Tag: Videograf

Krugły i Michalczyk finiszują – „Cień” Marek Stelar

przez , 05.sty.2017, w Kryminał

To już ostatnia (tak tak, można zacząć płakać) część przygód duetu komisarz Krugły i prokurator Michalczyk. Tym razem panowie współpracują mocno nieoficjalnie, bo Krugły już nie jest policjantem, a tylko prywatnym detektywem. A że pecunia non olet, zwłaszcza jak się człowiek spodziewa powiększenia rodziny, to emerytowany glina przyjmuje zlecenie od bogatego, choć szemranego biznesmena, z którym już wcześniej miał okazję się wcześniej spotkać. Praca polega na udowodnieniu niewinności siostrzeńca, o której to niewinności biznesmen jest niezłomnie przekonany. A że sprawę Gruchy, jak to poetycko ujmuje bohater, prowadzi kumpel prokurator, który również nie wierzy w winę chłopaka…No cóż, nieoficjalna kooperatywa rozwija skrzydła. Wszystko wskazuje na to, że w Goleniowie pojawił się seryjny morderca, mający na dodatek coś wspólnego z kościołem katolickim. Jedyną rzeczą łączącą ofiary jest znajomość z pewnym księdzem.

Jak na kryminał przystało, jest dedukcja, dochodzenie do prawdy w rozmowach Sherlocka z jego Watsonem, i jest dużo polskich realiów, w których wszystko da się zrobić „po znajomości” i nieoficjalnie. Prokurator może niewiele, ale prokurator mający w rodzinie biskupa i grający w brydża z naczelnikiem więzienia już sporo. Puenta z tego wszystkiego, jak w angielskich kryminałach, wychodzi mocno nieoczekiwana.

W książce sporo, jak na kryminał, rozważań religijnych – czym jest Bóg, czym jest szatan, co popycha ludzi do zbrodni, czy można zapomnieć, czy można wybaczyć i czy wiara tak naprawdę odległa jest od choroby psychicznej. Stelar pisze zręcznie, czasem posuwa się do uproszczeń zarówno w akcji jak i opisach motywów czy psychiki bohaterów ale te uproszczenia nie rażą zbyt mocno, bo w końcu licentia poetica a całość nie nabiera przez nie posmaczku czegoś kompletnie nieprawdopodobnego.

Zgrabne zakończenie serii o przygodach Krugłego i Michalczyka, autor zarzeka się, że panowie ostatecznie wypadają z obiegu aby cieszyć się życiem rodzinnym, bo dalsze ciągnięcie wątku seryjnych morderców w okolicach Szczecina byłoby mocno nierealne (a takim producentom serialu „Morderstwa w Midsomer” to jakoś nie przeszkadza. No ale trudno. Liczę na kolejną zgrabną serię kryminalną, choć będę tęsknić za ciętym humorem pana prokuratora.

Tytuł: „Cień”

Autor: Marek Stelar

Wydawnictwo Videograf

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Wrocławskie piekiełko

przez , 31.maj.2016, w Kryminał

Kolejny polski kryminał z Wrocławiem w tle. Nie, przeboju na miarę Krajewskiego nie będzie, Maurycy Nowakowski prezentuje zupełnie inny styl pisania, ale podobieństwo widzę o tyle, że w „Plagiacie” autor stara się oddać atmosferę współczesnego Wrocławia. Tego miasta, które pretenduje do miana Europejskiej Stolicy Kultury a jednocześnie pozwala, aby spalono na rynku kukłę Żyda. Wrocław Nowakowskiego jest właśnie taki – z pretensjami do kultury wyższej ale pełen nazistów. Taki, w którym teraz chodzi się już nie na piwo tylko latte a jednocześnie miejscowi politycy i karda naukowa skacze sobie do oczu. Ot, typowe polskie zakłamane piekiełko, w którego środku znajduje się młody, ambitny dziennikarz, lubiący grzebać w niebezpiecznych sprawach i mający nosa do drugiego dna.

plagiat

„Plagiat” to zlepek tego, co czytamy na pierwszych stronach gazet a co już nawet nas nie oburza. Rektor z plagiatem pracy naukowej na koncie, polityk finansujący nazistów, inny polityk zbierający haki, porządna, bogata rodzina o nacjonalistycznych zapędach, przewalanie kasy z Unii, przekupny prokurator i dbający głównie o PR komendant policji, słowne burdy na telewizyjnym ekranie. Wszystko to, co budzi niesmak. Niesmak budzi nawet główny bohater powieści, bo choć występujący tutaj jako jedyny sprawiedliwy dążący do ujawnienia prawdy, jego pobudki bynajmniej kryształowo czyste nie są. Podobnie jak metody działania, wypisz wymaluj ze szmatławca. Marcin Faron – tak nazywa się bohater – formalnie zatrudniony w tygodniku poświęconym kulturze uwielbia tropienie afer. To daje mu nazwisko, to daje mu sławę, to daje mu adrenalinę. Jakiś tam szlachetny cel – ujawnienie prawdy – jest gdzieś w tle, ale nie na pierwszym miejscu.

„Plagiat” to kryminał – tak, bo jest kilka trupów – o kilku wątkach. Z jednej strony mamy studencką imprezę kulturalną zakłócona przez organizację nacjonalistyczną, podczas której ginie dwójka studentów. Z drugiej strony mamy kradzież własności intelektualnej na miejscowym uniwersytecie. Trudno między tymi sprawami znaleźć powiązanie a oczywiste zdawałoby się odpowiedzi wcale takie oczywiste nie są. I nieoczywiste pozostaną do końca, bo Nowakowski funduje nam ładny nagły zwrot akcji i nieoczekiwane zakończenie.

Nie do końca podoba mi się styl pisania Nowakowskiego, uważam go trochę za przegadany, troszkę się także według mnie autor rozprasza na nieważne ozdobniki i wtręty, które niczemu nie służą, a ja jestem raczej zwolenniczką szkoły, że jak w pierwszej scenie filmu pokazujemy widły oparte o ścianę, to prędzej czy później widły te powinny zostać użyte. Nie umniejsza to jednak faktu, że w „Plagiacie” tkwi potencjał. Zresztą „Plagiat” to kryminalny debiut autora, przy kolejnych publikacjach może być lepiej.

Tytuł: „Plagiat”

Autor: Maurycy Nowakowski

Wydawnictwo Videograf

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Thriller po ślunsku

przez , 22.kwi.2016, w Kryminał

Niezły thriller z dodatkowym bonusem z postaci ciekawego kontekstu sytuacyjnego, bowiem jego akcja dzieje się na Śląsku, wśród górników. Oprócz niecodziennej scenografii mamy także eksperyment językowy w postaci gwary śląskiej.

pora chudych myszy

Akcja „Pory chudych myszy” rozpoczyna się gdy w kopalni znaleziona zostaje zamordowana młoda dziewczyna. Od niedawna zatrudniona na dole, wyjątek wśród górniczej braci, ciesząca się jednak pewną sympatią, choć z domieszką dowcipów i lekkiego pobłażania. Nie ma śladów gwałtu, nie było jej co kraść… Policja skłania się więc ku osobistej urazie któregoś z górników, chociaż jak się okazuje, współczesna kopalnia to wcale nie tak zamknięte środowisko jak by się wydawało. Wkrótce jednak w ten sam sposób zabity zostaje kolejny górnik. Zdaje się, że na dole czai się psychopata… Tzw. organom ścigania trudno jest prowadzić pracę śledczą, postanawiają więc umieścić wśród górników agenta. Musi to być ktoś znający specyfikę prowadzenia śledztwa a jednocześnie nie zupełny żółtodziób w pracy na grubie. Pada na dawnego agenta SB, Nakonicznego, obecnie prowadzącego małą firmę ochroniarska i przyjaciela dyrektora kopalni.

„Pora chudych myszy” to bardzo interesująca z socjologicznego punktu widzenia książka. Wojciech Bauer opisuje zamknięte środowisko górników, uzależnionych od gruby a jednocześnie nienawidzących tej pracy, specyficzne obyczaje panujące w tej grupie zawodowej, kodeks honorowy i żelazne zasady, wszechobecne mimo zmieniających się warunków ekonomicznych. To świat hoteli robotniczych, tradycyjnych rodzin, gdzie mąż pracuje a kobieta czeka z obiadem i przygotowuje sznitki na śniadanie, gdzie nie lubi się sztygara, niezależnie od jego charakteru. Gdy czytałam tę książkę, przypomniałam sobie, jak jeszcze w czasach mojej pracy dziennikarskiej całe dnie spędzałam w Hucie im. Sendzimira. Tak samo zakład zamknięty, tak samo nieufni hutnicy, którzy jednocześnie, gdy już przyjęli cię do swojego grona, dawali się za ciebie pokroić. Takie same przykurzone, byle jakie hotele robotnicze, karczmy piwne i browary obalane z kumplami po wyjściu ze zmiany. Taki zakład tylko ma otoczkę cywilizacji, reprezentowana przez prezesów w garniturach i skórzane fotele. Ale gdy się ominie tę warstwę, już kawę pije się nie z ekspresu a fusiankę, już się wpada w dziurę „naszych” przeciwstawianych „onym”. Ci „nasi” to nie grupa pojedynczych osób a cos w rodzaju organizmu, z organiczna pamięcią i atawistycznymi lękami, wciąż obecnymi mimo upływu lat. Bauer znakomicie potrafił tę atmosferę specyficznego organizmu wykorzystać. Jednak nie brakuje to i drugiego, bardzo interesującego wątku – dawnych agentów, którzy musieli odnaleźć się w nowych czasach, kiedy to z myśliwych bardzo często stają się zwierzyną, a ci, którzy z nimi dawniej pracowali, nawet jeśli ich potrzebują, traktują wrogo.

Dobra książka (mam tylko jeden drobny zarzut co do logiki akcji, ale mogę żyć bez tego wyjaśnienia), sprawnie napisana, trzymająca w napięciu.

Tytuł: „Pora chudych myszy”

Autor: Wojciech Bauer

Wydawnictwo Videograf

Zostaw komentarz :, , więcej...

Mniej czasem znaczy więcej

przez , 04.mar.2016, w Kryminał

Bardzo lubię polski kryminały. O ile w czasach PRL nasz kraj stał fantastyką, o tyle teraz to właśnie kryminał przeżywa u nas prawdziwy boom. Gdzie nie spluniesz, tam masz autora, a co ważniejsze przeważnie dobrego. Dlatego chętnie łapię za książki pisarzy o nazwiskach mi nieznanych, licząc na perłę. Czasem jednak natykam się może nie tyle na odwrotność, co na pozycję wydaną…hm…zbyt szybko? Bez dobrej pomocy redakcyjnej? Trudno mi to inaczej określić. Coś w tych książkach jest, najczęściej dobry pomysł, ale wychodzi cos jak pizza po polsku. Walimy na nią wszystko, co nam pojedynczo smakuje a w efekcie ze wszystkiego wychodzi papka o nieokreślonym smaku.

waga

Tym razem trafiło na Bartłomieja Basiurę i jego „Wagę”. Książka z dobrym pomysłem, któremu zaszkodził niejaki brak konsekwencji w działaniu i wrzucenie za wielu grzybów w barszcz. Mamy więc Kraków (bardzo się cieszę, moje rodzinne miasto) i policjanta, któremu coś nie gra na miejscu zbrodni. Szefowie nie chcą go słuchać i wysyłają na przymusowy urlop, a sami sobie nie mogą poradzić z rozwiązaniem sprawy morderstw, które na pierwszy rzut oka (i tylko na pierwszy) wyglądają na porachunki kibiców. Morderstwa te mają coś wspólnego z tajemniczą firmą Insight, zajmująca się monitoringiem i bezpieczeństwem oraz ze starym zdziwaczałym lekarzem.

Powiem tak – trzy dobre pomysły, a nawet cztery, każdy z nich udźwignąłby fabularnie samodzielną powieść, w zderzeniu i splątaniu ze sobą rozmyły i zagmatwały akcję. Autor dorzuca wątków jak szalona kucharka przypraw, żadnego z nich nie pogłębia, w efekcie całość sprawia wrażenie pisanej „po łebkach”. Przykład – wysłany na urlop policjant, który prowadzi samodzielnie śledztwo. Fajnie, dla mnie bomba. Policjantowi dorzucono pomagającą mu córkę, studentkę prawa i to mi się jeszcze kupy trzyma, ale jeśli facetowi do tego dołożymy kłopoty z żoną, szefami, tajemniczych informatorów, z jednej strony tajemniczą wszechwiedzę i niemal cudowna zdolność dedukowania, a z drugiej kompletny brak umiejętności potrzebnych policjantowi – to wychodzi z tego nieco trudny do zgryzienia miszmasz. Podobnych nielogiczności i „nadmiarów” jest w książce więcej. Córka wspomnianego policjanta z jednej strony potrafi śledzić, potrafi wgrać program szpiegujący, domaga się od ojca traktowania jej jak dorosłej, a z drugiej strony mdleje na sekcji zwłok i nie jest w stanie odgadnąć, czy pisany przez nią na uczelni tekst jest jednokrotnego czy wielokrotnego wyboru. To tylko jeden przykład. Nielogiczności i skrótów jest w książce znacznie więcej, w tym w momencie kulminacyjnym, tak jakby autor miał pomysł na punkt „A” i „B” i zniechęcony machnął ręką na drogę pomiędzy. Szkoda, bo licentia poetica nie wszystko tłumaczy.

Językowo książce niczego nie można zarzucić, pomysłów autorowi jak widać nie brakuje, brakuje mu chyba natomiast warsztatu. Postaci i ich postępowanie są dosyć nieprawdopodobne, niektóre z wątków dodano absolutnie niepotrzebnie (zawsze powtarzam, że mniej czasem znaczy więcej), opis psychologicznych gierek autorowi nie wychodzi. Niemniej jednak coś pociągającego w „Wadze” jest, inaczej już na początku pizgnęłabym książką w kąt, a doczytałam ją do końca, nie nudząc się przy tym.

Mam wrażenie, że autor w budowaniu skomplikowanych intryg i psychologicznych konstrukcji zapatrzył się na Krajewskiego, ale brak mu jeszcze wprawy, mimo (jak się dowiedziałam) paru już książek na koncie.

Tytuł: „Waga”

Autor: Bartłomiej Basiura

Wydawnictwo Videograf

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Po drugiej stronie prawa

przez , 30.lis.2015, w Kryminał

Kryminał, dla odmiany polski. I nazwisko ciut mniej znane niż te ostatnio na topie, bo to dopiero druga powieść  Marka Stelara. Spotykamy w niej bohaterów powieści debiutanckiej (czyli „Rykoszetu”, jakby ktoś chciał sobie zajrzeć) – nadkomisarza Roberta Krugłego i współpracującego z nim prokuratora Mateusza Michalczyka. Tym razem to ten drugi ze ścigającego przestępców zmienia się w zwierzynę. Pewnego dnia pan prokurator staje w drzwiach Krugłego i bełkocze coś, że obudził się w łóżku obok kobiety, której najwyraźniej poderżnął gardło. Okoliczności zbrodni nie pamięta. Krugły postanawia sprawdzić, czy jego przyjaciel rzeczywiście popełnił zbrodnię czy też został „wrobiony”.

stelar

„Twardy zawodnik” to niezła książka przede wszystkim o tych, którzy z jakiś powodów uważają, że są, jak to się potocznie mówi, kozakami i świat może im skoczyć. Pełno takich na każdym kroku i w każdej warstwie społecznej. Czy to będzie szanowany lekarz i biznesmen, czy dobrze sytuowany korposzczur czy wreszcie wytatuowany bandyta spod bloku. Wszyscy posiadają te same cechy – przekonanie o własnej nieomylności i niezniszczalności oraz świadomość tego, że są po prostu mądrzejsi od innych. A to niekoniecznie prawda, bo jak widzimy w książce, głupi przypadek może sprawić, że największemu twardzielowi powinie się nóżka. Arogancja powoduje niedbałość.

„Twardy zawodnik” jest napisany według znanej już reguły – wrobiony w przestępstwo przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości usiłuje dowieść  swojej niewinności. Uciekając przed dawnymi kolegami i pracownikami, wykorzystując swoją wiedzę i kontakty, zmuszając tych, którzy mu pomagają do balansowania na granicy prawa. „Twardy zawodnik” jest o tyle ciekawy, że główny bohater wcale nie jest pewien, czy zbrodni nie dokonał. A możliwość, że mógł jednak zabić, całkowicie zmienia jego spojrzenie na siebie i rzeczywistość. No bo tak bogiem a prawdą wielu z nas jest w stanie powiedzieć z ręką na sercu, że nikogo by nie zabiło. Co jednak w sytuacji, kiedy budzicie się z nożem w ręku, obok trupa, we własnym mieszkaniu, a na dodatek nic nie pamiętacie? Tak, wiem, pytanie czysto retoryczne, ale podoba mi się tok rozumowania podjęty przez Stelara. Tak samo jak podoba mi się sposób prowadzenia akcji, choć jest przewidywalna i nie ma w niej niespodzianek. Tu pytaniem nie jest kto zabił, bo czytelnik to wie – ale nie wiedzą główni bohaterowie i śledzenie ich drogi docierania do prawdy jest wciągające.

Puenta zaskakująca, nie zaglądajcie na koniec!

Tytuł: „Twardy zawodnik”

Autor: Marek Stelar

Wydawnictwo Videograf

 

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...