Tag: Stephen King

King czyli król horroru klasy „B”

przez , 21.cze.2016, w Kryminał

To spektakularne i z przytupem zakończenie trylogii „kryminalnej” Stephena Kinga o Panu Mercedesie – człowieku, który wjechał samochodem w tłum ludzi, raniąc i zabijając wielu z nich. Detektyw Bill Hodges, który odnalazł sprawcę a potem uniemożliwił mu akt terroru na znacznie poważniejszą skalę, tym razem definitywnie zamyka sprawę. A jednocześnie autor pokazuje, że konwencja czysto kryminalna, choć potrafi w niej tworzyć, na dłuższą metę go męczy i wraca do ulubionego przez siebie horroru.king

Jak wiemy z poprzednich części cyklu o Billu Hodgesie, odpowiedzialny za samochodowe morderstwo Brady Hartsfield leży w formie warzywa w szpitalu, a lekarze nie dają mu żadnych szans na poprawę. Hodges jednak nie wierzy, że zabójca tak łatwo uniknął sprawiedliwości. I okazuje się, że jego podejrzenia, jakoby za pustym spojrzeniem wciąż ukrywał się świadomy Hartsfield mają swoje uzasadnienie. Morderca z Mercedesa bynajmniej nie skończył ze swoimi ofiarami a także tymi, których zamierzał zabić na popowym koncercie wybuchem bomby. Tyle, że do świata żywych wraca…w nieco zmienionej formie. Jego działalności być może nikt by nie zauważył, gdyby nie asystentka Hodgesa, Holly. Nie do końca odpowiadająca standardom osoby „normalnej”, ekscentryczna, do bólu dokładna, komputerowy geniusz i ze wszech miar osoba, która nie boi się myśleć niestandardowo.

„Koniec warty” jest dynamiczny, trzymający w napięciu i melodramatyczny, a ze względu na zamysł fabularny absolutnie mieści się w kategoriach horroru klasy B, z których przecież słynie King. Osobiście bardziej podobały mi się poprzednie części, bardziej „kryminalne”, jednak doceniam konsekwentne trzymanie się w tej części stylistyki, wraz z groteskowymi opisami „opętania” jakiego dokonuje „dusza” Brady’ego Harstfielda. Niczego przy okazji tu nie zdradzam, bo zapowiedź, w jakim kierunku pójdzie King dał czytelnikom już w „Znalezione, nie kradzione”. Oprócz zabawnego horrorowatego sztafażu „Koniec warty” to oczywiście znakomity warsztat pisarski Kinga, świetne charaktery nie tylko postaci pierwszoplanowych i sporo ostrzeżeń przed techniką. I te ostatnie to bynajmniej nie wymysł pisarza, bo z komunikatami podprogowymi, zjawiskiem lawiny samobójstw oraz wywołującymi ataki epilepsji grami komputerowymi mamy do czynienia, tylko jakby niekoniecznie przyjmujemy ich istnienie do wiadomości. Szkoda, że akurat pisarz horrorów musi nam uświadamiać zagrożenie płynące ze zdobyczy cywilizacji. No i bynajmniej nie należy do rzadkości sytuacja, kiedy policja chce szybko zamknąć sprawę, poruszając się tylko utartymi ścieżkami.

Żal mi, że nie spotkam się już na kartkach z Billem Hodgesem, to świetna, pełnokrwista postać, podobnie jak Holly. Ta ostatnia, podobnie jak Temperance Brennan (bohaterka książek i serialu „Kości” ma co prawda swój spory potencjał na bohaterkę cyklu, jednak zdecydowanie nie będzie to to samo.

Do połknięcia w dwie godziny.

Tytuł: „Koniec warty”

Autor: Stephen King

Wydawnictwo Albatros

 

 

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Dziewczyna z pociągu

przez , 02.lis.2015, w Kryminał

Podmiejski pociąg do Londynu, 8.04. Wśród pasażerów jest Rachel – gruba, nieatrakcyjna, bezrobotna. W drodze powrotnej najczęściej pijana. Kobieta nie może się powstrzymać, żeby nie przyglądać się życiu mieszkańców stojących wzdłuż torów domów. Zwłaszcza że jeden z nich należał kiedyś do niej, a dziś mieszka w nim były mąż Rachel ze swoją nową żoną i córeczką.

dziewczyna

Żeby odwrócić swoją uwagę od przeszłości, Rachel obserwuje życie młodej pary mieszkającej obok Toma i Anny. Jess i Jason są piękni, młodzi i wyglądają na szczęśliwych. Jednak jednego dnia Rachel dostrzega, że Jess całuje się z innym mężczyzną. Kilka dni później z gazet dowiaduje się, że kobieta zaginęła. Tego samego wieczora, którego Rachel wróciła do domu z rozbitą głową i dziurą w pamięci spowodowaną alkoholem.

„Dziewczyna z pociągu”, thriller Pauli Hawkins zdążył już zrobić sporo zamieszania. Książka ukazała się 1 lutego 2015 roku, a do marca sprzedano dwa miliony jej egzemplarzy w Stanach Zjednoczonych (i kolejny milion w Wielkiej Brytanii) – zakupu dokonywano mniej więcej co 6 sekund! O książce peany piał Stephen King, prawa do tłumaczenia zakupiło 47 krajów, a wytwórnia DreamWorks natychmiast zainteresowała się zrobieniem wersji filmowej. Jednym słowem – hit.

Czy słusznie? O ile w przypadku „50 twarzy Greya” na fenomen sprzedażowy patrzę z niesmakiem, o tyle uznaję, że „Dziewczyna z pociągu”  się broni (chociaż jednak porównywana z nią „Zaginiona dziewczyna” Gillian Flynn według mnie jest lepsza). Paula Hawkins znakomicie potrafi budować napięcie, a jej główna bohaterka  to prawdziwe mistrzostwo. Roztrzęsiona, niemal niepoczytalna alkoholiczka, na własne życzenie rujnująca sobie życie, skłonna do mijania się z prawdą a jednocześnie całkowicie bierna Rachel to idealna ofiara. Czytelnik zresztą w pewnym momencie nie wie, czy jest ona ofiarą, czy może agresorem… Piątka z plusem dla Hawkins za zwroty akcji i mylenie tropów, bo z chwili na chwilę czytając coraz bardziej czułam się zagubiona i parokrotnie musiałam zmieniać swoją ocenę poszczególnych postaci. A i to nie udało mi się domyślić, kto jest głównym czarnym charakterem. Jedno jest pewne – tylko tej dziwacznej, niegodnej zaufania Rachel zależało na tym, żeby odnaleźć Jess (czy też Megan, jak się naprawdę nazywała). Nawet jeżeli zmaganie się z tą sprawą było nieustającym pasmem upokorzeń.

Jak na prawdziwy thriller psychologiczny przystało, mnóstwo w „Dziewczynie z pociągu” jest o motywach i traumach, o przemocy, która na pierwszy rzut oka nie jest przemocą.  Bardzo też jestem ciekawa, jak w wersji filmowej uda się oddać tę nieustającą atmosferę zagrożenia, obecną na każdej stronie książki.

Tytuł: „Dziewczyna z pociągu”

Autor: Paula Hawkins

Wydawnictwo Świat Książki

Zostaw komentarz :, , więcej...

Czytelnik, który zabił

przez , 17.cze.2015, w Kryminał

Czy fascynacja literaturą może doprowadzić do zbrodni? No ba! To nawet całkiem popularny temat wszelkiej maści kryminałów. Tym razem obsesję na tle literatury za wątek przewodni wybrał Stephen King, król horroru. Tym razem znowu w roli autora kryminału.

king

„Znalezione nie kradzione” to kontynuacja „Pana Mercedesa”. Przypomnę może, że w „Mercedesie” chodziło o złapanie człowieka, który wjechał mercedesem tłum zgromadzony przed biurem pośrednictwa pracy, zabijając i raniąc wiele osób. I choć zbrodniarz z pierwszej części jest już w rękach sprawiedliwości, to konsekwencje jego czynu wciąż są żywe. Na przykład w rodzinach ofiar – m. in. w rodzinie Petera Saubersa. Ojciec Petera w słynnym wydarzeniu stracił nogi i od tamtej pory w rodzinie Saubersów dzieje się coraz gorzej. Przeprowadzka do gorszego domu, nieustające kłopoty finansowe a przede wszystkim kłótnie między rodzicami. Nic dziwnego, że Peter znalezienie kufra zawierającego tajemnicze notesy i sporą sumę w gotówce traktuje jako dar od Boga. Dopiero po pewnym czasie zaczyna się interesować zawartością notesów. A w nich są niepublikowane wcześniej  utwory Johna Rothsteina, autora porównywanego z Salingerem. I zamordowanego w swoim domu 30 lat wcześniej. Pete nawet nie przypuszcza, że ten, kto dokonał zbrodni po to, żeby wejść w posiadanie notesów, po tylu latach będzie chciał je odzyskać.

Wiele osób po druku „Pana Mercedesa” zarzucało Kingowi, że o ile twórcą horrorów jest znakomitym, to autorem kryminałów raczej przeciętnym. Od razu mówię, że ja do tej grupy nie należałam, mnie się podobał zarówno „Pan Mercedes” jak i „Znalezione nie kradzione”. Może niekoniecznie przez zagadkę kryminalną, bo w „Znalezione…” akurat nie ma żadnej.  Wszystko – motywy, osoby i wydarzenia – jest jasne. Interesujące są jednak właśnie motywy – i opis obsesji, która pcha do zbrodni. W tym przypadku obsesji czytelniczej (czy to nie jest dowód, że czytanie szkodzi? ;-)  ), której ulega zarówno morderca Rothsteina jak i Pete Saubers. Różni ich to, że dla mordercy książki są ważniejsze niż ludzkie życie. Morderca się nie waha i nie zastanawia, a potem nie żałuje. Jeżeli wyraża skruchę, to dlatego, że wie, jakie wymierne korzyści może mu to przynieść. Pete w ostatecznym rozrachunku wybiera życie. O tym, jak bardzo jest ludzki, świadczy jego niepewność, czy gdyby nie przypadek, który mu w wyborze pomógł, ostateczny rezultat byłby taki sam.

Bardzo podoba mi się w książce zestawienie dwóch typów. Petera i jego o kilkadziesiąt lat starszego antagonisty. Obaj są zafascynowani książkami, inteligentni i aktywni – w tym sensie, który każe im kierować własnym losem, a nie biernie się poddawać temu, co przyniesie życie. Czytelnicza obsesja pcha ich jednak w zupełnie innym kierunku. Dla Pete’a losy jego ulubionego bohatera są motywacją do działań budujących i naprawczych. Nawet jako 13-latek Pete robi wszystko, żeby nie dopuścić do rozpadu rodziny, a słynne notesy Rothsteina są dla niego sposobem na uzyskanie gotówki na wymarzoną szkołę dla siostry. Na przeciwnym biegunie jest ten, który o książki Rothsteina potrafił na śmierć i życie pokłócić się z matką i zamordować pisarza bo nie spodobało mu się to, co autor kazał robić swojemu bohaterowi. Z nich dwóch, wbrew pozorom, to Pete, pełen wątpliwości, młody i fizycznie słaby jest znacznie silniejszą osobowością.

Choć akcja zupełnie nie jest zbieżna z tym, co King opisywał w „Panu Mercedesie”, autor znalazł sposób na umieszczenie w powieści znanych już czytelnikom pierwszej części bohaterów – detektywa Billa Hodgesa, Holly i Jerome’a. A nawet słynnego Pana Mercedesa. Do którego z pewnością King wróci w kolejnej części. I będzie to część mocniej już skręcająca w stronę horroru.

Książka, podobnie jak pierwsza czyta się znakomicie i jest chyba dobrym wyborem na wakacyjną lekturę. Mimo latających w powietrzu siekier.

 

Tytuł: „Znalezione nie kradzione”

Autor: Stephen King

Wydawnictwo Albatros

 

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...