Młodzieżowe

Bądź panem własnego życia – „Król węży”, Jeff Zentner

przez , 31.maj.2017, w Młodzieżowe

Książka o nastolatkach, które próbują spełniać swoje marzenia wbrew rzeczywistości. O determinacji, asertywności, także wobec najbliższych i podejmowaniu wyborów. A także książka o tym, że sami kształtujemy swój los. Nic nie jest przesądzone.

Miejsce akcji książki to małe miasteczko, zapyziała dziura gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych. Jedyne rozrywki dostępne tam dla młodych ludzi to wysiadywanie w piątki wieczorem na parkingu miejscowego sklepu i alkohol. Szkoła to przymus, któremu wszyscy poddają się raczej niechętnie, ponieważ każdy w tym miejscu wie, co go czeka. Praca w tartaku albo sklepie, marne grosze i siedzenie przed telewizorem do końca dni. Czasem jeszcze związane ze spłacaniem długów. W tym beznadziejnym środowisku trójka nastolatków trzyma się razem. To Dill, syn nawiedzonego kaznodziei, przebywającego w więzieniu za posiadanie dziecięcej pornografii. Travis – łagodny olbrzym o niesamowitej wyobraźni i Lydia, blogerka i trendsetterka. Lydia jako jedyna posiada porządnych i kochających rodziców, nie ma kłopotów z pieniędzmi, za to jest uzależniona od tego, co nazywa dobrym wizerunkiem. Cała trójka ma przed sobą właśnie ostatni rok szkoły i decyzję, co chce robić dalej. A co ważniejsze, czy chcą to robić razem czy osobno.

Choć problemy nastolatków dalekiego Teksasu wydaja nam się dalekie od naszej rzeczywistości (no bo kaznodzieja poskramiający jadowite węże? Really?), ale jednocześnie są łatwe do przełożenia na nasz rodzimy grunt. Na całym świecie nastolatki są identyfikowane z błędami swoich rodziców, obiektami domowej przemocy, wyśmiewane za swoje zainteresowania. Noszą na sobie ciężar ambicji swoich rodziców i czują się rozdarte między chęcią popularności a tym, czego same chcą. Przy czym bynajmniej nie są pewne, że tego chcą… Bohaterowie książki potrzebują pomocy i wsparcia, którego nie dostają od tych, którzy z racji wieku czy rodzaju więzi tego wsparcia powinni udzielić, czyli przede wszystkim od rodziców. Toczą własne boje w rzeczywistości z rówieśnikami i uciekają w świat wyobraźni albo wirtualny, łatwo tracąc pewność siebie. W książce dochodzi do tragedii, która pozwala bohaterom podjąć decyzję o tym, co jest dla nich najważniejsze. Pytanie – czy zawsze musi dojść do tragedii, żeby dorośli stworzyli dzieciom warunki do rozwoju i realizacji marzeń?

Nieco egzotyczna, ale dobrze napisana książka, bez nadmiernej egzaltacji i moralizowania.

„Król węży” został uznany przez Publishers Weekly za jeden z trzech najlepszych debiutów 2016 roku.

Tytuł: „Król węży”

Autor: Jeff Zentner

Wydawnictwo Jaguar

Zostaw komentarz :, więcej...

Paryż, koty, moda i Mademoiselle Oiseau

przez , 16.maj.2017, w Młodzieżowe

Książka, w której można się zakochać. Pełna ciepła, radości życia, ekscytacji, miękkich rzeczy, kotów, gorącej czekolady, kapeluszy, butów na obcasach i tajemniczych miejsc, do których można przejść wprost z balkonu swojego mieszkania. Wspaniała historia ekscentrycznej Mademoiselle Oiseau z równie cudownymi ilustracjami to prawdziwy rarytas, makaronik na paterze. No i oczywiście wspaniały prezent dla tych, którzy kochają Paryż, bo ta opowieść idealnie oddaje klimat miasta, z jego zaułkami, balkonami i zapachem bagietek.


Historia jest o tyle nietypowa, że zaczęła się od filiżanki. Zanim Andrea de La Barre de Nanteuil napisała pierwsze zdanie, postać stworzyła Lovisa Burfitt . Obraz Mademoiselle Oiseau pojawił się na elementach kolekcji porcelanowego serwisu wyprodukowanego przez firmę Rörstrand. Zachwyceni nabywcy i znajomi ilustratorki zaczęli pytać, czy nie myślała o napisaniu książki o niezwykłej paryżance. Lovisa zaproponowała współpracę Andrei i tak powstała bajka dla małych i dużych modowa o tajemniczej Mademoiselle Oiseau. Szykownej, ekscentrycznej, pięknej i silnej.
Mademoiselle Oiseau mieszka na ostatnim piętrze domu przy Alei minionych Czasów. Kobieta nie wychodzi z domu, a po pieczywo i słodycze na posiłki do pobliskiej piekarni wysyła jedną ze swoich kotek. Mademoiselle potrafi przeklinać jak szewc, nieustannie chodzi w butach na cienkich obcasach, w pięknych sukniach i poowijana sznurami pereł, szykowna i w nieokreślonym wieku. To rajski ptak Paryża, do którego przez omyłkę któregoś dnia trafia młoda sąsiadka, doskonale szara i niewidoczna dla innych Izabela. Mademoiselle Oiseau wręcza jej specjalny guzik i…już nic w życiu Izabeli nie będzie takie samo.
Historia Mademoiselle Oiseau to trochę połączenie Mary Poppins z jej magicznymi przyjaciółmi i dziwnymi mocami z absolutnie nieujarzmioną Pippi. Mademoiselle jest barwna i silna, a jej moc przechodzi na Izabelę i sprawia, że dziewczynka nie tylko staje się zauważana, ale i potrafi rozśmieszyć kolegów na matematyce. Izabela ma kogoś, na kim się wzoruje, kogoś, kto ja inspiruje i kogoś, kto ja napędza. Jej życie, nawet jeśli jest to życie w mieście ( nawet, jeżeli tym miastem jest Paryż) staje się jednym pasmem przygód. Może nie takich jak walka z tygrysami czy wyprawa na Akrtykę, ale poznawanie nowych miejsc, rozmowa z nieznanymi ludźmi czy nawet posiadanie własnego kota. Bo przecież zwykłe rzeczy też mogą być przygodą, jeśli tylko mamy do nich odpowiednie podejście, prawda?
Fantastyczna opowieść dla dużych i małych.

Andrea de La Barre de Nanteuil (ur. 1976) – mieszka w Paryżu, zawodowo zajmuje się modą jako specjalistka PR. Ukończyła Uniwersytet w Lund, studiowała też w ESCP Europe w Paryżu. Jest autorką czterech książek dla dzieci: Historia Mademoiselle Oiseau, Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości, Mademoiselle Oiseau and Argentine oraz POMPOMDOOZLES.

Lovisa Burfitt (ur. 1973) – jedna z najzdolniejszych współczesnych skandynawskich ilustratorek. Absolwentka Szkoły Mody Beckmana oraz Królewskiego Instytutu Sztuki w Sztokholmie. Po studiach zamieszkała w Paryżu, gdzie rozwinęła karierę jako projektantka mody i ilustratorka. Obecnie mieszka w Aix-en-Provence.
Tytuł: Historia Mademoiselle Oiseau

Autor: Andrea de La Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt

Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Najsłynniejszy miś świata powraca! Nowe przygody Kubusia Puchatka

przez , 27.mar.2017, w Młodzieżowe

Najsłynniejszy miś świata, czyli Kubuś Puchatek, ma już 91 lat! Nieprawdopodobne, prawda? A jednak. Kubuś swoje urodziny obchodził 18 stycznia, podobnie jak autor książek o nim, A.A. Milne.

To, jak wielką popularność zdobyły przygody Misia o Bardzo Małym Rozumku jest dowodem na to, że da się stworzyć ponadczasową historię, z której czytania czerpie radość już trzecie pokolenie. Książki Milne’a interpretuje się z punktu widzenia psychologii, filozofii czy religii. Kubuś i ferajna odnaleźli swoje miejsce w zen i tao a nawet biznesie i marketingu. Miś tez jest jedna z najlepiej zarabiających fikcyjnych postaci (lepiej od niego zarabia tylko Myszka Miki) – 6 miliardów dolarów. Puchatek ma też swoją gwiazdę w Hollywood Hall of Fame.

Postać Kubusia jest tak popularna, że Miś żyje już własnym życiem. Śmierć Milne’a  (w 1956 roku) stała się tylko drobną przeszkodą w tworzeniu kolejnych przygód Puchatka. Olbrzymia zasługę ma w tym wytwórnia Disneya, dysponująca prawami do wizerunku – i czerpiąca z tego powodu oczywiście kolosalne zyski. Jednak oprócz filmowych adaptacji przygód i całych ton maskotek, koszulek i rozmaitych gadżetów powstają także literackie kontynuacje. Tak jak ta, która ukazała się na świecie w 2016 roku, w rocznicę pierwszego wydania, a w Polsce ukaże się 29 marca, „Najnowsze przygody Kubusia Puchatka”.

Autorami czterech nowych przygód są Paul Bright, Jeanne Willis, Kate Saunders i Brian Sibley. Autorem ilustracji, także utrzymanych „w klimacie” jest Mark Burgess, angielski pisarz i ilustrator literatury dziecięcej.

Tłumaczem polskiego wydania „Nowych przygód Kubusia Puchatka” jest Michał Rusinek. Udało mi się z nim porozmawiać na temat Kubusia i trudności w tłumaczeniu.

Rozmowa z Michałem Rusinkiem

- Czytał Pan Kubusia Puchatka w dzieciństwie?

Och, oczywiście! Najpierw mnie czytano i wtedy również zdaje się trochę podgryzałem tę książkę. Ten mój egzemplarz ciągle mamy w domu i jest on leciutko nadgryziony, być może właśnie przeze mnie. Chłonąłem też oczywiście ilustracje. Coś się takiego działo między ilustracjami Sheparda a tekstem Milne’a, że… były kongenialne.

- Jak Pan podszedł do zadania, jakim było przetłumaczenie nowych przygód Puchatka? Czuł Pan tremę? Tłumaczenie przygód Kubusia to duża odpowiedzialność.

Trema to nie jest właściwe słowo. Już kolejny raz wchodzę w te buty – najgorszy był pierwszy, kiedy tłumaczyłem wiersze Milne’a. Bo oprócz Kubusia Puchatka i Chatki Puchatka Milne napisał dwa tomy wierszy dla swojego syna, Krzysia. Wybór tych wierszy pt. „Wiersze dla Krzysia” ukazał się, kiedy byłem mały i były to przekłady Ireny Tuwim i Antoniego Marianowicza, absolutnie najwyższa półka. Przy czym były to nie tyle przekłady, ile właściwie spolszczenia. I to było dla mnie najtrudniejsze. Dlatego, że do tej pory bardziej pamiętam ich wersje niż swoje. Musiałem wymazać z pamięci to, co pamiętam i przetłumaczyć wszystko od zera. Z drugiej strony, było to szalenie inspirujące, bo to wielka rzecz dla tłumacza tłumaczyć teksty, które są genialne i są punktem na horyzoncie, w kierunku którego trzeba iść, jeśli samemu się chce pisać wierszyki dla dzieci. To była właściwie moja pierwsza książka dla dzieci – przekłady Milne’a. Przełożyłem również pierwszą kontynuację, „Powrót do Stumilowego Lasu” Davida Benedictusa dla Naszej Księgarni. Więc przy nowej książce miałem przetarte szlaki, sam je sobie poniekąd przetarłem. Teraz były dwie trudności. Po pierwsze, genialny oryginał, który jest szczególny, a po drugie – rytm, idiom Ireny Tuwim. Umówiłem się z wydawcami, że tak jak ta książka, dosyć specjalna zresztą, jest napisana w duchu Milne’a, tak ja będę tłumaczył w duchu Ireny Tuwim. Dostałem zgodę na posługiwanie się wymyślonymi przez nią określeniami, więc na szczęście Las jest Stumilowy a nie Stuwiekowy, a Hohonie to są Hohonie a nie jakieś Hefalumpy.

- Kubuś i jego przyjaciele posługują się specyficznym językiem. To są charakterystyczne określenia, przekręcenia, rymowanki… Sprawiało to Panu trudność?

- To akurat nie jest problemem, bo jeśli się od dziecka przebywa w towarzystwie postaci Milne’a,, to mniej więcej się wie, jak się zachowa Kłapouchy, jakim językiem posługuje się Królik, który, jak wiadomo, ma ADHD i że zawsze gdzieś może wbryknąć Tygrysek. Język nie jest problemem. Trudnością, ale nie dla mnie jako tłumacza, tylko dla autorów tej książki jest to, że są to postacie doskonale przewidywalne. One są tak fantastycznie skrojone przez Milne’a, że jak tylko się pojawiają, to wiemy, jak się zachowają w danej sytuacji i co powiedzą. Dlatego zarówno Benedictus w poprzedniej kontynuacji, jak i autorzy obecnej – w jednym opowiadaniu wprowadzają nową postać. I to jest dobry zabieg, bo wprowadza nowy język, nowy sposób zachowywania się. Ale też starzy bohaterowie mogą się w nowej postaci przejrzeć i „zweryfikować” swoje zachowania.

- Powiedział Pan, że ta książka jest specjalna.

Kiedy pierwszy raz przeczytałem tę książkę po angielsku powiedziałem sobie, że jest prawie nieprzetłumaczalna. Większość żartów to żarty językowe, bardzo głęboko „wgryzione” w język angielski. Niektóre z nich są nawet narysowane. To było dodatkowe utrudnienie. Ale wziąwszy głęboki wdech postarałem się z tego wybrnąć. Rymowanki mnie nie przerażają, bo lubię rymować, ale – myślę, że jedną rzecz możemy zdradzić – w ostatnim opowiadaniu jest żart słowny. Kubuś gdzieś słyszy, że każda rzeka ma swój sos. ‘Source of the river’ oznacza źródło rzeki. Przy czym Kubuś słyszy to nie jako ‘source’ a jako ‘sauce’, sos właśnie. Więc rusza na poszukiwanie Sosu rzeki, co jest nieprzetłumaczalną grą słów, a na dodatek obok mamy jeszcze narysowaną sosjerkę. Próbowałem z tego wybrnąć, historia mnie rozliczy. Młody czytelnik mnie z tego rozliczy.

Boi się pan odpowiedzialności przed czytelnikiem? Młody czytelnik jest najbardziej surowy.

- Oczywiście. Młody czytelnik jest najsurowszy, jest także wspaniałym krytykiem. Gdy tłumaczyłem wspominane już wierszyki Milne’a, testowałem je na swojej córce, bo syn był jeszcze za mały. Jeżeli po wysłuchaniu powiedziała „he he he”, to oznaczało, że przekład jest dobry, a jak mówiła „coooo?”  to trzeba było tłumaczyć jeszcze raz. Niestety dzieci mi wyrosły i nie mam na kim testować. Jestem skazany na spotkania autorskie i ocenę post factum. Drżę.

Co jest trudniejsze – bycie autorem czy bycie tłumaczem?

To zależy, co się robi. Ja jak Królik mam ADHD i czasem bardzo mnie nuży tłumaczenie. Już się nie rzucam na tłumaczenie dużych, grubych książek. Ale jeśli ktoś chce pisać, pisać dla dzieci, to dobrze jest zacząć od tłumaczenia, bo ono daje warsztat. Daje też lekcję pokory, bo nie jesteśmy autorem, gwiazdą. Nie możemy sobie pozwolić na dowolność, ale musimy książkę „spolszczyć” i opowiedzieć ją takim językiem, który dzieci zrozumieją i który jakoś do nich dotrze. Literatura dla dzieci dosyć szybko się starzeje, bo dosyć szybko zmienia się język. Dlatego dobrze jest robić na nowo przekłady, odświeżać, odkurzać. Książka czasem w innych krajach trwa dłużej dzięki przekładom. W jej kraju starzeje się jej język. Nowoczesne przekłady Fredry mogą bawić dzieci angielskie, a Fredro coraz mniej bawi dzieci polskie, bo jest pełen niezrozumiałych słów i zwrotów. A wracając do pani pytania: proponowałbym więc stosować płodozmian.

- Kubuś ma już ponad 90 lat. Powiedział Pan, że literatura dla dzieci szybko się starzeje – sądzi Pan, że współczesny młody czytelnik odnajdzie się w Kubusiu?

- Absolutnie. Starzeje się warstwa językowa, a nie starzeje się dobrze skrojona postać. Siłą tej książki, tej serii książek są przede wszystkim postaci. Są zrobione według starożytnego toposu, wzorca, którym jest połączenie starca i dziecka. To gwarantuje, że książka może być czytana na różnych poziomach. Mogą ją czytać dorośli – są przecież interpretacje religioznawcze, filozoficzne, psychologiczne Kubusia Puchatka – ale i dziecko. To może być tez książka wielopokoleniowa. Może stać spokojnie na półce i być czytana przez kolejne pokolenia. Moje dzieci czytały „Kubusia Puchatka”, tego nadgryzionego przeze mnie. I wiele wskazuje na to, że także ich dzieci będą go czytały…

Tytuł: „Nowe przygody Kubusia Puchatka”

Autor: Brian Sibley, Kate Saunders, Jeanne Willis, Paul Bright

Ilustracje: Mark Burgess

Wydawnictwo Znak

 

 

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Powieść drogi dla dzieci – Anna i Pan Jaskółka, Gavriel Savit

przez , 28.lut.2017, w Młodzieżowe

Niezwykła książka dla dzieci – o wojnie. Utrzymana w baśniowym klimacie opowiada o naturze ludzkiej, zagrożeniu, potrzebie przetrwania i trudnych wyborach.

„Anna i Pan Jaskółka” bardzo podobna jest w klimacie do słynnej „Złodziejki książek” Zusacka. Tutaj również mamy małą dziewczynkę, która próbuje ogarnąć okropieństwo wojny i tłumaczy sobie świat używając mocy słów. Anna Gavriela Savita jest jednak lingwistką, rozszyfrowującą charakter ludzi i kulturę, a nawet bardziej uniwersalne cechy dzięki językom.

Książka, choć uniwersalna w wymowie, powinna być bardzo bliska Polakom, jej akcja zaczyna się bowiem w Krakowie, w 1939 roku. Anna jest Polką, podobnie jak jej ojciec, profesor lingistyki uniwersytetu Jagiellońskiego. Jednak Anna dzięki ojcu właśnie nie odczuwa swojej szczególnej przynależności do jakiegoś narodu – potrafi płynnie mówić po polsku, francusku, niemiecku, rosyjsku i w jidysz. Jej ojciec ma wielu różnych przyjaciół i dla dziewczynki mówienie w różnych językach jest rzeczą naturalną. Jednak któregoś dnia okazuje się, że od tego, w jakim języku udzielisz odpowiedzi, może zdecydować o twoim życiu… Ojciec Anny wychodzi i zostawia ja pod opieka swojego przyjaciela, aptekarza. Gdy nie wraca kolejny dzień, aptekarz odsyła dziewczynkę do jej domu, Anna jednak zastaje zamknięte drzwi. Gdy wraca przed aptekę i czeka kolejną godzinę, natyka się na nią dziwny człowiek, który tak jak ona mówi wieloma językami ludzkimi i jeszcze jednym – językiem jaskółek. Pan Jaskółka zabiera Annę z niebezpiecznego chodnika i niezwykła para rusza w drogę. Bo tylko wędrówka w tych niebezpiecznych czasach może zapewnić im przetrwanie.

„Anna i Pan Jaskółka” to powieść drogi w wersji dla dzieci, gdzie wędrówka to jednocześnie synonim dorastania i odkrywania prawd o świecie. Niezwykły Pan Jaskółka uczy Annę trudnej sztuki przetrwania w świecie pełnym złych ludzi. Używając analogii ze światem zwierzęcym tłumaczy jej okropieństwa wojny i konieczność przybierania różnych masek. Anna, chłonna i milcząca, „grzeczna dziewczynka” jest jednocześnie impulsem zmiany. Zadaje pytania rzadko, ale jeśli już to niezwykle przenikliwe. I choć nieczęsto sprzeciwia się Panu Jaskółce, potrafi także mu pokazać, że ważne są także inne rzeczy. Jaskółka uczy Annę samowystarczalności a ona jego – radości z przebywania z drugim człowiekiem.

Książka o rozmaitych granicach – tych na mapie i tych w umyśle, tych w na drodze i tych w umyśle. O tym jak je omijać, przekraczać czy wreszcie niszczyć. O przyjaźni i poświęceniu.

Pisałam już o tym, że w klimacie „Anna i Pan Jaskółka” przypomina „Złodziejkę książek”. Przypomina także smutne i ważne książki Astrid Lindgren czy „Małego księcia”

Tytuł: „Anna i Pan Jaskółka”

Autor: Gavriel Savit

Wydawnictwo Jaguar

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Nowa książka autorki „Niezgodnej”

przez , 10.lut.2017, w Fantastyka, Młodzieżowe

To kolejna powieść Veroniki Roth, autorki bestsellerowej „Niezgodnej”. Tym razem mamy przed sobą Romeo i Julię w klimatach s-f, z wrażliwym Romeo i bezwzględna Julią, losem, którego nie da się odwrócić i, oczywiście, poświęceniem. Bo bez poświęcenia przecież się nie liczy.

Bohaterami książki są Cyra i Akos. Mieszkają na jednej planecie ale reprezentują różne ludy. Akos jest z kochającego pokój narodu Thuve. Cyra – ze znanego z brutalności ludu Shotet. Każdy z mieszkańców tego świata ma niezwykły talent – a ten Cyry potrafi być morderczy…każdy, kto jej dotknie, cierpi z niewyobrażalnego bólu. Ten sam ból odczuwany nieustannie doprowadza dziewczynę do szaleństwa. Ulgę przynosi jej jedynie dotknięcie Akosa – chłopaka, którego Shotet porwali jako dziecko, zabijając przy okazji jego rodzinę. Cyra uczy się od Akosa łagodności, współczucia i poświęcenia. On od niej tego, jak przetrwać mimo wszystko.

„Naznaczeni śmiercią” jest książka o stracie i wynikającej z niej zmianie, a także konsekwencjach wynikających z przemocy, każdego rodzaju. Konsekwencjach dla ofiary przemocy i tego, kto przemoc stosuje. Konsekwencjach fizycznych i daleko głębszych psychicznych. Każda przemoc bowiem oznacza stratę – traci ofiara ale traci i ten, kto przemoc stosuje. I nie wiadomo ostatecznie, kto tu jest bardziej poszkodowany.  Symbolem tej straty są nacięcia na własnym ciele, jakich po każdym zabójstwie – czy też morderstwie – dokonują przedstawiciele ludu Shotet. Znaki te przypominają, że każdy akt brutalności zostają z nami na zawsze.  Ostatecznie jednak, mówi nam autorka, największych aktów przemocy zawsze dokonujemy sami na sobie, w imię tego, co uważamy za swój obowiązek czy powinność.

Rozpisałam się dosyć poważnie, ale historia jest dosyć ponura. Krew leje się strumieniami, ludzie krzyczą z bólu niemal na każdej kartce, krzywdy robią rodzice dzieciom, dzieci rodzicom, robi je sobie wzajemnie rodzeństwo. Ale jak powiedziała w którymś z wywiadów sama autorka, to właśnie brutalność i przemoc i jej okoliczności miały być głównym tematem książki. A także umiejętności dostosowywania się do nowych warunków i życia w odmiennej kulturze.

„Naznaczeni śmiercią”, poza tym, że są historią o miłości, są przeciętnie interesującą książką s-f, z kilkoma dziwnymi światami i kulturami (przeciętnie dla mnie, jakby nie patrzył specjalizuję się w fantastyce) i wciągającą powieścią przygodową. Jest bunt, rewolucja, tajemnicza wyrocznia, nieoczekiwani sprzymierzeńcy i zanosi się także na spektakularną puentę. Czyta się szybko, nie ma żadnych dłużyzn i nielogiczności, a także nadmiernego filozofowania czy dramatyzmu.Oczywiście wszystko jest zgodnie z ostatnimi trendami, (zrozumiałymi, bo w końcu to głównie kobiety czytają) że to kobiety są siłą napędową i sprawczą i że są bardziej stanowcze, zdecydowane i bezwzględne niż mężczyźni.

Tytuł: „Naznaczeni śmiercią”

Autor: Veronica Roth

Wydawnictwo Jaguar

Zostaw komentarz :, więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...