Tag: Wydawnictwo Literackie

O akceptacji i samoakceptacji – Miłość, Ignacy Karpowicz

przez , 13.gru.2017, w Bez kategorii

Dawno nie czytałam tak…bolesnej książki. Którą czyta się z dławieniem w gardle. Tak przepełnionej żalem, nienawiścią, strachem i nadzieją jednocześnie. Gdy czytałam „Miłość” miałam wrażenie, że autor każde zdanie, nawet jeśli ubrane w futurystyczną formę, wyrywa sobie gdzieś spod skóry.

O „Miłości” zaraz po jej ukazaniu się było przez chwilę cicho. Być może nieprzyzwyczajeni jesteśmy do takiej szczerości, gdzieś nas ona wprawia w zakłopotanie – albo też wprawia nas w zakłopotanie zderzenie się z rzeczywistością, w której można cierpieć z powodu nieakceptacji. Nie tylko siebie przez innych, ale i siebie przez siebie. Gdzieś tam jeszcze w tle głowy snuje się jak smrodek wrażenie, że o homoseksualizmie to trochę nie wypada, chociaż pozujemy na takich tolerancyjnych. Takich, co to „mam przyjaciela geja, to naprawdę fajny facet”. To taka straszna tolerancja, która być może gorsza jest niż wrogość, bo z otwartą wrogością poradzić sobie można, a z ukrytą trucizną nijak się nie da.

„Miłość” Karpowicza jest o miłości, której brak – miłości siebie, strachu przed pokochaniem tego, którego kochać się chce, o kiełkującej odwadze, małych kroczkach i olbrzymich lękach, kiedy ktoś przed samym sobą boi się przyznać do swoich pragnień, kiedy zamyka je jak w pudełku, wyrywa z korzeniami uczucia, pozbawia emocji, zostawiając żałosną skorupkę. A i mimo tego nie osiąga spokoju. Bo można żyć w zgodzie z konwenansem, ale bez zgody ze sobą żyć się nie da.

„Miłość” składa się z sześciu…epizodów, odmiennych od siebie stylistycznie i gatunkowo, połączonych jednak tą sama tematyką. „Piękno” to historia nawiązująca do prozy Iwaszkiewicza (o przywiązaniu do którego zresztą mówi Karpowicz w podziękowaniach), z sielankowym dworkiem, który utknął gdzieś w czasach powojennych, gdzie rzeczywistość próbuje się przebić przez pozory. „Prawda” to futurystyczne opowiadanie o Polsce przyszłości, tej lepszej, oczyszczonej, jedynej prawdziwej, obyczajowo zorganizowanej, rządzonej przez Prawo i Swobodę, wyzbytej wszelkiego zepsucia, z życiem i flakami każdego mieszkańca na wierzchu. Gdzie homoseksualizm jest leczony dobrowolnie. Lub też nie… I „Dobro”, czyli baśń o pewnym księciu i jego najbliższym przyjacielu. Każdej historii towarzyszy epizod bardzo osobisty – o zaprzeczeniu, wyparciu, zmaganiu się, przyjaciołach, rodzinie, dziewczynie, zaufaniu, wreszcie nadziei i miłości. To tu są te najbardziej przejmujące momenty – strach przed śmiercią i jednocześnie przed tym, że żyło się w kłamstwie. Ciężar słów, które wypowiada się przed własną rodziną. Uldze, kiedy ktoś cię zaakceptuje takim, jakim jesteś. Lub jaką jesteś, lub jakie jesteś, bo książka jest nie o homoseksualizmie, a ogólnie o braku akceptacji dla własnej seksualności.

Niesamowicie ważna i niesamowicie odważna. Zdecydowanie jedna z najlepszych polskich powieści tego roku.

 

Tytuł: „Miłość”

Autor: Ignacy Karpowicz

Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, więcej...

Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości

przez , 27.lis.2017, w Młodzieżowe

Pamiętacie uroczą, ekscentryczną Mademoiselle Oiseau, jej koty, wysokie obcasy i makaroniki? I choć Mademoiselle udała się w podróż do Wenecji, w Paryżu wciąż o niej pamiętają. Pamięta przede wszystkim dziewięcioletnia Isabella, która z cichej dziewczynki zmieniła się w samodzielną młodą damę. Isabella opiekuje się mieszkaniem przy alei Minionych Czasów i odwiedza kocich przyjaciół Mademoiselle. A pewnego razu odbiera tajemniczy telefon, znajduje fotografię w dwiema smutnymi dziewczynkami i dostaje pewien klucz. Listy z przeszłości nareszcie mają szansę trafić do adresatek i tajemnice mogą zostać rozwiązane.

To druga książka poświęcona Mademoiselle Oiseau, pełna magii i tego nieuchwytnego, za to wszechogarniającego paryskiego uroku. Zapachu świeżych croissantów, miękkiego futerka kotów, odgłosu szpilek stukających o bruk. To książka o paryskich zaułkach i tajemnicach, a nawet delikatnych smutkach – bo przecież jak moglibyśmy poznać, czym jest radość, gdyby nie było smutku? A tajemnice czynią nasze życie bardziej ekscytującym, czyż nie? Przynajmniej bardziej ekscytującym czynią życie Isabelli.

„Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości” są bardziej poświęcone młodym bohaterkom, Isabelli i Isis, które odnajdują własne życiowe ścieżki i podejmują własne wyzwania. Okazuje się, że nie tylko dorośli mogą coś zrobić dla dzieci – dzieci mogą dorosłym przypomnieć duchy minionych czasów. Skierować sprawy na właściwe tory i pomóc zobaczyć wszystko we właściwych proporcjach. Dzieci widzą inaczej niż dorośli – nawet jeżeli są to dorośli tak ekscentryczni jak Mademoiselle Oiseau.

Bardzo kobieca książka, dla małych i dużych. Nie tylko dlatego, że bohaterkami są kobiety (mężczyźni pojawiają się epizodycznie, jakaż miła odmiana). Dlatego, że to kobiety w książce są podmiotem, tworzą cichy, czasem nieoczywisty przyjacielski krąg. I nie dlatego, że Mademoiselle i jej siostra ubierają się w szpilki, suknie, kapelusze i futra – dlatego, że z całej książki wybija się myśl, że możesz ubierać się jak chcesz i być kim chcesz. Kobiety z książki zostają sobą dzięki innym kobietom. Isabella odkrywa siebie dzięki Mademoiselle, Mademoiselle dzięki…to niech może na razie zostanie tajemnicą. Kobiety wychowują inne kobiety ale nie narzucając, ale tworząc przestrzeń i pokazując różne ścieżki.

Oczywiście, tak jak pierwsza część przygód Mademoiselle, i ta również jest pełna cudownych ilustracji Lovisy Burfitt, a książka jest pięknie wydana.

Tytuł: „Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości”

Autorki: Andrea de la Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt

Wydawnictwo Literackie

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Marilyn Monroe jakiej nie znacie…a jaką warto poznać

przez , 22.lis.2017, w biografia

Co wiecie o Marilyn Monroe? Taka głupiutka blondynka o słodkim głosiku, znana z tego, że podwiewało jej sukienkę i piosenki urodzinowej dla prezydenta Kennedy’ego. Seksbomba i taka sobie aktoreczka. I okazuje się, że jeśli tak myślicie, to nic nie wiecie o słynnej MM. Pierwszej aktorce Hollywood, która zbuntowała się przeciwko polityce koncernów filmowych, bo chciała mieć wpływ na to, w jakich filmach gra. Szaleńczo nieśmiałej dziewczynie pełnej kompleksów, która pracowała jak wół nad swoim aktorskim warsztatem, chcąc być aktorką, a nie tylko gwiazdą. Dziewczynie, która walczyła ze swoimi demonami a jednocześnie nie chciała udawać kogoś, kim nie jest. I dziewczynie, która uwielbiała książki, nieustająco ambitnie pracowała nad swoim wykształceniem i marzyła, żeby zagrać Gruszeńkę. Tak, wiedziała kto to jest Gruszeńka (a wy, jak nie wiecie, kto to był, możecie sobie, według rady MM z jednej z konferencji prasowych – sami sprawdzić).

Elizabeth Winder, utalentowana pisarka i poetka ma już na swoim koncie biografię Sylwii Plath. W „Marilyn na Manhattanie” skupia się na roku z życia słynnej blondynki – wtedy, kiedy ta ostatecznie przybita traktowaniem jej przez Fox Studios, wraz ze znanym fotografem mody i przyjacielem Miltonem Greenem ucieka do Nowego Jorku. Zdecydowana, aby nigdy nikomu nie dać się już traktować jak zabawka. A chodziło o nieludzkie wręcz warunki traktowania gwiazdy, która zarabiała dla Fox miliony dolarów. Nie tylko o pieniądze – przede wszystkim Marilyn chciała mieć wpływ na to, z jakimi reżyserami pracuje i w jakich filmach gra. Nie chciała być traktowana jak – excuse my french – cycki z blond grzywką, lala, która pokazuje swoje półnagie krocze na ekranie. Sfrustrowana, załamana, chora, nadużywająca wszelkiego rodzaju farmaceutyków MM zrywa umowę z Foxem i postanawia założyć własną wytwórnię. Przez czas przepychanek z Foxem mieszka na Manhattanie, poznaje nowych, wspaniałych ludzi, uczy się aktorstwa metodą Stanisławskiego w elitarnej grupie artystów pod kierownictwem Lee Strasberga. Czyta, czyta, jeszcze raz czyta. Nawiązuje nowe przyjaźnie z ludźmi, którzy zaczynają zauważać w niej człowieka. Zyskuje życie rodzinne – u Greenów czy Strasbergów. A przede wszystkim zaczyna lśnić własnym blaskiem. To zdecydowanie najradośniejszy rok jej życia i Elizabeth Winder udaje się to uchwycić – mimo nieustających poszukiwań właściwego mężczyzny, wątpienia we własny talent i zmagania się ze swoją niesamowicie trudną przeszłością.

Winder bazuje na materiałach źródłowych, listach, wspomnieniach, wywiadach tych, którzy stykali się z Marilyn. Udaje się autorce uchwycić tę atmosferę podniecenia spowodowanego nowym zadaniem, zabawy perlącej się jak szampan i chaosu, który nieustannie towarzyszył Marilyn. Nie, nie ma w książce skandali, ale jest normalność. Flirty, przyjaźnie, z kobietami i mężczyznami. To zupełnie inna MM niż ta, którą wszyscy z nas mają gdzieś w tyle głowy. A przy okazji nie brakuje w książce smacznych detali – krojów ubrań, nazwisk projektantów, nazw kosmetyków, jakich używała, opisów sesji fotograficznych czy lokali, w jakich bywała MM. Premier, na jakie chodziła, ulubionych plaż czy wielbicieli, jacy jej nieustannie towarzyszyli, niczym przyboczna gwardia. Przy czym – bo przecież wszyscy wiemy, jaki był koniec Marilyn – cała książka, choć opisuje najradośniejszy rok, ma gdzieś w tle tragedię.

Wielbiciele Marilyn pewnie dzięki tej książce poznają swoją boginię lepiej. Wrogowie – być może polubią.

Tytuł: „Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok z życia”

Autorka: Elizabeth Winder

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Wojowniczki i Amazonki – Warkocz, Laetitia Colombani

przez , 15.lis.2017, w Obyczajowe

Trzy kobiety, trzy światy. Każda z nich marzy o przełamaniu schematu narzuconego kobiecie przez środowisko. Każda jest wojowniczką i każda podejmuje walkę w obronie wartości, które są dla niej najważniejsze. Ich losy splotą się w jednym, ważnym momencie, w jednym ważnym przedmiocie, utożsamiającym kobiecą godność i wolę walki.

Smita mieszka w Indiach. Jest niedotykalną i jak jej matka zajmuje się zbieraniem ludzkich odchodów. Marzy o lepszej przyszłości dla córki, o tym, żeby dziewczynka nauczyła się czytać i żyła innym życiem, niż zgotowało jej przeznaczenie i społeczeństwo.

Giulia jest Sycylijką, pracuje w warsztacie rzemieślniczym swojego ojca, wyrabia peruki. Kiedy jej ojciec ulega wypadkowi dziewczyna odkrywa, że firmie grozi bankructwo.

Sara mieszka w Kanadzie, jest prawniczką w renomowanej kancelarii. Pracuje bez wytchnienia i odkłada na bok fakt, że jest samotną matką trójki dzieci. Sara jest bez skazy, bez skrupułów i bez słabości. Do momentu kiedy okazuje się, że ma raka.

Każda z tych kobiet w pewnym momencie swojego życia musi przeciwstawić się losowi i przeznaczeniu. Sprzeciwić się bliskim, środowisku, zmierzyć z fizycznym zagrożeniem. Podjąć wyzwanie. Każda z nich jest w klatce, choć klatki te zdają się wyglądać inaczej. W świecie Smity kobiety zawsze padają ofiarą. Gwałcone, często w ramach kary za przewinienie dokonane przez mężczyzn. Zabijane. Wyrzucane z domu kiedy umrze ich mąż. Każda chwila ich życia to zagrożenie. Giulia zdawałoby się jest bezpieczna, ale w jej świecie kobiety są pracownicami, a nie szefami. Tradycja to świętość a jedyne wyjście dla kobiety to wyjście za mąż. Sara zdawałoby się rozbiła szklany sufit prawniczego świata, ale tylko pozornie. Bo w tym świecie kobieta musi być po wielokroć twardsza od mężczyzny, a czy Sarze tak naprawdę na tym zależy? Czy na tym polega siła?

Tak, owszem, książka Laetitii Colombani posługuje się schematami, ale smutna prawda jest taka, że te schematy znakomicie funkcjonują w naszych społeczeństwach. Kobiety muszą wykazywać się niesamowitą odwagą i siłą, żeby je przełamać i wyrwać się choć odrobinę z narzuconej sobie od pokoleń roli. I nie popaść przy tym w następne schematy. Kobiety zasługują na to, żeby iść własną drogą, mieć marzenia i nie musieć się tłumaczyć ani wykazywać.

I czasem też odnajdują sprzymierzeńców w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. A właściwie odnajdują siostrzeństwo i wsparcie. Nawet jeśli nie jest ono oczywiste.

Tytuł: „Warkocz”

Autorka: Laetitia Colombani

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Szczepana Twardocha Ballada o pewnej panience

przez , 13.lis.2017, w Bez kategorii

Krótkie, treściwe, nasycone językiem, powalające wyobraźnią i puentą – czyli opowiadania Szczepana Twardocha.

Po Twardocha zawsze warto sięgnąć – nawet jeśli to kotlet odświeżany, bo część opowiadań prezentowanych w tomie „Ballada o pewnej panience” już ukazało się w w tomie „tak jest dobrze” w 2011 roku. Ale od tamtego czasu kariera pisarza zdążyła się niebagatelnie rozwinąć. I nie mam tu na myśli opinii „najprzystojniejszego polskiego autora” (de gustibus, jak wiadomo, non est disputandum, ja tam wolę facetów w typie wikinga). Przede wszystkim od tamtej pory ukazały się trzy znakomite powieści Twardocha, czyli „Morfina”, „Drach” i „Król”. Już wiadomo, że ten pisarz ma sporo do powiedzenia, na dodatek ma znakomity warsztat pisarski i nie boi się tematycznej różnorodności. Tak samo jest w opowiadaniach – w „Balladzie o pewnej panience” mamy i prozę obyczajową, i fantastykę, i naturalizm, taki trochę spod znaku Zoli, robotniczo-górniczy, tylko przycięty do znieczulonej kulturą masową i codziennymi niusami wrażliwości odbiorcy. Tematyka stała i taka, która nigdy się nie znudzi – człowiek. Jego motywacje, emocje, przemiany, refleksje, dramaty, radości i grzechy. Tęsknoty i poczucie winy. Skrzywione życiorysy i pozorne sukcesy. Sprawy błahe i te ważne, ukryte pod całą masą błahych, rozpoznane dopiero wtedy, kiedy jest za późno.

Mnie w tym tomie podobają się dwie rzeczy – właśnie ten górniczy klimat Śląska, z jego gwarą i mentalnością, gdzie gruba ponad wszystko i rodzina ponad wszystko, tak jak w opowiadaniu „Ballada o Jakubie Bieli”. A dwa – nieco oniryczny klimat widziadła sennego, przechodzącego momentami w koszmar, bo i konwencji fantastyki czy horroru Twardoch się nie boi. Przy umiejętności budowania klimatu i metafory jest jednocześnie pisarzem zdyscyplinowanym, żadne słowo nie jest zbyteczne. Wszystkie są jak celnie wymierzone kule – co szczególnie widać w krótkiej formie.

Jeśli ktoś jeszcze nie miał do czynienia z prozą Twardocha opowiadania będą dobrym wstępem. Czy też przekąską.

Tytuł: „Ballada o pewnej panience”

Autor: Szczepan Twardoch

Wydawnictwo Literackie

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...