Tag: Wydawnictwo Znak

Kryminał po japońsku – Przeczucie, Tetsuya Honda

przez , 14.sie.2017, w Kryminał

To moje pierwsze zetknięcie z kryminałem japońskim i przyznam, że książka wywołała u mnie skrajne emocje. Nie dlatego, że obfituje w drastyczne opisy czy sceny, bo niespecjalnie. Ale dlatego, że japońska kultura z wysokim stopniem zhierarchizowania, gdzie podwładny nie może powiedzieć słowa, już nie mówiąc o samodzielnym działaniu wywołuje u mnie niesamowite uczucie frustracji.

Nie rozumiem tych zależności, nawet pomimo kilkunastu lat ćwiczenia japońskich sztuk walki i stykania się z Japończykami. Nowością dla mnie też był skrajny szowinizm pokazany przez autora. Tym bardziej podkreślony, że główna postacią „Przeczucia” jest Reiko Himekawa, jedna z nielicznych kobiet w tokijskiej policji. Nawet na kartkach książki nieustannie poniżana i walcząca o swoje miejsce. Momentami brutalnie, bo w jednym z fragmentów wprost mówi się, że molestowana w metrze Reiko łamie palce i ręce, rozbija nosy i uderza w krocze. Co gorsza, dziewczyna robi to także w pracy. I nie, bynajmniej nie jest to dowód na jej nietypową agresję. Wystarczy sobie poczytać o japońskich wagonach metra „only for women”, które są tamtejszą odpowiedzią na falę publicznego molestowania kobiet.

Pod tym względem, obnażania czarnych stron kultury, którą my uznajemy za stojącą wyżej na szczeblach cywilizacji książka Hondy przypomina kryminały szwedzkie (co zresztą wróży sukces, jeśli pojawi się więcej tego typu książek na polskim rynku). Dodatkowym atutem jest bohaterka – niekonwencjonalna i z każdej strony wyłamująca się ze schematów. Oczywiście, z mroczną przeszłością, jak na dobrego bohatera crime story przystało. Reiko nie chce wyjść za mąż, nie widzi się w roli tradycyjnej pani domu, zarządza mężczyznami, potrafi postawić się przełożonym (czy tez dyplomatycznie sprawić, żeby nie mieli innego wyjścia jak tylko jej posłuchać). Potrafi także działać zgodnie ze swoją intuicją, a nie sztywnym planem działania.

Trochę na początku przeszkadzał mi sposób pisania, gdzie w toczący się dialog wpisuje się wewnętrzna rozmowę z samą sobą głównej bohaterki – sprawia to wrażenie muchy brzęczącej gdzieś za uchem i rozpraszającej uwagę czytelnika. No i oczywiście są takie momenty w książce, że gryzie się paznokcie i ma ochotę pogonić bohaterów kopniakami. To jednak drobiazgi, bo akcja jest niezwykle dynamiczna i bez nadmiernego psychologizowania i dzielenia włosa na czworo. Pomijając nawet wątek kryminalny – ciekawa książka na temat życia codziennego w Japonii, w szczególności tamtejszego kultu pracy czy stosunków rodzinnych, gdzie dorosłe dzieci do czasu założenia rodziny mieszkają z rodzicami, gdzie wciąż aranżuje się małżeństwa, gdzie w pracy panuje niezwykła presja na wyniki i rywalizację, gdzie policjant do akcji jedzie nie służbowym samochodem, a opłaconym przez siebie środkiem transportu.

Sporo ciekawostek i czekam na ciąg dalszy, bo „Przeczucie” to zaledwie pierwsza część cyklu o komisarz Himekawie. Warto też wiedzieć, że seria sprzedała się w samej Japonii w 4 milionach egzemplarzy, a na jej podstawie stworzono dwa seriale, film telewizyjny i kinowy.

Tytuł: „Przeczucie”

Autor: Tetsuya Honda

Wydawnictwo Znak

 

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

Nigdy nie zapomnę – Kerry Lonsdale

przez , 09.sie.2017, w Obyczajowe, Romans

Tego samego dnia, w którym miał być jej ślub, Aimee stoi w tym samym kościele, w otoczeniu lilii zamówionych na ślub a nawet w towarzystwie tych, którzy byli na ślub zaproszeni. Z jednym wyjątkiem – jej narzeczony, James, nie składa małżeńskiej przysięgi bo…leży w trumnie.

Aimee jest zdruzgotana nagłą i dosyć tajemniczą śmiercią narzeczonego. A gdy po pogrzebie podchodzi do niej tajemnicza kobieta i mówi, że James żyje, dziewczyna przeżywa szok. I choć przyjaciółki przekonują ją, że świat toczy się dalej, a przed Aimee czas spełniania marzeń, a nawet nawiązywania nowych relacji, dziewczynę wciąż dręczy, żeby ostatecznie wyjaśnić sprawę.

Książka fabularnie w kategorii raczej bajek, ale z kilkoma ważnymi przesłaniami ukrytymi pod lekką formą. Jak sobie radzić ze stratą, jak usamodzielniać, jak odcinać rodzicielską pępowinę, jak spełniać własne marzenia, jak budować relacje z drugim człowiekiem i jak sobie radzić z przemocą (choć ten ostatni został tylko zasygnalizowany). Bohaterka jest dziewczyna, która od najmłodszych lat miała znaną sobie doskonale i doskonale gładką „ścieżkę kariery”. Praca w restauracji rodziców, parter znany od liceum. Właściwie wszystko jej się układało samo. I nagle ten znany, bezpieczny świat runął. Nie ma ani narzeczonego, rodzice też jakby się wypięli i trzeba stanąć na własne nogi. Bolesne. Trzeba nie tylko odpowiedzieć sobie na pytanie, co się chce zrobić z własnym życiem, ale i umieć to zrealizować. Nic dziwnego, że postawiona przed takim wyzwaniem Aimee czepia się rozpaczliwie nadziei, że James żyje, nie pozbywa się jego ubrań i zachowuje wystrój mieszkania. Samodzielność jest trudna i znacznie lepiej wypierać z siebie świadomość, że musimy liczyć sami na siebie. No, może nie tylko na siebie, bo Aimee na szczęście ma przyjaciółki, które kopią ją w cztery litery i nie pozwalają zalegać miesiącami w pościeli.

„Nigdy nie zapomnę” to książka lekka i wakacyjna, więc jak już wspomniałam fabułę ma momentami mocno nieprawdopodobną. Ale nawet spirytystyczne kawałki są po to, żeby ostatecznie pozwolić Aimee uwolnić się od wspomnień i zacząć żyć własnym życiem.

Bohaterka momentami nielogiczna i denerwująca, trochę zbyt dużo w akcji niedomówień a ważne wątki pozostają nierozwiązane, ostatecznie jednak sympatyczna, lekka letnia lektura.

Tytuł: „Nigdy nie zapomnę”

Autor: Kerry Lonsdale

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, więcej...

Twórca Jamesa Bonda dzieciom

przez , 04.sie.2017, w Dla dzieci

Iana Fleminga znamy wszyscy jako autora przygód najsłynniejszego agenta świata, Jamesa Bonda. Mało kto jednak wie, że tworzył także opowiastki dla dzieci. Dla swojego syna na przykład stworzył opowieść o niezwykłym samochodzie. Inspiracja dla niego była zresztą rzeczywista historia, autentycznej wyścigówki BANG BANG zbudowanej przez księcia Zborowskiego (historia prawdziwej BANG BANG zresztą też jest opisana w książeczce, którą wam przedstawiam).

Bohaterami książki są członkowie pewnej sympatycznej rodziny – Pottowie. Tatuś, pan Caractus jest odkrywcą i wynalazcą ale cała rodzina jest wyjątkowo zgodna jeśli chodzi o umiłowanie przygód i podejście do rzeczywistości. Kiedy bowiem pan Pott za jeden ze swoich wynalazków otrzymuje spora sumę i postanawia kupić samochód – nikt z nich nie chce nudnego auta. Za to zgodnie postanawiają przeznaczyć pieniądze na kupno i remont zdezelowanego gruchota,  a tak naprawdę wyścigówki pantery paragon. Która ostatecznie okazuje się samochodem magicznym, myślącym, a nawet czującym. Na dodatek BANG BANG, bo tak rodzina nazywa samochód, sama wprowadza sobie kilka ulepszeń, zdecydowanie sprzyjających przygodzie.

Starszym czytelnikom (np. rodzicom, którzy będą chcieli dzieciom czytać o przygodach BANG BANG) może się książka pana Fleminga kojarzyć trochę z przygodami Pana Samochodzika lub też ze słynną „Wielką, większą i największą”. Ale „BANG BANG! Wystrzałowy samochód” jest dla nieco młodszych dzieci i napisana jest znacznie prostszym językiem. Przygody przeżywa cała rodzina, która także wspiera się lojalnie i cieszy ze wspólnie spędzanego czasu. A przygody jakie przeżywają…no cóż, zwykła wakacyjna wycieczka może zakończyć się w słynnym sklepie z czekoladkami, pośród wraków czy w kryjówce gangsterów.

Zabawna, sympatyczna książeczka.
Ian Fleming – dziennikarz i pracownik brytyjskiego wywiadu w czasie II wojny światowej, zasłynął jako autor powieści o Jamesie Bondzie. Zainspirowany legendarnym pojazdem wyścigowym, stworzył dla swojego syna opowieść o niezwykłym samochodzie. Bohaterowie tej historii wystąpili także w musicalu familijnym „Nasz cudowny samochodzik” według scenariusza Kena Hughesa i Roalda Dahla.

Tytuł: „BANG BANG! Wystrzałowy samochód”

Autor: Ian Fleming

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, więcej...

Historia słynnego uwodziciela – w świecie Casanovy

przez , 28.lip.2017, w biografia, Powieść historyczna

Jego nazwiska używa się jako synonimu doskonałego kochanka. Wystarczało podobno kilka minut, żeby świeżo poznana kobieta zapragnęła spędzić z nim noc, choć według standardów epoki Giacomo Girolamo Casanova bynajmniej nie był rekordzistą. Według jego własnych wyliczeń spał z „zaledwie” 122 kobietami a także kilkoma mężczyznami, choć przyznawał się do tego niechętnie. Był też jak na nasze standardy skończonym łajdakiem (nie uznał żadnego ze swoich ośmiorga dzieci), a w swoich – po prostu jednym z czołowych przedstawicieli modnego libertynizmu. Zresztą za swoje przywiązanie do tego nurtu płacił poważną cenę, bowiem jedną z jego najwierniejszych towarzyszek była choroba weneryczna.

Od kolegów libertynów różniło go jedno – inteligencja, erudycja i talent literacki. Choć nie zdobył popularności jako kaznodzieja (tak, tak, Casanova zaczynał karierę jako duchowny!), popularność ostatecznie, choć pośmiertną przyniosły mu jego pamiętniki, nazywane także „wenecką Kamasutrą”, w których opisał swoje doświadczenia erotyczne. Z pikantnymi szczegółami, ale bez nazwisk, których teraz, często bezskutecznie, poszukują historycy. Wspomniane pamiętniki sprzedano Bibliotece Francuskiej za 9 mln dolarów (to największa kwota, jaką kiedykolwiek zapłacono za rękopisy). I to one właśnie posłużyły za bazę dla poszukiwań i wreszcie książki o Casanovie Laurence’owi Bergreenowi.

 

Laurence Bergreen jest amerykańskim historykiem i biografem. Spod jego pióra wyszły m. in. książki poświęcone słynnym podróżnikom i odkrywcom: Kolumbowi, Marco Polo i Magellanowi. I przy całym moim znużeniu książką (no bo ileż można czytać o jednym) przyznaję, że autor wykonał kawał solidnej roboty, dodając do pamiętników obszerne tło historyczne i obyczajowy kontekst. Książka to prawdziwy dokument życie w Europie od, pardon my frencz,  „dupy strony”. Czyli życia seksualnego, moralności i obyczajowości. Oszołomiony czytelnik dowiaduje się nie tylko o obyczajach panujących w Wenecji, Paryżu czy Wiedniu, ale także w środowiskach uznawanych za dalekie od skazy libertynizmu, czyli np. klasztorach, służących, mówiąc oględnie, za cos w rodzaju ekskluzywnych burdeli czy zawoalowanych domów schadzek.  Dzięki Bergreenowi poznajemy obyczaje seksualne dworu francuskiego i weneckiej socjety, dziwaczne dla nas obyczaje dotyczące noszenia masek i „produkowania” kastratów, którzy często cieszyli się władzą, sławą i poważaniem, ale także na temat sztuki, literatury, filozofii i wszystkiego tego, dookoła czego kręciło się życie elit XVIII wieku. Pod względem wszechstronności zainteresowań Casanova był „złotym dzieckiem” epoki, wykształconym, oczytanym i obytym, a jednocześnie psotnym i zepsutym.

Oczywiście, ponieważ pamiętniki Casanovy są literaturą w gruncie rzeczy erotyczną, książka Bergreena również taka jest, choć słownictwo należy bardziej do opisowego i poetyckiego niż współczesne porno. Z drugiej strony, moim osobistym zdaniem, jest to pod względem czysto sensualnym książka znacznie bardziej wartościowa niż dziełko o Greyu. Już nie mówiąc o tym, że pod pewnymi aspektami treść może nas mocno zaskoczyć.

Dla koneserów i tych, co lubią historyczne ciekawostki.

Tytuł: „Casanova. W świecie uwodziciela”

Autor: Laurence Bergreen

Wydawnictwo Znak

 

Zostaw komentarz :, , więcej...

W cieniu brata – Ewa Stachniak o Bronisławie Niżyńskiej

przez , 27.cze.2017, w biografia

O ile Wacław Niżyński jest postacią znaną, o tyle jego siostra, Bronisława, gdzieś umyka zbiorowej pamięci. To o nim się mówiło, że geniusz, że szaleniec, że tragiczna śmierć, skandale obyczajowe i kulturalne, bo jego choreografie, np. „Popołudnie fauna” zrywały z tradycyjną, baletową estetyką. Nawet w Wikipedii notka o Wacławie jest bardzo długa, w przeciwieństwie do kilkuzdaniowej o Bronisławie (swoja drogą w biogramie Niżyńskiego o Bronisławie wspomina się tylko jako o „podporze Wacława przez całe życie”). Żal, bo Bronisława także odcisnęła swoje piętno na sztuce tanecznej, mniej jako tancerka, ale znacznie bardziej jako choreografka i nauczycielka, przełamująca schematy i szukająca nowych form wyrazu w sztuce tanecznej. Niżyńska kierowała znanymi zespołami baletowymi, a za program występów Polskiego Baletu  Reprezentacyjnego na Wystawę Paryska otrzymała Grand Prix.

Czemu więc o Bronisławie wiemy tak mało? Czy dlatego, że była kobietą? Ewa Stachniak podsuwa nam odpowiedzi. Bronisława może nie była geniuszem, jak jej brat, ale nie była także szaleńcem (chociaż jej choreografie również wywoływały skandale). Była zdeterminowana i konsekwentna, a walczyć musiała z całym otoczeniem, które stawiało ja gdzieś z tyłu za Wacławem, wliczając w to jej własnych rodziców.

Książka Ewy Stachniak to biografia kobiety żyjącej w czasach, kiedy kobiety siedziały z tyłu, w kącie, zajmowały się dziećmi albo, jeśli już zdecydowały się na karierę tancerki, były gdzieś w tylnych rzędach, bo zaledwie nielicznym udawało się wybić. Z jednej strony było to życie pełne ciężkiej pracy i wyrzeczeń, morderczych ćwiczeń, z drugiej – pewność, że nie będzie się docenionym. Dodajmy do tego nieustanne intrygi, bo Bronia była dla wszystkich drogą do wielkiego Niżyńskiego, a więc i protekcji. No i lekceważenie jej pomysłów, jakby kobieta nie miała prawa do własnej wizji sztuki. Niesamowita osobą musiała być Niżyńska – i jako niesamowita osobę przedstawia ją autorka. Silną, poszukującą, otwartą. Także pomimo osobistych tragedii, takich jak odejście ojca, śmierć brata, rozstanie z pierwszym mężem czy śmierć syna.  Taką, która nie zgadza się na zastaną rzeczywistość i próbuje ją układać po swojemu, nie godząc się na żadną klatkę. A nie było to łatwe, bowiem i doświadczenia Bronisławy, i jej matki pokazywały, że życie osobiste i rodzinne tancerek to pasmo nieustannych wyborów, wahania, straconych okazji a na dodatek, jeżeli życiowym partnerem również jest tancerz – rywalizacji i zazdrości.

„Bogini tańca” to fabularna biografia świetnej tancerki, błyskotliwej choreografki i nauczycielki, pokazująca nie tylko osobiste przeżycia bohaterki, ale także epokę wielkich zmian – najpierw rewolucji w Rosji, I i II wojny światowej. W tych trudnych czasach bohaterka porusza się między sławnymi osobistościami, legendarnymi tancerzami, muzykami, śpiewakami, malarzami… są to nie tylko jej brat i „car baletu” czyli impresario Diagilew (choć nie wiem, czy impresario to właściwe słowo na określenie roli Diagilewa), ale także Strawiński czy Debussy, Picasso, Cocteau czy Proust.

Nie tylko dla miłośników tańca.

Tytuł: „Bogini tańca”

Autor: Ewa Stachniak

Wydawnictwo Znak

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...