Tag: Jill Mansell

Nieprzewidziane konsekwencje miłości

przez , 01.paź.2015, w Romans

No i zostałam uziemiona! Skręciłam nogę w kostce, a na dodatek, frajerka, nie zrobiłam tego biegając czy tłukąc się o matę, tylko jak normalny człowiek idąc po schodach. Minus – NA PEWNO nie pobiegnę w najbliższym Biegu Trzech Kopców, który jest za trzy dni. Plus – siedzę i czytam, bo nawet, pardą maj frencz, do toalety wlokę się o kiju (nigdy jak widać nie wiadomo, kiedy mogą się przydać kije do nordic walking), więc poruszanie się ograniczyłam do ruchu gałek ocznych.

mansellTym razem, ponieważ ostatnio było bardzo serio i nieprzyjemnie (polityka to paskudna sprawa), będzie miło i zabawnie. Czyli Jill Mansell, gwiazda powieści romantycznych i jej „Nieprzewidziane konsekwencje miłości”. Sympatyczna, ciepła książka, w której każdy bohater jest zakochany, tylko nie bardzo wie w kim, a jak już wie, to nie chce się do tego przyznać, nawet – albo zwłaszcza sobie. Romantyczne uniesienia nie omijają nikogo – ani Sophie, głównej bohaterki, pięknej i utalentowanej fotografki, która z niewiadomych przyczyn nie chce się umawiać z nikim, ani oszałamiającego Rileya, surfera-obiboka, ani popularnej pisarki, ani Josha, przystojnego i bogatego właściciela hotelu, a nawet jego babci Dot! Na dodatek niemal każdy tu ma swoje tajemnice, stojące na przeszkodzie romantycznym porywom serc. Przeszłość, jak się okazuje, ma znaczenie dla teraźniejszości. Choćbyśmy starali się ją wymazać z pamięci, zawsze nasze wybory będą dyktowane doświadczeniami. Tula, jedna z bohaterek, nie chce się związać ze wspomnianym Rileyem (choć niezłe z niego ciacho), bo za bardzo przypomina jej swoim zachowaniem wszystkich chłopaków matki. Lawrence nie może przestać myśleć o swojej byłej żonie, choć tylko do siebie może mieć pretensje, że ją stracił. Sophie…nie, o Sophie nie będę pisać, same przeczytajcie.

 

„Nieprzewidziane konsekwencje miłości” to sympatyczna, zabawna powieść (i nie przesłodzona!), akurat na jesienne chłodne wieczory przy gorącej herbacie. Owszem, bywają momenty poważne, ale zdaniem Mansell, szczerość i konsekwencja w działaniu, a także odrobina poświęcenia (zwłaszcza jeśli poświęcamy miłość własną) zawsze zawiodą nas do bezpiecznej przystani. Bohaterowie wszelkie przeszkody pokonują z podniesionym czołem, a przede wszystkim – z drobną (no, może czasami większą) pomocą swoich zwariowanych przyjaciół.

Tytuł: „Nieprzewidziane konsekwencje miłości”

Autor: Jill Mansell

Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, więcej...

Nie traćmy ani chwili – Jill Mansell

przez , 25.lut.2014, w Romans

Na zewnątrz coraz cieplej (nie będę pisać „na polu” czy „na dworze”, nie mieszam się w te krakowsko-warszawskie przepychanki), coraz przyjemniej się biega. Ostatnio zatrzymałam się dopiero, jak wybiegłam na drogę krajową i stanęłam przed trudnym wyborem (poniżej). Razem 20 km i z każdym tygodniem będzie rosło, bo do pierwszego tegorocznego maratonu coraz bliżej. Coraz bliżej też do mojego urlopu i odwiedzin w ukochanej Hiszpanii i troszkę mniej ukochanej, ale równie przyjemnej Brukseli (piwo wiśniowe i czekoladki!!!).

A na razie zasypują mnie stosy książek i staram się opędzić jak tylko mogę. A ponieważ ostatnio była fantastyka, to na dziś mam coś lekkiego – i na dodatek nieskalanie i beznadziejnie optymistycznego. Nastrojowo pasującego do wiosennej pogody, kiedy to człowiek ma przekonanie graniczące z pewnością, że świat jest piękny a ludzie bez wyjątku mili i na pewno posiadają w sobie okruch dobra.


Bohaterem najnowszej powieści Jill Mansell jest uroczy pięnoduch – Dexter. Dobrze sytuowany singiel, którego urokowi i grubemu portfelowi nie może się oprzeć żadna kobieta. Sam Dexter jednak nie ma ochoty wiązać się z kimkolwiek, a jedyną kobietą, zajmującą miejsce w jego życiu jest siostra Laura. No i od teraz Delphi, maleńka córeczka Laury. Niestety tragiczny zbieg okoliczności sprawia, że Dexter staje się opiekunem maleńkiej Delphi. Zatwardziały playboy postanawia udowodnić wszystkim, że nadaje się na ojca – rzuca pracę i szykowny apartament w wielkim mieście oraz przeprowadza się do wiejskiego domu. Tam szybko zaprzyjaźnia się z Molly – sympatyczną sąsiadką, graficzką, która bardzo chętnie opiekuje się Dafne i pomaga zagubionemu w codziennych obowiązkach Dexterowi.
Jak już wspomniałam – książka jest oszałamiająco pozytywna, mimo iż każdy z bohaterów boryka się z jakimś życiowym dramatem. Niektórzy mogą zarzucić Mansell, że jest mało rzekonująca w opisywaniu psychicznych reakcji, ale mnie jej podejście się bardzo podoba – każdy z tych poranionych bohaterów ma ludzi, dla których warto żyć i dla których należy „trzymać fason”. Życiowa tragedia nie jest końcem wszystkiego – jest punktem wyjścia do nowych rzeczy. Także pozytywnych. Ważne, żeby ich nie odrzucać i nie rezygnować z góry bo „ja się do tego nie nadaję”, „nie mam szans”, „moje życie legło w gruzach”. Na pozytywne zakończenie możemy czekać całe wieki, ale jeśli jesteśmy wystarczająco zdeterminowani i cierpliwi to na pewno się go doczekamy.
Oczywiście tematem głównym „Nie traćmy ani chwili” jest miłość – rodzicielska, partnerska, braterska – i pozory. Szczęście bohaterów zaczyna się w momencie, kiedy przestają dbać o to, jak ich widzą inni. Dexterowi przestaje zależeć na wizerunku playboya, bo ma do wypełnienia obowiązek wobec siostry i siostrzenicy. Jedna z bohaterek odrzuca pozę wampa i rozrywkowej panienki gdy spotyka mężczyznę swojego życia. Z kolei inna z powodu pozorów na wiele, wiele lat odłożyła marzenia o własnym szczęściu. No i wreszcie – to powieść o tym, że wspomnianym pozorom nie należy dać się zwieść. Wielki, muskularny Murzyn niekoniecznie za chwilę rozkwasi ci nos a uczciwy mąż i ojciec…Zresztą, domyślajcie się same albo sięgnijcie po książkę. Do przeczytania w dwie godziny 
Tytuł: „Nie traćmy ani chwili”
Autor: Jill Mansell
Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, więcej...

Jill Mansell – romantycznie na jesienną pluchę

przez , 15.lis.2013, w Kuchnia, Romans

Strasznie dużo mam ostatnio czytania, głównie służbowego, więc czytanie dla przyjemności trzeba było odłożyć na bok (chociaż czytanie służbowe może także sprawiać przyjemność, nie mówię że nie). A ponieważ w pracy dopadło mnie także przeglądanie rozmaitych uchwał, trzeba było odreagować. Stąd Jill Mansel, lektura nie mająca nic wspólnego z prawem, kodeksem postępowania administracyjnego ani nawet ustawą o zarządzaniu kryzysowym czy planem systemu ratownictwa medycznego :-)
„Spacer w parku” to typowy romans, zaczynający się odrobinę jak komedia omyłek. Bohaterka, Lara Carson wraca do rodzinnego miasteczka kilkunastu latach. Okoliczności powrotu nie są radosne, bo Lara wraca na pogrzeb ojca, sama bohaterka jednak za bardzo smutku nie odczuwa. Ojciec był dla niej zawsze oschły, a gdy miała 16 lat – wyrzucił ją z domu. Teraz jednak okazuje się, że dom, w którym mieszkał, nigdy nie należał do niego, a do matki Lary. Bohaterka otrzymała go w testamencie i postanawia w nim zamieszkać razem ze swoją córką Gigi. Powrót nie jest łatwy – odnajdują się dawni przyjaciele, niektórzy w dramatycznej sytuacji życiowej, a nawet były chłopak.

To sympatyczna opowieść o życiowych błędach i pomyłkach i wyborach podejmowanych nie do końca racjonalnie. Trochę szekspirowska w stylu, bo jej bohaterowie nieustannie biorą kogoś za kogoś innego, wyciągają błędne wnioski czy znajdują się w dwuznacznych sytuacjach. Nieustannie muszą się z tego tłumaczyć i choć udaje się te skomplikowane qui pro quo ostatecznie rozwikłać, komplikacje z nich wynikające zaburzają życie bohaterów czasem na długie tygodnie, miesiące a nawet lata. Bardzo to ludzkie, bo ileż razy, zamiast powiedzieć coś wprost zwlekamy, kręcimy i ściemniamy. Gdybyśmy powiedzieli, o co nam chodzi, może udałoby się uniknąć niepotrzebnego stresu? Nie mówiąc o zmarnowanym czasie. Ale pewnie boimy się walić kawę na ławę, bo może ktoś nas weźmie za głupka albo chama?
Lektura zdecydowanie dla pań, na smutny, jesienny wieczór, kiedy to się powinno tylko siedzieć na kanapie z kocem, gorącą herbatą i kotem.
Tytuł: „Spacer w parku”
Autor: Jill Mansel
Wydawnictwo Literackie

A do tego leżenia oczywiście polecam coś słodkiego (dawno nie było żadnego przepisu, prawda?). Ponieważ mój piekarnik nieustannie przypala od spodu wszystkie ciasta, postawiłam na ręcznie robione pralinki, w tym przypadku trufelki cytrynowe z serkiem mascarpone.

Potrzebujemy:
• 250 g serka mascarpone
• 1 szklanka mleka w proszku
• 200 g białej czekolady
• skórka otarta z 2 cytryn
• świeżo wyciśnięty sok z 1 cytryny
Do obtaczania:
• 150 g dowolnej czekolady, roztopionej w kąpieli wodnej lub cukru pudru
Białą czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Z cytryn otrzeć skórkę, z jednej wycisnąć sok.
Serek mascarpone, mleko w proszku i roztopioną czekoladę zmiksować na puszystą, jednolita masę. Powoli i stopniowo dolewać sok z cytryny, cały czas miksując. Dodać skórkę otartą z cytryn i zmiksować.
Masę przełożyć do miseczki, przykryć folią spożywczą, schłodzić przez 2 – 3 godziny w lodówce. Kiedy masa zgęstnieje na tyle, że będzie można z niej formować kulki, wyjąć z lodówki. Formować trufelki wielkości orzecha włoskiego, układać na talerzyku. Schłodzić (można przez całą noc).
Schłodzone trufelki można obtaczać w czekoladzie roztopionej w kąpieli wodnej lub w cukrze pudrze. Przechowywać w lodówce. Spożywać szybko po wyjęciu, bo mają tendencje do roztapiania się ( z tym zresztą nie będzie problemu, co mogą poświadczyć koledzy i koleżanki ode mnie z pracy).

Zostaw komentarz :, więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...