Tag: Wydawnictwo Znak

Śmierć tradycyjnej rodziny. Dziedzictwo – Ann Patchett

przez , 12.cze.2017, w Obyczajowe

Pewnego dnia, niezaproszony, za to piastując wielką butlę ginu Bert zjawia się na przyjęciu z okazji chrzcin swojego niezbyt bliskiego kolegi, Fixa. I zanim przyjęcie dobiegnie końca, Bert pocałuje żonę Fixa, ostatecznie doprowadzając do rozbicia dwóch rodzin i wywołując całą falę wypadków.

Najnowsza powieść Ann Patchett nawiązuje do jej ulubionego tematu – problemów macierzyństwa i rodzicielstwa, nieobecnych rodziców czy w tym przypadku patchworkowej rodziny, w której gdzieś zanikł kontakt między sferą dorosłych a sferą dzieci, gdzie rodzice nieustannie przeżywają rozmaite frustracje w nowej mieszaninie swoich związków a dzieci zawiązują coś w rodzaju paktu, który prowadzi do tragedii. „Dziedzictwo” pokazuje nam naturę odpowiedzialności i miłości, nie tylko tej w erotycznym związku między mężczyzną i kobietą. Pokazuje także nieprawdopodobną ilość socjalnych i uczuciowych kombinacji, więzów przyjaźni i lojalności, a także nieukrywanej wrogości czy niechęci jaka powstaje w nowoczesnej rodzinie. Rodzinie, która rozrasta się nie pionowo, od pradziadków do potomków, ale poziomo, przyjmując do klanu partnerów, byłych partnerów, ich dzieci, ich małżonków i kolejnych dzieci, często w konfiguracjach niechcianych i niepożądanych (np. gdy do tego samego klanowego worka trafia rasista i czarnoskóry emigrant czy też policjant i osoba mająca na bakier z prawem).

„Dziedzictwo” to opowieść przypominająca skomplikowaną budowlę z klocków lego, gdzie całość widzimy dopiero po wsadzeniu wszystkich elementów na swoje miejsce i dokładnym obejrzeniu z każdej strony. Każdy z bohaterów wnosi do niej swój wkład, z innym punktem widzenia, z innym nastrojem i naciskiem na zupełnie inne elementy – a na dodatek główna historia opowiadana jest w dwóch różnych nurtach, przez poszczególnych bohaterów i przez pisarza, który został nią zainspirowany. Żadna z nich prawdopodobnie nie jest tą właściwą, bo każda zniekształcona jest osobistą interpretacją. Czy zresztą może być jedna, taka sama historia? Autorka odpowiada przecząco – podobnie jak odpowiada na pytanie, czy jest taki punkt opowieści, punkt graniczny, w którym wszystko zostało zdecydowane. Przyjście Berta na przyjęcie? Pocałunek z Beverly? A może zajście w ciążę Teresy czy narodziny Cala, który był fatalnie uczulony na pszczeli jad? Czy w którymkolwiek momencie historii można było zapobiec tragicznemu punktowi kulminacyjnemu? Czy też nasze życie jest w pełni zdeterminowane i wszystko, co w nim się wydarza, po prostu musi się wydarzyć?

Ann Patchett uznaje się za jedną z najlepszych amerykańskich autorek współczesnych. W 2012 roku autorka  znalazła się na liście 100 najbardziej wpływowych osób magazynu „Time”. Jej najnowsza powieść zadebiutowała na pierwszym miejscu listy bestsellerów „New York Timesa” i znalazła się na liście najlepszych książek roku 2016.

Tytuł: „Dziedzictwo”

Autor: Ann Patchett

Wydawnictwo Znak

 

Zostaw komentarz :, więcej...

Zamiast Mikołajka – Alinka Pralinka

przez , 29.maj.2017, w Dla dzieci

Pralinka to niezłe ziółko. Potrafi być słodka jak trzeba, ale za różową sukienka (różowy to jej ulubiony kolor) kryje się żelazna wola i przebiegłość godna najbardziej wytrawnego polityka. Z którą nikt, nawet koszmarni bracia bohaterki nie mają szans.

Od jakiegoś czasu krążą po sieci zestawienie, w ilu książkach dla dzieci główny bohater to dziewczynka. Efekty są przytłaczające, bo choć w literaturze dziecięcej są takie żeńskie osobowości jak Pippi czy Ronja, córka zbójnika, to przeważnie jednak kobiety pełnia w bajkach role drugorzędne i milczące. Już nie mówiąc o okazywaniu słabości charakteru. Miło widzieć, że zaczyna się to zmieniać. W literaturze dla młodzieży pełno jest już młodych, zdecydowanych indywidualistek, nie czekających na rycerza w białej zbroi, czas może na literaturę dziecięcą? No bo był słynny Mikołajek i równie słynny Karolek a dziewczynki to co? Dziewczynki mają teraz swoja Pralinkę, która bynajmniej nie jest słodka. I choć często płacze, to płacz ten jest równie skuteczną bronią jak młotek czy sztylet.

Historyjki o Alince Mętlik, których autorka jest Fanny Joly, autorka blisko 300 książek wydawanych w 20 krajach opowiadają o przygodach francuskiej dziewczynki i jej rodziny. Rodzice Alinki mają kwiaciarnię, której poświęcają mnóstwo czasu, więc dziewczynka spędza tez sporo czasu ze swoja fantastyczna babcią. Alinka ma najlepszą przyjaciółkę, kilka osób w szkole, których nie lubi i ukochanego, Krzysia, z którym czasem rozumieją się jak nikt, a czasem przeżywają trudne chwile. Największego stresu przysparzają Alince jej dwaj starci bracia, których ulubioną rozrywką jest dokuczanie dziewczynka. A to nazywają ją Pralinką, choć dziewczynka tego nie lubi, a to naśmiewają się z Krzysia, a to zabierają Alince ukochana zabawkę, a to jej uciekają w obcym mieście, choć mieli jej pilnować. Alinka zawsze jednak znajduje sposób, żeby wyjść z tarapatów cało, a na dokładkę zemścić się na braciach. Dziewczynka jest sprytna, potrafi planować, przekonywać innych do swoich planów i przeprowadzać je z żelazną determinacją. Oczywiście, jest to książka dla dzieci, więc żaden z bohaterów nie doznaje tutaj krzywdy (no, nie licząc nogi złamanej po poślizgnięciu się na skórce od banana).

Książeczka, jak to w historiach dla dzieci być powinno, ma też przesłanie dydaktyczne. Nie wolno dokuczać słabszym, kłamać, bić, należy marzyc i śmiało realizować swoje marzenia.

Całość okraszona jest przesympatycznymi ilustracjami Ronana Badela.

Tytuł: „Pralinka”

Autor: Fanny Joly

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Niezwykła misja w poszukiwaniu prawdy – Arturo Pérez-Reverte

przez , 25.maj.2017, w Obyczajowe, Powieść historyczna

Niezwykła opowieść o niezwykłej misji, której celem jest dostarczenie do Hiszpanii egzotycznej – i niebezpiecznej – kontrabandy. Nie chodzi jednak o narkotyki, złoto, bron czy dzieła sztuki – ale o coś, co w nieuprawnionych rękach może wszczynać rewolucje, obalać trony i podważać autorytet papieży. To wiedza – skupiona w kilkudziesięciu tomach słynnej francuskiej Encyklopedii. Zakazane w Hiszpanii dzieło chce sprowadzić do tego kraju Hiszpańska Akademia Królewska, aby poznać to, co najlepsze w światowej filozofii i nauce. W tym celu do Paryża, stolicy oświeconej myśli, gdzie dyskusje o Wolterze i Rousseau poruszają opinię publiczną wyrusza dwóch dzielnych akademików. A zadanie to niebezpieczne, bo choć na sprowadzenie Encyklopedii zgodę wydali król i Inkwizycja, to misja ma wielu znaczących przeciwników, którzy nie cofną się przed niczym.

„Misja: Encyklopedia” to połączenie powieści awanturniczej z traktatem filozoficznym. Mamy tu błysk szpad, groźnych złoczyńców, turkot powozu na bezludnych drogach i w tle nadciągającą rewolucję. W tym wszystkim, bohaterowie nie szczędzą sobie – i czytelnikowi – niekończących się rozmów o sprawach fundamentalnych, takich jak władza i jej pochodzenie, religia czy nierówność społeczna. Przygody bohaterów poznajemy niejako z kolejnej ręki, bowiem od samego początku wiemy, iż to, co czytamy jest powieścią pisaną przez innego, współczesnego nam członka Królewskiej Akademii, pisarza zafascynowanego tą mieszaniną przygody i przedsięwzięcia naukowego.

Dla Arturo Pérez-Reverte niezwykła misja to pretekst do przedstawiania niekończących się dysput na tematy społeczne, a właściwie na jeden, odwieczny – dotyczący walki o lepszy byt. Według jednych polepszenie może dokonywać się przez edukację, rozmowy, odejście od ślepej wiary i rozmaitych religii, co jakby zakłada, że ludzie wykształceni są nie dość, że lepsi, to jeszcze zdolni do motywowania innych do poprawiania własnego losu. Inni, reprezentowani w książce przez pewnego kontrowersyjnego kanonika twierdzą, że rozmowa nie spełnia swojego zadania, że jest tylko sposobem na okazanie wyższości sfrustrowanym biedakom, którzy poprawić swój byt mogą tylko krwawa rewolucją.  I choć teoretycznie rozmowy bohaterów dotyczą wieku XVIII-go, to przecież są niesamowicie wręcz współczesne. We współczesnej Europie dalej nieustannie zderzają się oświeceni, wykształceni, dobrze sytuowani i liberalni ze sfrustrowanymi barbarzyńcami, żądającymi bynajmniej nie ksiąg, ale chleba, więcej chleba i igrzysk.

Arturo Pérez-Reverte ze swoją „Misją” jest bardzo podobny do dyskusji odbywanych w „Imieniu Róży” Eco, gdzie oświecenie i wiedza, a nawet zwykła nauka czy śmiech były postrzegane jako zagrożenie. Czy rzeczywiście liberalizm, tolerancja, szacunek do odmiennego zdania są sygnałami zepsucia i należy z nimi walczyć? I czy ci, którzy walczą z „zepsuciem”, rzeczywiście mają czyste pobudki? Hiszpański pisarz odpowiada zdecydowanie i odmownie.

To nie powieść akcji, nie czyta się książki błyskawicznie.  Na poszczególnych dysputach i argumentach należy się skupić, choć zmęczenie czytelniczego rozumu przełamuje autor zgrabnymi opisami poszukiwań „Encyklopedii”, wyglądem paryskich ulic i kawiarń, buduarów i gabinetów, a także wtrętami z części drugiej, współczesnej, która pozwala nam śledzić proces zbierania materiałów do powieści i tworzenia książki. „Misja:Encyklopedia” to także prawdziwa galeria barwnych postaci, także wzorowanych na tych autentycznych, a fikcja i prawda splata się tutaj tak zręcznie, że czytelnik nie jest w stanie ich odróżnić.

Świetna powieść.

Tytuł: „Misja: Encyklopedia”

Autor: Arturo Pérez-Reverte

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Epopeja o Nowym Jorku – Miasto w ogniu, Garth Risk Hallberg

przez , 10.maj.2017, w Obyczajowe

Czy to kolejna próba stworzenia Wielkiej Amerykańskiej Powieści? „Miasto w ogniu”, licząca sobie tysiąc stron cegła na pewno ma ambicje a machina promocyjna nadała książce odpowiednia rangę jeszcze przed jej powstaniem. Chociażby dzięki informacji że jej autor, debiutant zresztą, Garth Risk Hallberg otrzymał na poczet powieści zaliczkę w zawrotnej wysokości 2 milionów dolarów.  Nakład się poniekąd zwrócił, bo książka bardzo dobrze sprzedała się w Stanach Zjednoczonych, Włoszech, Hiszpanii i Francji, a recenzenci nie szczędzili pochwał. Czy słusznie?

Zamysł Hallberga był ambitny – stworzyć panoramę społeczeństwa Nowego Jorku w latach 70. ubiegłego wieku. Przez kartki przewijają się postaci z różnych środowisk – artyści, dorobkiewicze, magnaci wielkich fortun, których nazwiska tworzą tutejsze drapacze chmur, przedstawiciele rozmaitych subkultur, zwłaszcza punka, mniejszości etniczne, potomkowie emigrantów, narkomani, geje i czarnoskórzy. Są tu wielkie i małe pieniądze, intymne dramaty rodzinne i przemiany społeczne, a wszystko zebrane jest w akcję przypominającą czas przed wybuchem wulkanu, z apogeum i erupcja w postaci Wielkiego Zaciemnienia i ulicznych zamieszek. Pisarz zmienia bohaterów i narratorów, na dodatek dodaje retrospekcje z czasów wcześniejszych, fabułę dzieląc na krótkie rozdziały z dodatkiem np. stron z fanzinu jednej z bohaterek, przez co wszystko nabiera dynamiki. Każda z postaci na Nowy Jork patrzy własnymi oczami i właściwie nie da się ogarnąć tego wielkiego puzzle w jakąś spektakularną całość, zgrabne résumé. To tak jak z obrazami Boscha, gdzie próbując ogarnąć całość widzimy jeden wielki chaos i musimy skupiać się na pojedynczych, małych elementach.  Ale jeśli zapytacie mnie, czy tą społeczna panoramę udało się autorowi stworzyć, to odpowiem, że tak, mimo że czytało mi się „Miasto w ogniu” niezwykle ciężko.

„Miasto w ogniu” to cała galeria ważnych i mniej ważnych postaci – Mercer Goodman z Georgii, pierwszy czarnoskóry nauczyciel w elitarnej szkole dla dziewcząt, gej, tworzy związek z Billem Trzy Pałki, malarzem i muzykiem znanego zespołu punkowego, a właściwie Williamem, potomkiem rodu Hamilton-Sweeney. Sam Cicciaro to potomkini włoskich emigrantów, specjalistów od fajerwerków, która nie kontynuuje rodzinnego biznesu, za to fotografuje subkultury Nowego Jorku i prowadzi fanzin o jego mieszkańcach i muzyce punk.  Jest doświadczony policjant Larry Pulaski i zmęczony reporter. I wiele, wiele innych postaci, których wątki i losy Hallberg ze sobą miesza i przeplata, tworząc – jednak i mimo wszystko – spójną całość, przepełnioną olbrzymim sentymentem do Nowego Jorku.

Jak już wspomniałam łatwa lektura to to nie jest, mimo przejrzystego i łatwego języka. Do tego, żeby śledzić poszczególne wątki trzeba mieć cierpliwość. Mnie pomogła w tym nieco zmienna forma kolejnych fragmentów a także nastrój, bo od pierwszej strony czeka się na wielkie „pierdut”, które nieuchronnie musi nadejść.

Czy „Miasto w ogniu” jest wszechstronne? Nie. Pytanie, czy da się w ogóle nowojorski fenomen jakakolwiek formą ogarnąć (chociaż dla mnie najlepszą jak do tej pory próbą jest blog The Sartorialist prowadzony przez Scotta Schumana). Hallberg próbuje i robi to z pasją i miłością do miasta, którą na kartkach powieści czuć.

Tytuł: „Miasto w ogniu”

Autor: Garth Risk Hallberg

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , więcej...

Wybór między wolnością a społeczeństwem – „Arkadia”, Lauren Groff

przez , 06.kwi.2017, w Obyczajowe

Książka o marzeniach, idealnym świecie, poszukiwaniu wolności i kompromisach. Lauren Groff, autorka nagradzanej oraz docenionej przez czytelników  „Fatum i furii” tym razem opisuje przebieg i dramatyczny koniec społecznego eksperymentu. Arkadii, hipisowskiej komuny, utopijnego społeczeństwa, które ma łączyć idealne stosunki międzyludzkie z potrzeba wolności.

Na Arkadię patrzymy z punktu widzenia Lutka, pierwszego urodzonego jako Arkadianin. Widzimy grupę ludzi połączonych wspólna ideą, jaką jest życie bez krzywdzenia innych. Zrzeszeni wokół muzyka, Rączki, znajdują swój azyl na kawałku ziemi. Żyją w parach lub grupach, jak im wygodnie, bez formalności. Opiekują się słabymi i potrzebującymi – w Arkadii znajdują swoje miejsce rozmaici uciekinierzy i narkomani. Nikt tu nie ma – a przynajmniej nie powinien – mieć nic swojego, własność jest wspólna, używki dopuszczone a ludzie pracują dla wspólnego dobra. Arkadianie żywią się tym, co urodzi ziemia i nieustannie starają się podnosić swoja świadomość poprzez rozmaite dyskusje. Ale…jak w każdym raju i tutaj po kątach gromadzą się cienie. W tym przypadku ludzie, którzy naruszają dżentelmeńska umowę, jaką są zasady Arkadii – i jednym z nich jest przywódca Arkadian. Wspólnotę dobijają warunki atmosferyczne, zbyt wielki tłok, kłopoty z żywnością oraz znużenie nieustanna pracą ponad siły. Rodzice Lutka razem z nim opuszczają Arkadię jako jedni z ostatnich a chłopak próbuje odnaleźć się w życiu „na zewnątrz”. Po latach wraca do Arkadii, fizycznej i mentalnej.

„Arkadia” to bardzo impresjonistyczna opowieść, pełna kolorów, cieni i blasków, dotknięć i zapachów. Lutek, główny bohater, którego oczami obserwujemy rzeczywistość nie ocenia. Jest wyrozumiałym obserwatorem, pełnym miłości i dobrych chęci. W jego oczach wszystko jest dobre i pełne blasku. Arkadia, ze wszystkimi jej bolączkami jawi się jako społeczeństwo idealne zderzone z twardą rzeczywistością. Największą bolączką Arkadii jest… samotność. Lutek jest samotny, odizolowany. Arkadia nie daje mu żadnej gwarancji bycia pożądanym ani kochanym. Tak samo zresztą jak życie poza nią. W tym kontekście strategiczna jest rozmowa, jaką główny bohater odbywa z przedstawicielką wspólnoty amiszów. Wspólnoty, która pomagała Arkadianom. Amiszka twierdzi, że nie da się połączyć społeczeństwa z wolnością. Nie da się żyć z kimś i jednocześnie być wolnym. Jeśli chcesz z kimś być, musisz się godzin na rozmaite ograniczenia swojej wolności.

Książka o tyle ważna, że w ludziach nigdy tak naprawdę nie upada myśl o stworzeniu społeczeństwa idealnego. Raju, utopii, wysp szczęśliwych czy jak je tak zwał. Jednak każda społeczność, żeby funkcjonować, musi sobie stworzyć zestaw reguł współżycia. I reguły te prędzej czy później zaczną obcierać nasze ludzkie kanty. Już nie mówiąc o tym, że jak u Orwella zawsze się okazuje, że są równi i równiejsi. Nie da się całkowicie wyeliminować potrzeb posiadania czegoś własnego, kogoś, z kim się jest. Człowiek potrzebuje punktów stałych i oparcia, choćby w małych rzeczach, żeby czuć się szczęśliwym. Dla Lutka w jego Arkadii szczęściem byli rodzice, którzy w tym miejscu jednak tworzyli nierozerwalną parę – i książka. Problem też w tym, że idealne społeczeństwa tworzą ludzie, z pełnym zestawem wad i skłonni do zmian. Zmuszanie ich do naginania się, rezygnowania z pewnych rzeczy skutkuje w pewnym momencie silna reakcja w druga stronę. W książce to najlepiej widać na przykładzie arkadyjskich dzieci i ich zachowań, kiedy zamieszkały już „na zewnątrz”.

Według mnie książka znacznie bardziej „przyjazna” w czytaniu niż „Fatum i furia” i wbrew rezygnacji z akcji na rzecz wrażeń – potrafi pochłonąć czytelnika.

Tytuł: „Arkadia”

Autor: Lauren Groff

Wydawnictwo Znak

 

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...