Tag: Fabryka Słów

„Ostatni honorowy” czyli kurs machania szablą

przez , 05.cze.2015, w Powieść historyczna

Jak wiadomo nie od dziś, do perfekcyjnej pani domu mi daleko. Zawsze się znajdzie coś ciekawszego do roboty niż sprzątanie – a to nowa książka, a to bieganie, a to rowery, a ostatnio doszedł mi basen, bo zaczęłam uczyć się pływać (tak tak, ja, dziewczyna znad morza, stara rura na dodatek, nie umiem do tej pory pływać. Ale zaczęłam się uczyć, więc spodziewajcie się prędzej czy później jakiejś relacji z triatlonu). Ale jest jeden sposób, żeby nie mieć podczas sprzątania poczucia straconego czasu. Audiobooki! I tak, polecam także tym, którzy się nudzą w czasie biegania albo kierowcom podczas długich tras :-)

A trafiła mi się rzecz niebagatelna, bo coś dla miłośników broni i szermierki. „Ostatni honorowy” autorstwa Jacka Komudy, czytany przez Alberta Osika. Swoją drogą projekt mocno interesujący, bo zrealizowany w ramach współpracy wydawnictwa (Fabryka Słów) i serwisu poświęconego audiobookom – Audioteka.pl. W ramach projektu jednocześnie na rynku ukazała się książka w wersji tradycyjnej, audiobook właśnie i e-book.

ostatni-honorowy-duze

 

Sama książka… O autorze pisać za dużo nie będę, Jacek Komuda znany jest polskim miłośnikom i fantastyki, i powieści historycznej. Ja osobiście cenię go za fachowość (Komuda to historyk i znawca białej broni), umiejętność opisu detali i scenerii, płynne łączenie faktów i fantazji, a przede wszystkim opisywanie naszej historii tak, że ślinka cieknie przy lekturze. Jego Polska szlachecka jest prawdziwa, jędrna, rubaszna, podlana miodem i utuczona bigosem, pełna humoru i tego „polskiego ducha”, co to nie wiadomo, czy jest zaletą, czy wadą.

 

W „Ostatnim honorowym” dla odmiany nie mamy już polskiego kontusza, choć szable brzęczą często. Powieść oparta została podobno (piszę podobno, bo aż tak się na historii polskiej szermierki nie znam) na autentycznych wydarzeniach, które rozegrały się w latach 80. i 90. ubiegłego wieku (nazwiska bohaterów zmieniono). Jej bohater, Kuba Błażyk, obiecujący szablista warszawskiej „Legii” bierze udział w Spartakiadzie w bratnim NRD. Walczy dobrze, nawet za dobrze. Ale jest połowa lat 80. a jego przeciwnikiem jest, który, jak wiadomo, nie może przegrać… Rozgoryczony decyzją sędziego Kuba zgadza się brać udział  w prawdziwych pojedynkach na historyczną broń białą. Pojedynki, odbywające się poza granicami Polski, dają Kubie szansę wyjazdu i zarobienia takich pieniędzy – na dodatek w
dewizach – o jakich się chłopakowi nie śniło. Jest tylko jeden problem – w walce można zginąć, a nic tak nie podnieca ich organizatorów i arystokratycznej widowni jak krew. Kuba, żeby mieć szansę przeżyć, bierze lekcje u tajemniczego maestro, przedwojennego kawalerzysty. Nie wie jednak, że nauczyciel chce przy okazji załatwić stare porachunki.

To znakomita powieść, przede wszystkim dla tych, których fascynuje broń biała. „Ostatni honorowy” to niemal podręcznik szermierki, z opisami kroków, cięć, zastaw i sztychów, z dodatkowym bonusem w postaci wykładów na temat szabel, karabel, szamszirów, sejmitarów i temu podobnych. Do tego wszystkiego Komuda dodaje pikantny sosik w postaci opisu szarej peerelowskiej rzeczywistości i postpeerelowskiego boomu rodzimego biznesu spod znaku targowisk. Dla zachęty dodam, że chociaż płci jestem zdecydowanie żeńskiej, opisy walk i szkolenia mocno mnie wciągnęły. Być może też dzięki pełnej ekspresji interpretacji tekstu dokonanej przez Adama Osika – to naprawdę świetnie przeczytana książka.

Tytuł: „Ostatni sprawiedliwy”

Autor: Jacek Komuda

Czyta: Adam Osik

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Audioteka.pl

 

 

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Pieski Stalina

przez , 20.kwi.2015, w Fantastyka

Przed wami kolejne przygody jednego z moich ulubionych bohaterów, Aleksandra Razumowskiego, oficera wojennoj razwiedki, człowieka do zadań bardzo specjalnych. Tym razem Saszka musi się odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Jednak okazuje się, że „wujek Stalin” bynajmniej nie zapomniał o Razumowskim i jak zwykle zamierza go użyć jako kija na swoje pieski. Saszka po raz kolejny musi balansować na krawędzi, lawirując między Berią i Abakumowem, starając się wykonać zadanie Stalina a przy okazji ocalić życie swoje, swoich przyjaciół i bliskich.

demony

Adamowi Przechrzcie, autorowi cyklu o Razumowskim należą się szczere gratulacje za umiejętność budowania intrygi oraz niemal magicznego rozwiązywania sytuacji bez wyjścia, w jakie wepchnie swojego bohatera. Przy czym Razumowski, chociaż ewidentnie zmierza w kierunku kariery superbohatera, wciąż jest superbohaterem raczkującym, dlatego też wciąż musi najbardziej wierzyć swojej znajomości ludzi i sytuacji, własnej inteligencji oraz lojalności przyjaciół. Oczywiście to zawsze on jest jądrem wydarzeń i pomysłodawcą najbardziej zwariowanych akcji, ale trzeba przyznać, że pomocników potrafi sobie dobierać jak nikt. W „Demonach czasu pokoju” jest to znany już z wcześniejszych książek Przechrzty szef moskiewskiej milicji, Poliakow, dawne damy dworu i członkowie byłej drużyny Razumowskiego, ale grono zwolenników naszego bohatera nieustająco się rozszerza. Przy czym niekoniecznie znajdują się w nim osoby stojące po właściwej stronie prawa. Bo prawo prawem, a kanalia kanalią. „Praworządna” szuja zawsze może działać w świetle reflektorów, dzięki plecom i znajomościom. A uczciwy człowiek może trafić się nawet w burdelu. Razumowski zresztą kieruje się dosyć specyficznym kodeksem moralnym, na którego górze znajdują się na przykład lojalność czy niechęć do krzywdzenia słabszych.

Akcja „Demonów czasu pokoju” rozgrywa się już po wojnie, ale wciąż pod rządami Stalina. Dawni agenci specjalnej grupy Razumowskiego muszą sobie wybrać nową drogę życia. Snajperka Elena wybiera na przykład Akademię Sztuk Pięknych a Razumowski – pracę w moskiewskiej milicji, pod skrzydłami swojego przyjaciela, Poliakowa. Szybko okazuje się, że Poliakow zamierza używać Razumowskiego do zadań specjalnych, wymagających szczególnego trybu postępowania, niekoniecznie zgodnego z literą prawa. Moskwa bowiem po wojnie ma kłopot z grupami przestępczymi. Stalin wypuścił z więzień bandytów, a starych błatnych napuścił na nowych, pozbawionych zasad watażków. W stolicy panuje totalny burdel, który szybko trzeba opanować… Razumowski musi więc szybko zaprowadzić porządek w najważniejszej dzielnicy miasta. Oczywiście robi to z właściwym sobie wdziękiem młota pneumatycznego czy też – jeśli ktoś chce się posłużyć historycznym porównaniem – Aleksandra Wielkiego. W ten sposób niespodziewanie staje się miejscowym kacykiem. A znajomości wśród worów w zakonie wykorzystuje, żeby wykonać kolejne zadanie zlecone przez Stalina. Bowiem na życie wodza ktoś dybie – a Razumowski musi zapobiec zamachowi. I to szybko, zanim ojczulek się zniecierpliwi…

„Demony czasu pokoju” to kolejny barwny obrazek porządku panującego w czasach Stalina – obrazek oczywiście fikcyjny, bo zbyt barwny i ironiczny jak na tamtą ponurą rzeczywistość. Przechrzta wykorzystuje w książce swoją wiedzę na temat służb specjalnych i rozmaitych stylów walki, zbaczając przy okazji nieco w stronę fantastyki. Gwarantowana dobra zabawa.

Tytuł: „Demony czasu pokoju”

Autor: Adam Przechrzta

Wydawnictwo Fabryka Słów

Zostaw komentarz :, , więcej...

Andrzej Pilipiuk wraca z Kuzynkami

przez , 02.lis.2014, w Fantastyka

Od kiedy Andrzej Sapkowski złamał swoje solenne przyrzeczenie i ponownie zabrał się za opisywanie przygód Geralta nie dziwi mnie już nic. Nawet i to, że w ślady AS-a poszedł Andrzej Pilipiuk i dał nam w prezencie kolejny tom przygód kuzynek Kruszewskich. Tym razem już w duecie, bo pamiętna wampirka Monika znalazła swoje miejsce daleko na ziemi (i z daleka od Krakowa), za to nieustająco pokazujących nam Kraków od niecodziennej strony. I podążających śladami dawnych mitów i legend.

zaginiona„Zaginiona” składa się z dwóch opowiadań – tytułowej „Zaginionej” i „Czarnych skrzypiec”. To drugie opowiadanie pokazuje, w jakim kierunku podążać będzie pisanie o kuzynkach Kruszewskich (bo że ciąg dalszy będzie, tego jestem pewna). Obie panie w „Czarnych skrzypcach” pojawiają się jako duet śledczy do zadań specjalnych – ni to egzorcystki, ni to policjantki. Katarzyna wykorzystuje swoją wiedzę i kontakty, jakich nabyła jako agentka służb specjalnych a Stanisława – umiejętności alchemiczki, zdolność akceptowania tego, co nieracjonalne i wbrew wiekowi (żyje przecież kilkaset lat) otwarty umysł. Takie połączenia magii i powieści kryminalnej są w modzie nieustająco od kilku lat i dziwię się, że Pilipiuk dopiero teraz skusił się na pójście tą drogą.

Trzon książki stanowi jednak minipowieść „Zaginiona”, której fabuła bazuje na legendzie o wyspie Frisland. Tajemniczy ląd położony gdzieś u wybrzeży Islandii opisywany jest w legendach sprzed kilku wieków, a Pilipiuk wzbogacił go o magiczną zasłonę (coś jak mgły zakrywające Avalon) rozstępującą się tylko przed chrześcijanami znajdującymi się w momencie zagrożenia życia. Frislandu poszukuje kilka osób, które opuściły wyspę jako dzieci. Ich los splata się z losami alchemiczki Stanisławy. Kruszewska początkowo szuka tylko ładnej mapy do gabinetu. Jednak szybko okazuje się, że dopadła ją choroba zawodowa alchemików, a poszukiwania lekarstwa postawią ją ponownie na drodze zagubionych frislandczyków.

Mniejsza jednak o fabułę – prawdziwy urok książki leży w charakterystycznym dla Pilipiuka upodobaniu do przeszłości. Przedmiotów wykonywanych przez rzemieślników z myślą, że mają wytrzymać wieki, a nie tylko kilka miesięcy. Tradycji i podań. Setki lat mogą upłynąć, dawni alchemicy czy członkowie sekretnych bractw umierają, ale to, co reprezentowali, nie ginie. Katarzyna, ta współczesna Kruszewska, nie może się nadziwić, że w czasach, kiedy rozmaite PIN-y należy wymieniać co kilka dni wciąż funkcjonują dawno ustalone zasady. Jeśli określonej nocy w Krakowie wypłyniesz na rzekę pod mostem kolejowym i zamachasz pochodnią, skontaktują się z tobą członkowie bractwa librofilów. I nieważne, że most już jest wiaduktem a rzeka zmieniła koryto. Miło jest wiedzieć, że są w naszym życiu rzeczy niezmienne i popieram tę tęsknotę Pilipiuka. Tak samo jak popieram proste życiowe zasady wyznawane przez Stanisławę.  Widzisz wielkiego gościa z nożem goniącego w nocy drobną dziewczynę to dajesz mu w łeb, a nie grzecznie zatrzymujesz i pytasz, co to za nieporozumienie.

Dużo w „Zaginionej” smaczków i ciekawostek. A to o miodzie barciowym, a to o alchemicznych przepisach, a to o wydobywaniu złóż…Taki targ szpejów, wypisz wymaluj jak w Krakowie w niedzielę pod Halą Targową. Wymarzone dla grzebaczy. Trochę mnie tylko razi w książce…przelatywanie tematu. Tu autor coś zahaczy, tam czymś mignie i w efekcie na niczym się nie skupia, jak w kalejdoskopie albo teledysku. Może traktuje to jako zachętę. Trudno, żeby książka fantasy była specjalistycznych przewodnikiem, atlasem, podręcznikiem i kursem wiedzy. Na mnie ta zachęta działa, już sobie w internetach grzebałam żeby znaleźć Frisland. Do „mówiącego szczawiu” zabiorę się za chwilę.

Tytuł: „Zaginiona”

Autor: Andrzej Pilipiuk

Wydawnictwo Fabryka Słów

1 komentarz :, , , , , , , więcej...

Ronin wersja 2.0 według Kossakowskiej

przez , 12.cze.2014, w Fantastyka

Nareszcie doczekałam się nowej książki Mai Lidii Kossakowskiej, i to nie z „anielskiej” serii (którą, oczywiście, uwielbiam). Tym razem pierwsza dama polskiej fantastyki zajęła się jednym z moich ulubionych tematów – Japonią. I to Japonią feudalną, w której mamy samurajów i roninów, gejsze i mnichów. Nie byłaby jednak autorka sobą, gdyby do klasycznej historii ronina nie dodała fantastycznej otoczki. Mamy więc w „Takeshim. Cieniu Śmierci” elementy japońskiej mitologii w postaci magicznych zwierząt, odrobinę cyberpunka a nawet s-f, choć ta ostatnia raczej występuje w formie przeczucia i subtelnych aluzji.

thumb_3047_okladka_duzy

Książka zaczyna się w stylu filmu Kurosawy. Mamy agresywnych rzezimieszków, nudzących się w karczmie, którzy dla rozrywki postanawiają napaść na samotnego wędrowca. Samotny wędrowiec, mimo iż przypomina chłopa i ubrany jest jak biedak, tak naprawdę jest ukrywającym się mistrzem miecza. Błyskawicznie rozgrywa się krwawa scena walki, której efekt jest łatwy do przewidzenia (dla tych, którzy kino Kurosawy znają). I oczywiście jest to początek kłopotów ronina, który broniąc swojego życia nadeptuje na ogon potężnemu miejscowemu daimyo.

Co odróżnia książkę Kossakowskiej od klasycznej opowieści z czasów feudalnej Japonii ( które to historie i tak uwielbiam)? Drobne elementy pokazujące, że nie do końca mamy do czynienia ze średniowieczną Japonią i niekoniecznie z Ziemią. Rolnicy uprawiają ziemię za pomocą biostworów, domowe zwierzątka, na przykład kot, są wytworami inżynierii genetycznej, a córka wiejskiego wójta ubiera się w stylu kawaii. Oprócz techniki mamy i magię, bo kraina Takeshiego zamieszkała jest przez czarodziejskie, przybierające ludzką postać zwierzęta, po ziemi wędrują oświeceni, a nad wszystkim czuwają potężne siły. Zwykła historia zwykłego ronina jest elementem boskich planów, a on sam, jak zwykle to bywa, jest trybikiem w boskiej maszynie.

Przy całej fantastycznej scenografii udało się Kossakowskiej trafić w samo sedno opowieści o samurajach – a tym sednem zazwyczaj był konflikt lojalności. Lojalności wobec pana, któremu przyrzekało się wierność a wierności przekonaniom, które leżą u podstaw bushido. Trzeba być lojalnym wobec przełożonych. A czy lojalnym pozostaje się także, jeżeli ci, którym masz być wierny, cię zdradzają? A jeżeli zdradzają twoich braci i przyjaciół? Bushido w realnym życiu tworzyło cały tłum tragicznych bohaterów, wiecznie w konflikcie ze sobą. W filmach Kurosawy taki konflikt zawsze kończył się krwawą jatką. W książce Kossakowskiej też krwi i wewnętrznych rozterek nie brakuje. Przy czym główny bohater bardzo podobny jest do innego samotnego wilka polskiej literatury fantastycznej. Tak, właśnie tak – Geralta. Też szkolony na doskonałego zabójcę, odpornego na trucizny i rozmaite specyfiki, jednego z nielicznych, którzy przeszli niezwykle ciężką próbę. Podobieństw, jeśli się przyjrzymy, jest więcej – ukochana Takeshiego jest lojalna wobec swojej organizacji, oboje nie są w stanie się porozumieć, mimo iż kochają się, że strach, a Takeshi opiekuje się pewną młodą niewiastą… Już nie wspomnę, że znajdziemy u Kossakowskiej i smoka (o krasnoludach na razie nic mi nie wiadomo) J Nie, nie chcę przez to powiedzieć, że Maja kogoś naśladuje, Takeshi to nie kalka Wiedźmina, to zupełnie inna konstrukcja świata, ale i Kossakowska, i Sapkowski sięgnęli do pewnego archetypu bohatera i z powodzeniem wzór wykorzystują.

Ciekawi mnie, co będzie dalej, bo podoba mi się ten świat, a akcja dopiero się rozkręca.

Tytuł: „Takeshi. Cień Śmierci”

Autor: Maja Lidia Kossakowska

Wydawnictwo Fabryka Słów

Zostaw komentarz :, , więcej...

Witamy w Multirzeczywistości

przez , 26.maj.2014, w Fantastyka

Nareszcie! Nareszcie doczekałam się „Multirzeczywistości”, drugiej części znakomitej trylogii Davida Louisa Edelmana. Zauroczona pierwszą częścią, „Infoszokiem” i jego wizją świata przyszłości zabrałam się zachłannie za „Multirzeczywistość” i… musiałam przystopować. Teraz radzę wszystkim zacząć lekturę od końcowych dodatków, przypominających czytelnikowi najważniejsze pojęcia i terminy, przybliżających politykę, gospodarkę i technologię książkowego świata. Co także rozwiązuje kwestię, czy da się czytać „Multirzeczywistość” bez lektury „Infoszoku” -€“ no nie da się, niestety, więc polecam szybki marsz do sklepu. Szkody nie będzie, bo trylogia Edelmana jest jedną z najciekawszych w ostatnich latach kreacji na temat rozwoju społeczeństwa .

multirzeczywistosc-b-iext24711320

W skrócie -€“ świat Edelmana to świat, w którym nie istnieją bariery . Nie ogranicza nas ciało, płeć, przestrzeń. Wystarczy mieć odpowiednie oprogramowanie, a już człowiek jest w stanie zasnąć na życzenie, widzieć po ciemku czy uczestniczyć w spotkaniu setki kilometrów od domu. W tym świecie rządzą korporacje biotechnologiczne, rywalizujące ze sobą, która wypuści na rynek lepszy, bardziej pożądany biotechnologiczny gadżet. Bohater „Infoszoku”, Natch, to nie tylko utalentowany programista (chociaż nie wiem, czy to właściwe), ale  i kreatywny szef korporacji, który dla sławy bardziej nawet niż pieniędzy jest gotów iść po trupach, zawiązywać koalicje, tworzyć spółki i równie łatwo łamać słowo.

„Multirzeczywistość” zaczyna się w momencie, kiedy Natchowi udaje się pozyskać i zaprezentować całemu światu unikalne oprogramowanie „multirzeczywistości”. Owszem, Multirzeczywistość zachwyciła ludzkość, ale jednocześnie jest przedmiotem pożądania rządzących. Natch, który dysponuje kluczem do baz danych Multirzeczywistości, staje się zwierzyną łowną polityków, wojska, liderów najdziwniejszych wyznań i innych szemranych osobistości. Członkowie jego zespołu mają poważne kłopoty, a władzę w korpie nieoczekiwanie dla siebie przejmuje analityczka Natcha. Czy uda jej się przywrócić firmie dobrą sławę i odzyskać pieniądze? I czy Natchowi uda się uchronić Multirzeczywistość przed wszystkimi, którzy chcą przy jej pomocy uzyskać władzę nad światem?

Powieść Edelmana to niezwykła kreacja świata, łącząca niezwykłe technologie z odwieczną i chyba na zawsze przynależną ludzkości walką o władzę. W przeciwieństwie do „Infoszoku” w „Multirzeczywistości” mamy więcej polityki i więcej pieniędzy. Sam Natch to ktoś w rodzaju wilka z Wall Street, przypadkowo zaplątanego w szczytne hasła o wolności. Jego przeciwnik z kolei przypomina mi bezwzględnego Imperatora z Gwiezdnych Wojen, dla władzy gotowego nie tylko zabijać pojedyncze osoby ale i niszczyć całe światy.

Całość czyta się jak niezłą powieść sensacyjną, niezależnie od egzotycznego dosyć otoczenia – pościgi, mylenie tropów, strzelaniny, porwania to element stały dobrej akcji i Edelman wcale od nich nie ucieka. Być może dlatego, że akcja osadzona tylko w świecie programów komputerowych i wirtualnych rzeczywistości byłaby zbyt hermetyczna. Tym samym „Multirzeczywistość” w porównaniu z „Infoszokiem” staje się nieco lżejsza i bardziej przystępna dla czytelnika, który -€“ tak jak ja €“ jest raczej humanistą.

Tytuł: „Multirzeczywiśtość”

Autor: David Louis Edelman

Wydawnictwo Fabryka Słów

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...