Kronika życia pewnego mordercy

przez , 03.paź.2017, w Obyczajowe

Porównuje się ją do „Pachnidła” albo „Milczenia owiec”, ale czy słusznie? Mam wrażenie, że o ile rzeczywiście „Cisza” jest portretem mordercy, o tyle różnica jest…w nastawieniu czytelnika. To tak jak serialu „Dexter” – wszystko zależy od rodzaju ofiar.

Karl Heidemann od dziecka cierpiał na nadwrażliwość słuchową. Rodzice, ratując go przed naporem dźwięków, przenoszą się z życiem… do piwnicy. Jednak sytuacja okazuje się za ciężka dla matki Karla. Pewnego dnia chłopak staje się świadkiem samobójstwa matki i dochodzi do wniosku, że śmierć jest ostatecznym spokojem i ukojeniem. A ponieważ on sam nie marzy o niczym innym niż spokoju, zaczyna ten spokój dawać innym. Najpierw zwierzętom – chorym, kulawym, rannym – a następnie ludziom. Takim, którzy według niego cierpią. Na przykład tym, którzy obwiniają się o śmierć jego matki.

„Cisza” to nie kryminał ani szczerze mówiąc nie thriller. Za to znakomity portret psychologiczny psychopaty – człowieka, który ma zaburzone pojmowanie dobra i zła. A może po prostu zupełnie inaczej te dwie rzeczy odczuwa? Nie ulega bowiem wątpliwości, że jego działalność jest przez wielu upragniona. Tych, którzy pragną śmierci jako wyzwolenia od bólu i cierpienia, uwolnienie od niedołężnego ciała. I tych, którzy cierpieli z powodu osób zabitych przez Karla. Brutalnych mężów i ojców, pedofilów, gwałcicieli, domowych bokserów. Śmierć zadawana przez Karla czasem jest prezentem i nagrodą, czasem karą. I autor przedstawia zarówno ją, jak i zadającego ją Karla jak ostateczne dobro. Bo przecież Karl jest dobrym człowiekiem, kochanym przez wszystkie zwierzęta. Czy ten morderca, wobec którego czytelnik czuje tylko współczucie i sympatię jest gorszy od tych, których dotyka jego kara?

Książka, która stawia szereg pytań o etykę i moralność. Czy moralni są mieszkańcy wsi, którzy zbiorowo udają, że nie widzą jak mężczyzna dzień w dzień brutalnie bije swoja żonę i głuchoniemą córkę – czy też ten, który postanawia coś z tym zrobić? Co prawda sympatia autora subtelnie kieruje czytelnika w kierunku sympatii do mordercy, ale też ten mechanizm daje się przejrzeć. I wtedy czytelnik sam wpada na pomysł „aha, a więc istnieją okoliczności, w których usprawiedliwiam zło”. A więc zło nie jest jednoznaczne. Albo my mamy skłonności do jego usprawiedliwiania.

Świetnie napisana, ze znakomitym pomysłem na głównego bohatera, którego autor przeprowadza przez groźny świat, fundując mu wędrówkę – na dno, fizyczne i metaforyczne, a potem do góry, gdzie wędrówka jest synonimem dojrzewania, zmiany i walki z własnymi demonami.

Tytuł: „Cisza. Kronika życia pewnego ”

Autor: Thomas Raab

Wydawnictwo Albatros
 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Historia w spódnicy – Damy, Dziewuchy, Dziewczyny

przez , 02.paź.2017, w Dla dzieci

Nareszcie inspirująca książka dla dziewczynek. Taka, dzięki której się dowiedzą, że kobiety są obecne w różnych dziedzinach życia, poza domem i kuchnią. Że nie ma czegoś takiego, jak przypisana do płci rola. Że jeśli bardzo czegoś chcesz, to to dostaniesz. I możesz być dzielna, odważna, mądra, kochać przygody, być uparta i nieposłuszna. Tak, bo to też są pozytywne cechy. Dzięki uporowi i nieposłuszeństwie wobec rodzin oraz społeczeństwa bohaterki książki Anny Dziewit-Meller osiągnęły życiowy cel, często sławę i laury.

Schemat fabularny książeczki jest niezwykle prosty – autorka wybrała kilka kobiet, Polek, tych znanych bardzo i tych, o których na kartach historii się wspomina ledwo ledwo. Reprezentują one rozmaite dziedziny – są wojowniczki i szpiedzy, jak Storrada, Henryka Pustowójtówna czy Krystyna Skarbek, kobiety kultury – poetki Elżbieta Drużbacka, Maria Komornicka czy malarka Zofia Stryjeńska, królowe: Storrada i Jadwiga andegaweńska, naukowczynie: Maria Skłodowska – Curie czy Simona Kossak, kolekcjonerka Izabela Czartoryska, parająca się chirurgia Magdalena Bendzisławska, działaczki takie jak Narcyza Żmichowska, sportsmenki – Wanda Rutkiewicz, projektantka Barbara Hulanicki  i kobiety ważne – Irena Sendlerowa, Stefania Wilczyńska czy architektki Warszawy. Każdą z nich przedstawia pierwsza aktorka – Henryka Pustowójtówna, dziewczyna z powstania. I przedstawia w charakterystyczny sposób – jako dziewczynę przełamującą ograniczenia i tabu. Bo autorka przypomina wszystko to, czego – czasami jeszcze niedawno – nie wolno było kobietom. Uczyć się na uniwersytetach, uczyć się w szkołach artystycznych, leczyć czy nawet ubierać się tak, jak im się podoba. To fantastyczne, mądre historyjki, którym towarzyszy w przystępny sposób podawana wiedza na temat prądów społecznych czy artystycznych oraz rozmaitych dziedzin nauki (takich jak np. modernizm, feminizm, ekologia, filozofia, secesja), słynnych postaci (Janusz Korczak, Pablo Picasso, Leonardo Da Vinci), ze szczególnym uwzględnieniem, oczywiście, kobiet. I to nie tylko Polek. Gdzieś w tle, za krótkimi, sympatycznymi historyjkami ukrywa przekaz o roli kobiet, często pomijanej w oficjalnych przekazach, i ich osiągnięciach. Oraz potężną zachętę – po pierwsze, żeby o tych kobietach pamiętać, samodzielnie ich szukać i je odkrywać, nie tylko w przeszłości ale i teraźniejszości, ale przede wszystkim – że można być tak jak one).

Świetna książka, którą widzę podczas wspólnej lektury rodzica i dziecka, przy czym bynajmniej nie mówię, że czytającym czy odbiorcą mają być tylko przedstawicielki płci żeńskiej. Dorosłym też warto uświadomić, że świat nie jest tak…hm, jakiego by tu słowa użyć…jednopłciowy? jak sądzimy. Warto to sobie przypominać wciąż i wciąż w momencie, kiedy np. trener czołowej polskiej drużyny piłkarskiej sformułowania „grać jak kobieta” używa w odniesieniu do fatalnej gry.

Znakomity dodatek do książki w postaci rysunków Joanny Rusinek.

Tytuł: „Damy, Dziewuchy, Dziewczyny. Historia w spódnicy”

Autorka: Anna Dziewit-Meller

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , , , , więcej...

Człowiek, którego góry nie pokonały – Ja, Pustelnik

przez , 28.wrz.2017, w biografia

Kiedy czyta się tę książkę, ma się wrażenie, że to historia słabego człowieka, który wiecznie się bał i cały czas mu nie wychodziło. A potem jest ta chwila – halo, halo, to przecież Piotr Pustelnik, zdobywca „Korony Himalajów”, i to jako trzeci Polak i 21 człowiek na Ziemi. A tymczasem jego autobiografia to wcale nie historia herosa, „człowieka sukcesu”. To książka, w której nie ma ani krzty arogancji. Jest zwierzęcy strach, dręczące fobie i śmierć. I niezwykły, czasem niezrozumiały upór, który popycha bohatera i narratora jednocześnie do zdobywania szczytów, dosłownych i metaforycznych, o których zwykły człowiek może tylko marzyć.

Nie znam się na górach, wspinaczce, himalaizmie, nie oceniam sportowych dokonań Piotra Pustelnika, nie wiem za bardzo, na czym polega ta słynna różnica we wspinaniu się z tlenem czy bez. Natomiast potrafię docenić dobrą historię. A „Ja, Pustelnik”, zdecydowanie jest dobrą historią. Chorowity chłopak z wadą serca, którego rodzice trzymali jak najdalej od sportu i w którym zawsze siedział malutki, bojący się śmierci chłopczyk. Człowiek, który nie ukończył swojego pierwszego kursu wspinaczkowego, za to usłyszał, że do wspinaczki się nie nadaje. I ten człowiek wspinał się z największymi polskimi i zagranicznymi himalaistami, zdobywając w pocie i bólu kolejne wierzchołki. Zdobywając, chociaż z książki można wywnioskować, że bardzo często rezygnując ze zdobywania. Pustelnik bez ogródek opowiada, że się bał, że był słaby, zaniedbał trening, czuł się stary, pokonały go warunki. Gdzieś między wierszami przewija się tylko ta nieustępliwość ducha, która pcha go na Annapurnę cztery razy, aby wreszcie za piątym mógł zdobyć tę górę.

„Ja, Pustelnik”, choć jest biografią, jest też historią polskiego i światowego himalaizmu. Opisem trudnych, przaśnych, peerelowskich warunków, gdzie cudem i szantażem zdobywało się materiał na bluzę i po mięso na zaopatrzenie podjeżdżało się ukradkiem od zaplecza, żeby uniknąć wzburzenia kolejkowego tłumu. Stopniowej komercjalizacji wspinaczki, która osobiste spotkanie człowieka z naturą przekształciła w imprezę. Historią także ludzi, których zastraszająco wielu góry pokonały, zostawiając przyjaciołom i rodzinie martwe ciała. Opowiada o tym wszystkim nie tylko Piotr Pustelnik, ale i Piotr Trybalski – dziennikarz, podróżnik i fotograf, który opowieści Pustelnika wysłuchał i ją spisał, dodając do niej background w postaci faktów czy rozmów z bohaterami.

Zdecydowanie książka motywacja a i kawałek solidnej, dziennikarskiej roboty. Jako bonus – zachwycające zdjęcia ostrych grani, wielkich przestrzeni i dzielnych ludzi.

Tytuł: „Ja, Pustelnik”

Autorzy: Piotr Pustelnik, Piotr Trybalski

Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Księga nocnych kobiet – Marlon James

przez , 27.wrz.2017, w Obyczajowe

Marlon James – laureat Nagrody Bookera z kolejną wstrząsającą książką. Tym razem inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami historia buntu wznieconego na jamajskiej plantacji przez czarne kobiety. To dramatyczny obraz niewolnictwa – nie tylko zniewolenia czarnych przez białych ale i kobiet przez mężczyzn. Obraz odwiecznej niesprawiedliwości, kiedy to jedni uważają, że miejsce urodzenia, płeć czy kolor skóry daje im prawo do bycia panem życia i śmierci innych. To taka książka, która, choć opowiada o historii, niezwykle mocno wybrzmiewa teraz, kiedy na całym świecie podnoszą głowy ruchy nacjonalistyczne i rasistowskie.

Główną bohaterka książki jest Lilit, czarna niewolnica z zielonymi oczami, które dobitnie świadczą o domieszce „białej” krwi. Niewolnica z urodzenia, ale nigdy w duchu. Niepokorna i szalona, kiedy ktoś chce ja złamać, z krwią na rękach. Inni widzą w Lilit mrok – a kobiety z plantacji widzą w niej szansę na osiągnięcie swojego celu, totalnego buntu. Jednak w duszy Lilit nic nie jest proste, a nienawiść wobec „massa” i „białego człowieka” miesza się z lojalnością i miłością wobec jednostek.

To książka o kobietach – silnych nawet wtedy, kiedy zdaje się, że bardziej ich skrzywdzić i upokorzyć nie można. To książka o mrocznej sile i pamięci, której nic nie zagłuszy. To książka o zemście i wdzięczności, brutalna i przerażająca w opisach, bo James plastycznie i wyraziście oddał terror panujący w jamajskich plantacjach trzciny cukrowej na przełomie XVIII i XIX wieku, wszystkie te baty, tortury, wymyślne kary. Taka książka, po lekturze której należy zacząć się bać kobiet, jeśli tylko cokolwiek ma się wobec nich na sumieniu.

Marlon James stworzył takie postaci, które na długo pozostaną w pamięci. Książkowe bohaterki noszą mityczne imiona – fabularnie dlatego, że słabość do mitologii miał właściciel plantacji. Ale zupełnie inaczej odczytuje się książkę znając to, co stoi za każdym z imion. Lilith, pierwsza żona Adama, której imię nawiązuje do nocy, a ją samą utożsamia się z demonem. Nieulękła Pallas z nieodłącznym garłaczem. Gorgona. Hippolita. Czy wreszcie ta, która tworzy historie i splata wszystkie wątki, Homer. Zresztą tych literacko – mitycznych nawiązań jest więcej – wystarczy chociażby przypomnieć sobie sceny, kiedy Lilit próbuje zmyć z rąk niewidzialną krew. Do szeregu niewolnic dołącza „biała” panna Isobel – zdegenerowana, szukająca własnej wolności na własny sposób.

Wreszcie, last but not least – język. Już w „Krótkiej historii siedmiu zabójstw” James pokazał, że jest mistrzem narracji, konstruowania języka a za jego pomocą – osobowości. W „Księdze nocnych kobiet” mamy język czarnych i język białych, różny formą i treścią, niesiona za formą. Język zresztą jest w książce sposobem na uzyskanie wolności – to czytanie i pisanie jest tym, czego absolutnie nie wolno robić „czarnuchom”. Książki pokazują, że można inaczej i dlatego są niebezpieczne.

Tytuł: „Księga nocnych kobiet”

Autor: Marlon James

Wydawnictwo Literackie

 

 

 

1 komentarz :, , , więcej...

Dżentelmen w Moskwie – Amor Towles o sile ludzkiego ducha

przez , 26.wrz.2017, w Bez kategorii

Uratował go wiersz. Uznawany za rewolucyjne wezwanie do działania sprawił, że hrabia Aleksander Iljicz Rostow nie został skazany na śmierć, a na areszt domowy. A dokładniej areszt w ekskluzywnym hotelu Metropol, w którym to hrabia wiedzie życie godne dżentelmena. Kara ma być jednak karą, więc elegancki apartament hrabiego władze zmieniają na klitkę na ostatnim piętrze, pozwalając zabrać nieliczne sprzęty. Jednak hrabia wie, że w życiu ma się tylko dwie drogi. Albo się jest panem własnego losu, albo jego niewolnikiem. A hrabia bynajmniej niewolnikiem być nie zamierza… Szybko, dzięki niezwykłej mieszkance hotelu, dziewięcioletniej Ninie okazuje się, że Metropol jest znacznie większy, niż się to hrabiemu wydawało, a życie znacznie bardziej pełne niespodzianek.

Amor Towles nam pokazuje, że nie ma sytuacji beznadziejnych. Że zawsze gdzieś, choćby wydawało nam się, że przed sobą mamy ścianę, są w niej ukryte drzwi (choćby i przez szafę) a za nimi kolejne drzwi i kolejne możliwości. W czasach, kiedy przetrwanie okazuje się być trudne, wręcz niemożliwe, opadają więzy krępujące ducha. Siłę odnajduje się wtedy w rzeczach małych – smaku kawy, brzęczeniu pszczół, śladowi śniegu na czyimś kołnierzu. I dzięki ludziom, jeśli tylko zadamy sobie odrobinę trudu, żeby zajrzeć pod podszewkę.

 

Niezwykle ciepła książka i niezwykli jej bohaterowie – pełna pasji Nina, która przekracza granice każdego świata i ma ducha odkrywcy, kuchenni rycerze, czyli choleryczny kucharz Emil i rycerski szef restauracji Andriej. Szwaczka Marina i stary konserwator. Niezwykli goście – piękna i nie tak arogancka, jak by się wydawało aktorka czy pewien amerykański…szpieg? No i wreszcie hrabia Aleksander – uroczy, inteligentny, szarmancki, ale bynajmniej nie bez wad. Troszkę mu trzeba pomóc przełamać własne ograniczenia, ale w tym wszystkim jest w nim olbrzymia ciekawość życia, pokora w przyjmowaniu jego ciosów i niezłomność, aby pod tymi ciosami zachować własną duszę. Duszę rosyjską – bo i jeszcze trzeba zauważyć, że „Dżentelmen w Moskwie” to barwny obraz Rosji. Ludzi malutkich i zaślepionych, ale i wspaniałych artystów. Warty zauważenia jest tu fragment, w którym hrabia z pewnym hotelowym gościem, Niemcem, zakłada się, że Rosja dała światu coś więcej niż wódkę.

 

Ciepła, optymistyczna, doskonale napisana powieść – uznana zresztą przez najważniejsze media anglojęzyczne za najważniejszą powieść 2016 roku. Warto sięgnąć.

 

Tytuł: „Dżentelmen w Moskwie”

Autor: Amor Towles

Wydawnictwo Znak

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...