Tag: Wydawnictwo Albatros

Mistrz suspensu Guillaume Musso

przez , 20.sie.2017, w Thriller

Thriller z nieoczekiwanymi zwrotami akcji i zaskakującą puentą – to najnowsza powieść Guillaume Musso, francuskiego producenta bestsellerów. Tym razem Musso odchodzi od wątków fantastycznych, za to subtelnie połączył thriller polityczny z powieścią obyczajową i romansem.

Znany pisarz wybiera się na romantyczny wyjazd z narzeczoną. Ponieważ ma za sobą przykre doświadczenia i przeczucie, że narzeczona coś przed nim ukrywa, domaga się całkowitego zaufania i wyznania wszystkich sekretów. Doprowadzona do ostateczności Anna pokazuje mu zdjęcie kilku spalonych ciał i mówi, że to ona zrobiła. Wstrząśnięty Raphaël zostawia dziewczynę. Kiedy po kilkudziesięciu minutach postanawia jednak wrócić okazuje się, że Anna zniknęła. Z hotelu na Lazurowym Wybrzeżu, a nawet własnego mieszkania w Paryżu. Nie odbiera telefonu, nie pojawiła się w pracy. Raphaël do poszukiwań angażuje swojego przyjaciela, byłego policjanta. I nagle się okazuje, że Anna może mieć coś wspólnego z głośną przed laty historią pedofila, który porywał, więził i maltretował dziewczynki. A teraz być może znalazła się w niebezpieczeństwie. Raphaël rusza na pomoc – kim bowiem jest mężczyzna, który nie potrafi obronić ukochanej kobiety?

Jak to zwykle u Musso bywa, jest zręcznie napisana intryga i zagadka tak poprowadzona, że rozwiązanie jest zaskoczeniem. Sympatyczny bohater – zwykły, ciepły facet z małym synkiem, zdeterminowany, żeby pomóc ukochanej kobiecie. Ale bynajmniej nie jakiś superbohater, bo książki Musso mają tę zaletę, że są z psychologicznego punktu widzenia realistyczne. Bohater, który odkrywa punkt po punkcie skomplikowaną łamigłówkę, próbując znaleźć punkty styczne różnych, pozornie niezwiązanych ze sobą spraw.

Lubię książki, w których nie ma oczywistych rozwiązań – i „Dziewczyna z Brooklynu” właśnie taka jest. Dodatkowym plusem jest unikanie ckliwego sentymentalizmu, choć przecież wątek romansowy jest tu jednym z głównych (no i nie należy oczekiwać słodkiego happy endu). Za to mamy cały zestaw gwałtownych zwrotów akcji, momentami przyprawiających o zawroty głowy – „Dziewczyną z Brooklynu” autor potwierdza, że nie od parady nazywają go mistrzem suspensu. A myślałam, że po „Central Parku” już mnie nie nic zaskoczy.

Czyta się jak zwykle świetnie, Musso jest wirtuozem pióra i nie bez powody jego książki sprzedają się w milionach egzemplarzy.

Tytuł: „Dziewczyna z Brooklynu”

Autor: Guillaume Musso

Wydawnictwo Albatros

Zostaw komentarz :, więcej...

Giordano Bruno na tropie – Zdrada, S. J. Parris

przez , 01.sie.2017, w Kryminał, Powieść historyczna

Uwielbiam kryminały historyczne. Jestem prawdziwą fanką C.J. Sansoma, już nie mówiąc o tym, że „Imię Róży” zajmuje miejsce na półeczce „moichulubionychzawszepodręką”. Dzięki nim w przystępnej i rozrywkowej formie możemy dowiedzieć się czegoś o epoce, w której autor umieścił akcję i czasem o zupełnie nieoczekiwanych szczegółach życia słynnych postaci. Chociaż zawsze oczywiście należy to traktować z przymrużeniem oka, bo wszak kryminał podręcznikiem nie jest – to raczej tylko zachęta do poszukiwań, haczyk w atrakcyjnej zanęcie.

Jeśli wspomniane wyżej nazwiska wam coś mówią, to pewnie i twórczość S.J. Parris nie jest obca – a jeżeli jednak jest, to nadróbcie koniecznie niedopatrzenie. Autorka jest brytyjską publicystką, pisarką i krytyczką literacką, która opublikowała pod pseudonimem serię powieści kryminalnych, których bohaterem jest znany nam wszystkim doskonale z historii Giordano Bruno – to ten, którego Kościół Katolicki kazał spalić za herezję. Ten filozof i teolog głosił teorie bardzo bliskie teorii kopernikańskiej i zajmował się astronomią i kosmologią. W kolejnych książkach Parris czyni z niego kogoś w rodzaju agenta/szpiega na usługach królowej angielskiej Elżbiety. A na dodatek człowieka, który ma talent do rozwiązywania rozmaitego rodzaju zagadek…

„Zdrada” jest już czwartym tomem z serii, a los rzuca tym razem Giordana do Plymouth, gdzie stacjonuje flota wielkiego żeglarza i podróżnika Francisa Drake’a. Wszystko przez przyjaciela Giordana, dworzanina i faworyta królowej Elzbiety, Philipa Sidneya, który ma dosyć bycia pod pantoflem, nawet jeżeli miałby być to pantofel władczyni. Sidney obmyślił intrygę, która pozwoli mu popłynąć z Drakiem i nie ma skrupułów, żeby wykorzystać do swoich planów przyjaciela. Okazuje się, że talenty wywiadowcze Bruna mogą się przydać, bowiem na pokładzie Elizabeth Bonaventure doszło do niefortunnego przypadku. Jednego ze współpracowników Drake’a znaleziono powieszonego i choć wygląda to na samobójstwo, kapitan przypuszcza, że Robertowi Dunne ktoś pomógł opuścić ten padół. Na dodatek ktoś, kto znajduje się na pokładzie statku! Marynarze są przesądni, rozwiązania sprawy domaga się wojownicza wdowa a cała wyprawa wojenna przeciwko Hiszpanom stoi pod znakiem zapytania.  A w pakiecie jest jeszcze pewna tajemnicza księga i dawny wróg Giordano Bruno.

Jak już mówiłam, książki takie jak ta sprzyjają poznawaniu historycznych detali – tym razem są to detale na temat nie tylko funkcjonowania angielskiej szesnastowiecznej floty, ale i portowych miast, z ich szynkami, prostytutkami i szemranymi interesami. Ci, których interesuje żeglowanie chętnie poznają także detale dotyczące tworzenia map morskich i nawigowania w tamtych czasach, szczególnie jeśli się pomyśli, że teoria o kulistości Ziemi i jej krążeniu wokół Słońca była przecież herezją. Parris zresztą dorzuca tutaj więcej kamyczków do ogródka katolicyzmu jako gniazda ciemnoty i wstecznictwa – na kartach książki co i rusz wspomina się zakazane idee, dziedziny wiedzy , działalność inkwizycji i wszystko to, co hamowało postęp.

Z punktu widzenia czytelnika kryminałów „Zdrada” dostarcza wszystkiego, co niezbędne. Mylne tropy i rozmaite teorie, uzupełniająca się para detektywów, pościgi, prostytutki, odrobina bójek i niebezpieczeństwa, a także romansu. Znakomita lektura.

Tytuł: „Zdrada”

Autor: S. J. Parris

Wydawnictwo Albatros

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Co by było, gdyby? – Matki, Brit Bennett

przez , 07.lip.2017, w Obyczajowe

Czy podjęte przez nas wybory definiują nas na całe życie? Czy z następstwami swoich wyborów, nawet tych złych, musimy się zmagać do końca życia, a być może będą one miały wpływ także na następne pokolenia? Brit Bennett w swojej opowieści o społeczności Afroamerykanów zadaje nam pytania o odpowiedzialność, konsekwencje i pamięć. Tą, która każe nam się latami zastanawiać „co by było, gdyby”.

Bohaterka powieści jest Nadia Turner, piękna nastolatka, której matka popełniła samobójstwa. W obliczu obojętności ojca, we własny sposób radzącego sobie z tragedią Nadia zadaje sobie fundamentalne pytanie, czy do samobójstwa doszłoby, gdyby ona sama nie pojawiła się  na świecie? Jednocześnie Nadia próbuje sobie radzić z traumą rzucając się w wir randek i wreszcie nawiązuje romans z synem pastora. Są młodzi i zakochani, chociaż nie traktują związku bardzo poważnie. Ale ciąża, która jest jego efektem, jest bardzo poważna. Związane z nią decyzje zaważą nie tylko na życiu Nadii i Luke’a, ale także ich rodziców i przyjaciół. I wreszcie – całej lokalnej społeczności.

Pomijając już dylematy moralne, „Matki” to ciekawa historia o życiu małej społeczności Afroamerykanów, w której prym wiodą matrony oraz duszpasterz. Społeczność ta ma wyraźnie wyznaczone zasady i granice zachowań dopuszczalnych i wykluczających. Nic, co się tutaj wydarzy, nie przechodzi bez echa, choćby ktokolwiek próbował zatrzymać to w tajemnicy. Tutaj dziewczyny trzymają się z daleka od chłopaków, a jeśli już nawiązują z nimi kontakt, to oznacza to ślub i rodzinę. Trzeba stronić od przemocy, seksu i alkoholu, działać na rzecz chorych i samotnych, poświęcać swój czas na duszpasterskie i nie tylko spotkania. I oczywiście, jak to w takich społecznościach bywa, pojawiają się podwójne standardy – tego, co publicznie się potępia, a robi po cichu. Społeczność jest jak stuoki smok, widzi wszystko i przenika przez ściany, siejąc plotki i bywa, że niszcząc czyjeś życie. Sama historia Nadii, jej przyjaciółki Audrey i związanego z nimi Luke’a jest opowiadana właśnie z punktu widzenia tego stuokiego smoka, miejscowych plotkarek nazywanych matkami, które uważają, że mają prawo nie tylko wpychać się w czyjeś życie, ale i je oceniać. Czy bohaterom uda się, przy wszystkich swoich życiowych błędach, przerwać ten krąg dookoła siebie i pójść własną drogą?

Książka o dorastaniu, dojrzewaniu i determinacji, aby zmienić swoje życie. Nawet jeśli się wydaje, że jego scenariusz w całości został już dawno napisany.

Autorka książki, Brit Bennett urodziła się i wychowała w Południowej Kalifornii. Ukończyła Uniwersytet Stanforda, a dyplom magistra sztuk pięknych w dziedzinie literatury pięknej uzyskała na Uniwersytecie stanu Michigan, gdzie zdobyła nagrodę Hopwooda dla absolwentów w kategorii krótkiej formy literackiej. W 2014 roku zdobyła także nagrodę Hurston/Wrighta wyróżniającą czarnoskórych pisarzy w wieku studenckim. National Book Foundation zaliczyło ją do jednej z pięciu najbardziej obiecujących pisarek/pisarzy w Stanach Zjednoczonych poniżej 35 roku życia („5 under 35”)! Jej eseje publikują: The New Yorker, The New York Times Magazine, The Paris Review, oraz Jezebel.

Tytuł: “Matki”

Autor: Brit Bennett

Wydawnictwo Albatros

Zostaw komentarz :, , więcej...

Kiedy okrucieństwo jest normalnością – Kolej podziemna Colsona Whiteheada

przez , 22.cze.2017, w Obyczajowe, Powieść historyczna

Ta książka znalazła się we wszystkich zestawieniach najlepszych książek 2016 roku. Doceniły ją m.in. The Washington Post, Time i Publishers Weekly, a także Amazon czy Buzzfeed. Zdobyła dwie najważniejsze amerykańskie nagrody dla pisarzy – Nagrodę Pulitzera 2017, National Book Award 2016. Autor, Colson Whitehead, trafił na listę stu najbardziej wpływowych ludzi na świecie. Niemal natychmiast zaczęto także pracować nad ekranizacją – realizacją serialu na podstawie „Kolei podziemnej” zajmie się Barry Jenkins, twórca oscarowego „Moonlight”. Chciałoby się zapytać – czy rzeczywiście książka jest warta całego tego szumu? No więc jest.

Bohaterką książki jest Cora, niewolnica w trzecim pokoleniu, pracująca na plantacji w Georgii. Należy do najniższej kasty niewolników a jej sytuacja, wydawałoby się wystarczająco dramatyczna, ma się jeszcze pogorszyć. Kiedy więc inny niewolnik proponuje Corze ucieczkę, dziewczyna decyduje się na ten ostateczny krok. Od tej pory przemierza kolejne stany Ameryki, wszędzie będąc ściganą zwierzyną, oglądając się na każdym kroku – a jej droga usłana będzie trupami ludzi, czarnych i białych, których życiowym celem jest odwrócenie istniejącego stanu rzeczy. Tego stanu, w którym za oczywiste i naturalne jest traktowanie jednej jednostki ludzkiej jak rzeczy i rozrywki, kiedy to człowiekowi odmawia się prawa do człowieczeństwa tylko i wyłącznie z powodu koloru jego skóry.

Niektórzy pewnie jękną, że dlaczego znowu o rasizmie i krzywdach, jakie biały człowiek wyrządził czarnemu, no bez przesady – a jednak warto się zastanowić, czy aby to, o czym pisze Whitehead to rzeczywiście zamierzchła historia i przeszłość? Bo ja twierdzę, że nie. Wystarczy poczytać nagłówki gazet czy posłuchać przemówień rządowych żeby stwierdzić, że wracamy wielkimi krokami do niechlubnej przeszłości. Odmawiamy imigrantom prawa do życia i ochrony tego życia, obsypujemy wyzwiskami, argumentujemy bardzo składnie i logicznie, że to mordercze bestie, które mają w naturze gwałcenie chrześcijańskich kobiet i wysadzanie w powietrze tych, którzy nie wyznają ich religii. Wypisz wymaluj to, co znajdziemy w „Kolei podziemnej”. Mężczyznę powieszonego tylko dlatego, że podobno zbyt długo patrzył na białą kobietę. Mieszkańcy Karoliny Północnej, tak bojący się otaczających ich czarnych twarzy, za którymi z pewnością kryją się mordercze skłonności, że obwieszają niewolnikami całe aleje, a z kolejnych kaźni czyniący teatralne widowiska. Inny mężczyzna tylko pod wpływem pogłoski, że zabił białego chłopca, wykastrowany i rozerwany na strzępy gołymi rękami rozwścieczonego tłumu. Mieszkańcy dwóch białych miasteczek zabijający mieszkańców „czarnej fermy” tylko dlatego, że żyli oni w szczęściu i dobrze im się wiodło. Cała ta książka to dokument strachu „białego człowieka” i nienawiści z niej wynikającej. Tej nienawiści, która chrześcijanom każe mówić, że niewolnictwo to stan przyrodzony, bo jakby Bóg nie chciał, żeby byli niewolnicy, to by ich nie było. Nienawiści, która także budzi nienawiść drugiej strony.

Tytułowa „Kolej podziemna” to określenie stworzone przez abolicjonistów na sieć przerzutową dla niewolników zbiegłych z południowych stanów Ameryki wiodącą do Kanady czy Meksyku. Sieć tworzyły tunele, drogi, szlaki, bezpieczne kryjówki przede wszystkim ludzie. Ci, którzy dawali pieniądze, przewodnicy, ci, którzy dawali schronienie, tworzyli fałszywe dokumenty, zatrudniali prawników a także grup partyzanckich zajmujących się uwalnianiem czarnych ofiar. Sieć ta przejęła kolejowe nazewnictwo, a w książce Whiteheada przybrała niemal mistyczny wymiar. Drogi, podczas której uciekinier zyskuje język, wiedzę, świadomość, uczucia. Wszystko to, co wyzwala go z formy zaszczutego, przerażonego zwierzęcia. To metaforyczna podróż bardzo przypominająca „Podróże Guliwera” (do których zresztą wprost odwołuje się sam autor”), gdzie Cora znajduje się w przedziwnych krainach rządzonych niezrozumiałymi prawami, zamieszkałymi przez dziwaczne istoty.

Mroczna i przejmująca, wyciskająca łzy i zaciskająca zęby. Głęboko poruszająca.

Tytuł: „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki”

Autor: Colson Whitehead

Wydawnictwo Albatros

 

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Zło jest regułą, dobro jest wyjątkiem

przez , 05.cze.2017, w Thriller

Byłam przekonana, że pomysł, na którym opiera się ta książka, to fikcja i wyobraźnia autora. No cóż, ja się nie spowiadam, więc myśl, że największe grzechy nie trafiają tylko do ucha spowiednika, a do obszernego archiwum, z którego na dodatek mogą korzystać postronne osoby nieszczególnie mnie przeraża. Jednak najwyraźniej przeraziła tych, którzy się spowiadają – autor powieści, Donato Carrisi w wywiadzie umieszczonym na końcu książki powiedział bowiem, że trafia do niego dużo pytań, jak wiele z tego, co napisał, jest prawdą. No więc penitencjariusze, księża zajmujący się najcięższymi grzechami, ktoś w rodzaju policjantów, mający umiejętność dostrzegania anomalii w naszym świecie istnieją naprawdę. I istnieje ich archiwum, w którym zapisane są najcięższe grzechy, a z którego to archiwum autor korzystał. Przyznam, że nie uwierzyłam, ale jak ktoś chce się przekonać, to śmiało, niech zagląda na www.penitenziari.va. Ja trochę osłupiałam, chociaż od dawna twierdzę, że rzeczywistość pisze znacznie lepsze scenariusze niż wyobraźnia pisarzy.

A Carrisi skorzystał z gotowca właściwie, jakim jest instytucja penitencjariusza. Akcja książki dzieje się w Rzymie, gdzie zaczynają ginąć młode, zakochane pary. Główny bohater został wezwany do Watykanu, żeby rozwikłać tajemnicę bestialskiego morderstwa na młodej zakonnicy i po roku nie dość, że utknął w miejscu, to jeszcze ma wrażenie, że kościelna hierarchia coś przed nim ukrywa. Tymczasem w Rzymie zaczyna grasować seryjny morderca, który zabija młode, zakochane pary. Ta sprawa prowadzi do całego archiwum nierozwiązanych zbrodni, których istnienie ukrywa policja… Penitencjariusz Marcus i policjantka Sandra nawiązują współpracę w celu odnalezienia zabójcy i tych, którzy najwyraźniej go ukrywają.

Książka pewnie obrazoburcza do katolików (i chrześcijan), nie tylko z powodu archiwum grzechów, ale spojlować nie chcę. W otoczce kryminału, a właściwie psychologicznego thrillera, bo rzecz kręci się dookoła zaburzeń osobowości znajdziemy filozoficzny traktat pełen pytań o naturę zła i jego celowość. Bo czy bez zła wiedzielibyśmy, że istnieje dobro? Nikt w tej książce nie jest tym, kim się być wydaje i nie znajdziemy ani pół jednoznacznej postaci. Nawet jeżeli chodzi o głównego ściganego, zabójcę par. Sam Carrisi, prowadząc wartką akcję, zwalnia momentami i pokazuje nam fragmenty szkolenia penitencjariusza, każąc nam razem z nim domyślać się, czym jest zło i stawiając i jego, i czytelnika, przed wyborami, w których nie ma dobrych rozwiązań. Dodatkowo atmosferę buduje opis mrocznych zaułków Rzymu i odkrywanie przed nami zagadek tego pięknego miasta, tak popularnego wśród turystów i jednocześnie tajemniczego.

„Łowca cieni” to druga z książek poświęconych Marcusowi i Sandrze, ale nie znając pierwszej, spokojnie można zająć się czytaniem drugiej. A potem sięgnąć po resztę.

Tytuł: „Łowca cieni”

Autor: Donato Carrisi

Wydawnictwo Albatros

 

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...