Tag: Walter Tevis

Ten, który chce uratować ludzkość

przez , 04.lut.2017, w Fantastyka

To książka to pretekst. Pod pozorem znakomicie opisanego kontaktu Obcego z ludźmi autor stworzył uniwersalna opowieść o samotności, smutku i tęsknocie.

Na Ziemię przybywa Thomas Jerome Newton. Rodzima planeta Newtona znajduje się u krawędzi zagłady a on sam ma przygotować grunt do misji ratunkowej. Korzysta z niesamowitej wiedzy swoich pobratymców aby zdobyć niewyobrażalne bogactwo, które pozwoli mu zrealizować zadanie. Sprawy się jednak mocno komplikują a Newton zwleka z wykonaniem zadania.

Książka Tevisa bazuje na schemacie już znanym – zetknięciu wyższej i niższej cywilizacji, przy czym ludzie, jak to zwykle bywa, z nieprawdopodobnym uporem dążą do samozagłady a bardziej świadomi (w końcu nauczyli się na swoich błędach) Obcy chcą ich powstrzymać przed skokiem w przepaść. A przy okazji uratować siebie, bo Ziemia jest dla nich czymś w rodzaju raju. Jednak czy nawet z dobrymi intencjami wolno kogoś ubezwłasnowolniać? Czy nie tak właśnie robili kolonizatorzy, „przynoszący cywilizację” barbarzyńcom? Jest taka rozmowa w książce między Newtonem a jego ludzkim pracownikiem i kimś w rodzaju powiernika dotycząca wolność i wolnej woli. Gdzie Obcy mówi – parafrazując: macie taki piękny świat, tworzycie takie piękne rzeczy – dlaczego je niszczycie? A jego rozmówca mu odpowiada – ale to my stworzyliśmy te rzeczy, mamy chyba prawo je zniszczyć? Jeśli chcemy swojej zagłady, kto wam dał prawo, żeby nas powstrzymywać? Pytanie, które zadaje sobie czytelnik i które zapewne zadawał sobie książkowy Newton brzmi, czy rzeczywiście mamy prawo robić cos wbrew czyjejś woli, nawet jeśli robimy to dla jego dobra? Czy naprawdę jesteśmy nieomylni, żeby wiedzieć, co jest dobrem? A może dobrem jest nie ostrożne trwanie a udanie się tanecznym krokiem na brzeg przepaści i rzucenie się za krawędź z radosnym okrzykiem?

Obraz Obcego w książce Tevisa jest przejmujący. Thomas jest jednocześnie odmienny od nas i bliski. Fizycznie wystarczająco przypomina człowieka, żeby móc go bez przeszkód udawać i wystarczająco się od niego różni, żeby czuć się obco. Newton jest ludźmi przerażony i zafascynowany jednocześnie, a z upływem czasu jego determinacja do realizacji misji staje się coraz mniejsza. Ci, którzy z nim przebywają doceniają nie tylko jego nieprawdopodobną wiedzę i inteligencję ale i delikatność i dobroć. Niesamowite jest to, jak bardzo Ziemianie z ich wszystkimi instytucjami i siłą boją się jednego Obcego. Który, nawiasem mówiąc, boi się ich znacznie bardziej. Przy czym Tevis skonstruował tę postać tak, że sam czytelnik nie odczuwa wobec Thomasa strachu. To raczej współczucie wobec kogoś tak delikatnego i daleko od domu. Kogoś, czyja misja nie jest możliwa do spełnienia. Bo ostatecznie ten, który miał uratować dwie rasy, rozpaczliwie sam potrzebuje pomocy. A na dodatek ludzie robią bardzo dużo, żeby sobie na tę pomoc nie zasłużyć…

Piękne i smutne.

Tytuł: „Człowiek, który spadł na Ziemię”

Autor: Walter Tevis

Wydawnictwo Mag

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Ludzkość odrodzona Cordwainera Smitha

przez , 05.paź.2015, w Fantastyka

Nie ukrywam – na początku zafascynowała mnie okładka. Potem coraz bardziej podobały mi się opowiadania z kotami. A potem okazało się, że „Drugie odkrycie ludzkości. Nostrilia” to rzecz znacznie bardziej poważna niż mi się wydawało. I tak, będę ją też odnosić do współczesnej sytuacji na świecie. Bo Cordwainer Smith pisze o uciśnionych, pomijanych, traktowanych jak śmieci, zabijanych bez powodu. Takich, których boją się inni, choć nie mają powodu, choć jedynym pragnieniem „tych gorszych” jest tylko spokojnie żyć w poczuciu bezpieczeństwa. Kojarzy wam się to z czymś? Owszem, Smith ubiera to w szatę znakomitej science-fiction, gdzie uciśnionymi, pomiatanymi i gorszymi są ludzkie twory, zhumanizowane zwierzęta. Ludzie  w opowiadaniach Smitha walczą o zachowanie uczuć, o przywrócenie im ludzkich doznań. Jednocześnie odmawiają tych uczuć i podstawowych praw tym, których stworzyli i których bezwzględnie wykorzystują. I tym, którzy człowieka kochają. Nawet jeśli miałoby to ich kosztować życie.

smith

W pokazaniu naszej bezwzględności, a także okrucieństwa wynikającego z niezrozumienia, strachu, obojętności Smith nie waha się sięgnąć po biblijne metafory. Tak jak w opowiadaniu o psiej dziewczynce, Joan, spalonej za to, że ośmieliła się mówić ludziom, że ich kocha. Stos Joan, nadstawiającej drugi policzek, mówiącej „kocham cię, człowieku” to odpowiednik krzyża, na którym zawisł pewien człowiek. I niestety, tak i z krzyża, i z książkowego stosu Pi-Joan niewielu ludzi wyciągnęło naukę.

Książka składa się z dwóch części. Pierwsza to zbiór opowiadań, połączonych imionami bohaterów, ułożonych chronologicznie, pokazujących ewolucję ludzkości, ale w zupełnie nieoczekiwanym kierunku. Ludzkość bowiem posiada już wszystko. Kosmiczne podróże, zdrowie, nieśmiertelność na życzenie, urodę, szczęście. Niestety, ta szczęśliwa ludzkość…umiera. Tak jak umiera szczęśliwa ludzkość w innej, niedawno opisywanej przeze mnie książce – „Przedrzeźniaczu” Waltera Tevisa. Jak widać, szczęście absolutne bywa zabójcze… Dlatego Instrumentalność, coś w rodzaju kosmicznego rządu, aby uniknąć całkowitej zagłady, postanawia w tej wieży Babel przyszłości pomieszać języki, dodać do tego trochę niepewności jutra, choroby i śmierć. To właśnie tytułowe „Drugie odkrycie ludzkości”.

Druga część, „Nostrillia” to opowieść o mieszkańcu pewnej planety. Najbogatszej planety uniwersum, której mieszkańcy postanowili żyć w tak surowych i pierwotnych warunkach jak ich przodkowie. Po to, aby zachować takie cechy jak niezłomność, prawość, konsekwencję, zdolność do przetrwania w każdych warunkach. Jeden z mieszkańców planety, właśnie aby przetrwać, musi stać się najbogatszym człowiekiem we wszechświecie. I tak, odkrywa uniwersalną prawdę – pieniądze nie dają szczęścia. Zwłaszcza gdy cała galaktyka upiera się, żeby go porwać, zabić lub poślubić.

„Drugie odkrycie” i „Nostrilia” to wspaniały pokaz wyobraźni i wrażliwości na krzywdę. W każdym momencie bowiem, w każdym niemal zdaniu znajdziemy tych, co są u górze, chwalebnie pełniąc rolę panów i tych, co cierpią, a chcieliby jedynie odrobiny wolności. Człowiek jest przekonany o własnej nieomylności i tym, że jest władcą wszechświata. Wszechmocnym stwórcą, panem życia i śmierci swoich tworów, bezwzględnym i okrutnym, czasem głównie przez to, że obojętnym na to, co dzieje się obok . Bardzo ciemne to lustro, w którym każe się nam Smith przeglądać.

O prozie Smitha pochlebnie wypowiadali się najwięksi pisarze fantastyki – Baxter, Ursula K. Le Guin, Silverberg, Pratchett. Nic dziwnego, bowiem trudno znaleźć kogoś o tak niezwykłej kreatywności i umiejętności tworzenia magicznych, intensywnych obrazów. Na dodatek obrazów ponadczasowych, bo choć Smith –  a właściwie Paul Myron Anthony Linebarger zmarł w 1966 roku, nic nie straciły na swojej sile i wyrazistości.

Tytuł: „Drugie odkrycie ludzkości. Nostrilia”

Autor: Cordwainer Smith

Wydawnictwo Mag

1 komentarz :, , , więcej...

Świat ginie powoli

przez , 21.sie.2015, w Fantastyka

Apokalipsa nie będzie pełna wybuchów, bomb, żołnierzy, tsunami ani ataku obcych. Apokalipsa będzie przebiegać w ciszy i spokoju, dookoła szczęśliwych, zrelaksowanych ludzi.

W Nowym Jorku przyszłości rolą ludzi jest się nie przejmować, zrelaksować i być szczęśliwym. Pomagają w tym wszechobecne narkotyki, pigułki szczęścia i przestrzeganie zasad Prywatności. Nikt nie zakłada rodziny, nikt nie przeżywa emocji, nikt nie potrafi wykonywać najprostszych prac. Wszystkie czynności wykonują maszyny. Jedyną istotą świadomą jest zaawansowany technologicznie i wiekowy robot Marki 9, Robert Spoffort. Zadaniem Boba jest opiekować się ludzkością, choć zadanie to od setek lat jest dla niego ciężarem. Jednak twórcy Boba zaopatrzyli go w blokadę, która nie pozwala na samozniszczenie.

tevis

Pewnego dnia do Spofforta, pełniącego funkcję dziekana na nowojorskim uniwersytecie, zgłasza się Paul Bentley, który odkrył zapomnianą dawno umiejętność – czytanie….

„Przedrzeźniacz” to okropna wizja świata, którą jednak bardzo łatwo jest mi sobie wyobrazić. Zwłaszcza gdy widzę tzw. „smartzombies” na ulicach – zapatrzonych w swoje telefony, nie zwracających uwagi na innych. Kiedy widzę ludzi w kawiarniach – siedzą w grupie, ale nie rozmawiają, tylko każdy zapatrzony jest w swój magiczny ekranik. Kiedy widzę, że prawdziwe emocje zastępowane są sztucznymi używkami. Tak, łatwo mi jest sobie wyobrazić, jak w poszukiwaniu nirwany, bojąc się bólu wynikającego z zaangażowania ludzie są w stanie wbić się w swoje kokoniki niedopuszczające żadnych emocji. A co gorsza, unikając bólu, unikając myślenia, unikając problemu oddajemy się w ręce tych, którzy jednak nie do końca mogą chcieć dla nas dobrze. Łatwo bezmyślną masą manipulować. W „Przedrzeźniaczu” manipulującymi są roboty, postępujące według bzdurnych zasad, wymyślonych tak dawno temu, że nikt już nie pamięta, po co i dlaczego powstały. A ludzie zatracili zdolność refleksji i buntu przeciwko tym idiotycznym zasadom. O tak, mocno to prawdziwe. Widzę to, gdy tylko zerknę na wiadomości dotyczące chociażby naszego życia politycznego.

Tevis opisuje – co prawda w scenerii science – fiction mechanizm, kiedy to, co ma nam służyć i ułatwiać życie, staje się naszym panem. Chcecie przykładu? Pracuję w administracji publicznej. Przepisy i ustawy, które miały nam ułatwić życie, przejęły nad nami kontrolę, zabijając zdroworozsądkowe myślenie, empatię czy choćby życzliwość. Życzliwość nie została wpisana w reguły. Jest taki przejmujący moment w książce, kiedy to myślący autobus jest serdeczniejszy wobec bohatera, bo „serdeczność” jest częścią jego oprogramowania.

To znamienne, że najbardziej niebezpieczną czynnością w świecie Bentleya i Spofforta jest czytanie. To nie pierwszy raz w historii, kiedy w księgach upatrywano wszelkiego zła, bo pobudzały myślenie niezgodne z przyjętą doktryną. Niektóre książki są (wciąż – wystarczy przypomnieć Harry’ego Pottera czy ”Kod da Vinci” )dziełem szatana według kościoła katolickiego, inne palili hitlerowcy. Dziś w wiadomościach czytałam o tym, jak jedna z partii politycznych chce przeforsować zlikwidowanie dopłat dla wydawców książek. Chciałoby się powiedzieć „przypadek? Nie sądzę…”.

Gdy czytałam tę zadziwiająco aktualną powieść, trudno było mi uwierzyć, że Tevis napisał ją już w 1980 roku, w wyniku obserwacji jakie poczynił jako nauczyciel uniwersytecki. Bardzo bym chciała myśleć, że jego wizja jednak się nie sprawdzi.

Tytuł: „Przedrzeźniacz”

Autor: Walter Tevis

Wydawnictwo Mag

 

 

2 komentarze :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...