Tag: Uczta Wyobraźni

Straszny dom Davida Mitchella

przez , 17.maj.2017, w Fantastyka

W wąskim i ciemnym zaułku niedaleko obskurnego pubu raz na dziewięć lat pojawia się mała furtka. Jednak nie każdy może ją otworzyć. Ci, którym się to udaje, trafiają do Slade House. To piękna rezydencja otoczona wspaniałym ogrodem, a w niej… ktoś, kto jest spełnieniem marzeń. Przyjaciel. Kochanka. Chłopak, w którym skrycie się kochamy. Ktoś, kto ma dla nas bardzo ważne informacje. Na początku gość nie chce wyjść a potem… potem już nie może.

„Slade House” to bardzo sprawnie napisany horror, trzymający w napięciu i coraz bardziej to napięcie podkręcający. David Mitchell (znany polskiemu czytelnikowi m. in. dzięki znakomitemu „Atlasowi chmur”) zwodzi czytelnika i tworzy pułapki, podobnie jak aktorzy jego powieści – wszystko po to, żeby usidlić i zabrać duszę. „Slade House” to nawiązanie do miejskich legend o nawiedzonych domach, bajki o Babie Jadze i jej słodkiej chatce, mitu o Persefonie (pamiętacie, co ostatecznie sprawiło, że nie mogła opuścić Hadesu?) i new age-owych opowieści o energetycznych wampirach. Nie wiem co prawda, czy Mitchell miał okazję poznać nasze legendy o Borucie, ale modus operandi głównych bohaterów bardzo przypomina zwyczaje naszego rodzimego diabła, który zawsze jest pełen inwencji w wodzeniu na pokuszenie i płataniu okrutnych figli.

Straszenie w „Slade House” odbywa się bardzo subtelnie. Na początku właściwie nie wiemy, co tu się będzie działo, czujemy tylko, że atmosfera jest gęsta. Jak to było w „Alicji” – robi się zdziwniej i zdziwniej. Coraz głębiej wchodzimy jednak w historię domu i jego mieszkańców a rozgrywka między nimi a ofiarami jest coraz mniej subtelna, coraz bardziej desperacka. Z każdą historią, z każdym nowym otwarciem Slade House mamy nadzieję, że ktoś ukróci makabrę i trzymamy coraz mocniej zaciśnięte kciuki.

„Slade House” nawiązuje do znakomitych wcześniejszych „Czasomierzy” Mitchella, aczkolwiek nie trzeba „Czasomierzy” wcześniej znać, żeby czerpać przyjemność z książki. To raczej… uzupełnienie tamtej historii, gałąź, która od głównego pnia poprowadziła w bok. I która, co ciekawe, daje szansę na kolejne odgałęzienia.

Świetny pomysł, mroczna atmosfera i wartka akcja to zdecydowanie plusy tej historii.

Tytuł: „Slade House”

Autor: David Mitchell

Wydawnictwo Mag

Zostaw komentarz :, , więcej...

Podróże dusz w nowej powieści Davida Mitchella

przez , 04.maj.2016, w Bez kategorii

Kolejna znakomita powieść Davida Mitchella, autora takich bestsellerów jak „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta”  czy „Atlas chmur”. Ta ostatnia doczekała się nawet kontrowersyjnej ekranizacji w reżyserii Wachowskich, ze znakomitymi rolami Toma Hanksa i Halle Berry.  „Czasomierze” mają wiele wspólnego z obiema tymi książkami  – ideę wędrówki dusz z „Atlasu” czy wreszcie wprost nawiązanie do postaci z „Tysiąca jesieni”.

uczta_wyobrazni_czasomierzeFabularnie „Czasomierze” są jednak znacznie prostsze niż „Atlas” i opowiadają po prostu… o wojnie. Wojnie tych, którzy żyją poza czasem, w stanie nieśmiertelności. Można tę nieśmiertelność zdobyć na kilka sposobów – jeden krzywdzi ludzi, inny nie. Jedni są w sposób naturalny wyrzuceni poza nawias czasu, inni im tego zazdroszczą i zrobią wszystko, żeby osiągnąć chociaż złudzenie życia wiecznego. „Czasomierze” to powieść o odwiecznej walce „dobrego” ze „złym” i o obowiązku jakim jest obrona słabszych i nieświadomych. Jedni z powodu swoich umiejętności dają sobie prawo do stanowienia o czyimś życiu lub śmierci, inni wręcz odwrotnie, starają się jak najmniej ingerować w tkankę świata, zachowując przy tym żelazną dyscyplinę. „Czasomierze” widziane w ten sposób  to książka o różnicy między mądrością a arogancją, między wiedzą a pychą.

Główną bohaterką książki jest Holly Sykes. Poznajemy ja w czasach, kiedy ucieka z domu jako zbuntowana nastolatka i w zamian za szklankę herbaty zgadza się udzielić schronienia przypadkowo spotkanej kobiecie. Od tamtej pory życie Holly, kobiety słyszącej głosy, słynnej pisarki, matki i partnerki, a na koniec babci i opiekunki  związane jest z tajemniczymi wędrowcami w czasie i przestrzeni  i prowadzoną przez nich wojną. To przykład na to, że nawet najzwyczajniejsza zdawałoby się osoba, trybik w maszynie, nie dysponujący nadzwyczajnymi zdolnościami (choć w odpowiednim momencie może posłużyć się kamiennym wałkiem) może zaważyć na losach świata. Warto o tym myśleć, kiedy na przykład nie chce nam się iść do urn wyborczych.

Proza Mitchella jak zwykle jest bardzo malarska i oddziałuje na zmysły. Tak jak przy „Atlasie chmur” tak i tym razem podziwiam kunsztowną konstrukcję fabuły, przypominającą pajęczynę – albo labirynt, którego wszystkich odnóg i dróg nie jesteśmy w stanie zaobserwować, jeżeli nie przejdziemy go całego lub nie spojrzymy na niego z góry. Do tego dodajmy bogaty język i pomysł na wykorzystanie terminologii New Age, w której „telepatia” to najprostsze ze sformułowań oraz cała galeria wspaniałych postaci. Począwszy od bufonowatego i aroganckiego pisarza Crispina, przez uzależnionego od wojny korespondenta Eda Brubecka po żyjącego setki lat chińskiego lekarza Marinusa i odwieczną atemporalną, szamankę Aborygenów Edith Little.

I jeszcze jedno, coś, co bardzo lubię we wszystkich książkach, a czemu dają wyraz atemporalni z „Czasomierzy” – zachwyt nad małymi rzeczami. Pięknym obrazem, przedstawieniem, w którym występuje mała dziewczynka, smakiem prostej potrawy, zapachem potu ukochanego.

Tytuł: „Czasomierze”

Autor: David Mitchell

Wydawnictwo Mag

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Podróż do wnętrza siebie

przez , 06.mar.2015, w Fantastyka

Dziś magicznie, onirycznie, poetycko i malarsko.

Jevick to syn handlarza pieprzem. Jeden z dwóch synów nałożnicy, jeden z dwóch synów spłodzonych przez pana domu, jedyny, który jest w stanie odziedziczyć gospodarstwo. Jevick jest wychowywany bardzo nietypowo – przez nauczyciela pochodzącego z Olondrii, krainy, z którą wyspiarze handlują pieprzem. Ale przedmiotem edukacji bynajmniej nie są księgi rachunkowe, ale poezja, książki podróżnicze i eposy, romanse i mistyczne objawienia. Dzięki nim Jevick zaczyna pożądać widoku Olondrii –a po śmierci ojca, gdy przejmuje rodzinny interes, natychmiast wyrusza do mitycznej krainy. Spragniony przygód i wrażeń chłonie Olondrię całym sobą do momentu Święta Ptaków. Po szalonej nocy zaczyna go prześladować Anioł – duch zmarłej dziewczyny. Olondria jednak rozdarta jest religijną wojną. Między zwolennikami starej bogini, dla której widzący anioły to święci a kapłanami nowego porządku, zwalczającymi „widzących”. Nieszczęsny Jevick zamiast wrócić więc do domu, opętany bolesnym szałem trafia do miejscowego domu dla obłąkanych. Staje się także tym, dzięki któremu stara religia chce wrócić na dawne miejsce.

cudzoziemiec_w_olondrii

Pomijając walory artystyczne „Cudzoziemca”, jego malarskość i poetyckość, książka dosyć ponurą opowieścią o walce o władzę. Dwie frakcje religijne zwalczają się wszelkimi możliwymi sposobami, nie dbając o zwykłych ludzi. I bynajmniej nie chodzi tu o to, która z religii jest bardziej uczciwa czy przyjazna ludziom, która ma bardziej właściwe normy zachowań. Przedstawiciele obu bowiem posługują się takimi samymi metodami – terrorem, zastraszaniem, przekupstwem i szantażem. A ich ofiarą najczęściej padają maluczcy i niewinni. Tacy jak Jevick – obcokrajowiec z niewiadomych powodów dręczony przez widmo, który chce tylko odrobiny spokoju, snu, i żeby nieszczęsny duch dał mu wrócić do domu. Jevick nie wie, dlaczego wtrącają go do czegoś w rodzaju więzienia, nie wie także, dlaczego oferują mu bogate szaty, piękne kobiety i rozkosze. Nie chce być narzędziem, ale jak narzędzie jest traktowany. Próbując się wyrwać siłom miotającym nim na wszystkie strony dochodzi do ładu ze swoim wewnętrznym wrogiem, swoim duchem i demonem. Nie w ten sposób, że zmusza go do spełniania własnych zachcianek – ale w ten, że poznaje przyczyny i dociera do źródeł. To głęboka metafora wewnętrznego rozwoju i zagubienia człowieka we współczesnym świecie. Aby pozbyć się wewnętrznych demonów, musimy przestać z nimi walczyć. Musimy się z nimi zaprzyjaźnić i je pokochać. Wtedy same odejdą, zostawiając nas, być może, tęskniących i niepełnych, a na pewno zmienionych.

Debiutancka (aż trudno uwierzyć ) książka Sofii Samatar powieść swoimi obrazami i wspomnianą już metaforą podróży do najdziwniejszych krain jako poznawania swojego wnętrza przypomina mi bardzo podróże Guliwera czy wędrówki Geda z powieści Le Guin. Tu bohater także coś poznaje (poznaje kawałek siebie), zyskuje i traci. A po powrocie do swoich korzeni nie jest już tym samym – staje się raczej bramą i nauczycielem dla innych, pomagając im odnaleźć własne ścieżki.

Tytuł: Cudzoziemiec w Olondrii

Autor: Sofia Samatar

Wydawnictwo Mag

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Produkt marketingowy czyli TV ciało

przez , 12.maj.2014, w Fantastyka

Trochę się odleżała ta książka wśród potencjalnych pozycji do recenzowania. Zdecydowałam się ją w końcu opisać, bo temat wszelkich szoł na żywo, rozdźwięku między marketingiem a talentem zrobił się gorący od momentu porażki naszych rodzimych biustów na rzecz austriackiej brody. Jeff Noon ze swoim „TV ciałem” i refleksją na temat tego, co jest autentyczne, a co jest produktem pod nabywcę jest tu bardzo na czasie.

Noon

Bohaterką „TV ciała” jest młoda piosenkarka, Nola Blue. Nola znajduje się na szczycie list popularności, ale dawno już straciła radość z tego co robi. Nie śpiewa już tego co chce, ale to, co najlepiej się sprzeda. Jej wygląd, jej twórczość, to co mówi i z kim się spotyka jest efektem pracy speców od wizerunku. Nola zaczyna odczuwać twórczy kryzys, a jej frustrację pogłębia spadek na listach przebojów. Piosenkarka zaczyna podejrzewać, że lada moment skończy jak jej poprzednicy, gwiazdy jednego sezonu, których imion nikt już nie pamięta. Jednak nikt już nie potrzebuje prawdziwej Noli Blue (czy jak też ona naprawdę się nazywa). Ani jej talentu, ani głosu, ani nawet ciała – Nola jest tylko odpryskiem masowej kultury, elementem audiowizualnej papki. Dlatego nie powinno dziwić, że jej skóra w pewnym momencie zaczyna odbierać kanały telewizyjne, a sama Nola staje się jednym wielkim odbiornikiem.

„TV ciało” jest o kulturze konsumpcyjnej, mielącej wszystko w przerażającym tempie. Talent, twórczość, uczucia, emocje są tylko produktem, do którego prawa zawłaszczają sobie wszyscy. Nola jest „produktem” swojej wytwórni, speców od marketingu, wypadkową tego, czego chcą widzowie i tego, co według specjalistów może się sprzedać. Ale nawet Nola prywatnie jest własnością wszystkich tych, którzy spotkają ja przypadkiem, nagrają, sfotografują, wrzucą do sieci. Noon opisuje przerażająco łatwy mechanizm kreowania przestrzeni publicznej i przestrzeni medialnej. Na dodatek ta łatwość powoduje całkowity brak refleksji odbiorcy i dezawuację wszelkich zjawisk – patrzymy, zapominamy, idziemy dalej. To, na co patrzymy już w tym momencie jest przestarzałe, nieadekwatne, niemodne, a odbiorca musi pędzić do kolejnego zjawiska w próżnym oczekiwaniu, że tam może znajdzie coś prawdziwego. Artysta przestaje być w tym świecie artystą a staje się tylko wypadkową oczekiwań i sprzedażowych słupków. Obrazkiem. Nola, która z realnej osoby staje się żywym odbiornikiem telewizyjnym, odpowiadającym na potrzeby otaczających ją ludzi, jest przerażającym owocem ewolucji.

Nasz „poszarpany” sposób percepcji, kiedy to nie jesteśmy w stanie skupić się na czymś dłużej znakomicie oddaje narracja Noona. Tak jak przeskakujemy z kanału telewizyjnego na kanał, tak jak nieustannie w komputerze zmieniamy strony i portale, tak jak uprawiamy „multitasking”, nie będą c w stanie tak naprawdę skupić się na jednej rzeczy dłużej niż kilka chwil – tak samo Noon pisze krótkie, pourywane, pocięte i poszatkowane sceny, fundując nam nieustanne migotanie ekranu. Pytanie – czy zdołamy przez to migotanie zobaczyć treść?

Tytuł: „TV ciało”

Autor: Jeff Noon

Wydawnictwo Mag

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...