Reportaż

Kim są państwo Macron?

przez , 24.sie.2017, w biografia, Reportaż

Ten polityk ma dar do wzburzania Polaków, od kiedy tylko objął swoje stanowisko. Dosyć nieoczekiwanie, pokazując jednak zdrowy rozsądek Francuzów wyprzedził w wyścigu o fotel prezydencki nacjonalistów z ich populistycznymi hasłami. I stał się powodem potężnej burzy w polskim internecie. Nie z powodu swojego programu politycznego, ale dlatego, że wbrew naszej patriarchalnej, mizoginicznej i szowinistycznej kulturze ośmielił się mieć żonę o 24 lata starszą od siebie. Tę burzę najlepiej podsumowała jedna z internautek, której imienia nie pamiętam „to zadziwiające, że w Polsce tak wielkie oburzenie budzi mężczyzna szczęśliwie od wielu lat żonaty z tą samą kobietą, podczas gdy powszechny entuzjazm i podziw budzi mężczyzna, który ma trzecią już z kolei żonę, młodszą od siebie o tyle samo, o ile jest starsza od Macrona jego żona (mowa o Trumpie, jakby ktoś się nie zorientował).

Pogardliwie panią Macron nazywano „babcią” – co jednak skutecznie ukróciło zdjęcie zestawiające uśmiechniętą, przepiękną, zadowoloną z siebie „babcię” z sięgającymi nieba, zgrabnymi nogami z Beatą Szydło. Szczerze? Uważam, że lata to levele, nie obchodzi mnie kto ma ile lat w związku i cieszę się, że pani Brigitte i jej małżonek pokazują środkowy palec „polaczkom”. Obyczajowo i w polityce, biorąc pod uwagę grafik wizyt prezydenta Macrona w sprawie chociażby pracowników delegowanych.

 

Rozpisałam się o tym tak długo, bo historia małżeńska Macronów skłoniła mnie do sięgnięcia po cienką książeczkę, wydaną przez Wydawnictwo Studio Emka. „Państwo Macron” to dokument przygotowany przez dwie niezależne francuskie dziennikarki, Caroline Derrien i Candice Nedelec. Obie mają już na swoim koncie podobne publikacje, poświęcone na przykład Sarkozy’emu i jego stosunkom z kobietami. Reportaż został napisany przed słynnymi wyborami prezydenckimi, ale znakomicie przedstawia fenomen Emmanuela Macrona, który na światowej arenie pojawił się trochę jak diabełek z pudełka. I niestety obraz, jaki wyłania się z reportażu, nie jest dla Polski pomyślny. Bo Macron jest ambitny, nie waha się grać twardo i va banque.

 

Książka jest o parze – i sporo miejsca autorki poświęciły początkom znajomości Brigitte i Emmanuela, czyli temu, co tak rozgrzewa wszystkich miłośników plotek. Przedstawiają fakty, to, co o swoim związku mówią oboje małżonkowie i to, jak cała sytuacja była przyjmowana przez środowisko. W sposób wyważony, nie w stylu rodem z plotkarskich portali, choć o tych plotkach, paparazzich i opiniach też wspominają. Wyłania się z ich opowieści obraz niezwykle zdeterminowanego siedemnastolatka, który postawił sobie za cel zdobycie kobiety, która go fascynuje, motywuje, stymuluje do działania. I który po wielu latach wciąż trzyma za rękę swoją Brigitte, która jest dla niego powierniczką i doradcą. I wiecie co? Ten francuski prezydent strasznie mi tym imponuje.

 

Jednak „Państwo Macron” to nie historia miłosna. To obserwacja zjawiska politycznego, jakim jest En marche!. Tych, których interesują tylko smaczki obyczajowe, ponad połowa książki poświęcona francuskiej polityce zapewne znuży, bowiem wymaga już sporej orientacji w temacie. A od polityki w Polsce mamy samych specjalistów, chociaż tych, którzy rzeczywiście się na niej znają – niewielu. Ale nawet pomimo nieznajomości tematu widać to, jak spektakularnym zjawiskiem jest na europejskiej scenie politycznej ten francuski prezydent.

 

Książka dla tych, co lubią wiedzieć, jak było naprawdę.

Tytuł: „Państwo Macron”

Autorki: Caroline Derrien, Candice Nedelec

Wydawnictwo Studio Emka

2 komentarze :, , , więcej...

Spieniona historia Europy

przez , 29.cze.2017, w Reportaż

Zdecydowanie coś dla wielbicieli piwa – dzieje Europy opowiedziane z punktu widzenia tego złocistego napoju. Okazuje się, że wystarczą 24 pinty rozmaitych piwnych rodzajów i marek, żeby pokazać jakiś kluczowy moment lub rozdział w europejskiej historii – np. rewolta Lutra, przejmowanie władzy przez Hitlera w regionie bawarskim, pierwsze transporty kolejowe . Nie zabrakło w książce także słynnych ludzi (takich jak słynny mikrobiolog Pasteur , Luter, car Piotr Wielki, C.S. Lewis i Tolkien, Vaclav Havel a nawet święty Kolumban, któremu przypisuje się cud rozmnożenia piwa). Autorzy przemieszczają się po całym kontynencie opisując rozwój i dzieje browarnictwa, od browarów klasztornych i domowych (czy wiecie np., że to irlandzcy mnisi uratowali dla współczesnej Europy piwo?)po wielkie kompanie, takie jak Carlsberg, Guinness, Peroni czy Heineken.

Książka to nie podręcznik warzenia piwa, ale raczej przewodnik po sposobach jego produkcji, zmieniających się upodobaniach Europejczyków, wpływie rozwoju technologii na proces produkcji (np. słynna metoda obróbki termicznej wymyślona przez Pasteura w celu usuwania z drożdży zanieczyszczeń i bakterii), przy czym autorzy zadbali o odpowiednią ilość historyjek i anegdotek ubarwiających poszczególne historie. Sięgają przy tym do zapisów, opowieści, podań, dzieł sztuki (np. malarstwa holenderskiego, w którym picie piwa ma swoją godna reprezentację). Przy okazji udało im się rozwiać kilka mitów – że Rosjanie od zawsze pili tylko i wyłącznie wódkę, że piwo to napój dla pospólstwa i że picie piwa jest szkodliwe (były bowiem i takie okresy, kiedy to piwo chroniło np. wielkie armie przed rozmaitymi przygodami gastrycznymi). Udało im się tez udowodnić, że to nie wino, rozpowszechnione przez Rzymian i chrześcijan (tak tak!), ale piwo jest prawdziwie europejskim napojem, a jego spożywania bynajmniej wstydzić się nie należy. Jak to mówił wspominany już tutaj Luter: „Ten kto pije piwo, dobrze śpi. Ten, kto dobrze śpi, nie grzeszy. Ten kto nie grzeszy, pójdzie do nieba” .

W książce znajdziemy także polskie akcenty – bowiem to w Polsce miał miejsce jedyny taki w historii przypadek, gdzie do Sejmu dostała się Polska Partia Przyjaciół Piwa.
Polskie wydanie książki zostało rozszerzone o rekomendacje piwne Pawła Leszczyńskiego – certyfikowanego sędziego piwnego i współorganizatora Warszawskiego Festiwalu Piwa.

Tytuł: „Spieniona historia Europy. 24 piny które nawarzyły piwa”

Autorzy: Mika Rissanen, Juha Tahvanainen

Wydawnictwo Agora

Zostaw komentarz :, , , , , , , więcej...

Betonowa pustynia a może miejska dżungla? Nathanael Johnson odkrywa sekrety roślin i zwierząt

przez , 01.cze.2017, w Poradniki, Reportaż

Uważamy miasto za betonowe pustynie, w których nic nie rośnie i nie ma zwierząt, a jak człowiek nie ma pieniędzy na koncie na zakupy to umrze z głodu. Tymczasem miasta to bogate ekosystemy, których najzwyczajniej w świecie nie widzimy. A przedstawicieli świata natury nie zauważamy albo czujemy do nich obrzydzenie, jak np. do miejskich gołębi. Są jednak ludzie, którzy z pasja odkrywców poświęcają się eksploracji nie odległych regionów, a własnych podwórek. Często z zadziwiającymi efektami.

Nathanael Johnson zainteresował się światem, który go otacza, kiedy jego roczna córeczka Josephine zaczęła zasypywać go pytaniami. A dokładnie jednym – „to?” ze wskazaniem palcem. Mając serdecznie dosyć udzielania ciągle tej samej odpowiedzi na widok palca wyciągniętego w stronę drzewa, Nathanael zaczął wymyślać: liście, kwiaty, igły, pień, konar, gałąź, pączki, kwiat… Gra trwała tak długo, że nasz bohater mimowolnie zaczął zauważać szczegóły po raz tysięczny mijanej rośliny. A potem go zainteresowało, co to za drzewo, kupił przewodnik…i tak przepadł, stając się jednym z hobbystów – odkrywców, poszukiwaczy wiedzy na temat tego, co go otacza.

W swojej książce Johnson po pierwsze opisuje stworzenia, których w naszym miejskim życiu nie widzimy lub których nie lubimy – gołębie, mrówki, chwasty… I odkrył, że po pierwsze strasznie mało wiemy na temat naszych najbliższych towarzyszy (na przykład niesamowicie popularnego w jego stronach sępnika różowogłowego czy nawet zwykłych gołębi), po drugie, że są ludzie, których życie polega na rozwikływaniu rozmaitych tajemnic, na przykład tej, dlaczego miejskie gołębie tak często mają uszkodzone kończyny. Odkrył też, że miejska przyroda jest pełna produktów spożywczych, które pomijamy – na przykład rozmaitych roślin uznawanych za chwasty i tępionych) i niesamowitych organizmów, których umiejętności przyprawić nas mogą o ból głowy (np. zdolność gołębi do wracania w to samo miejsce czy znajdowania przez wiewiórki ukrytego wcześniej pokarmu). Poszukiwania wciągnęły zarówno autora, jak i jego malutka córeczkę, a jeśli chcemy podążyć jego śladem – Johnson podaje nam sposób, jak to zrobić.

„Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli” wpisują się w trend ponownego zainteresowania człowieka środowiskiem i prób życia z nim w harmonii. Przykładem tego mogą być chociażby bijące rekordy popularności książki Petera Wohllebena „Sekretne życie drzew” czy „Duchowe życie zwierząt”. Coraz częściej dostrzegamy własna arogancję i –przestajemy się traktować jako „koronę stworzenia” wszystkowładną i wszystkowiedzącą na rzecz pokory i sokratesowego  „wiem, że nic nie wiem”. No bo jak traktować się inaczej, jeżeli nie mamy najmniejszego pojęcia, co żyje na naszym podwórku? Ale jeśli zechcemy się tego dowiedzieć – to książka Johnsona będzie dobrym przewodnikiem na początek.

Tytuł: Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli”

Autor: Nathanael Johnson

Wydawnictwo Vivante

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Samotna podróż po Afganistanie

przez , 18.maj.2017, w Podróże, Reportaż

Reportaż, Afganistan, islam. Co widzicie oczami wyobraźni po tym zestawie? Bomby, agresywnych bojowników, daty, zamachy, politykę, krew, gniew i strach. A tymczasem Monika Bułaj stworzyła reportaż zupełnie inny, o pięknej i zagrożonej kulturze, duchowości sufich i poezji, o islamie tolerancyjnym, którzy coraz bardziej schodzi do podziemia, o łamanych zasadach. O zakazach trzymania śpiewających ptaków, tańca, recytowania, nauczania. Owszem, ta opowieść nie jest samym pozytywem. Jest o umarłych dzieciach, sierotach, niewoli burek i islamskich kamikadze. Reporterka porusza się tam, gdzie nie wejdzie nikt inny, daje się ponieść fali wydarzeń, przemieszcza się pajęczyną dróg dobrych, omijając drogi złe w skomplikowanej geografii niebezpieczeństwa. Jej Afganistan, ten, którego poszukuje i którego ulotny obraz czasem uda jej się schwytać to kraj znienawidzony przez Talibów, domagających się surowych zasad, smutku, strachu i nienawiści.

Czytam tę książkę raz po raz i wyjść nie mogę z podziwu nad odwagą – lub szaleństwem autorki, która samotnie, bez tzw. przyjaciół przyjaciół, wędrowała po miejscach, które uznajemy za paszczę lwa. A wędrowała od granicy Iranu do Chin w śniegach Pamiru. Autobusem i taksówką. Na piechotę i ciężarówką. Konno, jakiem i osiołkiem. Mało tego – jeśli ktoś jej towarzyszył, to miejscowi. Obcy. Którzy bez mrugnięcia okiem dopuszczali ja do życia rodzinnego, modlitw, świętowania, dyskusji. Monika Bułaj stała się symbolem – cudzoziemca, który szanuje. Jej płeć przestała mieć znaczenie – miało znaczenie jej podejście, chęć doświadczenia i zrozumienia. I dzięki temu udało jej się stworzyć tak przejmujący i zupełnie inny od tych, do których przywykliśmy obraz islamu.

Niezwykle ważne są w tej książce wrażenia. Dźwięk – rytm słów, muzyka, westchnienie, cisza, śpiew, deklamacja. Smak – niekończących się filiżanek z herbatą i chleba. Dotyk – szorstkiej burki, posłania na jedynym w domostwie łóżku, odstąpionym gościowi, sierści jaka. Zapach – rzeki, końskich odchodów, targu, starych ksiąg, potu i strachu. O dziwo udaje się te wrażenia zamknąć w słowie, mniej lub bardziej ulotnym, gładkim jak rzeka, ze zdaniami bez wyraźnego planu, początku i końca. Autorka idzie tam, gdzie pcha ją wiatr i zagonią okoliczności, bez strachu korzystając z okazji zobaczenia czegoś nowego. Swoje wrażenia nie tylko opowiada, ale i pokazuje, zestawem fantastycznych, klimatycznych zdjęć.

„Nur. Zapiski afgańskie” to zapis zmiany. Zmiany kraju, ludzi, religii, społeczeństwa, okoliczności, ale i zmiany, jaka zaszła w autorce.

„Miałam zbyt wiele wolności. Ile razy chciałam, by ktoś coś za mnie zdecydował, gdzieś poprowadził, odmówił mi czegoś, zakazał. Podróżując wzdłuż i wszerz Afganistanu zawsze otrzymywałam więcej niż dawałam, jakby Afgańczycy mieli na zbyciu duszę, w nadmiarze, na zapas, nieograniczone zapasy, wagony dusz. A przecież jeśli jestem dla kogoś siostrą znaczy, że ten ktoś jest moim bratem? Dziś po raz pierwszy od miesięcy popatrzyłam w lusterko. Zobaczyłam nieznane mi niebieskie spojrzenie, ichniejsze, dzikie i wesołe. Jak rozliczę się ze wspomnieniami? Myślisz, że je zgubiłaś, i że sobie leżą gdzieś na wysypisku, siekane, przerabiane na inną materię, by stać się humusem, złomem, a potem nagle odnajdujesz wszystkie, uważne i napięte, gotowe na ustawienie się w szyku, i już nie ważne w jakim języku najeżdżają sny, nie masz alibi, osadzają się w pamięci, opowieść wyłania się z piany chaosu – w zapiski, znaki, obecności. Język staje się domem, kodem, zasadą, zachowaniem, grą.” (fragment książki)

Tytuł: Nur. Zapiski afgańskie

Autor: Monika Bułaj

Wydawnictwo National Geographic

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Niezwykła wyprawa rowerem po Amazonce

przez , 05.kwi.2017, w Podróże, Reportaż

To historia niezwykłej wyprawy dwóch braci. Jeden spełniał marzenie swojego życia, drugi to życie ratował. Dawid Andres i Hubert Kisiński zdecydowali się przebyć groźną Amazonkę na… rowerach. Przebyli prawie osiem tysięcy kilometrów przez dżunglę i góry, borykali się z rzecznymi piratami, awariami sprzętu i własnymi słabościami. I udało im się! Podróż, która została nagrodzona Kolosem 2015 w kategorii Wyczyn Roku przyniosła im rozgłos, a przede wszystkim zmieniła życie.

Książka to opowieść o wyprawie snuta przez Piotra Chmielińskiego. „Tatę” wyprawy, jak nazwali go Dawid i Hubert. Człowieka, który trzydzieści lat wcześniej przebył Amazonkę od źródeł aż do ujścia w kajaku a teraz wspierał podróżników na wszystkie możliwe sposoby. Wariat opisujący innych wariatów – można powiedzieć. Ale… czy pasja jest wariactwem? Czy spełnianie marzeń jest wariactwem?

Znakomicie czyta się tę książkę przesycona opisami niesamowitych krajobrazów gór i rzeki, niezwykłych spotkań ze zwykłymi i niezwykłymi ludźmi, sytuacji beznadziejnych i bez wyjścia, z których udaje się jednak wyjść dzięki przypadkowi, szczęściu, nadludzkim umiejętnościom i życzliwości ludzkiej. Trasa nie była łatwa, chłopaków nieustannie dopadały awarie sprzętu czy dolegliwości zdrowotne, zawodził GPS, generalnie czasem było ch…, no, ciężko bardzo i bywało, że zawodziły ich nerwy i warczeli na siebie. A jednak zawsze potrafili się przemóc, przeprosić, wyciągnąć rękę.

Jak czytam „Rowerem po Amazonce” to wydaje mi się, że ta książka powinna mieć podtytuł „wyprawa za jeden uśmiech”. Bo uśmiech i życzliwość chłopaków, ich umiejętność, a przede wszystkim chęć nawiązywania kontaktów sprawiły, że podróż się udała. Zawsze znalazło się miejsce na nocleg, kawałek terenu na rozbicie namiotu, ktoś, kto pomógł w kolejnej naprawie napędu czy podzielił się jedzeniem, kiedy na środku rzeki zabrakło chłopakom prowiantu. I nawet podczas tych kilku potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, czyli spotkań z miejscowymi bandytami , gangami narkotykowymi i piratami uśmiech i otwartość pomagały wybrnąć.

Oczywiście, Amazonka jest fascynująca. Fascynujące są miejsca opisywane przez Chmielińskiego, przyroda, zwyczaje… Ale nie mniej fascynująca jest historia podróżników. Dla Huberta bowiem był to ostatni krok przed runięciem w przepaść, narkotykowa kuracja odwykowa. Droga ciężka, ale dlatego, że powoli i mozolnie Hubert odnajdywał samego siebie.  Podróż pozwoliła mu ponownie połączyć się z rodziną i zacząć wszystko od nowa. Taki swoisty quest doprowadzający do fizycznej i duchowej przemiany.

W książce znajdziemy także mnóstwo fantastycznych zdjęć z wyprawy.

Tytuł: „Rowerem po Amazonce”

Autor: Piotr Chmieliński

Wydawnictwo Agora

 

 

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...