Tag: Wydawnictwo Znak

Kiedy zwierzęta tracą cierpliwość – Dzikie królestwo, Simon David Eden

przez , 10.gru.2017, w Fantastyka, Młodzieżowe

Bardzo podobają mi się książki, które pokazują dzieciom, że należy szanować naturę. Że zwierzęta tak samo czują jak ludzie i że bynajmniej nie jesteśmy – w sensie my, ludzie – na ziemi najważniejsi. Uświadamianie dzieciom, że człowiek to istota niszczycielska, ale że można to zmienić może zrobić Ziemi tylko dobrze.

„Dzikie królestwo” to jedna z tych książek, które uczą szacunku do natury. W sposób bardzo atrakcyjny, bo ukryty pod maską fantastyki. I generalnie chodzi o pokazanie, że każdy ma na ziemi swoje miejsce i swoją rolę do wypełnienia.

Książka zaczyna się w momencie, kiedy dzikie zwierzęta, doprowadzone do ostateczności niszczycielską działalnością człowieka, w obliczu ostatecznego, śmiertelnego zagrożenia postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Pardon – łapy, kopyta, szpony i czym tam jeszcze dysponują. Dzikusy – tak mówią o sobie – chcą wybić ludzi do ostatniego. Jest jednak grupa zwierząt, które się temu sprzeciwiają. To Chowańce – te istoty, które potrafią współżyć z ludźmi. Udomowione. Psy, koty, konie… Jednym z nich jest Kocisko Zobaczysko, któremu bardzo zależy na tym, żeby uratować swoją przyjaciółkę Drue. I w ten sposób zaczyna się nowy rozdział życia na ziemi. Z ludźmi, którzy stają się obiektem polowań, zwierzętami, które ustanawiają własne porządki i tajemniczą rasą Kotynów – istot, które potrafią być i ludźmi, i przybierać postać dowolnego zwierzęcia.

„Dzikie królestwo”, jak to książka dla dzieci, ma przekaz dość uproszczony i dla mnie, dorosłego czytelnika, jest tu trochę zbyt dużo nielogiczności. Np. jakim cudem bezładni uciekinierzy są zaopatrzeni w kuchenki gazowe? Jakim cudem zwierzęta w jednej chwili były w stanie zniszczyć system komunikacji i rozbroić wszystkie armie świata? Już nie mówiąc o zupełnie zabawnym momencie, kiedy główna bohaterka próbuje karmić swojego kota tylko warzywami (oczywiście Kotyni są tylko wegetarianami, chociaż dzikie zwierzęta nie mają oporów przed wzajemnym zabijaniem się i pożeraniem). Troch e tak, jakby autor chciał przechylić szalę sympatii czytelnika na stronę domowych zwierząt i ludzi, pokojowo nastawionych. Wolałabym, żeby pokazywać dzieciom raczej, że ludzkie pojęcie moralności w świecie zwierząt nie ma racji bytu. Ale nie można mieć wszystkiego. Irytuje mnie także główna bohaterka, niezdyscyplinowana, lekkomyślna, trochę pozbawiona refleksji, przez co wpada nieustannie w kłopoty i naraża najbliższych. Jednak, jak to w dobrej fantasy bywa, Drue przebywa drogę, fizyczną i psychiczną. I uczy się nabierać odpowiedzialności.

„Dzikie królestwo” to postapokalipsa – świat, jaki znamy, został zniszczony i wszyscy jego ocaleli mieszkańcy muszą znaleźć nowy sposób na życie. Oczywiście, jest tu i poszukiwanie mitycznego bezpiecznego miejsca, a Simon David Eden dodaje do tego odrobinę mistycyzmu w postaci przepowiedni, Upadłego, czyli wielkiej, złej siły sprawczej i bohaterki, którą przeznaczenie pcha do wypełnienia jej misji.

„Dzikie królestwo” to pierwsza część „zwierzęcego cyklu. Ach, i zapomniałabym – to zdecydowanie książka dla miłośników kotów!

 

Tytuł: Dzikie królestwo”

Autor: Simon David Eden

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , więcej...

O kobietach, które zbudowały polskie mocarstwo

przez , 30.lis.2017, w Bez kategorii

O Jadwidze Andegaweńskiej, królowej Polski, uczyliśmy się na lekcjach historii (mam nadzieję, że dalej się o niej uczy). Krakowianie i ci, którzy jako turyści odwiedzają Katedrę Wawelską mogą oglądać jej nagrobek. Jak ktoś jest katolikiem, może się do polskiej królowej modlić, bowiem ogłoszoną ją świętą. Traktuje się ją jednak jako żeński wyjątek wśród piastujących polską koronę mężczyzn. Błąd, bowiem Jadwiga Andegaweńska ani nie była pierwszą, ani jedyna kobietą, która pokazała, że może rządzić, i to samodzielnie. Polskie mocarstwo zbudowały trzy niesamowicie silne kobiety, które nie dały się ustawić w roli marionetek czy łatwych do kierowania pozorantek.

Historyk Kamil Janicki po raz kolejny zajmuje się kobietami w polskiej historii – „Damy polskiego imperium” pokazują trzy z nich. To wspomniana już Jadwiga Andegaweńska, jej babka Elżbieta Łokietkówna i prababka, Jadwiga Kaliska. Wszystkie trzy rządziły w Polsce i budowały nie tylko dynastię, ale i dysponowały potężnymi wpływami, jak ryby w wodzie czując się w światowej polityce. Janicki opisuje, jak sprawnie Jadwiga Kaliska pomagała mężowi, Władysławowi Łokietkowi w sprawowaniu władzy i zdobyciu korony. Była to kobieta nie tylko obdarzona niesamowitym politycznym wyczuciem, ale i odważna – go dowiodła pod nieobecność męża dowodząc obroną Wawelu. Gdy Łokietka wygnano z kraju, to na barkach Jadwigi spoczywała troska o przetrwanie dynastii. Po śmierci męża nie zaprzestała swojej działalności politycznej, a gdy władzę przejął jej syn, Kazimierz Wielki, Jadwiga z klasztory w Nowym Sączu niemal do samej śmierci sprawnie zarządzała przyznanymi jej włościami na Sądecczyźnie. Elżbieta Łokietkówna, córka Jadwigi, była potężna panią, trzęsącą Europą (i to nie tylko dlatego, że jej małżonek słynął z twardego charakteru). Elżbieta dysponowała potężnymi funduszami i miała jasną i sprecyzowaną wizję dynastyczną. Straciła dłoń w zamachu, ale wcale jej to nie osłabiło. Kiedy w w Polsce umarł jej brat a tron przypadł jej synowi, piastowała w Polsce stanowisko regentki. Zresztą syn Elżbiety, Ludwik, władca równie stanowczy jak ojciec, mocno ufał politycznemu wyczuciu matki i jej umiejętnością. Ostatnia z opisywanych dam, wnuczka Elżbiety, miała być zwykłą, łatwą do kierowania marionetką. I mimo iż nikt jej nie przygotował do roli królowej i wydano ją za mąż za budzącego grozę Litwina (Jagiełłę), utorowała drogę do polskiej potęgi.

Janicki w sposób klarowny, ale drobiazgowy opisuje politykę tamtych czasów – zarówno polską jak i węgierską, oczywiście nie pomijając roli papieży czy niemieckich sąsiadów. Analizuje kroniki i rozszyfrowuje niechęć kronikarzy do kobiet na tronie (i niechęć polskich możnych, tak nawiasem mówiąc, dla których kobieta na tronie była czymś w rodzaju świętokradztwa), przedstawia hipotezy i wyniki badań, przytacza legendy i stara się je rozszyfrować. Bynajmniej nie stara się za to wspomnianych królowych wepchnąć na piedestał. Widzi ich upór, strach przed utratą wpływów, zachowania moralnie naganne, jak to, które doprowadziło do utraty dłoni przez Elżbietę (chodzi o historię pewnej dwórki, zachowanie polskiego następcy tronu i oskarżenie o gwałt). Wszystko po to, żeby przybliżyć czytelnikowi mało znane fragmenty naszej rodzimej historii.

Tytuł: „Damy polskiego imperium. Kobiety, które zbudowały mocarstwo”

Autor: Kamil Janicki

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Kobiety gór – Himalaistki, Mariusz Sepioło

przez , 08.lis.2017, w Bez kategorii

Opowieść o kobietach, które pokonają każdą górę – tak brzmi podtytuł „Himalaistek”. Każdą, nie tylko tę fizyczną. Bo w reportażu Mariusza Sepioło jest tyle samo o wspinaczce, co o pokonywaniu własnych słabości, czy też prawdziwych Himalajów trudności finansowych czy…ogólnych, jakie były codziennością w PRL-u. Oraz innych gór – uprzedzeń męskiego środowiska czy otoczenia spodziewającego się, że kobieta z pasją natychmiast tę pasję porzuci w momencie założenia rodziny czy urodzenia dzieci. Okazuje się, że niekoniecznie, ale bohaterki często z zaciśniętymi zębami z tymi oczekiwaniami musiały walczyć.

W książce znajdziemy rozmowy i sylwetki 14 wspaniałych kobiet. Tych reprezentujących starsze pokolenie, gdzie najbardziej znaną jest Wanda Rutkiewicz, ale oprócz niej pojawiają się Halina Krüger-Syrokomska, Anna Okopińska, Dobrosława Miodowicz-Wolf, Alicja Bednarz, Ewa Panejko-Pankiewicz, Joanna Piotrowicz. W części „Dziś” Sepioło rozmawia z Kingą Baranowską, Agnieszką Bielecką, Izabelą Czaplicką, Aleksandrą Dzik, Katarzyną Skłodowską, Małgorzatą Jurewicz i Sylwią Bukowicką. Te młodsze mają lepiej o tyle, że maja dostęp do sprzętu, nie mają kłopotów z uzyskaniem paszportów, mogą zakładać najnowocześniejszą odzież a nie chałupniczo szyte ciuchy. Nie torują już dróg jako pierwsze kobiety czy pierwsze Polki, zmieniło się podejście do gór i wspinaczki. Ale tak samo są przesycone pasją, jak ich starsze koleżanki. Wśród całej czternastki są takie, dla których cel był ważniejszy niż koleżeństwo. Ale i takie, które rezygnowały ze szczytu, żeby komuś pomóc. Może i słabsze fizycznie od mężczyzn, ale „strong as hell” psychicznie. I dla niektórych miłość do gór także skończyła się dramatycznie. Kontuzją, utratą zdrowia, śmiercią. Ciała Wandy Rutkiewicz nigdy nie znaleziono, śmierć Haliny Krüger, z powodu udaru, we śnie, jest tragedią dla jej wspinających się koleżanek. Mrówka, czyli Dobrosława Miodowicz -Wolf umiera z wyczerpania na ścianie. Ich historie to historie uniwersalne – o etyce zachowań w górach, o ciężkich wyborach, o towarzyszach wspinaczki, błędach w ocenie, których góry nie wybaczają. I kobiety bynajmniej nie są jakąś odseparowaną grupą, której te problemy nie dotyczą.

Jest jeszcze jedna kwestia, poruszana w książce bardzo mocno – szowinizmu ludzi gór. Pomyślałabym, że to pieśń przeszłości gdyby nie sytuacja podczas oficjalnej tegorocznej prezentacji wyprawy na K2, gdzie szowinistyczny tekst organizatora dotyczył jedynej żeńskiej kandydatki do wyprawy. Jednej z bohaterek „Himalaistek” zresztą – Agny Bieleckiej. Gdy czyta się tę książkę trudno oprzeć się wrażeniu, że te kobiety musiały mieć charaktery ze stali. Traktowane jak maskotki, pomijane przy planowaniu wypraw, walczące o przyjęcie do organizacji wspinaczkowych. Nieludzko uparte i zawzięte udowadniały że mogą – a musiały przy tym być twardsze niż mężczyźni. Dziś już tylko całkowici ignoranci mogą twierdzić, że wspinaczka wysokogórska to domena mężczyzn. Choć sytuacja z Agne pokazała, że takich ignorantów bynajmniej nie brakuje.

Świetnie przeprowadzone wywiady i wielki szacun dla autora, bo bardzo często musiał ze swoimi rozmówcami poruszać tematy trudne. Śmierć bliskich, żałoba, złość, gniew, żal. Udało się Mariuszowi Sepioło zrobić poruszający, chwytający za serce, ale bynajmniej nie przesycony sentymentalizmem reportaż.

Tytuł: Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonały każdy szczyt

Autor: Mariusz Sepioło

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , więcej...

O nierównościach – Swing time, Zadie Smith

przez , 31.paź.2017, w Obyczajowe

Bardzo intymna historia o korzeniach i przyjaźni. I tym, czego Zadie Smith nie boi się dotykać – kwestii nierówności społecznych i rasowych. Wszystko to włożone jakby mimochodem w opowieść o dwóch przyjaciółkach, muzyce i tańcu.

„Swing time” to historia przesycona kurzem i charakterystycznym zapachem potu i kalafonii z sal baletowych, jazzem i swingiem, hip-hopem i popem. Z ujmującym wdziękiem Freda Astaire, lekceważeniem jego partnerki i historią czarnoskórych, nie tylko w show biznesie. Z jednej strony osobista, o najgłębszych uprzedzeniach, urazach i zawiedzionych nadziejach. Z drugiej – o wielkiej polityce, mielącej idee i jednostki.

Dwie dziewczynki są przyjaciółkami. Spotykają się na sali tanecznej i stopniowo, od pierwszego, ukradkowego uśmiechu stają się sobie coraz bliższe. Łączy je wiek i pasja, dzielą… No cóż, działania i ambicje rodziców, tzw. kręgi społeczne, aspiracje. Dziewczyny z jednej strony są dla siebie oparciem, z drugiej – rywalizują. Talentem, rodziną… Zazdrość przez lata urośnie do niebywałych granic i odezwie się w sposób i w momencie najmniej oczekiwanym, kiedy jedna z dziewcząt stanie się asystentką słynnej gwiazdy a druga będzie próbowała ocalić dla siebie to, co dla niej najważniejsze.

W skompresowanej formie udało się Zadie Smith zawrzeć całe spektrum tematów dotyczących nierówności i szans. To w pierwszej kolejności nierówności spowodowane kolorem skóry ale i miejscem urodzenia. Czarni są gorsi niż biali, ci, którzy urodzili się w Europie od tych, co urodzili się w Afryce, ci, którzy mieszkają po tej stronie ulicy od tych, co mieszkają po tamtej, biedni są gorsi niż bogaci a „ci lepsi” dają sobie prawo do zawłaszczania i zabierania nawet tych drobin, które maja „ci gorsi”. Od uprzedzeń nikt nie jest wolny, nawet ci, którzy z nimi walczą. Cały „Swing time” jest pełna takich drobiazgów, które składają się na lawinę. Kiedy bohaterka wykazuje się w szkole inteligencją i zainteresowaniami, dyrektorka automatycznie stwierdza, że to musi być zasługa ojca – bo biały, bo mężczyzna. Kiedy dorosła bohaterka spotyka emigranta z Afryki, jest zszokowana tym, że nie pochodzi on z biednej rodziny, a z rodu prawników i lekarzy, miał wielki dom i służbę. Jako ciemnoskóra automatycznie bohaterka jest traktowana jako ktoś, kto będzie wiedział, jak rozmawiać z mieszkańcami afrykańskiej wioski, chociaż nikt bardziej niż ona nie jest nieświadomy tamtejszych warunków. Druga bohaterka, Tracey, z racji urody jest traktowana jako wyzywająca, prowokująca, głupsza, zawsze winna – nawet przez kobietę, która walczy o równe prawa i równe szanse ubogich czy tych z patologicznych rodzin. W tym skomplikowanym tańcu hierarchii, narzuconej nam przez rozmaite normy społeczne, politykę, zawartość portfela  etc. gubimy – my i bohaterowie – więzi całkiem osobiste i tracimy z oczu to, co ważne.

Spotkałam się już ze zdaniem, (którego nie podzielam), że „Swing time” nie porywa, że jest słabszy niż inne książki Zadie. Może jest bardziej subtelny, zbyt skomplikowany, troszkę jak kłąb splatanej włóczki różnych kolorów. Tu nie ma prostej historii i jednego wątku, wszystko się ze sobą przeplata. To powieść delikatna i subtelna, sygnalizująca, zaznaczająca, drobnymi wtrętami, pozornie nieważnymi zdaniami, tłem, szczegółami, które łatwo przeoczyć. Nie ma walenia młotem po głowach – Zadie nie szokuje, Zadie naprowadza i pozostawia nas samych do wyciagnięcia wniosków.

Tytuł: Swing time

Autorka: Zadie Smith

Wydawnictwo Znak

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Historia dwudziestolecia od kuchni – wkład kobiet w budowanie państwa

przez , 23.paź.2017, w Reportaż

Dwudziestolecie międzywojenne. Czas wielkich przemian w Polsce. Budowania państwa, odnajdywania się w nowej rzeczywistości. Jednak Aleksandra Zaprutko-Janicka nie zajmuje się polityką, opisywaniem spotkań, decyzji i rozmaitych traktatów. Jej historia to ta od kuchni, dotycząca spraw najważniejszych – jedzenia i karmienia, funkcjonowania gospodarstw domowych, organizacji domowego życia. to historia opowiadana z punktu widzenia kobiet, których działania często zakrawają na heroizm. to historia rewolucji technologicznej, emancypacji, rewolucji gospodarczej.

Postanowiłam zapytać autorkę o to, jakie jest miejsce kuchni w historii.

Historię zazwyczaj pokazuje się przez bitwy, politykę, zamachy… Pani postanowiła opowiedzieć o kawałku naszej historii z perspektywy kuchni. Skąd taki pomysł?

Pomysł na „Dwudziestolecie od kuchni” pojawił się już dawno. Kiedy pisałam książkę o okupacji, poświęconą kobiecej zaradności, zastanawiało mnie jak to możliwe, że Polki tak szybko poukładały sobie wojenną rzeczywistość. Zrozumiałam, że wynikało to z doświadczenia zdobytego lata wcześniej. Zbierając materiały, budowałam w sobie coraz wyraźniejszy obraz tamtej epoki, daleki od cukierkowej wizji. Codzienne troski zwykłego człowieka są doskonałym pryzmatem, przez który warto spojrzeć na tak zwaną wielką historię. Czułam, że po prostu warto o tym opowiedzieć.

- Dwudziestolecie międzywojenne to czas gwałtownych przemian. Polska odzyskuje niepodległość i stara się znaleźć swoje miejsce na mapie. Zawsze i wszędzie w tym przypadku wspomina się właściwie tylko o mężczyznach. Pani zdaje się mówić, że te wszystkie przemiany odbywały się także dzięki kobietom…

Zdecydowanie tak! Przecież kobiety stanowiły połowę społeczeństwa, przez co żadna duża inicjatywa nie mogła się odbyć z ich pominięciem. Gdy pojawia się temat odzyskania niepodległości, na pierwszy plan wysuwa się naturalnie Józef Piłsudski, obok niego legioniści, może jeszcze ułani Beliny-Prażmowskiego i… tyle. A tymczasem gdyby nie energiczna działalność Ligi Kobiet powstałej w 1913 roku żołnierze Marszałka chodzili by brudni, głodni i w dziurawych skarpetkach. Choć kobiety niemal nie uczestniczyły w walce zbrojnej, nie oznacza to przecież, że nie przyczyniły się do odzyskania niepodległości na swój własny sposób. Gdyby nie one zawaliła by się na przykład cała gospodarka. To kobiety przecież zastąpiły mężczyzn, gdy ci poszli walczyć na frontach pierwszej wojny światowej.

- Czy zajmowanie się kuchnią w 20-leciu to była lekka praca? Czy wykonywały ją tylko kobiety?

O wiele cięższa niż teraz. Nie było supermarketów, a posiadanie lodówki stanowiło prawdziwy luksusem. Kobieta chcąc ugotować obiad niemal codziennie musiała pędzić na targ, do kilku sklepów i jeszcze zabierać ze sobą naczynia, w które mogła przelać lub przesypać zakupione towary. W domach, w których nie było gazu, elektryczności, bieżącej wody i kanalizacji panie musiały sobie radzić także z zapewnianiem opału, paleniem pod kuchnią, czerpaniem wody ze studni lub pompy, przynoszeniem jej do domu, a potem pozbywaniem się pomyj. To całe mnóstwo wcale nie takich znowu lekkich zajęć, a nie doszłyśmy nawet do kwestii samego gotowania, która także w całości spoczywała na barkach kobiet. Panowie uważali, że to typowo damskie zajęcie im nie przystoi…

- W pewnym momencie wspomina Pani, że wspominając o kuchni dwudziestolecia mówi się tylko właściwie o jedzeniu ludzi bogatych. Postanowiła Pani zmienić ten trend?

Oglądając filmy i seriale osadzone w tamtym okresie można odnieść wrażenie, że po ulicach przechadzały się tylko damy z kołnierzami z norek, obwieszone sznurami pereł i mężczyźni w doskonale skrojonych garniturach. Ci wyfiokowani państwo kierowali swoje kroku do Bristolu, czy Adrii, gdzie przepuszczali fortunę bawiąc się i biesiadując. Tak żył jednak zaledwie promil społeczeństwa. Około 70% Polaków mieszkało na wsi i przeważająca ich część cierpiała biedę. Statystyka jest nieubłagana – siłą rzeczy w większości wywodzimy się właśnie od niezamożnych chłopów. Ja nie mam z tym problemu – jestem dumna z moich dziadków i pradziadków, którzy całe życie ciężko pracowali na roli. Fakt, że jadali skromniej niż jaśniepaństwo w ziemiańskim dworze nie sprawia, że ich codzienne menu jest mniej ważne. Zamiast na siłę doprawiać sobie nieistniejące herby, warto odkrywać tę prawdziwie polską kuchnię, która nie ma nic wspólnego ze schabowym, szlachecką biesiadą i bigosem myśliwskim.

- Wspomina Pani także, że to, co nazywamy dziś „kuchnią chłopską” czy „tradycyjną” ma niewiele wspólnego z tym, co rzeczywiście pojawiało się na stołach. Skąd czerpała Pani informacje?

Z różnych źródeł. Niezwykle ważnym informatorem była moja Babcia (rocznik 1921), która wychowała się na podłowickiej wsi. Zbierałam rodzinne opowieści od znajomych, przeszukiwałam pamiętniki, książki z epoki, prasę. Powoli udało mi się to złożyć w jedną bardzo interesującą całość.

- Wspomina też Pani w książce kilka razy o swojej rodzinie. Czy rodzina była dla Pani pomocą? Inspiracją?

Ogromną! Moja najwspanialsza Babcia opowiadała mi o swojej młodości, o tym, jak funkcjonowało gospodarstwo jej rodziców. O przechowywaniu żywności, o tym, co jadało się na poszczególne posiłki. To dla mnie bezcenna wiedza, którą z przyjemnością podzieliłam się z czytelnikami. Zresztą, na każdym kroku zachęcam ludzi do wysłuchiwania opowieści swoich dziadków, dopóki jest jeszcze kogo zapytać. W wielu książkach mieli się w kółko te same fragmenty kilku przedwojennych pamiętników, a tymczasem jest tak wiele nieodkrytych historii, które wkrótce mogą znikną bezpowrotnie.

- Książka, choć teoretycznie zajmuje się kuchnią, mówi o wielu rzeczach. Pisze Pani o gospodarce, rewolucji społecznej, także o feminizmie i zmieniającej się roli kobiety. Czy rzeczywiście w kuchni odbijają się wszystkie procesy?

Umówmy się, każdy, bez względu na poglądy czy status społeczny, musi jeść – i feministka, i mizogin, i wiejska baba, i żołnierz idący do boju, czy dziedzic w ziemiańskim dworze. Dzięki temu kuchnia jest doskonałym pretekstem do opowiedzenia o życiu Polaków ze wszystkich warstw społecznych. Przemiany w skali makro, jak rozwój technologiczny, ważne ruchy społeczne, czy kryzysy gospodarcze, mają bezpośrednie przełożenie na codzienność zwykłego gospodarstwa domowego.

-   Kobiety często, także dzisiaj, odsyła się do kuchni, deprecjonując zarówno miejsce jak i wagę tego zajęcia. Słusznie?

Chętnie zobaczyłabym popis kuchenny kogoś, kto odsyła „baby do garów”! Żeby dobrze gotować potrzeba lat praktyki, pomysłowości, dokładności, odrobiny wysiłku i dużo, dużo czasu. Gdy słyszę pełne pogardy przytyki kierowane w stronę kobiet, które nie pracują zawodowo, tylko prowadzą dom i opiekują się dziećmi, krew się we mnie gotuje. Tak przed wojną, jak i dziś, wysiłek kobiet wkładany w to zajęcie jest niedoceniany i wielu osobom wydaje się po prostu oczywistością. Gdy z jakiegoś powodu pani nie może go już dłużej samodzielnie go podejmować, nagle zauważa się, jak wiele spraw każdego dnia spoczywa na jej barkach.

Tytuł: Dwudziestolecie od kuchni

Autorka: Aleksandra Zaprutko-Janicka

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...