Obyczajowe

Wojowniczki i Amazonki – Warkocz, Laetitia Colombani

przez , 15.lis.2017, w Obyczajowe

Trzy kobiety, trzy światy. Każda z nich marzy o przełamaniu schematu narzuconego kobiecie przez środowisko. Każda jest wojowniczką i każda podejmuje walkę w obronie wartości, które są dla niej najważniejsze. Ich losy splotą się w jednym, ważnym momencie, w jednym ważnym przedmiocie, utożsamiającym kobiecą godność i wolę walki.

Smita mieszka w Indiach. Jest niedotykalną i jak jej matka zajmuje się zbieraniem ludzkich odchodów. Marzy o lepszej przyszłości dla córki, o tym, żeby dziewczynka nauczyła się czytać i żyła innym życiem, niż zgotowało jej przeznaczenie i społeczeństwo.

Giulia jest Sycylijką, pracuje w warsztacie rzemieślniczym swojego ojca, wyrabia peruki. Kiedy jej ojciec ulega wypadkowi dziewczyna odkrywa, że firmie grozi bankructwo.

Sara mieszka w Kanadzie, jest prawniczką w renomowanej kancelarii. Pracuje bez wytchnienia i odkłada na bok fakt, że jest samotną matką trójki dzieci. Sara jest bez skazy, bez skrupułów i bez słabości. Do momentu kiedy okazuje się, że ma raka.

Każda z tych kobiet w pewnym momencie swojego życia musi przeciwstawić się losowi i przeznaczeniu. Sprzeciwić się bliskim, środowisku, zmierzyć z fizycznym zagrożeniem. Podjąć wyzwanie. Każda z nich jest w klatce, choć klatki te zdają się wyglądać inaczej. W świecie Smity kobiety zawsze padają ofiarą. Gwałcone, często w ramach kary za przewinienie dokonane przez mężczyzn. Zabijane. Wyrzucane z domu kiedy umrze ich mąż. Każda chwila ich życia to zagrożenie. Giulia zdawałoby się jest bezpieczna, ale w jej świecie kobiety są pracownicami, a nie szefami. Tradycja to świętość a jedyne wyjście dla kobiety to wyjście za mąż. Sara zdawałoby się rozbiła szklany sufit prawniczego świata, ale tylko pozornie. Bo w tym świecie kobieta musi być po wielokroć twardsza od mężczyzny, a czy Sarze tak naprawdę na tym zależy? Czy na tym polega siła?

Tak, owszem, książka Laetitii Colombani posługuje się schematami, ale smutna prawda jest taka, że te schematy znakomicie funkcjonują w naszych społeczeństwach. Kobiety muszą wykazywać się niesamowitą odwagą i siłą, żeby je przełamać i wyrwać się choć odrobinę z narzuconej sobie od pokoleń roli. I nie popaść przy tym w następne schematy. Kobiety zasługują na to, żeby iść własną drogą, mieć marzenia i nie musieć się tłumaczyć ani wykazywać.

I czasem też odnajdują sprzymierzeńców w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. A właściwie odnajdują siostrzeństwo i wsparcie. Nawet jeśli nie jest ono oczywiste.

Tytuł: „Warkocz”

Autorka: Laetitia Colombani

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, więcej...

O nierównościach – Swing time, Zadie Smith

przez , 31.paź.2017, w Obyczajowe

Bardzo intymna historia o korzeniach i przyjaźni. I tym, czego Zadie Smith nie boi się dotykać – kwestii nierówności społecznych i rasowych. Wszystko to włożone jakby mimochodem w opowieść o dwóch przyjaciółkach, muzyce i tańcu.

„Swing time” to historia przesycona kurzem i charakterystycznym zapachem potu i kalafonii z sal baletowych, jazzem i swingiem, hip-hopem i popem. Z ujmującym wdziękiem Freda Astaire, lekceważeniem jego partnerki i historią czarnoskórych, nie tylko w show biznesie. Z jednej strony osobista, o najgłębszych uprzedzeniach, urazach i zawiedzionych nadziejach. Z drugiej – o wielkiej polityce, mielącej idee i jednostki.

Dwie dziewczynki są przyjaciółkami. Spotykają się na sali tanecznej i stopniowo, od pierwszego, ukradkowego uśmiechu stają się sobie coraz bliższe. Łączy je wiek i pasja, dzielą… No cóż, działania i ambicje rodziców, tzw. kręgi społeczne, aspiracje. Dziewczyny z jednej strony są dla siebie oparciem, z drugiej – rywalizują. Talentem, rodziną… Zazdrość przez lata urośnie do niebywałych granic i odezwie się w sposób i w momencie najmniej oczekiwanym, kiedy jedna z dziewcząt stanie się asystentką słynnej gwiazdy a druga będzie próbowała ocalić dla siebie to, co dla niej najważniejsze.

W skompresowanej formie udało się Zadie Smith zawrzeć całe spektrum tematów dotyczących nierówności i szans. To w pierwszej kolejności nierówności spowodowane kolorem skóry ale i miejscem urodzenia. Czarni są gorsi niż biali, ci, którzy urodzili się w Europie od tych, co urodzili się w Afryce, ci, którzy mieszkają po tej stronie ulicy od tych, co mieszkają po tamtej, biedni są gorsi niż bogaci a „ci lepsi” dają sobie prawo do zawłaszczania i zabierania nawet tych drobin, które maja „ci gorsi”. Od uprzedzeń nikt nie jest wolny, nawet ci, którzy z nimi walczą. Cały „Swing time” jest pełna takich drobiazgów, które składają się na lawinę. Kiedy bohaterka wykazuje się w szkole inteligencją i zainteresowaniami, dyrektorka automatycznie stwierdza, że to musi być zasługa ojca – bo biały, bo mężczyzna. Kiedy dorosła bohaterka spotyka emigranta z Afryki, jest zszokowana tym, że nie pochodzi on z biednej rodziny, a z rodu prawników i lekarzy, miał wielki dom i służbę. Jako ciemnoskóra automatycznie bohaterka jest traktowana jako ktoś, kto będzie wiedział, jak rozmawiać z mieszkańcami afrykańskiej wioski, chociaż nikt bardziej niż ona nie jest nieświadomy tamtejszych warunków. Druga bohaterka, Tracey, z racji urody jest traktowana jako wyzywająca, prowokująca, głupsza, zawsze winna – nawet przez kobietę, która walczy o równe prawa i równe szanse ubogich czy tych z patologicznych rodzin. W tym skomplikowanym tańcu hierarchii, narzuconej nam przez rozmaite normy społeczne, politykę, zawartość portfela  etc. gubimy – my i bohaterowie – więzi całkiem osobiste i tracimy z oczu to, co ważne.

Spotkałam się już ze zdaniem, (którego nie podzielam), że „Swing time” nie porywa, że jest słabszy niż inne książki Zadie. Może jest bardziej subtelny, zbyt skomplikowany, troszkę jak kłąb splatanej włóczki różnych kolorów. Tu nie ma prostej historii i jednego wątku, wszystko się ze sobą przeplata. To powieść delikatna i subtelna, sygnalizująca, zaznaczająca, drobnymi wtrętami, pozornie nieważnymi zdaniami, tłem, szczegółami, które łatwo przeoczyć. Nie ma walenia młotem po głowach – Zadie nie szokuje, Zadie naprowadza i pozostawia nas samych do wyciagnięcia wniosków.

Tytuł: Swing time

Autorka: Zadie Smith

Wydawnictwo Znak

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Porno story klasy B – polska prowincja według Michaśki

przez , 11.paź.2017, w Obyczajowe

Humor, groteska i mocny obraz polskiej prowincji, z jej beznadzieją, upodobaniem do kiczu i błysku, z aspiracjami, które mają być wielkie, a sięgają tylko udziałów w żałosnych reality show. Gdzie szczytem marzeń jest zostać gwiazdą instagrama dla młodszych, a zabłyśnięcie w kościele dla tych starszych. Jednym słowem Witkowski w formie.

Jest taki świat, z którym czasem się spotykamy i o którym wiemy, świat ludzi, którzy Michaśki pewnie nie czytają, ale za to Michaśka wie o nich bardzo dużo. Moherowe berety, wyczesane i wypchane apaszką, wyczesane trwałe na beton utrwalone lakierem, przystanki autobusowe, z których czas i luje usunęły wszystkie ruchome elementy. Tory, po których łazi się w pogoni za niewyobrażalnym, dziewczyny z wózkami, których zawartość odziedziczyła DNA nie wiadomo po kim. Światek tipsów i Aldony Orłowskiej, której kiedyś, tak, tak, ja także posłuchałam w przypływie biurowej głupawki, zwiedziona na pokuszenie przez kolegę. Wiecie, taki świat ponurej beznadziei, w którym marzy się o milionach ale na to, co się z nimi zrobi (bo na przepicie to chyba za dużo) już wyobraźni nie starcza. I Witkowski tarza się w tym światku z lubością, przegania kopniakami po kartkach książki jego bohaterów. Podstawia nam pod skrzywione w grymasie noski i mówi – tak, tak wygląda polska rzeczywistość. Tu masz odpowiedź na pytania o sondaże. I choćbyśmy nie wiadomo jak zaprzeczali, to ukryć się nie da, że rzeczywistość wymyślonego „Wymazanego” jest bardziej realna niż to, co na temat nas i naszego otoczenia sobie wmawiamy.

W „Wymazanym” kryją się olbrzymie pokłady ironii i równie olbrzymie pokłady smutku. Damian Piękny, najpiękniejszy chłopiec Wymazanego, a nawet Polski, taki Leonardo DiCaprio i Brad Pitt w jednym ma właściwie jedno marzenie – dymać stare baby. Tak, wulgaryzm zamierzony, innego określenia nie będzie. Im starsza, brzydsza, im bardziej biust obwisły a wąsik pod nosem widoczny, tym bardziej Damianka rajcuje. I w tym Wymazanym, które samo ma wielkie aspiracje, a jest tylko miasteczkiem na trasie tirów i z tirów żyjącym te stare baby, obiekt mrocznego pożądania, są czymś najbardziej spektakularnym. To sól polskiej ziemi, podstawa bytu i podpora gospodarki. Piękny Damian to tylko pretekst – prawdziwe są stare baby, cała ich cudowna galeria, od babci głównego bohatera po miejscową biznesłumenkę o ksywie Alexis. To starą babą jedzącą śledzie z gazety stoi polska prowincja. Starą babą kochającą podświetlane obrazy z jeleniem na rykowisku i słuchającą radiowych wróżek. Księżą gospodynią. Ekspedientką w sklepie dogłębnie wychujanym przez Tesco.

„Wymazane” jest całe jednym wielkim obrazem. To książka dygresja, bez właściwie myśli przewodniej innej niż podstawienie nam pod nos lusterka. Na dodatek krzywego i zapyziałego. Jeśli coś tu pachnie, to raczej śmierdzi, jeżeli ma kolor, to na pewno fluo, jeżeli smakuje, to raczej jest to żarcie do porzygu niż delektowanie się. Mocno, bezlitośnie, bez skrupułów. To jedna z lepszych powieści Witkowskiego – uderza jak młotek, na dodatek nie zostawia ani krzty nadziei. Dla tego świata najlepszym wyjściem jest wymazanie.

Tytuł: „Wymazane”

Autor: Michał Witkowski

Wydawnictwo Znak

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Kronika życia pewnego mordercy

przez , 03.paź.2017, w Obyczajowe

Porównuje się ją do „Pachnidła” albo „Milczenia owiec”, ale czy słusznie? Mam wrażenie, że o ile rzeczywiście „Cisza” jest portretem mordercy, o tyle różnica jest…w nastawieniu czytelnika. To tak jak serialu „Dexter” – wszystko zależy od rodzaju ofiar.

Karl Heidemann od dziecka cierpiał na nadwrażliwość słuchową. Rodzice, ratując go przed naporem dźwięków, przenoszą się z życiem… do piwnicy. Jednak sytuacja okazuje się za ciężka dla matki Karla. Pewnego dnia chłopak staje się świadkiem samobójstwa matki i dochodzi do wniosku, że śmierć jest ostatecznym spokojem i ukojeniem. A ponieważ on sam nie marzy o niczym innym niż spokoju, zaczyna ten spokój dawać innym. Najpierw zwierzętom – chorym, kulawym, rannym – a następnie ludziom. Takim, którzy według niego cierpią. Na przykład tym, którzy obwiniają się o śmierć jego matki.

„Cisza” to nie kryminał ani szczerze mówiąc nie thriller. Za to znakomity portret psychologiczny psychopaty – człowieka, który ma zaburzone pojmowanie dobra i zła. A może po prostu zupełnie inaczej te dwie rzeczy odczuwa? Nie ulega bowiem wątpliwości, że jego działalność jest przez wielu upragniona. Tych, którzy pragną śmierci jako wyzwolenia od bólu i cierpienia, uwolnienie od niedołężnego ciała. I tych, którzy cierpieli z powodu osób zabitych przez Karla. Brutalnych mężów i ojców, pedofilów, gwałcicieli, domowych bokserów. Śmierć zadawana przez Karla czasem jest prezentem i nagrodą, czasem karą. I autor przedstawia zarówno ją, jak i zadającego ją Karla jak ostateczne dobro. Bo przecież Karl jest dobrym człowiekiem, kochanym przez wszystkie zwierzęta. Czy ten morderca, wobec którego czytelnik czuje tylko współczucie i sympatię jest gorszy od tych, których dotyka jego kara?

Książka, która stawia szereg pytań o etykę i moralność. Czy moralni są mieszkańcy wsi, którzy zbiorowo udają, że nie widzą jak mężczyzna dzień w dzień brutalnie bije swoja żonę i głuchoniemą córkę – czy też ten, który postanawia coś z tym zrobić? Co prawda sympatia autora subtelnie kieruje czytelnika w kierunku sympatii do mordercy, ale też ten mechanizm daje się przejrzeć. I wtedy czytelnik sam wpada na pomysł „aha, a więc istnieją okoliczności, w których usprawiedliwiam zło”. A więc zło nie jest jednoznaczne. Albo my mamy skłonności do jego usprawiedliwiania.

Świetnie napisana, ze znakomitym pomysłem na głównego bohatera, którego autor przeprowadza przez groźny świat, fundując mu wędrówkę – na dno, fizyczne i metaforyczne, a potem do góry, gdzie wędrówka jest synonimem dojrzewania, zmiany i walki z własnymi demonami.

Tytuł: „Cisza. Kronika życia pewnego ”

Autor: Thomas Raab

Wydawnictwo Albatros
 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Księga nocnych kobiet – Marlon James

przez , 27.wrz.2017, w Obyczajowe

Marlon James – laureat Nagrody Bookera z kolejną wstrząsającą książką. Tym razem inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami historia buntu wznieconego na jamajskiej plantacji przez czarne kobiety. To dramatyczny obraz niewolnictwa – nie tylko zniewolenia czarnych przez białych ale i kobiet przez mężczyzn. Obraz odwiecznej niesprawiedliwości, kiedy to jedni uważają, że miejsce urodzenia, płeć czy kolor skóry daje im prawo do bycia panem życia i śmierci innych. To taka książka, która, choć opowiada o historii, niezwykle mocno wybrzmiewa teraz, kiedy na całym świecie podnoszą głowy ruchy nacjonalistyczne i rasistowskie.

Główną bohaterka książki jest Lilit, czarna niewolnica z zielonymi oczami, które dobitnie świadczą o domieszce „białej” krwi. Niewolnica z urodzenia, ale nigdy w duchu. Niepokorna i szalona, kiedy ktoś chce ja złamać, z krwią na rękach. Inni widzą w Lilit mrok – a kobiety z plantacji widzą w niej szansę na osiągnięcie swojego celu, totalnego buntu. Jednak w duszy Lilit nic nie jest proste, a nienawiść wobec „massa” i „białego człowieka” miesza się z lojalnością i miłością wobec jednostek.

To książka o kobietach – silnych nawet wtedy, kiedy zdaje się, że bardziej ich skrzywdzić i upokorzyć nie można. To książka o mrocznej sile i pamięci, której nic nie zagłuszy. To książka o zemście i wdzięczności, brutalna i przerażająca w opisach, bo James plastycznie i wyraziście oddał terror panujący w jamajskich plantacjach trzciny cukrowej na przełomie XVIII i XIX wieku, wszystkie te baty, tortury, wymyślne kary. Taka książka, po lekturze której należy zacząć się bać kobiet, jeśli tylko cokolwiek ma się wobec nich na sumieniu.

Marlon James stworzył takie postaci, które na długo pozostaną w pamięci. Książkowe bohaterki noszą mityczne imiona – fabularnie dlatego, że słabość do mitologii miał właściciel plantacji. Ale zupełnie inaczej odczytuje się książkę znając to, co stoi za każdym z imion. Lilith, pierwsza żona Adama, której imię nawiązuje do nocy, a ją samą utożsamia się z demonem. Nieulękła Pallas z nieodłącznym garłaczem. Gorgona. Hippolita. Czy wreszcie ta, która tworzy historie i splata wszystkie wątki, Homer. Zresztą tych literacko – mitycznych nawiązań jest więcej – wystarczy chociażby przypomnieć sobie sceny, kiedy Lilit próbuje zmyć z rąk niewidzialną krew. Do szeregu niewolnic dołącza „biała” panna Isobel – zdegenerowana, szukająca własnej wolności na własny sposób.

Wreszcie, last but not least – język. Już w „Krótkiej historii siedmiu zabójstw” James pokazał, że jest mistrzem narracji, konstruowania języka a za jego pomocą – osobowości. W „Księdze nocnych kobiet” mamy język czarnych i język białych, różny formą i treścią, niesiona za formą. Język zresztą jest w książce sposobem na uzyskanie wolności – to czytanie i pisanie jest tym, czego absolutnie nie wolno robić „czarnuchom”. Książki pokazują, że można inaczej i dlatego są niebezpieczne.

Tytuł: „Księga nocnych kobiet”

Autor: Marlon James

Wydawnictwo Literackie

 

 

 

1 komentarz :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...