Tag: Zysk i S-ka

Podróż do granic siebie – „Mroczna materia”, Blake Crouch

przez , 13.sty.2017, w Thriller

Thriller fantastyczny, w którym główną osią konstrukcji jest teoria o światach równoległych. Takich, które powstają po podjęciu przez człowieka decyzji. W jednym świecie decydujesz się związać na całe życie z jedna osobą i założyć rodzinę. W innym – poświęcasz tę szansę dla kariery. Nie ma możliwości przemieszczania się między światami – no, chyba że jesteś Jasonem Dessenem. Pewnego dnia nieznany porywacz pozbawia Jasona przytomności, a gdy mężczyzna się budzi, znajduje się w świecie niby takim samym, a jednak innym. Takim, w którym nigdy nie ożenił się ze swoją żona a jego syn nigdy nie przyszedł na świat. Za to Jason nie jest prowincjonalnym nauczycielem, ale genialnym profesorem fizyki, który dokonał niebywałego wynalazku. Bohater musi zdecydować, co jest dla niego najważniejsze i podjąć przerażającą podróż.

To książka, która pod pozorem fantastycznej otoczki zadaje pytanie o to, co czyni człowieka szczęśliwym. „Jesteś w życiu szczęśliwy?” – takie pytanie zadaje Jasonowi jego tajemniczy porywacz i to pytanie zadaje sobie bohater wielokrotnie. Czy życiowe wybory zabierają nam szanse na lepsze życie, czy można mieć wszystko? Bo niestety wszystkiego mieć się nie da a nasze pragnienia wzajemnie się wykluczają.

„Mroczna materia” to powieść o podróży, bardzo klasycznej, bo w głąb siebie. Podróżując dziwaczną kapsułą, otwierając drzwi do kolejnych światów Jason, wielokrotnie przekraczając granice i własnego doświadczenia i fizycznej wytrzymałości odrzuca te rzeczy, których z całą pewnością nie chce, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, co jest dla niego najważniejsze. Jest taka scena pod koniec książki, bardzo przejmująca, kiedy bohater staje twarzą w twarz z setkami swoich odbić, innych Jasonów, którzy podejmując nawet drobną decyzję zmienili całkowicie tor swojego życia. I tych wielu Jasonów ostatecznie ustala, co jest w życiu najważniejsze. To także przejmujący moment, bo pokazuje nam, jak bardzo, podejmując nawet drobna decyzję, możemy zmienić swoje życie i siebie.

Poza psychologicznym aspektem „Mroczna materia” to bardzo dobry thriller, trzymający czytelnika w niepewności, z autorem znakomicie budującym atmosferę zagrożenia. Zamaskowany, tajemniczy napastnik, oszołomiony bohater, podejrzliwy wobec wszystkich i odmawiający współpracy, choć otoczenie przekonuje go, że to objawy zaburzeń neurologicznych i psychicznych. Nie brak tu zaskakujących zwrotów akcji i dynamicznych ucieczek i pościgów, przeplatających się z momentami refleksji głównego bohatera.

Bardzo dobrze napisana, trzymająca w napięciu książka.

Tytuł: „Mroczna materia”

Autor: Blake Crouch

Wydawnictwo Zysk i S-ka

Zostaw komentarz :, , więcej...

Czy to koniec przygód Bridget Jones? Nadchodzi dziecko

przez , 10.lis.2016, w Obyczajowe

Trzydziestolatki oszalały na jej punkcie. Kiedy Bridget Jones po raz pierwszy publicznie pokazała swoje wielkie majtadały, kobiety odetchnęły z ulgą. Okazało się, że nie tylko one są zmęczone nieustannymi dietami  i walką na randkowym rynku. Dziś „Fenomen Bridget Jones” jest opisywany w artykułach i pracach naukowych. A sama historia doczekała się zgrabnego zakończenia w postaci…no, o tym może później.

Chick lit

Sukces „Dziennika Bridget Jones” okazał się oszałamiający. Powieść lądowała na szczytach list popularności i otrzymywała kolejne nagrody (na przykład dla najlepszej brytyjskiej powieści roku). Doczekała się także ekranizacji  (z fantastyczną Renée Zellweger, Hugh Grantem oraz Colinem Firthem), a nawet musicalu. Co ciekawe, popularność Bridget zaowocowała też wzmożoną popularnością serialu BBC „Duma i uprzedzenie”, ze słynną sceną, kiedy pan Darcy wychodzi w mokrej koszuli ze stawu. Oraz…grającego wspomnianego pana Darcy’ego Colina Firtha. Ten ostatni powinien być Bridget dozgonnie wdzięczny za prawdziwy rozkwit kariery.

W samej Polsce kolejne wydania „Dziennika Bridget Jones” i jego kontynuacje sprzedały się łącznie w ponad dwóch milionach egzemplarzy. Jednak co najważniejsze, książka Helen Fielding zapoczątkowała rozwój i wielki sukces pewnego rodzaju powieści, zwanego od tej pory chick lit – książek pisanych o kobietach i przez kobiety, z bardzo specyficzną bohaterką.

Singielki górą

Można by powiedzieć – jakie czasy, taki feminizm i pewnie wiele osób się oburzy, ale „Dziennik Bridget Jones” jest manifestem feminizmu końca lat 90. XX wieku. Okazało się, że współczesne kobiety mają serdecznie dosyć ideału kreowanego przez kolorowe pisma, według którego trzeba być piękną i szczupłą boginią seksu i świetną gospodynią, a na dodatek założyć rodzinę zaraz po skończeniu liceum.  Współczesne kobiety nie żyjące w małżeństwie to nie stare panny bojące się, że umrą samotnie i zostaną zjedzone przez swojego owczarka alzackiego (no może owszem, trochą się tego boja w chwilach kryzysu).  To singielki, które tak, piją alkohol, tak, bywają zagubione, tak, popełniają gafy, borykają się z rodzicami i całym mnóstwem przeszkód dnia codziennego, już nie mówiąc o randkowej dżungli. Bywają uzależnione od poradników i lodów, w szufladzie przechowują seksowne stringi, ale samotne wieczory spędzają w piżamie w kaczuszki. I przy tym wszystkim, przy tej pozornej nieporadności powodującej śmiech do łez wolne trzydziestolatki dobrze sobie radzą w rzeczywistości. Mają pracę jaka lubią – lub potrafią taką zdobyć, są wykształcone i nie muszą korzystać z zasiłków pomocy społecznej. Są też wbrew pozorom niesamowicie silne emocjonalnie. To na ich potrzeby odpowiadała książka Fielding.

„Dziennik Bridget Jones” pokazał też, że nie trzeba być w związku ani małżeństwie, żeby mieć dookoła siebie towarzystwo. Książka Fielding to podkreślenie rangi miejskiej rodziny i przyjaciół jako komórki życia społecznego.

Wzorzec z Sevres

„Dziennik Bridget Jones” ukazał się w 1995 roku (wersja polska w 1998). I niemal natychmiast Bridget doczekała się nie tylko literackich i filmowych naśladowczyń, ale i słownikowych definicji. W słowniku Macmillana np. definicja „bridgetki” to kobieta około trzydziestki, raczej zwyczajna niż perfekcyjna, szukająca partnera. W Polsce hasłem „polska Bridget Jones” reklamowano na przykład wychodzącą w 2001 roku powieść Katarzyny Grocholi „Nigdy w życiu”, a radiowa Trójka zorganizowała nawet akcję poszukiwania zaginionej w Polsce bohaterki. Efektem akcji była – niezbyt udana zresztą – książka Hanny Marii Gizy „Dziennik Trójkowej Bridget Jones czyli Brygidy Janowskiej”. Do stylu życia Bridget, nieustannie zmagającej się z niebieską zupą, zapomnianym pinem i zgubionymi kluczykami do samochodu nawiązuje też na przykład niezwykle lubiana przez Polki Chujowa Pani Domu.

Bridget odchodzi?

„Dziennik Bridget Jones”, po swoim sukcesie doczekał się kontynuacji. Było „W pogoni za rozumem” , następnie „Szalejąc za facetem”. Jednak najwyraźniej Fielding doszła do wniosku, że perypetie singielki straciły już na atrakcyjności i postanowiła jej dorzucić rekwizyt w postaci… dziecka. O tym właśnie, zmaganiach Bridget z ciążą jest najnowsza powieść cyklu, „Bridget Jones. Dziecko” (w Polsce ukazuje się 21 listopada). Słynna Angielka w związku z tym rzuca alkohol, nie szlaja się z imprezy na imprezę, nie stosuje diet i ma się wrażenie, że spuściła z tonu. A nawet straciła polot, bo jej przygody są już…mniej śmieszne.  Trudno być śmiesznym, kiedy kobieta jest nieustannie śpiąca, nie ma siły na udział w wyścigu szczurów i wszystkie jej myśli, prędzej czy później skupiają się na potomku. Albo ziemniaku zapiekanym z serem.

Mam wrażenie, że „Bridget Jones. Dziecko” to zakończenie pewnej epoki. Podkreślenie, że jak bardzo nie byłaby wyzwolona i samodzielna kobieta, prędzej czy później czekają ja pieluchy i ostateczne zakotwiczenie u boku jednego mężczyzny. Teraz jeszcze czekam, aż Carrie Bradshow, zamiast butów od Blahnika, kupi wózek.

Zostaw komentarz :, , , , , , więcej...

Superbohaterowie bywają źli

przez , 19.sie.2015, w Fantastyka

Superbohaterowie nie zawsze są dobrzy. Nadludzkie moce i poczucie bycia kimś niezwykłym czasem powoduje, że innych traktuje się jak zabawki. Tak jest w świecie Davida. Tam lepiej od superbohaterów trzymać się daleko.

stalowe

Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy na ziemskim niebie pojawiła się Calamity. Niektórzy ludzie zaczęli się zmieniać i przejawiać niezwykłe umiejętności. Inni nazwali ich Epikami. Jednak szybko zachwyt przeszedł w grozę, bo Epicy pragną władzy i pragną pokazywać, że są niezwyciężeni. A najlepiej pokazać to, zastraszając ludzi. A więc mordując ich z powodu kaprysu. Zmieniając w proch spojrzeniem, wyrywając serca czy zmieniając w stal. W ten sposób jeden z Epików, Stalowe Serce, zdobył władzę nad Chicago. Teraz panuje nad nim niepodzielnie przy pomocy innych wszechmocnych. A ludzie kryją się w katakumbach, w ciemności, nienawidząc Stalowego Serca i bojąc się go jednocześnie. Tym bardziej, że Epik jest niepokonany. Lub tak się wszystkim wydaje. Bo David Charleston widział kiedyś, jak Stalowe Serce krwawił. I jest jedynym ocalałym świadkiem tego wydarzenia.

„Stalowe serce” to utrzymana w komiksowej stylistyce książka o władzy i arogancji, o dyktaturze, terrorze i tym, jak rodzi się opór. Jedni, tak jak w powieściowym Newcago, są w stanie żyć zastraszani przez władcę absolutnego i tolerować straty, jeśli tylko mają minimum wygody i namiastkę stabilizacji. Jeśli dostają regularnie jedzenie, mają prąd i kanalizację, to jeśli od czasu do czasu ktoś ginie… Podobnie jak w „Wehikule czasu” Wellsa żyjący wygodnie Elojowie akceptują, że są mięsem dla Morloków.

Jednak są tacy, którzy mimo strachu są w stanie walczyć. Jedni to robią ostrożnie, szukając słabych stron przeciwnika, analizując je i szukając bezbolesnej drogi. Inni nie idą na kompromisy i są gotowi  ponosić ofiary, bo – jak twierdzi w książce Brandon Sanderson – walka ze złem zawsze wymaga ofiar i wiąże się z moralnymi dylematami. I tak, walka ze złem też degeneruje. Widzimy to i w realnym świecie – wszyscy ci, którzy przez jednych są nazywani terrorystami, a przez drugich bojownikami o wolność są najlepszym tego przykładem. Ja osobiście nie jestem w stanie rozstrzygnąć, kto ma rację. Sanderson w „Stalowym sercu” próbuje nas do jednej z tych postaw przekonać. Jak się to jednak rozwinie zobaczymy, ponieważ „Stalowe serce” to dopiero pierwsza część cyklu.

O Brandonie Sandersonie po raz kolejny pisać nie będę, jest już na tym blogu kilka recenzji jego książek. Zdecydowanie warto zaznaczyć, że to jeden z najlepszych współczesnych pisarzy fantastyki.

Tytuł: „Stalowe serce”

Autor: Brandon Sanderson

Wydawnictwo Zysk i S-ka

 

Zostaw komentarz :, , , więcej...

Żeby mnie tylko niedźwiedź nie zeżarł

przez , 26.maj.2015, w Podróże

Szlak Appalachów to jeden z najdłuższych ciągłych szlaków pieszych na świecie. Przebiega wzdłuż wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych od Georgii po Maine. To tysiące kilometrów trasy (ile dokładnie nikt nie jest w stanie określić), na której zdarzają się łosie, grzechotniki, niedźwiedzie i inni ludzie, którzy potrafią być nie mniej niebezpieczni. Zdawałoby się, że przejście przez szlak to zadanie dla cyborga i maniaka, a na pewno prawdziwego twardziela, który wie co robi. Co jak co, ale Bill Bryson, amerykański pisarz i autor podróżniczych bestsellerów żadnego z tych warunków nie spełnia. Nie mając bladego pojęcia o długich pieszych wędrówkach, ten sympatyczny starszy pan w okularach i z brzuszkiem postanowił zobaczyć, jak to miło spędza się czas na łonie przyrody. Przede wszystkich zainteresowało go to, że Appalachian Trail przebiegał niemal tuż obok jego drzwi. A po drugie stwierdził, że to świetny sposób na zgubienie zawadzającego brzuszka. Do Brysona dołączył jego dawny przyjaciel, Stephen Katz. Niepijący alkoholik, uzależniony od słodyczy i hamburgerów, z jeszcze większym brzuchem i całkowitą nieznajomością warunków, w jakich zgodził się spędzić nadciągające tygodnie. Ten cudowny duet zaopatrzył się w kosztowny sprzęt trekkingowy i ruszył na szlak z jedną myślą – nie dać się zjeść!

piknik

„Piknik z niedźwiedziami” to cudowna, pełna humoru i nieodparcie śmieszna książka o dwóch fajtłapach, którzy nieustannie pakują się w kłopoty. „Fajtłapach” w cudzysłowiu, ponieważ to, że nasi bohaterowie, nie mając bladego pojęcia o wędrówkach i kompletnie fizycznie i psychicznie nieprzygotowani pokonali tysiące kilometrów zasługuje na najwyższy szacunek. Zresztą wędrówka znacząco wpłynęła na ich psychikę, co Bryson w fascynujący sposób przekazuje czytelnikowi. Szlak, gdzie przygniata cię ciężar plecaka, gdzie walczysz o każdy oddech i próbujesz nie poddać się bólowi mięśni i tworzących się na stopach pęcherzy dał Billowi i Katzowi olbrzymią lekcję pokory. I miłości do świata. A także nauczył ich, że należy się cieszyć chwilą i jak cudowne są drobiazgi. Na przykład butelka waniliowej lemoniady z lodówki. Bryson nie unika opisywania trudnych momentów, a jego stosunki z najbliższym przez kilka tygodni człowiekiem (czyli Katzem) wielokrotnie bywały bardziej niż napięte, ale dystans, z jakim to robi, poczucie humoru i umiejętność śmiania się z samego siebie sprawiają, że „Piknik” to idealna lektura.

Dla tych, którzy lubią podróżnicze publikacje, „Piknik z niedźwiedziami” to także pozycja przydatna (jeśli zamierzacie się kiedyś wybrać na „spacer” po AT). Bill pisze o namiotach, mapach, jedzeniu, schroniskach, bidonach, plandekach i sposobach ochrony jedzenia przed niedźwiedziami. A także sporo miejsca poświęca historii amerykańskich pieszych szlaków turystycznych oraz tamtejszym parkom narodowym. I ta część akurat zdecydowanie wzbudza dreszcz grozy, bo pokazuje, że najgroźniejszym szkodnikiem na ziemi jest jednak człowiek.

Jako ciekawostkę jeszcze podam, że na podstawie książki powstał film (premiera we wrześniu tego roku), z Robertem Redfordem jako Billem i Nickiem Nolte w roli Katza. Zdecydowanie obejrzę.

A, i jeszcze jedno. Niedawno biegłam sobie taki mały górski półmaratonik, bynajmniej nie w Apallachach a w Beskidzie. I w pewnym momencie byłam tylko ja i las. Coś gwałtownie zaszeleściło, a moja pierwsza myśl (byłam świeżo po lekturze) brzmiała: niedźwiedź!!! Prawie się poplułam ze śmiechu :-)

Tytuł: „Piknik z niedźwiedziami”

Autor: Bill Bryson

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Afryka dobra na wszystko

przez , 18.lis.2014, w Bez kategorii

Są takie książki, których czytanie zawsze poprawia mi humor. I do nich należy seria o Precious (tak, tak, to nie pomyłka) Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej nr 1.

Mma Ramotswe to tradycyjnie zbudowana afrykańska kobieta. Mieszkanka Botstwany, która kocha Botstwanę, kocha swojego męża, mechanika samochodowego oraz kocha rozwiązywać ludzkie problemy. Niekoniecznie takie, które na swojej drodze zawodowej spotykają typowi prywatni detektywi. W „Niebieskich butach” na przykład będzie musiała się uporać ze sprawą kobiety posądzonej o szantaż,  pracownikami parku narodowego, panicznie bojącymi się, że ktoś rzuci na nich klątwę oraz własną asystentką, która deklaruje bycie feministką, ale bardzo nie chce wystraszyć nieśmiałego narzeczonego.

niebieskie butyNie ukrywam – ostatnio literatura kobieca jest pełna blichtru. Glamour. Owszem, bywa o emocjach, uczuciach, nawet rzeczach ważnych, ale są one przytłoczone markami ciuchów, butów, ekskluzywnej oliwy z oliwek, torebek, gęsimi wątróbkami według przepisów renomowanych szefów kuchni i tak dalej. Książki Alexandra McCalla Smitha, znajdujące się po drugiej stronie snobistycznego stylu życia przywracają temu życiu właściwe proporcje. Bo Precious Ramotswe jest według naszych standardów uboga. Poważnie zastanawia się, gdy ma kupić parę butów czy nowy fotel dla męża. A jednak jej uwagi nie zaprząta nieustanna gonitwa za materialnymi dobrami. Najważniejsi w tym wszystkim są ludzie. Na przykład mąż Ramotswe, który, zabiegany od rana do wieczora, milczący i kochający swoją pracę – czyż w efekcie nie zasłużył na fotel, na którym mógłby wypocząć? Czy naprawdę kobieta kradnąca produkty spożywcze z jadłodajni, aby nakarmić swojego męża zasługuje na potępienie? A może należy zastanowić się nad jej intencjami i pomóc inaczej? Fakty w działalności Kobiecej Agencji Detektywistycznej są najmniej istotne. Ważne są emocje, uczucia i przede wszystkim – chęć zrozumienia drugiej osoby. To niesamowicie cenne. Bo czyż nie jest tak, że głównie myślimy o sobie?

„Niebieskie buty” – tak samo jak i poprzednie książki o Precious Ramotswe pomagają nam spojrzeć na relacje międzyludzkie z zupełnie innej perspektywy. Gdy asystentka Precious, Grace Makutsi mówi swojemu narzeczonemu, że jest nowoczesną kobietą i feministką, trudno nam powstrzymać uśmiech. A właściwie czemu? Czy mieszkanka Botstwany, finansowo odległej od naszych warunków, bez dostępu do Internetu, mieszkająca bez telewizora, nie używająca samochodu nie może być kobietą wyzwoloną? Przecież nie chodzi  o status materialny, a wewnętrzną wolność. Swoją niezależność panna Makutsi podkreśla kupując cudowne, niebieskie buty. Kompletnie niepraktyczne i na dodatek za małe, ale przecież nie chodzi o wygodę, tylko deklaracje. Smith jednocześnie pokazuje nam, jak bardzo deklaracje mogą być odległe od tego, czego naprawdę chcemy. Bo czasem sami się pchamy w niebieskie, niewygodne buty, nie dbając o to, czego tak naprawdę potrzebujemy.

Uwielbiam Precious Ramotswe, jej spokój, upodobanie do herbaty z czerwono krzewu i bycia tradycyjnie zbudowaną afrykańską kobietą. I uwielbiam subtelność Smitha, jego delikatne poczucie humoru i łagodność. Łagodność – tego chyba właśnie teraz nam potrzeba.

Tytuł: „Niebieskie buty”

Autor: Alexnader McCall Smith

Wydawnictwo Zysk – S-ka

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...