Tag: Rebis

Magia ma płeć

przez , 07.wrz.2015, w Fantastyka

Agnieszka nie jest ani specjalnie bystra, ani utalentowana, No, chyba że chodzi o umiejętność brudzenia, rozdzierania i niszczenia każdego ubrania, jakie ma na sobie. Tak, w tym Agnieszka jest naprawdę dobra. Tak samo jak w znajdowaniu jeżyn tam, gdzie nie rośnie ani jeden jeżynowy krzak czy grzybów w miejscu, które przeszło dziesiątki grzybiarzy. Ale jej rodzina i tak kocha ją i każdą z jej wad. Wiadomo bowiem, że Smok, pan wioski, wybiera do służby tylko te najpiękniejsze, najzdolniejsze… Takie jak Kasia, najlepsza przyjaciółka Agnieszki. Agnieszka się martwi, bo Smok zabiera dziewczyny na 10 lat. A gdy wracają, nie chcą już mieszkać w wiosce. Wieśniacy nie burzą się na taki zwyczaj, bo Smok to potężny czarodziej, który chroni wioskę i kraj przez złowrogim, czarodziejskim Borem. Dlatego Agnieszka wolałaby, żeby zamiast pięknej Kasi Smok zabrał ją.

wybrana

„Wybrana” to taki czarodziejski trochę anty-Pigmalion, Pigmalion ciut feministyczny. Mądry, bogaty pan próbuje zmienić prostą dziewczynę według swoich upodobań, w idealną kobietę. Traf chce, że dziewczyna wcale nie chce być ubrana jak lalka, ma własne zdanie i nie boi się go powiedzieć i wcale nie uważa, żeby była – mimo całego zestawu wad- kimś gorszym. Tym bardziej, że – i to kolejna mądrość przekazywana przez Naomi Novik – powierzchowność wcale nie jest najważniejsza i bynajmniej nie definiuje człowieka, kobiety, czarodziejki. Ci, którzy osądzają bohaterkę patrząc na jej wiecznie ubłocone, podarte ubranie i rozczochrane włosy, mocno się mogą naciąć.

Naomi Novik pisząc „Wybraną” czerpała sporo z dorobku amerykańskich autorek fantasy, takich chociażby jak Ursula K. Le Guin. W jej książce też mamy rozróżnienie magii kobiecej i męskiej. Ta pierwsza, uznawana za cos gorszego, bo związana z uczuciami i wrażeniami, funkcjonująca bez albo pomimo czarodziejskich formułek, wymykająca się „szkiełku i oku”. Bliska naturze i z naturą związana. I ta druga, męska, działająca według wzorów, matematyki i proporcji, sztywna i brutalna. Kobieca magia nikogo nie zmusza – kobieca magia namawia rzeczy, żeby się stały. Męska wyrywa, uszkadza i wciska. A jednak, i to zdaje się jest przejaw współczesnego feminizmu, to razem oba rodzaje magii mogą być jeszcze silniejsze, uzupełniają się i tworzą potężne rzeczy.

Co jeszcze jest warte zauważenia w „Wybranej”? Związek z naturą. To ziemia daje siłę a gwałt zadawany naturze obraca się przeciwko gwałcicielowi. I nie można zła pokonać złem, to tylko zło umacnia. Z każdym zadanym ciosem zło staje się silniejsze i karmi się nienawiścią. Nie przypadkiem najgorszą chorobą tych, których dotknął Bór, jest nienawiść skierowana wobec najbliższych. I tylko szczerość tych najbliższych i ich miłość, czasem pełna uraz i pretensji, jest w stanie chorobę pokonać.

„Wybrana” to świetnie napisana książka z fascynującą intrygą, trzymająca w napięciu do ostatniej chwili, mądra i przemyślana. Nic dziwnego, że chwali ją dama światowej fantastyki, wspomniana już przeze mnie Ursula K. Le Guin. A co powinno się spodobać polskiemu czytelnikowi to polskie nazewnictwo – główna bohaterka to Agnieszka a jej ojczyzną jest Polnia. Całość oparta jest na polskich bajkach i opowieściach o Babie – Jadze. A to dlatego, że Naomi Novik, chociaż urodziła się w Nowym Jorku, wychowała się właśnie na naszych opowieściach (jej matka jest Polką). Zresztą za jeden ze swoich utworów, „Smoka Jego Królewskiej Mości” Noik otrzymała Compton Crook Award oraz nominacje do nagród Hugo i Campbella, a prawa do ekranizacji jej cyklu o Temerairze zakupił Peter Jackson.

Tytuł: „Wybrana”

Autor: Naomi Novik

Dom Wydawniczy Rebis

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Nigdy nie lekceważ przeciwnika

przez , 09.kwi.2015, w Fantastyka

Joe Abercrombie znany jest polskim czytelnikom ze znakomitych książek takich jak „Bohaterowie” czy „Zemsta najlepiej smakuje na zimno”. Tym razem w łapki nam wpada „Pół króla”, pierwsza część trylogii „Strzaskane morze”.

coverbig

Bohaterem powieści jest książę Yarvi. Kaleki, „gorszy” syn króla w państwie, gdzie mężczyzn ocenia się poprzez ich zwycięstwa i umiejętność walki wręcz. Yarvi – bystry, inteligentny i wrażliwy nie ma innego wyjścia, jak tylko zostać ministrem, politycznym doradcą władcy. I Yarvi bardzo chętnie przyjmuje tę rolę. Uczy się języków obcych i zwyczajów innych narodów, dyplomacji, strategii, ekonomii, a nawet medycyny i posługiwania się truciznami, bo „ministrowie zawsze powinni szukać mniejszego zła i ważyć większe dobro”. Niestety ojciec i brat Yarviego giną w zasadzce, a chłopak  obejmuje tron. Nie każdemu się jednak podoba „pół króla” i zamiast na tronie, Yarvi ląduje jako niewolnik na galerze. Musi odzyskać tron. Musi zemścić się na mordercach ojca. Ale najpierw musi przeżyć.

„Pół króla” potwierdza klasę Abercrombiego jako autora. Książka jest napisana niezwykle sprawnie, bez uproszczeń ale i bez przenudzeń, czytelnik dowiaduje się o opisywanym świecie dokładnie tyle, ile potrzebuje – ani mniej, ani więcej. Abercrombie przypomina tu raczej precyzyjnego chirurga niż pisarza – prowadzi akcję od punktu do punktu, bez zbytecznych zawijasów i ozdobników, co nie znaczy, że sucho i bez emocji. Wręcz odwrotnie – Yarvim szarpią emocje, wstyd i gniew, rozżalenie i chęć zemsty. Duże brawa dla autora za niezwykle prawdopodobną z psychologicznego punktu widzenia postać – Yarvi potrafi być małoduszny ale i wspaniałomyślny, chociaż na miarę okoliczności. Nie jest bohaterem i bynajmniej się nim nie staje, nie zachodzą tutaj żadne wydarzenia, które nagle robią z niego wojownika. Za to Yarvi nie traci też nagle, z powodu okoliczności tych umiejętności, które posiadł –refleksu, umiejętności wykorzystywania słabości innych ludzi i przede wszystkim – zdolności łapania i wykorzystywania okazji. Oczywiście, byłoby to niczym bez olbrzymiej determinacji i, nie ukrywajmy, bezwzględności. Bo w swojej drodze „półkról” zdobywa przyjaciół, których wykorzystuje, aby osiągnąć swój cel.

Niezależnie od scenografii fantasy „Półkról” to świetna książka o polityce i politykach, z ich lojalnością, systemem wartości i giętkością kręgosłupów. Niedawno pisałam o „House of cards” – mimo różnicy gatunku „Półkról” bardzo „House of cards” przypomina. Tu też głównym tematem są żądza władzy i polityka, główna siła sprawcza napędzająca świat. Ta sama jest także myśl przewodnia: nigdy nie lekceważ przeciwnika.

Przy tym wszystkim Abercrombie jest mistrzem nieoczekiwanych zwrotów akcji i puenty.

Tytuł: „Pół króla”

Autor: Joe Abercrombie

Dom Wydawniczy Rebis

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Greckie krajobrazy

przez , 26.wrz.2014, w Romans

Daphne to córka greckich imigrantów. Po śmierci męża kobieta zostaje w Nowym Jorku sama z małą córeczką i stertą rachunków do zapłacenia. Nie pozostaje jej nic innego, jak tylko rzucić się w wir pracy. Inwestuje wszystko w otwarcie greckiej restauracji. Pomysł okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Restauracja przyciąga tłumy, a Dafne poznaje młodego, przystojnego bankiera, który oferuje jej szansę na wspólne, stabilne życie. Ślub ma się odbyć na greckiej wyspie Erikusie, na której wciąż mieszka ukochana babcia Daphne, Evangelia.

szept

Nie ma lepszej recepty na dobry romans niż przystojny, bogaty mężczyzna i romantyczne widoki greckiej wysepki. Ale wbrew pozorom „Szept cyprysów” nie jest prostą książką o miłości. Jest raczej o szukaniu kompromisów i rezygnowaniu dla nich z samego siebie. I bardzo brutalnie o tym, że pieniądze to jeszcze nie wszystko. Za pieniądze nie jesteś w stanie kupić miłości dziecka ani czasu z ukochanymi bliskimi. Tracimy czas w pogoni za finansowym sukcesem, odsuwając od siebie myśl o ludziach, którzy zamiast pieniędzy czasami potrzebują po prostu naszej uwagi i miłości.

Daphne przekonuje się boleśnie, że jej priorytety dla kogoś innego stają się nieważne. Dla jej babki ważniejsze niż to, że wnuczka jest słynną restauratorką staje się to, że ta sama wnuczka od kilku lat nie znalazła ani chwili na odwiedziny. Na małej Erikusie nie liczą się pozycja i pieniądze ale to,jakim jesteś człowiekiem. I mimo romansowego sztafażu „Szept cyprysów” to przypomnienie dla wszystkich młodych wilków biznesu o tym, co jest istotne. Tym samym książka zgodna jest z ogólnoświatowym trendem, według którego to młode kapiszony zastępowane są przez marzycieli, rzucających domy, kredyty i samochody na rzecz życia w głuszy i pasania kóz. Jeśli tylko to pasanie jest tak naprawdę ich marzeniem.

„Szept cyprysów” podoba mi się z jeszcze innego powodu – bo nie jest to zwykłe romansidło, w którym kobiece szczęście uzależnione jest od męskich ramion. Bohaterkami książki są silne kobiety, które potrafią sobie poradzić nawet w najcięższej sytuacji życiowej. Same lub przy pomocy innych kobiet. Mężczyzna, jeśli się w ich życiu pojawia, to nie dlatego, że jest potrzebny do życiowej stabilizacji.

A niejako w bonusie „Szept cyprysów” to sympatyczna książka o greckiej historii i kulturze. Jej autorka, Yvette Manessis Corporon jest zdobywczynią nagrody Emmy, autorką scenariuszy programów telewizyjnych, producentką i pisarką. Otrzymała również Silurian Award for Excellence in Journalism i została nagrodzona przez Radę Miasta Nowy Jork za działania na rzecz dziedzictwa greckiej kultury.

Tytuł: „Szept cyprysów”

Autor: Yvette Manessis Corporon

Wydawnictwo Rebis

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Polski zesłaniec i szpiegowska afera

przez , 02.wrz.2014, w Kryminał, Powieść historyczna, Romans

Juliusz Słowacki i Adam Mickiewicz zamieszani w szpiegowską aferę? A właściwie czemu by nie? Ktoś właściwie wie, co dokładnie robili obaj panowie na emigracji? A przecież równie dobrze jak zdobywaniem salonów mogli zajmować się zdobywaniem informacji i obnażaniem tajemnic wielkiej polityki.

Choć oba nazwiska przyciągają, obaj nasi wieszcze są w książce Rafała Dębskiego tylko statystami. Jej bohaterem jest Jerzy Wołłkowicz, polski zesłaniec, któremu udało się uciec ze zsyłki. Mimo tego na jego życie, nawet w środku cywilizowanego Paryża nieustannie ktoś czyha. Poza tajemniczymi zamachowcami pilnie młodego, schorowanego żołnierza obserwują tuzy polskiej emigracji ze wspomnianymi poetami na czele, francuska policja, najsłynniejszy prywatny detektyw Vidocq i najpopularniejsze w stolicy medium. Wszystko wskazuje na to, że pan Jerzy będzie musiał udać się w podróż w głąb Rosji, do pewnego kaukaskiego monastyru. Nie tylko po to, żeby odnaleźć dokumenty, które mogą zachwiać polityczną równowagą Europy ale i po to, by odnaleźć ukochaną Anastazję.debski

„Kamienne twarze, marmurowe serca” przypominają mi inną powieść przygodową – „Trzech muszkieterów”. Tutaj również mamy polityczną misję, gierki między rządzącymi otwarcie i szarymi eminencjami, starcia frakcji i wplątanych w to przyjaciół, którzy w całe zamieszanie pakują się bynajmniej nie z powodów patriotycznych (no, może troszeczkę), ale dlatego, że tak każe im lojalność i miłość. Mamy tu wartką akcję i gryziemy pazury z nerwów, czy naszym bohaterom uda się zdążyć na czas i wyprzedzić wroga (albo uciec z jego łap, oczywiście dzięki odwadze i wprawie w posługiwaniu się bronią) a drugiej czyha na nas ognisty romans, a w opałach znajduje się nie tylko dzielny młodzieniec, ale i jego wybranka. Niebezpieczeństwo grozi z każdej strony, nikogo nie można być pewnym, nawet rodziny, chociaż czasem okazuje się, że szlachetnością wykaże się ktoś po drugiej stronie barykady.

Rafał Dębski w wyjątkowo sprawny sposób potrafi łączyć gatunki – science fiction, fantasy, powieść historyczną czy kryminał (tak BTW konia z rzędem temu, kto odkryje w książce ślady innej powieści Dębskiego, z pogranicza fantasy i powieści historycznej właśnie), dla mnie jest też gwarancją solidnego warsztatu i dobrej zabawy. A jeśli lubicie powieści z gatunku „płaszcza i szpady”, to i „Kamienne twarze, marmurowe serca” powinny się wam spodobać.

Tytuł: „Kamienne twarze, marmurowe serca”

Autor: Rafał Dębski

Wydawnictwo Rebis

 

 

 

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

Bohater menedżerów średniego szczebla

przez , 01.lip.2014, w Fantastyka

Myśli o niespłaconym kredycie nie dają ci spać po nocach? Straciłeś pieniądze przez zapis drobnymi literkami? Albo po prostu szef tobą pomiata? Być może potrzebujesz CEO Slayera. Kogoś, kto pokaże wielkim korporacyjnym szychom, gdzie ich miejsce.

Książka Marcina Przybyłka powinna spodobać się wielbicielom komiksowych bohaterów. Takich, którzy w dzień zachowują się jak zwykli, nawet nie zawsze ciekawi ludzie a nocami przy pomocy technicznych nowinek lub nadprzyrodzonych mocy walczą ze złem. Tym razem złem są szefowie z piekła rodem i zarządcy wielkich korporacji, gnębiących ludzi na prawo i lewo a akcja, zamiast w Gotham czy innym Sin City dzieje się w rodzimej Warszawie. Bohater książki ze złem walczy w sposób dosyć charakterystyczny – swoich wrogów ośmiesza i wyszydza, a przy okazji daje niezły wycisk. Oczywiście CEO Slayer ma po swojej stronie maluczkich – szeregowych pracowników banków, tych, którzy musieli wziąć kredyt na mieszkanie, tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Po swojej stronie nasz bohater ma także media, a nawet stróżów prawa. Czy to jednak wystarczy, żeby zniszczyć przeciwnika?

slayer

Z tradycji komiksowej Przybyłek czerpie pełnymi garściami, a to wymaga od czytelnika wyraźnego wejścia w konwencję i przymrużenia oka. Postaci są przerysowane aż do śmieszności (na przykład pani prezes, w pracy demon, w domu miłośniczka przebierania się w niemowlęce beciki i pieluszki). Nie ma tu żadnych odcieni szarości – jedni są dobrzy, inni źli i już wyższa opatrzność zadbała o to, żeby CEO Slayer mógł ich łatwo od siebie odróżnić.  Superhero ma oczywiście do dyspozycji supersprzęt w postaci miniaturowych kamer, podsłuchów, egzoszkieletów i robotów, a także własne ponadprzeciętne umiejętności chociażby w posługiwaniu się sztukami walki. Nie brakuje także pięknych kobiet, dobrych i…mniej dobrych, a nawet Robina. Nowością jest li i jedynie antybohater, a właściwie zbiorowy antybohater, czyli decyzyjna wierchuszka wielkich korporacji i banków. Bardzo to współczesne zło, widoczne na kartach gazet czy w portalach internetowych, przeklinane przez wielu przeciętnych Polaków. Myśl, że pan prezes banku, który miesiąc w miesiąc zdziera z nas ostatnią skórę na ratę kredytu a sam mieszka w marmurach i zarabia krocie powinien dostać solidny łomot na pewno niejednemu z nas przemknęła przez myśl, a Przybyłek to mgliste marzenie tylko ubrał w słowa. Podobnie jak marzenie, żeby ktoś spuścił łomot piekielnemu szefowi, który nami pomiata i jest powodem naszej bezsenności i wrzodów żołądka. Dodatkowo smaczku książce dodaje zadziwiająca zbieżność między tym, czym zajmuje się jej bohater a życiorysem autora. Ale to już taki bonus J

Po poprzednich książkach Przybyłka z Gamedecowej serii wiedziałam, że muszę się przygotować na coś związanego z popkulturą, ale spodziewałam się podtrzymania trendu „gierczanego”. Zwrot w stronę komiksu i to w scenerii bardziej zbliżonej do realizmu jest lekkim zaskoczeniem, ale raczej pozytywnym. Oczywiście, jeśli ktoś ma poczucie humoru.

Tytuł; „Ceo Slayer”

Autor: Marcin Przybyłek

Wydawnictwo Rebis

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...