Tag: Wydawnictwo Literackie

Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości

przez , 27.lis.2017, w Młodzieżowe

Pamiętacie uroczą, ekscentryczną Mademoiselle Oiseau, jej koty, wysokie obcasy i makaroniki? I choć Mademoiselle udała się w podróż do Wenecji, w Paryżu wciąż o niej pamiętają. Pamięta przede wszystkim dziewięcioletnia Isabella, która z cichej dziewczynki zmieniła się w samodzielną młodą damę. Isabella opiekuje się mieszkaniem przy alei Minionych Czasów i odwiedza kocich przyjaciół Mademoiselle. A pewnego razu odbiera tajemniczy telefon, znajduje fotografię w dwiema smutnymi dziewczynkami i dostaje pewien klucz. Listy z przeszłości nareszcie mają szansę trafić do adresatek i tajemnice mogą zostać rozwiązane.

To druga książka poświęcona Mademoiselle Oiseau, pełna magii i tego nieuchwytnego, za to wszechogarniającego paryskiego uroku. Zapachu świeżych croissantów, miękkiego futerka kotów, odgłosu szpilek stukających o bruk. To książka o paryskich zaułkach i tajemnicach, a nawet delikatnych smutkach – bo przecież jak moglibyśmy poznać, czym jest radość, gdyby nie było smutku? A tajemnice czynią nasze życie bardziej ekscytującym, czyż nie? Przynajmniej bardziej ekscytującym czynią życie Isabelli.

„Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości” są bardziej poświęcone młodym bohaterkom, Isabelli i Isis, które odnajdują własne życiowe ścieżki i podejmują własne wyzwania. Okazuje się, że nie tylko dorośli mogą coś zrobić dla dzieci – dzieci mogą dorosłym przypomnieć duchy minionych czasów. Skierować sprawy na właściwe tory i pomóc zobaczyć wszystko we właściwych proporcjach. Dzieci widzą inaczej niż dorośli – nawet jeżeli są to dorośli tak ekscentryczni jak Mademoiselle Oiseau.

Bardzo kobieca książka, dla małych i dużych. Nie tylko dlatego, że bohaterkami są kobiety (mężczyźni pojawiają się epizodycznie, jakaż miła odmiana). Dlatego, że to kobiety w książce są podmiotem, tworzą cichy, czasem nieoczywisty przyjacielski krąg. I nie dlatego, że Mademoiselle i jej siostra ubierają się w szpilki, suknie, kapelusze i futra – dlatego, że z całej książki wybija się myśl, że możesz ubierać się jak chcesz i być kim chcesz. Kobiety z książki zostają sobą dzięki innym kobietom. Isabella odkrywa siebie dzięki Mademoiselle, Mademoiselle dzięki…to niech może na razie zostanie tajemnicą. Kobiety wychowują inne kobiety ale nie narzucając, ale tworząc przestrzeń i pokazując różne ścieżki.

Oczywiście, tak jak pierwsza część przygód Mademoiselle, i ta również jest pełna cudownych ilustracji Lovisy Burfitt, a książka jest pięknie wydana.

Tytuł: „Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości”

Autorki: Andrea de la Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt

Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Marilyn Monroe jakiej nie znacie…a jaką warto poznać

przez , 22.lis.2017, w biografia

Co wiecie o Marilyn Monroe? Taka głupiutka blondynka o słodkim głosiku, znana z tego, że podwiewało jej sukienkę i piosenki urodzinowej dla prezydenta Kennedy’ego. Seksbomba i taka sobie aktoreczka. I okazuje się, że jeśli tak myślicie, to nic nie wiecie o słynnej MM. Pierwszej aktorce Hollywood, która zbuntowała się przeciwko polityce koncernów filmowych, bo chciała mieć wpływ na to, w jakich filmach gra. Szaleńczo nieśmiałej dziewczynie pełnej kompleksów, która pracowała jak wół nad swoim aktorskim warsztatem, chcąc być aktorką, a nie tylko gwiazdą. Dziewczynie, która walczyła ze swoimi demonami a jednocześnie nie chciała udawać kogoś, kim nie jest. I dziewczynie, która uwielbiała książki, nieustająco ambitnie pracowała nad swoim wykształceniem i marzyła, żeby zagrać Gruszeńkę. Tak, wiedziała kto to jest Gruszeńka (a wy, jak nie wiecie, kto to był, możecie sobie, według rady MM z jednej z konferencji prasowych – sami sprawdzić).

Elizabeth Winder, utalentowana pisarka i poetka ma już na swoim koncie biografię Sylwii Plath. W „Marilyn na Manhattanie” skupia się na roku z życia słynnej blondynki – wtedy, kiedy ta ostatecznie przybita traktowaniem jej przez Fox Studios, wraz ze znanym fotografem mody i przyjacielem Miltonem Greenem ucieka do Nowego Jorku. Zdecydowana, aby nigdy nikomu nie dać się już traktować jak zabawka. A chodziło o nieludzkie wręcz warunki traktowania gwiazdy, która zarabiała dla Fox miliony dolarów. Nie tylko o pieniądze – przede wszystkim Marilyn chciała mieć wpływ na to, z jakimi reżyserami pracuje i w jakich filmach gra. Nie chciała być traktowana jak – excuse my french – cycki z blond grzywką, lala, która pokazuje swoje półnagie krocze na ekranie. Sfrustrowana, załamana, chora, nadużywająca wszelkiego rodzaju farmaceutyków MM zrywa umowę z Foxem i postanawia założyć własną wytwórnię. Przez czas przepychanek z Foxem mieszka na Manhattanie, poznaje nowych, wspaniałych ludzi, uczy się aktorstwa metodą Stanisławskiego w elitarnej grupie artystów pod kierownictwem Lee Strasberga. Czyta, czyta, jeszcze raz czyta. Nawiązuje nowe przyjaźnie z ludźmi, którzy zaczynają zauważać w niej człowieka. Zyskuje życie rodzinne – u Greenów czy Strasbergów. A przede wszystkim zaczyna lśnić własnym blaskiem. To zdecydowanie najradośniejszy rok jej życia i Elizabeth Winder udaje się to uchwycić – mimo nieustających poszukiwań właściwego mężczyzny, wątpienia we własny talent i zmagania się ze swoją niesamowicie trudną przeszłością.

Winder bazuje na materiałach źródłowych, listach, wspomnieniach, wywiadach tych, którzy stykali się z Marilyn. Udaje się autorce uchwycić tę atmosferę podniecenia spowodowanego nowym zadaniem, zabawy perlącej się jak szampan i chaosu, który nieustannie towarzyszył Marilyn. Nie, nie ma w książce skandali, ale jest normalność. Flirty, przyjaźnie, z kobietami i mężczyznami. To zupełnie inna MM niż ta, którą wszyscy z nas mają gdzieś w tyle głowy. A przy okazji nie brakuje w książce smacznych detali – krojów ubrań, nazwisk projektantów, nazw kosmetyków, jakich używała, opisów sesji fotograficznych czy lokali, w jakich bywała MM. Premier, na jakie chodziła, ulubionych plaż czy wielbicieli, jacy jej nieustannie towarzyszyli, niczym przyboczna gwardia. Przy czym – bo przecież wszyscy wiemy, jaki był koniec Marilyn – cała książka, choć opisuje najradośniejszy rok, ma gdzieś w tle tragedię.

Wielbiciele Marilyn pewnie dzięki tej książce poznają swoją boginię lepiej. Wrogowie – być może polubią.

Tytuł: „Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok z życia”

Autorka: Elizabeth Winder

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Wojowniczki i Amazonki – Warkocz, Laetitia Colombani

przez , 15.lis.2017, w Obyczajowe

Trzy kobiety, trzy światy. Każda z nich marzy o przełamaniu schematu narzuconego kobiecie przez środowisko. Każda jest wojowniczką i każda podejmuje walkę w obronie wartości, które są dla niej najważniejsze. Ich losy splotą się w jednym, ważnym momencie, w jednym ważnym przedmiocie, utożsamiającym kobiecą godność i wolę walki.

Smita mieszka w Indiach. Jest niedotykalną i jak jej matka zajmuje się zbieraniem ludzkich odchodów. Marzy o lepszej przyszłości dla córki, o tym, żeby dziewczynka nauczyła się czytać i żyła innym życiem, niż zgotowało jej przeznaczenie i społeczeństwo.

Giulia jest Sycylijką, pracuje w warsztacie rzemieślniczym swojego ojca, wyrabia peruki. Kiedy jej ojciec ulega wypadkowi dziewczyna odkrywa, że firmie grozi bankructwo.

Sara mieszka w Kanadzie, jest prawniczką w renomowanej kancelarii. Pracuje bez wytchnienia i odkłada na bok fakt, że jest samotną matką trójki dzieci. Sara jest bez skazy, bez skrupułów i bez słabości. Do momentu kiedy okazuje się, że ma raka.

Każda z tych kobiet w pewnym momencie swojego życia musi przeciwstawić się losowi i przeznaczeniu. Sprzeciwić się bliskim, środowisku, zmierzyć z fizycznym zagrożeniem. Podjąć wyzwanie. Każda z nich jest w klatce, choć klatki te zdają się wyglądać inaczej. W świecie Smity kobiety zawsze padają ofiarą. Gwałcone, często w ramach kary za przewinienie dokonane przez mężczyzn. Zabijane. Wyrzucane z domu kiedy umrze ich mąż. Każda chwila ich życia to zagrożenie. Giulia zdawałoby się jest bezpieczna, ale w jej świecie kobiety są pracownicami, a nie szefami. Tradycja to świętość a jedyne wyjście dla kobiety to wyjście za mąż. Sara zdawałoby się rozbiła szklany sufit prawniczego świata, ale tylko pozornie. Bo w tym świecie kobieta musi być po wielokroć twardsza od mężczyzny, a czy Sarze tak naprawdę na tym zależy? Czy na tym polega siła?

Tak, owszem, książka Laetitii Colombani posługuje się schematami, ale smutna prawda jest taka, że te schematy znakomicie funkcjonują w naszych społeczeństwach. Kobiety muszą wykazywać się niesamowitą odwagą i siłą, żeby je przełamać i wyrwać się choć odrobinę z narzuconej sobie od pokoleń roli. I nie popaść przy tym w następne schematy. Kobiety zasługują na to, żeby iść własną drogą, mieć marzenia i nie musieć się tłumaczyć ani wykazywać.

I czasem też odnajdują sprzymierzeńców w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. A właściwie odnajdują siostrzeństwo i wsparcie. Nawet jeśli nie jest ono oczywiste.

Tytuł: „Warkocz”

Autorka: Laetitia Colombani

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Szczepana Twardocha Ballada o pewnej panience

przez , 13.lis.2017, w Bez kategorii

Krótkie, treściwe, nasycone językiem, powalające wyobraźnią i puentą – czyli opowiadania Szczepana Twardocha.

Po Twardocha zawsze warto sięgnąć – nawet jeśli to kotlet odświeżany, bo część opowiadań prezentowanych w tomie „Ballada o pewnej panience” już ukazało się w w tomie „tak jest dobrze” w 2011 roku. Ale od tamtego czasu kariera pisarza zdążyła się niebagatelnie rozwinąć. I nie mam tu na myśli opinii „najprzystojniejszego polskiego autora” (de gustibus, jak wiadomo, non est disputandum, ja tam wolę facetów w typie wikinga). Przede wszystkim od tamtej pory ukazały się trzy znakomite powieści Twardocha, czyli „Morfina”, „Drach” i „Król”. Już wiadomo, że ten pisarz ma sporo do powiedzenia, na dodatek ma znakomity warsztat pisarski i nie boi się tematycznej różnorodności. Tak samo jest w opowiadaniach – w „Balladzie o pewnej panience” mamy i prozę obyczajową, i fantastykę, i naturalizm, taki trochę spod znaku Zoli, robotniczo-górniczy, tylko przycięty do znieczulonej kulturą masową i codziennymi niusami wrażliwości odbiorcy. Tematyka stała i taka, która nigdy się nie znudzi – człowiek. Jego motywacje, emocje, przemiany, refleksje, dramaty, radości i grzechy. Tęsknoty i poczucie winy. Skrzywione życiorysy i pozorne sukcesy. Sprawy błahe i te ważne, ukryte pod całą masą błahych, rozpoznane dopiero wtedy, kiedy jest za późno.

Mnie w tym tomie podobają się dwie rzeczy – właśnie ten górniczy klimat Śląska, z jego gwarą i mentalnością, gdzie gruba ponad wszystko i rodzina ponad wszystko, tak jak w opowiadaniu „Ballada o Jakubie Bieli”. A dwa – nieco oniryczny klimat widziadła sennego, przechodzącego momentami w koszmar, bo i konwencji fantastyki czy horroru Twardoch się nie boi. Przy umiejętności budowania klimatu i metafory jest jednocześnie pisarzem zdyscyplinowanym, żadne słowo nie jest zbyteczne. Wszystkie są jak celnie wymierzone kule – co szczególnie widać w krótkiej formie.

Jeśli ktoś jeszcze nie miał do czynienia z prozą Twardocha opowiadania będą dobrym wstępem. Czy też przekąską.

Tytuł: „Ballada o pewnej panience”

Autor: Szczepan Twardoch

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Historia nie dzieje się tylko na polach bitew – rozmowa z Anną Brzezińską

przez , 04.paź.2017, w Powieść historyczna

- Czy jest za mało kobiet w historii? W książkach historycznych, powieściach?

Zdecydowanie tak. I to nie tylko za mało kobiet, ale za mało ludzi spoza elit. Nasza historia, szczególnie ta podręcznikowa, popycha nas w kierunku myślenia o przeszłości jako o tym, co się wydarzyło na polach bitew. Nie neguję tego, że pola bitew mają wpływ na nasze życie, ale wydaje mi się, że ewolucja rodziny, a już od czasów Arystotelesa wiemy, że rodzina też jest polityczna, ma większe przełożenie na to, kim ty jesteś, kim ja jestem niż data bitwy pod Orszą. To jakiś mankament myślenia i spuścizna jeszcze XIX wieku.

- Skąd wybór Jagiellonek jako bohaterek powieści?

Mało romantycznie – ponieważ jest to moja podstawowa specjalizacja jako historyczki. Po drugie uważam, że to świetne historie. Żal, że są tak nieznane. Oczywiście nasza jagiellońska historia nie jest tak spektakularna i pełna skrytobójczych mordów jak losy Borgiów czy Tudorów ale paradoksalnie Tudorowie są niezłą paralelą, bo myśmy się mierzyli z bardzo podobnymi wyzwaniami. Mieliśmy dynastię, której dziedzic nie potrafił doczekać się potomstwa płci męskiej. Też mieliśmy króla, który próbował się rozwieść. Tylko że w Polsce a właściwie w Koronie i na Litwie szukano zupełnie innych odpowiedzi niż w Anglii Tudorów. Jest coś gorzkiego w fakcie, że wiemy, kim był Henryk VIII a tak słabo znamy losy naszej własnej dynastii.

- Tym bardziej, że był to czas, kiedy Polska rzeczywiście była elementem europejskiej polityki i dynastycznej układanki.

Starałam się pokazać naszą dynastię jako część wielkiej, europejskiej rodziny i pokazać ciągłość kulturową monarchii Jagiellonów i całej chrześcijańskiej republiki europejskiej. Starałam się pokazać, że nasze królewny dorastały wśród tych samych opowieści, że też wiedziały, kim byli rycerze Okrągłego Stołu. W skarbcu jagiellońskim jest takie pudełko na szachy z płaskorzeźbami przedstawiającymi historie zaczerpnięte z romansów rycerskich. Wszystkie królewny XVI-wieczne dorastały wśród tych samych legend o świętych, opowieści zaczerpniętych z Biblii i materii antycznej. No i rodziła się kultura narodowa. Ona też wymieniała wątki między sobą. Ta ciągłość kultury europejskiej często nam umyka. No i takie niezmiernie długie trwanie – to, że niektóre żarciki Reja czy Kochanowskiego mają początek jeszcze w literaturze antycznej i są przez kolejnych twórców transformowane, opowiadane na nowo – to też wydawało mi się ważne.

- Książka przełamuje złą opinię na temat jednej osoby – królowej Bony.

Bona była kontrowersyjna. Mnie jest jej bardzo często żal, bo wydaje mi się, że ona tak strasznie nie rozumiała polskiej kultury politycznej. Ta jej wielka ofensywa wokół elekcji vivente rege, czyli posadzenia na tronie Zygmunta Augusta za życia jego ojca, króla Zygmunta Starego była zrozumiała z psychologicznego punktu widzenia. Ona sama doświadczyła przecież rodzinnej tragedii i jej rodzinne księstwo Mediolanu, jedno z najbogatszych miast ówczesnej Italii wymknęło się z rąk tej gałęzi Sforzów. A potem jej brat i dziedzic ojca został wzięty jako zakładnik przez króla francuskiego i tam zginął w wypadku, spadł z konia. To straszna tragedia i pokazuje, jak kruche jest życie dziedzica tronu. Myślę, że w tym kontekście powinniśmy myśleć o rzekomej nadopiekuńczości Bony, która, także według wielu współczesnych historyków straszliwie tego syna niańczyła. Ja bym też nie była taka wyrywna, żeby mojego wysyłać na pole bitwy. Starałam się w królowej Bonie zobaczyć nie tylko tę mroczną postać z pamfletów szlacheckich, ale przede wszystkim człowieka. To nie znaczy, że nie widzę jej błędów. To, że nie wydała za mąż swoich trzech najmłodszych córek uważam za ogromny skandal. Bardziej się tych dziewczyn nie dało skrzywdzić. To nie były czasy sprzyjające staropanieństwu – nawet nie próbuję używać określenia „singielki”, bo takiego słowa nie było i takiego losu też nie. Królowa, pochłonięta swoimi zmaganiami z Habsburgami, o swoich córkach najzwyczajniej nie pomyślała wtedy, kiedy należało o tym pomyśleć. Na jej usprawiedliwienie możemy powiedzieć, że nawet Habsburgowie nie byli w stanie w tamtej epoce wydać za mąż wszystkich swoich córek. To nie jest tak, że nie podejmowano kroków – może nie starano się wystarczająco energicznie. Natomiast ciężko mi w Bonie zobaczyć mityczną figurę zła – naszą funkcją nie jest tworzenie mitów, ale próba dotarcia do człowieka.

- A propos człowieka – „Córki Wawelu” to książka historyczna ale opowiedziana z bardzo nietypowego punktu widzenia. Powiernicy królewien, dwórki – karlicy Dosi. Skąd ten pomysł, skąd ta postać?

- Dosia jest w kolekcjach listów królewien. Ona rzeczywiście była zaufaną służką królewny Katarzyny Jagiellonki. Często zdarzało się w tamtej epoce, że karlice należały do ulubionych i zaufanych osób na dworze królowych. Nic nie wiemy o wczesnych latach Dosi, tutaj wszystko wymyśliłam. Ale pojawia nam się w korespondencji czy jako autorka listów, kiedy królewna Katarzyna jest uwięziona w Gripsholmie w Szwecji. Wiemy, że Katarzyna mogła wtedy wziąć ze sobą bardzo niewiele sług – dwóch służących, dwie panny z fraucymeru i dwie karlice. Jedną z nich była Dosia – to jest miarą zaufania królewny. Drugi taki moment, który świadczy o tym, jak blisko one były ze sobą związane to fakt, że Dosia została opiekunką królewskich dzieci, w tym następcy tronu, Zygmunta III Wazy. I ona naprawdę jeździł na niej jak na koniku, bo Dosia to opisała – że królewicz dorasta i robi się coraz cięższy.

- Wybór tej postaci jako wiodącej daje ciekawe możliwości fabularne. Karlica więcej widzi, zupełnie inaczej ocenia.

Na dworach królewskich i domostwach arystokracji często pojawiały się kobiety z plebsu i nie zawsze pojawiały się jako służące do zamiatania podłóg. To widać w teatrze elżbietańskim, teatrze czasów króla Jakuba – że te postaci mają dwoisty status. Z jednej strony są niżej w hierarchii społecznej, co ma przełożenie na relacje z pracodawcą, a z drugiej strony mają pewną władzę, bowiem mogą poruszać się swobodnie w poprzek tej hierarchii. Kiedy królowa chce zebrać wieści, nie może swobodnie poruszać się po mieście. Królowa nigdy nie jest sama, zawsze spoczywa na niej czyjś wzrok. Natomiast karlica może pójść praktycznie dokąd chce. Dlatego służki z plebsu były tak pożyteczne.

- W książce opisujesz tę część historii, która nie pojawia się w podręcznikach czy opracowaniach. Komnaty porodowe, wywód… Czy było trudno znaleźć takie informacje i skąd taka koncepcja?

Uważam, że to ważne jak przychodzimy na świat. Często zapominamy, że pewne fakty nie są tylko faktami biologicznymi. Takie rzeczy jak zdrowie i choroba są także faktami społecznymi. Zależało mi na pokazaniu, że pewne rzeczy, które wydaja nam się tak naturalne, że nie może być inaczej, bywały zupełnie inaczej rozumiane. Obok nas teraz siedzi dziecko i wydaje nam się naturalne, że obowiązkiem rodzicielskim jest bliskość. Kiedyś tak nie było.

Czy było trudno dotrzeć do tego rodzaju informacji?

- Nie. Te tematy są dosyć dobrze opracowane od kilkudziesięciu lat. Są kontynuowane też badania nad historią codzienności. Pewną trudnością było to, że Jagiellonowie nie byli formalistami. O ile na dworze angielskim czy burgundzkim wszystko było uregulowane – to u nas takich dokumentów nie było. Więc musiałam sobie to rekonstruować i robić hipotezę, jak to u nas mogło być, porównując to z innymi dworami. Jeśli był jakiś wyrazisty wzorzec to uznawałam, że u nas pewnie było podobnie. Ale zawsze starałam się zaznaczać, gdzie opieramy się na źródłach, a gdzie jest to hipoteza na podstawie innych krajów.

- Wiesz może jaka jest reakcja historyków na twoją fabularyzowaną historię Jagiellonek?

Nie wiem, ale nie pisałam jej dla historyków. Zresztą to nie jest tak, że każdy historyk wie wszystko o każdej epoce. Jakbyś mnie zapytała o XIX wiek, to starałabym się odwracać twoją uwagę od swojej niekompetencji. Ale nas przede wszystkim uczą poszukiwania odpowiedzi. Jeśli jakiś historyk będzie ciekaw, jak wyglądał poród, to sobie to sprawdzi. Natomiast zależało mi, żebyśmy dali szansę ludziom nie będącymi historykami, żeby tę opowieść poznali.

- Czy któraś z królewien jest twoją ulubienicą?

Gdybym miała wybierać, kim bym chciała być, to wolałabym być mądrą Zofią. Ona miała życie pozbawione fajerwerków ale spokojne, a pisarz swoje przygody przeżywa i tak w wyobraźni – i uważam, że to komfortowa sytuacja. Bardzo lubię każdą z nich. Każda jest inna i nawet nie potrafię ich ocenić. W jakimś wywiadzie zapytano mnie, która z nich zrobiła większą karierę. Jak to mam ocenić?  Żadna nie chciała robić kariery a która była szczęśliwsza…skąd mam to wiedzieć? I znowu to ten moment – to pytanie o karierę, o szczęście – kiedy nam się rozjeżdżają epoki. Nasza epoka odkleja się od tego, co było kiedyś. Królewny nie żyły po to, żeby się realizować. To nie były czasy, w których czujemy się zobligowani do tego, żeby nie zmarnować szansy i żyć pełnią życia. To czasy, kiedy żyje się do pełnienia pewnej roli, kiedy władza jest obowiązkiem, nie tylko przywilejem. Jagiellonowie mieli bardzo wysoką etykę władzy. Jest taka mordercza relacja jednego z posłów na dworze króla Władysława, króla Czech i Węgier.  Ten poseł powiedział: „król żaden, ale człowiek znakomity”. To da się powiedzieć o wielu Jagiellonach. To myślenie króla Zygmunta, który tak paskudnie się dawał ogrywać i książętom moskiewskim, i Habsburgom… I który potrafił powiedzieć swojej żonie, że on się nie będzie ubiegał o jakieś tam księstwo śląskie, bo ono należy do jego bratanka, a Zygmunt uważał, że ma dosyć swoich ziem i nie musi wyciągać ręki po cudze. Z naszej perspektywy może nie był więc to idealny władca ale był bliski temu, o czym pisał Erazm z Rotterdamu: ideału świeckiego monarchy, sprawiedliwego, świątobliwego, dobrego władcy. Córki Zygmunta były wychowane w takim etosie. One żyły po to, żeby wypełnić obowiązki, które na nie nakładano.

- Jako krakuska muszę cię o to zapytać – przeszłaś Wawel na własnych nogach?

Nie i w ogóle strasznie się w Krakowie gubię, bo tu się wszystko pozmieniało. Ale nie trzeba tego robić, są świetne badania. Nawet badania fitobotaniczne. Na przykład, jakie pyłki w jakiej epoce były na Wawelu. I wiemy np., że za ostatnich Piastów nie rosły tutaj bławatki, które pojawiły się późno. Bardzo ciekawe zresztą są te badania dotyczące historii biologicznej.

- Czy to jest feministyczna książka? Gdzie przez feminizm rozumiem równe prawa kobiet, w tym równe prawa do zaistnienia na kartach historii?

Bez problemu. Nie odżegnuję się od feminizmu, ale ta książka nie jest napisana z jakąkolwiek tezą. Nie uważam, że ta czy inna płeć jest ważniejsza, mądrzejsza czy lepsza od innej. Zawsze powtarzam, że to bardzo dobrze, że mamy te wszystkie polityczki prawicowe, bo one pokazują nam bardzo feministyczna wiadomość –  że kobieta może być równie głupia, łapczywa i pazerna na władzę jak każdy chłop. Bardzo równościowy przekaz.

- Ostatnie pytanie. Czy będzie jeszcze jakaś powieść fantastyczna twojego autorstwa?

W najbliższej przyszłości nie planuję. Nie odżegnuję się, ale wykorzystywałam fantastykę do powiedzenia czegoś o przeszłości i mam wrażenie, że doszłam do pewnej bariery. Że przy pomocy tego narzędzia już nic fajnego nie napiszę. Natomiast Nabokov powiedział, że każda powieść jest fantastyczna, bo każda jest konstrukcją świata i jego wymyślaniem. Więc z tego punktu widzenia każda następna książka będzie fantastyczna.

 

 

 

 

 

 

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...