, zdrowie ciasteczka i palmiery), przepisy na urodzinowe pyszności, spotkania z kumplami, święta (tak, tak, przygotowywać bożonarodzeniowe przysmaki też można z dziećmi) czy przysmaki dla grzecznych dzieci. Sporo tutaj przepisów typowo francuskich, jak wspomniane już croissanty, a także tarty czy chociażby bretońskie ciastka, ale najważniejsze jest to, że wszystkie są proste – a przynajmniej tak opracowane, żeby były jak najprostsze w wykonaniu i zrozumiałe dla dzieciaków. Ponieważ przeważają przepisy z czekoladą, przygotujcie się na czekoladowe odciski dziecięcych łapek wszędzie J

Każdemu przepisowi, poza wspomnianą już historyjką i obrazkiem z Mikołajka towarzyszy krótka notka od autora, czyli Alaina Ducasse. Dowiedzieć się z nich możemy, że ten słynny mistrz kulinarny, właściciel 23 restauracji na całym świecie i zdobywca 21 gwiazdek Michelina, odznaczony Legią Honorową przez prezydenta Francji, Jacques’a Chiraca i współpracownik Europejskiej Agencji Kosmicznej (tworzy żywność, która jest wysyłana w kosmos) uwielbiał jako dziecko podjadać mamie czekoladową masę do ciast, uwielbiał słodkie pianki i do dziś, ile by nie zjadł, zawsze znajdzie jeszcze w żołądku miejsce na deser.

Tytuł: Mikołajek i słodkie przekąski”

Autor: Alain Ducasse

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , więcej...

Morderstwo i ciasto czekoladowe

przez , 07.sie.2016, w Kryminał, Kuchnia

Był szał na romanse łączone z książkami kucharskimi, powieści podróżnicze połączone z książkami kucharskimi, może połączenie kryminału z książką kucharską to po prostu następny krok? I nie, nie należy się spodziewać trujących sałatek czy indyka nadziewanego wilczą jagodą. Po przepisać Tannie Marii jedyne, co może nam grozić, to niestrawność z przejedzenia. Ewentualnie odezwie się nasza wątroba, bo te chlebki smażone w głębokim tłuszczu wyglądają mi na mało dietetyczne ;-) Ale ciekawostka jest taka, że przepisy tutaj zamieszczone pochodzą z Karru Małego w RPA. A powiedzcie sami – jak często macie do czynienia z kuchnią afrykańską? Jedynym problemem może być nieco utrudniony dostęp do strusiny, na szczęście autorka podaje zamienniki.

zbrodnia obrazek

Oczywiście, podstawą tych wszystkich przepisów jest kryminalna intryga, w którą wplątuje się nieco naiwna i lubiąca dobrze zjeść (i dobrze nakarmić) Tannie Maria. Kobieta w wieku dojrzałym, wdowa po mężczyźnie, który nie miał lekkiej ręki prowadzi w lokalnej gazecie rubrykę kulinarną. Wymogi rynku sprawiają, że swoje porady kulinarne Maria musi połączyć z poradami sercowymi. Tak trafia do niej list kobiety, która boi się, że mąż ją zabije. Jakież jest przerażenie bohaterki kiedy okazuje się, że kobieta istotnie zginęła. Miejscowa policja waha się przed przypisaniem winy mężowi lub przyjaciółce, ale Maria i jej koleżanka z redakcji o sporym śledczym zacięciu mają wątpliwości. I tak oto wplątują się w śledztwo, odnajdując ślady, których policja nie widzi i rozmawiając z tymi, którzy z policją za bardzo rozmawiać nie chcą. A niebagatelną rolę w tym rozwiązywaniu języków odgrywa słynne czekoladowe ciasto Marii.

Książka z pozoru lekka, łatwa i przyjemna. Ale jak się zajrzy pod tę delikatną kołderkę, znajdzie się cały zestaw problemów, od których cierpnie skóra i ściska się serce. Przemoc wobec kobiet. Przemoc domowa i zezwolenie na nią lokalnych społeczności religijnych. Rasizm i stosunki między białymi, ciemnoskórymi i mieszanymi mieszkańcami Karru. Ekologia i problemy z zatruwaniem środowiska przez firmy wydobywające gaz. Niby mówi się o tym delikatnie, subtelnie, w podcieniu, ale dosyć przejmująco. Jedna z bohaterek, przebojowa dziennikarka myśli, że kochany przez nią mężczyzna traktuje ją publicznie jak powietrze, bo ona jest czarna, a on przebywa w towarzystwie samych białych. Nawet bohaterka, Tannie Maria, określa osoby przez siebie opisane przez pryzmat ich koloru. Smutne.

Bohaterka jest trochę naiwna, trochę w typie „błogosławionego prostaczka” – lubi jeść, patrzeć na ptaki, cieszy się deszczem i lubi hodować kury. Każdy problem sprowadza do odpowiedniej potrawy. Naiwnie? Może. A jednak jej metoda si sprawdza. Jej potrawy wprowadzają w odpowiedni nastrój, przywołują szczęśliwe wspomnienia, łączą ludzi. Wiem, to trochę bolesne wiedzieć, że rządzi nami żołądek. Naszymi uczuciami też. Przez żołądek do serca, czyż nie? Osobiście się zgadzam, od razu czuję sympatię do tego, co nakarmi mnie ciastem czekoladowym. To nie może być zła osoba.

Autorka powieści, Sally Andrew sama mieszka w Karru Małym i zanim zaczęła pisać, była działaczką społeczną. „Przepisy” to jej pierwsza powieść, a prawa do wydania kupili od razu wydawcy z kilkunastu krajów.

Tytuł: „Przepisy na miłość i zbrodnię”

Autor: Sally Andrew

Wydawnictwo Otwarte

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

Aktorka, ikona stylu, mama, kucharka i ogrodniczka

przez , 01.lut.2016, w Kuchnia, Reportaż

Uważana za ikonę stylu. Legenda kina, królowa „małej czarnej”, słynna Holly ze „Śniadania u Tiffany’ego”.  A jednocześnie szczęśliwa matka i żona, zachwycona, kiedy mogła dzieci karmić makaronem z serem. Od makaronu zresztą była uzależniona, podobnie jak od czekolady. Już dzięki temu ją pokochałam.

Dotti_Audrey w domu_m

Audrey Hepburn, bo o niej mowa, a właściwie pani Dotti. W zupełnie niezwykłej książce, bo spisanej przez jej syna, Lucę Dotti, z całkiem innego punktu widzenia. Bowiem dla Luki Audrey bardzo długo nie była słynną aktorką, a zwykłą mamą, której często nie kojarzył z postaciami, które widział na ekranie. Syn jej pracę lubił głównie dlatego, że dzięki niej jego mama mogła przebywać z Jamesem Bondem (Seanem Connerym) – chociaż od kiedy Audrey stała się mamą, zawiesiła aktorską karierę na kołku, stając się bardziej niż kapryśną przy wyborze kolejnych ról. Nie dlatego, że miała trudny charakter, ale dlatego, że jak najwięcej czasu chciała spędzać z rodziną.

„Audrej w domu” pokazuje niezwykłą twarz słynnej aktorki – a jednocześnie małej dziewczynki, która w czasie II wojny światowej cudem uniknęła głodowej śmierci (ocaliły ją w ostatnim momencie batoniki czekoladowe podarowane przez amerykańskiego żołnierza). Czasy wojny zresztą w dramatyczny sposób odbiły się na jej zdrowiu. To obraz kobiety zakochanej i szczęśliwej ale także przeżywającej miłosne rozterki i rozstania, takie jak z ojcem Luki. Książka zresztą pokazuje nie tylko Audrey ale i osoby z jej najbliższego otoczenia. Kucharkę Giovannę, niezastąpioną i apodyktyczną, stanowczą pomoc domową Engracię, babcię Luki, Paolę Bandini, jej przyjaciółki Connie Wald  i Doris Brynner. I to pokazuje nie na przyjęciach i eksluzywnych balach, do których zresztą Luca jako dziecko nie miał dostępu, ale w ogrodzie czy kuchni. I tu cudowna niespodzianka dla wszystkich fanów Audrey, bowiem Luca swoją książkę wzbogacił oryginalnymi przepisami kulinarnymi ulubionych potraw swojej mamy. Przyrządzanych przez nią, domowników lub przyjaciół. Zresztą pomysł tej książki zrodził się właśnie w chwili, kiedy Luca odnalazł notes swojej mamy, pełen odręcznych notatek i przepisów na ulubione dania. Zdjęcia tych oryginalnych zapisków oraz fotografie z rodzinnego albumu, tak inne od znanych powszechnie fotosów stanowią o esencji tej książki. Przy czym warto wspomnieć, że przepis na eksluzywną i trudną do przygotowania pieczeń jest tu równie ważny co ten na ukochane spaghetti a la putanesca czy po prostu penne z ketchupem, ukochane danie Audrey do siedzenia przed telewizorem.

To książka, która zmienia zdanie czytelnika o słynnej aktorce. Ja ją dzięki niej najzwyczajniej na świecie polubiłam.

Tytuł: „Audrey w domu”

Autor: Luca Dotti

Wydawnictwo Literackie

 

1 komentarz :, , więcej...

Smacznie, kolorowo, lekko, czyli facet w kuchni

przez , 22.wrz.2015, w Kuchnia

Dawno nie było o gotowaniu. I może by nie było, bo na sugestię książki z przepisami bez glutenu mocno się wykrzywiłam (tak, uważam, że większość ludzi, skarżących się na różne przypadłości związanych z glutenem, po prostu jest ofiarą mody). Ale choć mąka z pszenicy czy żyta mi nie przeszkadza, nie uważam chleba za niezbędny składnik naszej codziennej diety. I  lubię próbować czegoś nowego. A jak sobie otworzyłam „Facet i kuchnia”, to oczy mi zabłysły. Bo pełno w tej książce warzyw w rozmaitych konfiguracjach i w rolach głównych, pieczonych, smażonych i duszonych. I niekoniecznie są to tylko ziemniaki.

Kubicki

Książka zawiera 130 przepisów, podzielonych według grup produktów. Mamy więc rozdział poświęcony dyni, cukinii, ziemniakom i batatom, marchwi i burakom…i paru jeszcze innym produktom, które przywykliśmy uważać za dodatki a nie rzeczy stanowiące bazę dań głównych. Owszem, znajdziemy tu także przepisy mięsne, ale niewiele. Aż dziw, zwłaszcza kiedy się pomyśli, że autorem przepisów jest facet. I to facet wyglądający jak Szymon Kubicki – długie ciemne włosy, broda i rockandrollowy look. A tu niespodzianka, bo facet niekoniecznie musi tylko grill, żeberka i piwo. Może także być kreatywny, otwarty na nowe smaki i niebanalny – zwłaszcza w używaniu przypraw.

Przyznaję, że bloga FiKa (www.facetikuchnia.com.pl) nie znałam wcześniej. A szkoda, bo to kuchnia barwna, pełna kolorów i zapachów, lekka i wesoła. Tak, wesoła. Na dodatek nie muszę spędzać nad garami całej doby, co dla mnie jest poważnym atutem. Gotowanie według FiKa to zabawa i tak też to potraktowałam. A żeby dołożyć jeszcze parę superlatyw – ponieważ testowanie przepisów zgrało się z moimi biegowymi startami mogę potwierdzić, że to świetne dania dla długodystansowego biegacza.

Jakie przepisy wypróbowałam? Placki z marchewki z fetą (tak, ujęło mnie wyznanie Szymona, że w dzieciństwie mógł surówkę z marchewki jeść w każdych ilościach. Ja też), fritaty różnych rodzajów (świetny, szybki ekwiwalent naszych tradycyjnych, kolacyjnych kanapek) i placki z cukinii. Czaję się na wszelkie bakaliowe batoniki, które mi wyglądają na idealną przekąskę biegacza i pieczone dynie. Jedyną rzeczą, która mnie powstrzymuje przed wypróbowaniem wszystkiego natychmiast jest to, że produktów typu mąka kasztanowa nie znajdę w osiedlowym sklepiku. Za to warzywa i owoce jak na ryneczku pod blokiem jak najbardziej.

12027186_10206445304924844_2203192944804565866_o

Przepisy w książce są bardzo wszechstronne – od śniadań po przekąski, dania główne, zupy, sałatki i desery. Dla bezglutenowców, wegetarian, wegan i tych, którzy po prostu lubią próbować czegoś nowego.

Smacznego!

Tytuł: „Facet i kuchnia”

Autor: Szymon Kubicki

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Jeść po francusku i nie tyć

przez , 01.maj.2015, w Kuchnia

Tak, wiem, jest majówka, ludzie tylko spożywają przy grillu, a nie czytają. Chyba że etykiety na butelkach. Dlatego dziś będzie o gotowaniu. Bo tak sobie myślę, że po tych wszystkich karkówkach i kiełbasach podlewanych browarem przydałoby się coś lżejszego. Przedstawicielom obu płci ( a jak facet nie będzie chciał, to autorka opisywanej książki podaje parę sprytnych trików, jak np. nauczyć kogoś lubić warzywa). Na razie z książki wypróbowałam cztery przepisy, zaznaczonych karteczkami jest co najmniej kilkanaście następnych. Zwłaszcza owsianka (proszę się nie krzywić!)

„Francuzki nie tyją. Książka kucharska” to książka o przyjemnościach stołu i…diecie. Tak, diecie. Bo jej autorka, Mireille Guillano jednocześnie pisze o dwóch rzeczach. Czerpaniu przyjemności z jedzenia, delektowaniu się smakiem, zapachem, wyglądem, a nawet brzmieniem potraw, czemu oddają się rzeczywiście wszyscy Francuzi. A jednocześnie zdradza sekrety francuskiego stylu życia – jak to bowiem jest, że nie ma grubych Francuzek?

10494635_10205298341131466_811274051526535708_nZastanowiłam się przez chwilę – we Francji bywałam, znam może kilkudziesięciu przedstawicieli tej nacji i…rzeczywiście, nie ma wśród nich grubasów. Wśród kobiet tylko jedną, pochodzącą zresztą z Alzacji mogłabym określić jako solidnej budowy ciała. Ale grubą? Raczej nie. I nie zauważyłam, żeby moje znajome Francuzki trzymały się tylko liścia sałaty zapijanego wodą mineralną. Może też to kwestia charakteru – żadna z Francuzek nie przyjmuje do wiadomości, że mogłaby nie być doskonała. Ot, taka cecha narodowa, charakterystyczna dla obu płci, czasem trochę denerwująca. Ale nie o charakterach miała być mowa, tylko o jedzeniu.

Guillano nie proponuje diety, a raczej sposób jedzenia. Zbilansowane posiłki, zawierające wszystkie potrzebne składniki odżywcze, począwszy od solidnego, pełnego białka i węglowodanów, ale już nie tłuszczu śniadania. Liczby posiłków nie ograniczamy, wręcz przeciwnie, jemy ich sześć dziennie, o stałych porach. Mireille nie trzyma się sztywnego podziału na śniadanie, lunch, obiad, potrawy przez nią opisywane też nie są w żelazny sposób  przypisane do pory dnia, bo – jak twierdzi autorka, posiłki należy dopasowywać do swojego rytmu dobowego i stylu pracy, a ważniejsze niż żelazne podziały jest dzienny bilans składników odżywczych.

Wśród „francuskich” zasad jedzenia znajduje się także delektowanie mniejszymi niż np. amerykańskie porcjami, produkty lepszej jakości i mniejsza zawartość cukru i soli. Co nie znaczy, że w książce nie ma słodyczy – jest cała masa smakowitych deserów, a krem cytrynowy będzie następnym z przepisów, które wypróbuję.

Do tej pory, jak już napisałam, wypróbowałam cztery przepisy – na smażonego kurczaka z oliwkami i kaparami, pieczonego kalafiora z orzeszkami piniowymi i rodzynkami, spaghetti carbonara i frittatę z cukinią. Te dwa ostatnie z pewnością wejdą do mojego menu biegacza, kalafior jest idealną alternatywą dla tradycyjnego polskiego sposobu podawania tego warzywa – gotowanego, obficie polanego smażoną tartą bułką z masłem. Na pewno jeszcze wypróbuję wszystkie przepisy na owsiankę, bo uwielbiam ją w każdej postaci.

11156128_10205294196227846_4409619565738024439_n

Co jeszcze radzi Guiliano? Czytać uważnie informacje na opakowaniach. Unikać wysokoprzetworzonych produktów i pułapek w tym rodzaju żywności, który uważamy za zdrowy ( np. płatki śniadaniowe i jogurty). Pić dużo wody. Spacerować. I cieszyć się życiem :-)

 

Tytuł: „Francuzki nie tyją. Książka kucharska”

Autor: Mireille Guiliano

Wydawnictwo Albatros

Zostaw komentarz :, , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...